Beta
Opowiadanie mówiące o perypetiach nastolatków. Na początku spotykają się w IV klasie, potem ich przyjaźń się rozwija... a dalej zoaczycie sami. Zapraszam do przeczytania!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
BETA
I (KLASA CZWARTA) Beata i Adam poznali się w IV klasie SP. Jak zawsze na początku byli nieśmiali i niepewni siebie. W IV klasie mało ze sobą rozmawiali. Nic o sobie nie wiedzieli. Bali się? Może tak, przecież jedna z ich nauczycielek ciągle powtarzała, że są mali, niedoświadczeni i o życiu nic nie wiedzą. Na pewno była w tym jakaś prawda. Pewnego dnia trochę ze sobą rozmawiali i siedzieli razem, przy sobie na przerwie. Dla Beaty to był jakiś znak. Adam był jej pierwszą szkolną sympatią. - Co tam, Adam? Taki jakiś smutny jesteś. - A nic. Kacper z IVd kopnął mnie i później nie mogłem mu oddać, bo nauczycielka szła… - O…! On jest taki dziwny. Czego byś do niego nie powiedział, to ten od razu do bójki. - No. A co u ciebie? Ostatnio tak mało ze sobą rozmawiamy. - Ja już kilka razy chciałam zacząć rozmowę, ale ty… unikałeś mnie? Przecież my tak właściwie się nie znamy. Chodzimy do klasy od kilku miesięcy. U mnie w porządku. A u ciebie? - Też, wszystko tak jak zawsze. Ja nie unikam ciebie. Tak jakoś wyszło. - Aha. – Odpowiedziała zarumieniona Beata. -Coś się stało? Przed chwilą byłaś cała czerwona, a teraz blada jak ściana. Zaprowadzić cię do higienistki? - Mógłbyś? - Tak. Chodź! – Odprowadził ją, trzymając za rękę. Po wizycie u pielęgniarki wszystkie dziewczyny plotkowały na temat Beaty i Adama. - Beata! Zakochałaś się, czy co? Pytam ci się, czy pożyczysz mi długopis, powiedziałaś, że tak. Nie dałaś mi go. - Ja? Nie zakochałam się! W IV klasie? Oszalałaś, Anka? – Odparła zawstydzona, a zarazem pewna siebie kłamczucha Beata. - Wcale nie oszalałam. Znowu nie dałaś mi tego długopisu. - Weź sobie z mojego piórnika. – Odparła Beata bardziej ożywiona. -Okej. II (KLASA PIĄTA) W klasie piątej było wiele wspólnych spotkań z Beatą, Anką, Adamem i Kubą. Adam był coraz bardziej śmiały wobec Beaty. - Hej! – Przywitał się Adam. W jego głosie dało się wyczuć smutny ton. - Cześć Adam! Coś ty taki zdołowany? - Pani Ilona – nasza wychowawczyni – spotkała mnie przed chwilą na korytarzu i… - I? - I powiedziała, że pani od religii bardzo się na mnie skarżyła. Mam iść dzisiaj do dyrektorki. - O kurczę! - Ilona była tak wkurzona, że lepiej z nią dzisiaj nie zadzierać na matematyce. - Z nią to ostatnio w ogóle strach zaczynać. W IV klasie była taka wyluzowana, wszystko brała na żarty i ogólnie była fajna. - Dokładnie! Jeszcze się teraz na mnie uwzięła. Co matematyka, to na mnie krzyczy. Coś z nią chyba jest nie tak. - Masz rację. Świętą rację. We wszystko się wtrąca. Nawet w nasze pozaszkolne i pozalekcyjne klasowe spotkania. Nawet, kiedy są jakieś kłótnie między chłopakami poza szkołą, to od razu leci do dyrektorki. - Mam jej dosyć! - Całe szczęście jeszcze tylko rok musimy z nią wytrzymać. - No! A do którego idziesz gimnazjum? – spytała Beata. - Ja chyba do ósemki, jak się dostanę. - To jest chyba sportowe, prawda?