Wróć do katalogu

Baśń o kowalu

Krótka baśń o strachu i smokach ;)

Kassandra, opublikowano , 14 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dawno, dawno temu w dalekiej, magicznej krainie u podnóża gór, leżała sobie mała wioska. Mieszkał tam młody chłopak o imieniu William. Will był synem kowala. Od najmłodszych lat pomagał ojcu w kuźni. Uczył się pilnie, by któregoś dnia samemu zostać kowalem. Nie miał większych ambicji, bo niby czemu miałby mieć. Pozycja dobrego rzemieślnika, uznanego kowala, to był największy zaszczyt jaki mógł spotkać chłopaka z małej wsi. Nigdy też tego nie żałował, nawet lubił swoją pracę.

Tak było, aż do dnia w którym do wsi wjechała królewska karoca. Pierwsi wjechali rycerze ze sztandarami, następnie piękna karoca, a za nią jeszcze trzech jeźdźców. Już przy wjeździe krzyczeli „Gdzie znajdziemy kowala?”. Mieszkańcy zdumieni, wskazywali tylko palcem kierunek. Will pomagał właśnie ojcu, gdy przed warsztat zajechał królewski kondukt. Jeden z rycerzy podjechał do nich na wysokim, szlachetnym ogierze.

- Jesteś kowalem? – ojciec Willa skinął głową na potwierdzenie. – Jeden z naszych koni stracił podkowę. Trzeba go szybko podkuć, księżniczka spieszy się na bal. - To zajmie tylko chwilę. – odpowiedział kowal. – Will zmierz koniowi kopyto. Will podszedł do wskazanego konia. Miarką zmierzył szerokość i długość kopyta i już miał wrócić do ojca, gdy usłyszał za sobą głos. - Sir Randalu, jak długo tu będziemy? – księżniczka Izabela patrzyła przez otwarte drzwi powozu.

Rycerz, który zwracał się poprzednio do ojca, nazwany Sir Randalem, spojrzał się pytająco na Willa. - To zajmie tylko chwilę. – odparł, nie spuszczając oczu z księżniczki. Dziewczyna była piękna. Mniej więcej w wieku Willa. Miała długie, jasne włosy i niebieskie, wesołe oczy. Na jego odpowiedź skinęła głową i obdarzyła chłopaka uroczym uśmiechem.

Po raz pierwszy, ojciec musiał go popędzać przy pracy. Will nieustannie odwracał wzrok starając się spojrzeć na księżniczkę. Bardzo żałował, że podkucie konia trwa tak, krótko. Po skończonej robocie, Sir Randal rzucił ojcu Willa sakiewkę z pieniędzmi, księżniczka natomiast pomachała obu kowalom na pożegnanie. Will stał jak zaczarowany, właśnie zaczął marzyć o poślubieniu pięknej księżniczki.

- Will! Wracaj do pracy, nie masz co marzyć o księżniczce. – zawołał ze śmiechem jego ojciec, jakby czytając mu w myślach.

Will wiedział, że ojciec ma rację. O rękę księżniczki mogli starać się tylko najwięksi lordowie, on mógłby może zostać jej służącym, ale i to wątpliwie – nie znał nawet etykiety. Westchnąwszy, wrócił do pracy, ale nie mógł zapomnieć uroczego uśmiechu księżniczki Izabeli.

***

Dwa tygodnie później zdarzyło się coś co nie tylko nie pomogło, Willowi zapomnieć o księżniczce, ale znów rozbudziły jego nadzieje. Królestwo obiegła wieść o porwaniu królewskiej córki. Zły czarnoksiężnik, Gaard, napadł na kondukt, czarem unieruchomił strażników, poczym zniknął w czerwonym świetle razem z księżniczką. Król rozesłał po całym królestwie heroldów z wiadomością, że ten kto uratuje księżniczkę Izabelę, otrzyma jej rękę w nagrodę. Will nie potrzebował więcej. W jednej chwili był gotowy do drogi.

- Will! – krzyczał za nim ojciec. – Zostań! Nie Tobie się równać do wielkich rycerzy! Zginiesz tam! Król nie pozwoli Ci i tak poślubić swojej córki! Nic to jednak nie dawało, will był bardziej niż zdecydowany. To była jego jedyna szansa. Wsiadł na konia i odjechał, starając się nie słyszeć krzyków ojca.

