Bestia cz. 5
Ciąg dalszy opowiadania pt. " Bestia "
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Tylko tyle wiem. Nie zabijaj - drżącym głosem w strugach łez, klęcząc przed stołem skomlał duchowny. - Kiedy już uwolnisz się z więzów i wezwiesz pomoc, nie próbuj mnie szukać. Nie znajdziesz mnie. - Nie mam zamiaru, już nigdy w życiu cię spotkać - wykrztusił z siebie duchowny, po czym spojrzał na swoja odciętą dłoń, leżącą na podłodze w kałuży krwi i znów zaczął histerycznie płakać. Wtedy, ponownie jego usta zostały zalepione taśmą izolacyjną. - Tacy jak ty wyglądają żałośnie jak ryczą. Ostrzegałem, że wszystko z ciebie wyduszę. Postąpiłeś słusznie, inaczej zabrał bym twoją odciętą część ze sobą. Ty dałeś mi informacje, w zamian ja zostawiam ci łapę, dzięki czemu będą mogli ci ją przyszyć. - powiedział mężczyzna, po czym zgasił światło w salonie i zniknął w ciemnościach.
***
Burza gwałtownie przybrała na sile. We wszystkich domach wzdłuż ulicy paliły się świece w oknach. W jednym z domów, przy oknie wychodzącym na główną ulice miasteczka, stała cała rodzina . Matka z ojcem obejmowali dzieci, stojące przed nimi. Wszystkie światła w pomieszczeniu, w którym stali były pogaszone. Z niepokojem patrzyli w kierunku ulicy. Dwa stare bezlistne dęby, stojące tuż przed bramą wejściową na ich posesję, kołysały swoimi groźnie wyglądającymi gałęziami. Nawet podczas jasnego dnia, czuli się nieswojo przechodząc obok tych starych dębów. Teraz, podczas tej dziwnej burzy, budziły one u rodziny znacznie większy, niepokój i strach. Co chwile mrok rozjaśniały błyskawice a odgłosy grzmotów były inne, niż przy normalnej burzy, Jakby zwiastowały niepoznane jeszcze zło z innego świata. Podczas jednego z błysków rodzina zobaczyła, że przed bramą do ich domu, między dwoma starymi dębami stoi dziwnie wyglądająca postać. Domownikom włosy się zjeżyły a po ich karkach i plecach, przeszedł zimny nieprzyjemny dreszcz. Rodzice mocniej objęli dzieci. Po chwili, tuż nad ich domem, usłyszeli przerażający grzmot a natychmiast potem błysk. Podczas tego rozbłysku, rodzina z przerażeniem zobaczyła, że miedzy dębami stoją dwie postacie a nie tak jak wcześniej, jedna. Szok był tym silniejszy, że postacie nie stały już przed, zamkniętą bramą, ale na terenie ich posesji.
Powoli z cichym skrzypieniem, uchyliły się drzwi do pokoju, w którym znajdowała się przerażona rodzina. Ojciec usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, odwrócił się i dostrzegł w ciemnościach przygarbiona postać. Krzyknął z przerażenia. Wszyscy zbledli ze strachu. Cofnęli się jeszcze bliżej, do okna opierając się o parapet. Ojciec spojrzał krótko przez okno i ujrzał że postacie są teraz tuż pod domem i spoglądają w górę, na rodzinę stojącą przy oknie.
Dziwna postać zaczęła się zbliżać do przerażonej, nie mogącej się ruszyć ze strachu ściśniętej razem, grupki domowników. W świetle błyskawic, widać ją było przez chwile dokładniej. Zbliżała się do nich, bardzo stara kobieta z upiornie bladą twarzą, całą pokrytą zmarszczkami. Spod podartych szat, przedzierało stare wychudzone, pomarszczone ciało. W jej oczach było widać pustkę i zdawały się martwe. Szaty sięgały mniej więcej do kolan kobiety, jednak nie było widać poniżej jej nóg. Zjawa wolno sunęła w kierunku rodziny. Matka zasłoniła oczy dzieciom trzęsącymi z przerażenia dłońmi, po czym sama zamknęła oczy i zaczęła się modlić, szybko wypowiadając słowa modlitwy, przez drżące wargi, które zalewały łzy. Gdy zjawa była już blisko wyciągnęła rękę, w której trzymała gromnice, w kierunku bladego ze strachu ojca rodziny. - Zapalcie tą świecę i postawcie w oknie tak, żeby było ją widać ze dworu a tej nocy nic wam się nie stanie - powiedziała zjawa, po czym odeszła i zniknęła za drzwiami.
***
Lekarz w białym fartuchu szedł korytarzem. Po obu stronach korytarza w równych odległościach były białe drzwi. Wszedł, przez jedne drzwi do sali. Sala była obszerna i jasna. Łóżka szpitalne ułożone były w dwóch rzędach, jeden rząd był pod oknami a drugi pod ścianą, naprzeciwko okien. Na wszystkich czterech ścianach, wysoko nad łóżkami, wisiały czerwone podłużne, pionowe flagi na których widniał czarny, równoramienny krzyż o załamanych ramionach, na okrągłym, białym tle. Lekarz miał około trzydziestu lat. Był bardzo przystojny. Piastował stanowisko ordynatora. Chodził wzdłuż łóżek i uważnie przypatrywał się ciężarnym kobietą, leżącym na szpitalnych łóżkach. Przyglądał się również bliźniakom, w różnym wieku, od niemowlaka po kilkuletnie dzieci. Przechodził tez, obok łóżek z karłami i ludźmi ułomnymi. Podszedł do jednej kobiety z zaawansowaną ciążą i zapytał jak się czuje. Kobieta odpowiedziała, że czuje się dobrze i spytała co będzie dalej z nią i z jej jeszcze nie narodzonym dzieckiem. - Najpierw urodzisz a potem zobaczymy - odpowiedział…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Yourofsky
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…