- Znów zapytała Beta. - Tak, chciałbym iść na profil z piłką nożną. - Ja chyba idę do jedynki, tam jest dużo profili „ścisłych”. - Też tak słyszałem. A ty naprawdę jesteś niezawodna z matematyki i przyrody. - Dzięki. Mam nadzieję, że nie chcesz się tym podlizać, żebym dała ci spisać zadanie z matmy? - O, prześwietliłaś mnie! - Widzisz, jaka jestem bystra. - Wiem… - Fajny z ciebie kolega, Adam. - Z ciebie też niezła koleżanka, Beta. - O nie! Już jest dziesięć minut po dzwonku! - Ale się zagadaliśmy. Znowu będzie cały dzień gadania. - Na pewno. Chodźmy, bo lepiej przyjść na matę późno niż wcale. - O Matko! Teraz jest mata? - No, tak jakby. - Biegiem! Na matematyce dostali spóźnienia do dziennika, tradycyjną burę od pani Ilony i pełno „równań” miłosnych, tzn. BEATA + ADAM = MIŁOŚĆ. - Weroniewicz, Dalski – do ławek! Raz! Co to za spóźnienia? Nie wiedzieliście, że mamy powtórzenie wiadomości z czwartej i piątej klasy? Podajcie wasze zeszyty ćwiczeń! – Skarciła ostrym głosem pani Ilona. Siadajcie! W przeciwieństwie do was reszta klasy nauczyła się na dzisiejszą lekcję. – Jeszcze raz nakrzyczała pani Waszczyk – proszę bardzo, Marcin do tablicy! Podziel mi ułamek piętnaście sześćdziesiątych przez osiemdziesiąt jeden. Marcin, ku zdziwieniu pani Ilony, nie poradził sobie z tym zadaniem. Nie wiedział nawet jak to zapisać. - To są jakieś żarty! Dwa tygodnie mówiłam, przypominałam, ale na nic. Klasa piąta „a” jak zwykle miała to…- chrząkła pani Waszczyk i do tablicy przywołała Adama- Adam, pomóż koledze obliczyć to działanie! - Ale… ja się nie przygotowałem. – Powiedział zrezygnowanym głosem. - Siadaj! – Adam się ucieszył, ale na krótko- jedynka!- Powiedziała ostrym głosem nauczycielka. W takim razie, kogo by tu wziąć, a może Beata wykaże się przy tablicy? Beata doskonale poradziła sobie z tym zadaniem i pani Ilona odnotowała to w swoim zeszycie do „plusów”. Niestety wpisywała też w nim minusy. - Widzicie?! Tak trzeba było rozwiązać to zadanie. Bardzo ładnie, Beata! Teraz wypełnijcie te króciutkie testy, a ja w tym czasie sprawdzę ćwiczenia Beaty i Adama. Cisza. Po chwili słychać: - No, nie! Adam przy tablicy twoja wiedza zasłużyła na jedynkę a z pracy domowej na… piątkę. Brawo! Tylko, czy ty tego nie spisywałeś od kogoś? Na przykład od Beaty? Ona też odrobiła lekcje bezbłędnie. Ostatnio poznawaliśmy kilka sposobów obliczania procentów, a akurat ty i Beata napisaliście tym samym. Coś tu jest nie tak! Przyznaj się! Milczenie. - Spisałem- z głową w dół odpowiedział Adam. - A od kogo? Znów nikt się nie odzywa, aż nagle: - Ode mnie proszę pani!- Powiedziała Beta. - Beata! Dałaś spisać Adamowi?- Spytała nauczycielka. - Tak.- Cicho powiedziała Beta. - Trudno! Macie szczęście dzisiaj. Nie dostaniecie jedynek, ale pamiętajcie, to było ostrzeżenie. Wszyscy niech w klasie już wiedzą, że za spisywanie będę wpisywała minusy. A teraz do zajęć.- Ostrzegła pani Waszczyk i zabrała się do omówienia ocen Beaty i Adama z pracy domowej. Adam pięć i Beata również pięć. Beatko, ślicznie. Uczcie się od niej! Zawstydzona Beata podziękowała za pochwałę i poszła sprawdzić swój test, czy aby na pewno był dobrze napisany. Po chwili oddała go na biurko pani Waszczyk i z pokorą wróciła na swoje miejsce. Po tym reszta klasy również zaczęła przynosić swoje prace do nauczycielki. Po chwili zadzwonił dzwonek na przerwę, z czego dzieci bardzo się ucieszyły. - Trudno, nic więcej nie zdążyliśmy powtórzyć. Na sprawdzian musicie się samodzielnie jeszcze poduczyć w domu. A teraz wystawiamy oceny. Numer jeden- Marcin- trzy, numer dwa- Adam- trzy minus… numer osiemnaście- Beata- pięć plus, itd. Beata często zostawała sobie po lekcji u pani Waszczyk, żeby porozmawiać, ale w tym dniu nie zrobiła tego, ponieważ już dłużej nie mogła wytrzymać z tą panią. - Lekcja trwa niby 45 minut, a wydawało mi się jakby dzisiaj trwała przynajmniej dwie godziny zegarowe.- Powiedziała zirytowana Beta. - Tylko ty, to dostałaś dwie piątki, więc i tak nie masz powodów do wielkiego doła. Wiesz, ja mam co prawda piątkę i tróję z minusem, w takim razie mogę trochę narzekać.