Banalne2
Tym razem spacer z K.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wybraliśmy się na ociekający szczęściem spacer. Dzień opłwajacy w słońce, chmury unoszące się lekko na powierzchni nieba. Soczyste głowy ludzi, spływające poczuciem wielkich planów i mozliwości, tak jak świece spływają woskiem. Chore kolory w kwiaciarni. Psychodeliczne żonkile otwarte najszerzej ze wszystkich kwiatów. Jak znak z nieba. Szłam tuż obok jego napęczniałej miłością głowy, tuż obok jego namiętności. Obok oczu, pełnych ukochanej Ewy. Ewy, która w cale go nie potrzebowała. Myślałam, czy przypadkiem miłość nie jest durna. Udaliśmy się na dziedziniec przed kościołem. Usiedliśmy na ławce, w okół której latem były mrowiska. Zaczęłam opowiadać mu to, co pamiętałam o tym miejscu. - Kiedy byłam mała, przychodziłam tu razem z moją babcią. Wprowadzała ład, pomiędzy roślinami, czarodziejskimi dłońmi pielęgnowała ogród. Kryłam sie w cieniu wierzby i patrzyłam, jak porusza się pomiędzy zielenią. Zasypywałam butem mrowiska, a po jej twarzy przemykały cętki światła, prześwitujacego przez młode listowie. - Każdy ma jakieś wspomnienie. Siedział zamyślony, roztrząsał to, o czym myślał zawsze. Pojmował miłość na swoje magiczne miliony sposobów, badał wszystkimi tajemnymi zmysłami - wszystkimi służącymi tylko, do odczuwania miłości. Ja wpadłam w wir wspomnień o babci - smutnej i majestatycznej, wciąż łykającej proszki z krzyżykiem po 50 gr. Poczułam, że zaraz będę płakać. Właściwie to z K. głównie płakaliśmy. Babcia żyje. Choć stała się tak obca i tak odległa, że zmieniła się w kłębek wyrzutów sumienia. Za to, jak potrafiłam być podła i zbywać ją zimno, choć obiecywałam sobie, że nie będę. To zwykła starsza osoba, która często powtarza to samo zdanie, chodzi do kościoła i przesadnie się mną opiekuję. I znów - obiecuję sobie, że będę lepsza dla niej. A nie taka zimna i wyrachowana suka. W szczęśliwych wspomnieniach z dzieciństwa gdzieś czai się coś gorzkiego, poczucie winy, którego wolę nie rozdrapywać. Nie lubię wspominać, nie lubię pamietać. Nie chcę nawet o tym słyszeć! Tym razem K. się odezwał. Widocznie sprzykrzyła mu się ta cisza, w której ja zadawałam sobie pokutę, za niedopowiedziane grzechy. Może właśnie dlatego przestałam chodzić do kościoła? Przez zimne, drewniane konfesjonały, w których musisz POWIEDZIEĆ? Zmienić fantomy grzechów w jasne, obnażone słowa, w coś, czego nie można już ukryć. - Chrześcijaństwo jest takie smutne - powiedział K. - To wina ludzi, nie chrześcijaństwa - odparłam. Miałam w głowie te wszystkie chrześcijańskie zespoły muzyczne i Kamila, który był zawsze tak cudowny i czarujący w swoim uśmiechaniu się do hostess w supermarketach, choć był zagorzałym katolikiem. Miał w sobie tę spokojną mądrość, tajemną wiedzę z drzewa dobra i zła, własciwą jedynie ludziom wierzącym. I w cale nie był smutny. - Ludzi? Tak, nerwów. Żydów, Niemców i Masonów - drwił K., tylko dlatego, że mnie nie zrozumiał. Większosć mężczyzn nie potrafi zrozumieć niedopowiedzeń. Gdy kończę zdanie, urywając w połowie, zadają masę niepotrzebnych pytań, zamiast ... Zrozumieć po prostu. - Potrzeba nam nowego Świętego Augustyna. Mamy tylko archaiczne wzorce, których nijak nie da zastosować się do naszych czasów. Nie ma współczesnych świetych, takich zwykłych, codziennych. Wciaż żywe są ideały sprzed kilkuset lat - katolika ascety, z łańcuchem wbitym pod skórę, zamkniętego w pustelni. Dlatego to takie smutne, rozpaczliwe chrześcijaństwo. - Lubię gospel. - Ja też. Kochać Boga przez swoją radość. Widziałam kiedyś taki film: "boski oddział specjalny". Nie pamietam już, ale mi się podobał. - Co zrobimy teraz? Było jeszcze dużo czasu. Wczesne popołudnie - tak dalekie od tej pory, gdy słońce razi w oczy najmocniej. Pamiętam, że kiedy chodziłam do kościoła na popołudniową mszę pewną uliczką, zawsze musiałam mieć zamkniete oczy. Słońce stawało się wtedy królem nieba, rysowało się wyraźną żółto-czerwoną pomarańczą, ściekającą na drogę przede mną. - Lubię chodzić do biblioteki, ale możemy zrobic cokolwiek. Coś zaćwierkało ponad naszymi głowami. Nie mieści mi sie w głowie, jak ludzie potrafią rozpoznać gatunek ptaka, po…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil L.Vis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…