Barwne życie Jane Stewart Rozdział IX
ciąg dalszy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ROZDZIAŁ IX
Po dwóch tygodniach przenieśli mnie na odwyk. Tam było pełno ćpunów. Cieni wałęsających się po korytarzach. W porównaniu z niektórymi, ze mną nie było tak źle. Byli tacy, którzy mieli porozszeżane żyły na całym ciele. Na nogach, rękach, szyi, wszędzie. I przechodzili żółtaczkę chyba z dziesięć razy. A ja tylko raz. Trzy dni po przeniesieniu poznałam Franka – chłopaka o niebieskich oczach, brązowo-rudych włosach i uroczym uśmiechu. Po dłuższej, kilkugodzinnej rozmowie dowiedziałam się, że zanim zaczął brać, Frank miał własny zespół, lubił tę samą muzykę co ja i ogólnie był do mnie bardzo podobny. Mógłby być moim bratem. Mieliśmy dużo czasu na gadanie, bo leżeliśmy w tej samej sali. Juliet twierdzi, że się zabujałam. Wolne żarty! Ja? Nie... Uważa, że dawno nie miałam z kim pogadać, komu się pożalić, z kim się pobawić. Ja nie potrzebuję kogoś takiego! Sama sobie doskonale radzę. Poza tym obiecałam sobie, że już nigdy się nie zakocham. Moja przyjaciółka twierdzi, że dlatego tak powiedziałam, ponieważ zbyt wiele razy miałam złamane serce. I że moja obietnica się nie spełni, bo człowiek nie jest maszyną bez dna i musi się komuś wyżalić. Puste gadanie. Ja od chyba półtora roku (oj, nie pamiętam!) nie mam nikogo i żyję. „O shit! Nie, to niemożliwe!” - myślałam w czwartek, dwa dni później - „Julie miała rację. Jednak się zabujałam! Hrr....! Nie!” Tak, byłam zakochana we Franku. Chłopak potrafił wspaniale opowiadać, dlatego za każdym razem słuchałam go z zapartym tchem. Był też świetnym słuchaczem, więc mogłam spokojnie snuć wielogodzinne opowieści. Poza tym cierpliwy, czuły i miał świetne poczucie humoru i mega dystans do siebie. Tak, to był fajny związek, ale niestety – krótki. Krótki, ponieważ niedługo potem wypuścili mnie. Miesiąc później niemal co tydzień byłam przeziębiona. Z Juliet doszłyśmy do wniosku, że w szpitalu straciłam odporność. Jednak kolejnego dnia poszłam do lekarza. Jak kobieta mnie zobaczyła, to nie mogła uwierzyć, że ja nadal żyję. Wysłała mnie na badania krwi. Tylko po co? Jestem zdrowa! Ale jak trzeba to trzeba. W piątek, cztery dni później przyszły wyniki. Juliet weszła do mieszkania z szeroko otwartymi oczyma. - Julie, co się stało? - zapytałam siedząc na kanapie i oglądając jakąś durną komedię – UFO wylądowało za oknem? - roześmiałam się. - Zobaczymy czy teraz będziesz się śmiać – powiedziała podając mi kartkę – Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. - What the fuck?! Nie, to niemożliwe! Nie! J-j-j-jakim cudem?! - krzyknęłam, z niedowierzaniem wytrzeszczając oczy. - Jezus! Juliet, ratuj mnie! Co ja teraz zrobię?! Przecież to cholerstwo jest nieuleczalne! - rzuciłam się przyjaciółce na szyję, a z oczu pociekły łzy. Wiedziałam, że ta kartka z wynikiem mówiącym o tym, że jestem chora na AIDS będzie początkiem końca. - Ech, Jane, sama jesteś sobie winna. - Słucham?? A-a-a... Ale jak?! Przecież... nie! To niemożliwe! - Niestety to możliwe i jak najbardziej prawdziwe. - To nie moja wina! Co ja takiego zrobiłam?! Julie, co?! - Oj, Jane, nie zachowuj się jak dziecko. Przecież wiesz jak przenosi się AIDS. - No właśnie nie wiem. Wiem, że jest śmiertelne. Duże niebieskie oczy mojej brązowowłosej przyjaciółki zrobiły się jeszcze większe. - Matko Jane! Coś ty robiła na biologii, kiedy omawialiśmy wirusy? - Hm... No nie wiem, może byłam wtedy w poprawczaku?? Nie pomyślałaś o tym? - No, możesz mieć rację. Teraz mi się przypomina, że siedziałam wtedy sama. Ale w tym poprawczaku też chyba czegoś uczyli, prawda? - No nie bardzo. Pilnowali, żebyśmy byli grzeczni. - A ja myślałam, że poprawczaki są po to, żeby wychować i poprawiać moralność. - Ja też tak myślałam. Dopóki tam nie trafiłam. - Hm... ciekawe. Dobra, słuchaj. Sama jesteś sobie winna. To twoja wina, że jesteś chora. - Co?! Ale, ale... ja przecież nic takiego nie zrobiłam. Chyba. - No właśnie zrobiłaś. - Ale co? - Hm... No wiesz, nie trzeba było ćpać, prostytuować się... - No, ale ja jakoś musiałam zarabiać na życie. Czepiasz się... - Ech, to mogę zrozumieć. Ale nie mogłaś tego robić jakoś inaczej? Bezpieczniej? - Jakoś nie. Czyli, że AIDS przenosi się przez seks? - Też. I przez narkotyki. Więc możliwe, że zaraził cię jakiś facet, z którym się przespałaś, albo ćpun,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil I love Green Day
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…