- Powiedział jak zwykle uśmiechnięty Adam. - Ja wcale nie narzekam, ale tego, co było na początku lekcji wolałabym drugi raz nie przechodzić. - No, ja też nie chciałbym przeżyć drugi raz początku matematyki. Tak właściwie to my mieliśmy tylko 35 minut lekcji. – Powiedział żartobliwie Adam.- Beta, mam do ciebie takie pytanie. Czy moglibyśmy zostawać po lekcjach, żebyś mnie trochę nauczyła matematyki? - Pewnie. Nie ma sprawy.- Odparła Beata. - Dzięki.- Powiedział Adam. - Nie ma za co.- Troskliwie oznajmiła Beta. - Fajnie, że za tydzień jest ta wycieczka do Zakopanego.- Radośnie odparł Adam. - No, fajnie, tylko szkoda, że Ilona też jedzie.- Markotnym głosem powiedziała Beta. - No, trochę głupio, ale pewnie będzie fajnie. Ona na wycieczkach to zawsze o wszystkim zapomina. Muszę już lecieć. Pa, Beta! - Cześć Adam! Trwały przygotowania do szkolnej wycieczki. Beata jak zwykle musiała dokupić jeszcze pełno ubrań. Nie mogła odnaleźć torby podróżnej, jak się później okazało, była w wersalce, w jej pokoju. W ogóle wszystko było na „wariackich papierach”. U Adama przygotowania wyglądały zupełnie inaczej. Wszystko miał uprane, poukładane, torba była przygotowana i ogólnie wszystko było „pod linijkę”. Czasami właśnie ten porządek Adama denerwował Betę, ponieważ według niej, to dziewczyna powinna być poukładana, a nie chłopak. Niestety w rzeczywistości wyglądało to „troszkę” inaczej. Nadszedł kolejny dzień. Szkoła. - Hej! To kiedy zaczynamy zajęcia z matematyki?- Spytała Beata. - Cześć! Jak dla mnie, możemy od dzisiaj.- Zaproponował Adam. - Okej. To dziś po szóstej lekcji spotkamy się na świetlicy, a zresztą dogadamy się jeszcze później.- Powiedziała Beata. - Dobrze. Już nie mogę się doczekać, Beta! - Ja też! Na zajęciach częściej ze sobą rozmawiali niż się uczyli, ale i tak Adam miał lepsze oceny z matematyki. Po tych spotkaniach zbliżyli się ze sobą, co nie oznaczało, że Adam chciał chodzić z Betą. Za zwyczaj po tych zajęciach chodzili na lody, czy do kawiarni. Nadciągnął dzień wyjazdu do Zakopanego. - Do zobaczenia, mamo! Będę dzwonić do was. Teraz lecę do autobusu! - Do zobaczenia, córeczko! Martwię się o ciebie. - Mamo, przecież nie mam pięciu lat. Poza tym jadę tylko na trzy dni. I ogólnie, to trochę ciszej mów, że się o mnie martwisz, bo wszyscy się na nas gapią.- Pouczająco powiedziała Beata. - Beta! Przywołuję cię do porządku! - Oj, mamo! Idę już. Pa!- Beata ucałowała oraz przytuliła mamę i pobiegła do autobusu. - Pa! U Adama jak zawsze wszystko wyglądało inaczej. - Nara! - Cześć, synu!- powiedział ojciec Adama. - To ja już idę do autobusu.- Odparł Adam. - Dobrze! Ja też już jadę! Pożegnań nastał koniec. Jazda autokarem była szczególnie męcząca dla opiekunów wycieczki, bo m.in. Adam bardzo się wygłupiał, zresztą dziewczyny też. Adam z Kubą siedzieli za Beatą i Anką, więc wybrykom nie było końca. Tu Adam ciągnął Betę za włosy, a tu Marcin dogryzał Ance. I tak w kółko. W końcu pani Ilona rozsadziła towarzystwo. Anka z Beatą poszły prawie na sam koniec autokaru, a chłopcy zostali tam, gdzie byli, czyli daleko od dziewczyn. Przez to rozsadzenie chłopaki chodzili po autobusie. W końcu pani Ilona znowu kazała dziewczynom wrócić na swoje miejsca. Wszyscy bardzo ucieszyli się z tego powodu i jak gdyby nigdy nic rozmawiali z panią Iloną. Ona już zapomniała o tym spóźnieniu Adama i Beaty z przed
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil karo7799
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…