Nie mając pojęcia gdzie szukać, jeździł po całej krainie i szukał każdej możliwej wskazówki. Mijały tygodnie, a on nic jednak nie znajdywał. Nic nie wskazywało też na to, by ktokolwiek inny odszukał księżniczkę. Zrezygnowany wracał właśnie do domu. Nie miał pojęcia, gdzie mógłby jeszcze zajrzeć, opuściła go cała nadzieja. Wtedy właśnie zobaczył siedzącego przy drodze staruszka. Wyglądał na bardzo biednego, miał na sobie tylko podartą szatę, a jego oczy były przymknięte jakby spał. Will w pierwszej chwili chciał przejechać obok niego obojętnie. Sam był zmęczony długa podróżą, nie miał już prawie jedzenia, a i wody tylko na kilka łyków. Spojrzał jednak na staruszka raz jeszcze i coś go tknęło. Stanął.

- Wszystko w porządku? Mogę Ci w czymś pomóc? - Wody. – odparł słabym głosem człowiek. Will podał swoją wodę z pewnym wahaniem. „On potrzebuje jej bardziej niż ja” przekonywał sam siebie. Z tą myślą wyjął także swoją ostatnią rację żywnościową i podzielił się nią ze staruszkiem. Zaproponował także podwiezienie go do najbliższej wsi, widząc, że biedak nie da rady sam dojść.

- Dziękuję Ci, młody Willu. – chłopak zdziwił się, że staruszek zna jego imię. – Twoje dobre serce mnie uratowało. W zamian za Twoją pomoc dam Ci tę mapę. Pomoże Ci ona w twoich poszukiwaniach.

Will spojrzał na zwój, który dostał i już chciał coś powiedzieć, ale gdy podniósł głowę zobaczył, że staruszka już nie ma. Chłopak nie był pewien co zrobić. Nic nie rozumiał z tego co się wydarzyło. Spojrzał na otrzymaną mapę. Przedstawiał ziemie królestwa, ale w okolicach gór znajdował się czerwony punkt. Will przez chwilę się wahał. „Może to był właśnie Gaard i zastawił na mnie pułapkę, ale dlaczego miałby to robić? Jestem tylko synem kowala, który właśnie zrezygnował ze swoich marzeń”. Postanowił spróbować. Spojrzał jeszcze raz na mapę, wsiadł na konia i ruszył w drogę.

Jechał trzy dni i trzy noce, a gdy w końcu dotarł na miejsce, prawie się rozpłakał. Obszedł trzy razy okolicę i zajrzał pod każdy kamień. Tutaj nic nie było. Staruszek musiał sobie z niego zażartować. Zrezygnowany Will oparł się o skalną ścianę i… przewrócił się. Zdziwiony spojrzał na miejsce, gdzie przed chwilą była skała. Teraz znajdowało się tam wejście do jaskini, w której właśnie leżał na plecach. Wstał i popatrzył w jej głąb. Było zbyt ciemno by cokolwiek zobaczyć. Podbiegł do konia i wyjął z juk pochodnię. Zapalił ją krzesiwem i wszedł do jaskini. Korytarz nie był długi, szybko znalazł się w ślepym zaułku. Tym razem jednak nie zrezygnował szybko. Pamiętał jak dostał się do jaskini, więc zaczął dotykać ścianę na końcu. Po chwili jego palce napotkały na ruchomy kamień – nacisnął go. Przed Willem otworzyły się kolejne tajemne drzwi, a za nimi niewielka komnata. Chłopak zrobił niepewny krok, potem drugi, gdy tylko przekroczył próg pomieszczenia usłyszał zgrzyt zamykających się drzwi. Gwałtownie się odwrócił, ale nie było już wyjścia. „Teraz to się wpakowałem” pomyślał.

- Nie bój się, chłopcze. – usłyszał łagodny głos za sobą. Will zobaczył na środku komnaty kobietę. Chociaż nie całkiem, była to raczej zjawa o postaci kobiety. - Kim… Czym jesteś? – zapytał starając się nie okazać strachu. - Jestem Wyrocznią. Wiem co było… wiem co jest… a także co będzie… W czym mogę Ci pomóc, chłopcze. - Podobno możesz mi pomóc w moich poszukiwaniach. - Ach! Szukasz czarnoksiężnika, a wraz z nim księżniczki Izabeli. Tak. Mogę ci pomóc. - Gdzie on jest? Gdzie jest…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych