Wróć do katalogu

Bez tytyłu c.d

Dalsza część poprzedniej publikacji :)

Halar, opublikowano , 26 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Moje starania spełzły na panewce ze względu na ból który odczuwałem w klatce piersiowej. -Nie ruszaj się, masz złamane dwa żebra. Wiele zadrapań i kilka siniaków. – usłyszałem męską tonacje wypowiedzi. Głos był znajomy ale nadal byłem za bardzo oszołomiony aby zorientować się kim była ta osoba. -Kim jesteś? – spytałem na wpół przytomny. -Jovanie, czy to ważne kim jestem? Najważniejsze że jestem i zdążyłem na czas. Gdybym się spóźnił mogło by to się dla ciebie źle skończyć. – jego głos dźwięczał przyjaźnie. Ukajał moje zszarpane nerwy. -Gdzie jest Mert! – po tych słowach zmieniłem pozycje na siedząca lecz od razu wróciłem do poprzedniej, ból był nie wyobrażalny. Jęknąłem. -Wybacz, on go zabrał. Nie mogłem nic zrobić. – dało się usłyszeć że jest mu smutno z tego powodu. -Jak to zabrał, gdzie, po co? – słyszałem panikę w swoim głosie. -Domyślam się po co go zabrał lecz gdzie go zabrał niestety nie wiem. – powiedział spokojnie. Z wielkim wysiłkiem usiadłem. Wykrzywiłem twarz z powodu bólu pulsującego z klatki piersiowej lecz musiałem wiedzieć komu zawdzięczam życie. Spojrzałem przed siebie, widziałem zarys postaci stojącej w miejscu gdzie przedtem stał mój napastnik. Od razu zorientowałem się kim jest ta postać. Był to Marcus, jego zielone oczy lśniły w ciemnościach. -Marcus to ty? – spytałem, dało się usłyszeć nutkę nadziei w moim głosie. Po tych słowach postać stojąca w zaciemnionej części pokoju zbliżyła się do mnie. Tak to był on. -Tak, to ja. – powiedział prawie czule – wybacz raz jeszcze, że nie udało mi się uratować twojego przyjaciela ale dla niego jest już za późno. -Dlaczego? Co mu się stało? – byłem oszołomiony. Podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. -Pozwól iż przejdziemy do drugiego pokoju i wszystko ci wytłumaczę. Zgadzasz się? -Tak – powiedziałem zawstydzony. Był zimny jak posąg, niosąc mnie do drugiego pokoju czułem zimno które biło od jego osoby. Ubrany w stylowy garnitur wyglądał pięknie, lecz jego zimne ciało wywołało u mnie gęsią skórkę. W salonie położył mnie na sofie. -Wybacz za to iż jestem taki zimny, dosłownie – obrócił te słowa w żart. Sam usiadł na fotelu na którym i ja wcześniej siedziałem. -Wytłumacz mi co się tutaj dzieje. –powiedziałem niemal błagalnym tonem. -Jesteś pewien, że chcesz wiedzieć? -Tak – odpowiedziałem pewnie. -Lecz musisz wiedzieć, że kiedy dostaniesz odpowiedzi na dręczące cię pytania będziesz musiał postąpić tak jak ci każe. Rozumiesz? –powiedział stanowczo. -Rozumiem, a teraz powiedz mi co się dzieje, co się stało Mertowi. -Ten mężczyzna który tutaj był i który cię zaatakował nie był normalnym człowiekiem. W sumie w ogóle nie był człowiekiem. -Słucham? – uniosłem brwi. -Jak by ci to wytłumaczyć – zamyślił się – Czy wierzysz w moce nadprzyrodzone? – zapytał poważnie. -Zależy, jeśli chodzi o duchy, zjawy i inne zjawiska tego rodzaju to nie. – odpowiedziałem niepewnie. -Nie, źle mnie zrozumiałeś. Czy wierzysz w rzeczy których nie da się wytłumaczyć naukowo – poprawił swoje pytanie, cierpliwie czekając na moją odpowiedź. Pomyślałem dłuższą chwile i odpowiedziałem krótko: -Nie. -Więc nie uwierzysz w to co ci powiem. – posmutniał – Na tym świecie istnieją stworzenia, które występują tylko w podaniach czy legendach. Żyją pośród ludzi, niczym wilki przebrane w owczą skórę aby nie zwracać na siebie z byt wielkiej uwagi. -Do czego dążysz, bo nie za bardzo rozumiem? – ciągle byłem zdziwiony. -Tymi istotami są wampiry. –powiedział pewnym głosem. Te słowa wywołały we mnie salwę śmiechu. Śmiałem się pełnym gardłem. -Wybacz mi moje rozbawienie, ale nie chcesz mi chyba wmówić, że postacie z książek, legend czy podań naprawdę istnieją. – mówiłem rozbawiony. -Mowie jak najbardziej poważnie. Postacie te istnieją i właśnie miałeś spotkanie z jedną z nich, z resztą teraz również masz. – mówił spokojnym, równym tonem. -Tak, jasne i może powiesz mi że masz ochotę wyssać moją krew. – zaśmiałem się. -Nie wyobrażasz sobie nawet jak wielką mam ochotę aby to zrobić. Zamarłem. Napięły się wszystkie mięśnie mojego ciała. Zaczęła wydzielać się adrenalina. -Żartujesz prawda? – nadal nie wierzyłem. -Nie, jestem z tobą jak najbardziej szczery, lecz nie masz się czego obawiać, nie zrobię ci krzywdy. Nie mam złych intencji. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że siedząc na fotelu naprzeciw mnie wydaje się niespokojny, jak by prowadził wewnętrzną walkę z samym sobą. -Czyli inne stworzenia z podani również żyją na świecie? – spytałem i szeroko otwartymi oczami. -Zależy co masz na myśli, nie wiem czy inne „bajkowe” istoty żyją pośród nas. Wiem jednak iż wampiry są jak najbardziej prawdziwe. – wstał i podszedł do okna – wybacz ale twój zapach jest tak intensywny. – glos mu się załamał - Czuje jak twój organizm wydziela adrenalinę, która właśnie trafia do twojego krwiobiegu, przez to zapach twej krwi staje się coraz bardziej intensywny. -Boże ty nie żartujesz, ty naprawdę uważasz że jesteś wampirem. – dopiero teraz to do mnie dotarło. -Jovanie, ja nie uważam siebie za wampira, ja nim jestem. – czuło się gorycz która wypływa z tej wypowiedzi, odszedł od okna i podszedł do mnie do sofy, przyklęknął i zaczął znowu mówić – Musisz wiedzieć iż istnieją dwa „ugrupowania” nas krwiopijców. -Co masz namyśli? Chcesz powiedzieć, że nie dość iż istnieją wampiry to jeszcze tworzą jakieś ugrupowania? – szczęka mi opadła z wrażenia. -Tak. Ja należę do jednego z nich, natomiast osobnik który zaatakował twojego przyjaciela należy do drugiego. – mówiąc to patrzył mi prosto w oczy – grupy te są od wieków w stanie wojny. Walczymy na każdej płaszczyźnie; finansowej, terytorialnej, prawnej i każdej innej jakiej się da. -Dlaczego? Co wam to daje? – zadałem sobie sprawę iż stałem się spokojny gdy rozmawialiśmy tak twarzą w twarz. -Nie wiem, tak po prostu było, jest i zapewne będzie. –wzruszył ramionami. - Czy zaspokoiłem twoją ciekawość? -Po części. – odpowiedziałem. -Po części? – zdziwił się – a dlaczego tylko po części? – spytał zaciekawiony. -Ponieważ mówiłeś, że gdy zaspokoisz moją ciekawość będę musiał zrobić to o co mnie poprosisz, wiec słucham co chcesz abym zrobił. -Ach… o to chodzi – powiedział z ulgą – Teraz gdy znasz prawdę muszę cię zamienić w jednego z nas. – zamilkł czekając na moją odpowiedz. Zacząłem myśleć nad tym wszystkim, co stało się dzisiejszego dnia. Dziwne sytuacje które miały miejsce. Po dłuższej chwili namysłu odpowiedziałem: -Nie. Wybacz nie mogę ci na to pozwolić. –powiedziałem z lekiem w głosie ponieważ nie wiedziałem czego się spodziewać. -Tak też myślałem. – powstał i usiadł na fotelu. Zamurowało mnie. Przecież mógł zrobić to siłą. -Dlaczego zrezygnowałeś tak łatwo. Zapewne jesteś silniejszy od zwykłego śmiertelnika więc mógłbyś zmienić mnie bez tego pytania. -Widzisz drogi Jovanie, nie na tym to polega. Nie można zamienić kogoś w brew jego woli, ponieważ kończy się to śmiercią osoby poddawanej temu procesowi. Oczywiście mógłbym wypić twoją krew w nadziei iż zmienisz zdanie w ostatniej chwili ale znienawidziłbyś mnie za to co ci zrobiłem, a tego nie chce. Wolałbym abyśmy kroczyli po świecie razem w harmonii i przyjaźni. – patrzył na mnie swoimi zielonymi oczyma, widziałem iż maluje się na nich smutek. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Zachował się jak dżentelmen w porównaniu do osobnika, którego spotkałem wcześniej. Chciałem coś powiedzieć lecz Marcus mnie uprzedził. -Mogę jednak ci pomóc przy bólu który odczuwasz. – uśmiechnął się. -Mógłbyś? Podałbyś mi leki z szafki? – odwzajemniłem uśmiech. -Nie o leki mi chodzi. –zaśmiał się – mam coś o wiele lepszego. -Tak? – zaskoczył mnie – a cóż to takiego? -Powiedz słowo, a uzdrowię twoje rany. Ma rację ból mi doskwierał, a leki tak szybko by tego nie załatwiły. -Proszę. – powiedziałem. Powstał z fotela odszedł do mnie i usiadł na brzegu sofy na której mnie sam położył. Zaciągnął rękaw u lewej ręki pod same łokcie i zrobił nacięcie nad nadgarstkiem. -Pij powiedział. – jego głos się zmienił, stał się władczy. -Ty chyba żartujesz, że napije się twojej krwi. To nie higieniczne. Wyciągnął rękę ku moim ustom. Kropla krwi kapnęła mi na wargi. Oblizałem je. Jego krew była słodka niczym miód, a zarazem smakowała jak papieros którego się paliło. Złapałem jego rękę w swoje dłonie i przyciągnąłem do swoich warg. Zacząłem pić ten magiczny płyn. Palił mój przełyk, czułem jak wypełnia mój przełyk, jak trafia do każdej komórki mojego ciała. Było to uczucie nie do opisania. Czułem jak moje żebra się zrastają. Było to dziwne uczucie ponieważ proces ten zajmuje kilka miesięcy, a nie kilka sekund! Po dłuższej chwili oderwał dłonie od mojej twarzy. -Wybacz nie możesz napić się zbyt dużo. Miało by to zły wpływ na twój organizm. –powiedział zsuwając rękawy na miejsce. Oblizywałem wargi z resztek krwi która została na nich. Mogłem powiedzieć tylko jedno: -Chce jeszcze. – wydyszałem. -Wiem, lecz nie mogę tego uczynić. Jak będziesz gotów aby stać się taki jak ja skontaktuj się ze mną. Żegnaj. -Nie! – krzyknąłem – poczekaj! Proszę, nie zostawiaj mnie. –szlochałem. -Wybacz, ale muszę, świt się zbliża, a słońce nie jest moim sprzymierzeńcem. Tak to prawda, nie mogę kroczyć podczas dnia. Uprzedzając twoje pytanie. Żegnaj. Zanim zdążyłem coś powiedzieć już go nie było. Leżałem jeszcze dłuższą chwilę, zanim postanowiłem wstać. Nie czułem już bólu który pulsował z mojej klatki piersiowej. Wręcz przeciwnie, czułem się świetnie, nigdy w życiu nie czułem się lepiej. Skierowałem się w stronę sypialni w której wszystko się zaczęło. Otworzyłem drzwi na oścież. Podszedłem do łóżka na którym leżał przedtem Mert. Zacząłem płakać. „Co się do cholery z tobą stało!? Coś ty najlepszego zrobił?!” –byłem zły na mojego przyjaciela i na siebie, że go nie powstrzymałem. Dlaczego chciał się stać kimś takim, a raczej „czymś” takim. Rozejrzałem się po pokoju. Wszystko w jak najlepszym porządku. Rzeczy na swoich miejscach, świece po gaszone. Tak jak by zdarzenia dzisiejszego wieczoru nigdy nie miały miejsca. Postanowiłem wrócić do domu. Jadąc samochodem myślałem o tym wszystkim co mi się dzisiaj przydarzyło. Jeden fakty były bardziej łatwiejsze do zrozumienia od innych. Podsumowując. Po pierwsze, spotkałem dzisiaj Markusa, który zaproponował mi zostanie wampirem! Wampirem postacią z legend, nadal nie do końca w to wierzyłem nawet po tym jak dał mi skosztować swojej krwi. Po drugie, straciłem najbliższego mi przyjaciela, którego już nigdy nie dane mi było odzyskać. „Krótkie te wnioski.” – pomyślałem. Zajechałem przed swój dom. Zbliżywszy się do drzwi frontowych zauważyłem że coś jest do nich przyczepione. Była to koperta. Zerwałem ją i otworzyłem. Moim oczom ukazał się list napisany pięknym pismem. „Drogi Jovanie. Czytając ten list na pewno zastanawiasz się czy nie zwariowałeś przez zdarzenia które miały miejsce dzisiejszej nocy. Mert’owi nic nie jest, moi zwiadowcy poinformowali mnie, że Netan nie da go tknąć - nikomu. Nie martw się o swojego przyjaciela.

P.S Rozważasz moją propozycję? Jak się namyślisz znasz mój numer.

Marcus”

Jakim cudem dostarczył mi tak szybko list? Wszedłem do mieszkania i przeczytałem list kilka razy. -Jak mam się nie martwić gdy mój najlepszy przyjaciel zaginął – powiedziałem gniewnie. Usłyszałem pikanie dochodzące z salonu. Była to moja automatyczna sekretarka. Podszedłem do urządzenia. Na małym ekraniku widniała liczba trzy. Oznaczało to iż mam dwie nowe wiadomości. Nacisnąłem przycisk „odtwórz”. „Masz dwie nowe wiadomości – powiedziało urządzono - Wiadomość pierwsza: Tu Anna. Jov, co ty robisz? Miałeś zadzwonić – dało się usłyszeć gniew w jej głosie – natychmiast po przyjeździe do domu masz oddzwonić i nie interesuje mnie tłumaczenie typu. Ale było późno i nie chciałem cię budzić!. Wiadomość druga: Cześć, Jov, tu mama…. – dalej nie słuchałem, przełączyłem na następną. Koniec wiadomości – powiedziało urządzenie swoim mechanicznym głosem. „Ech… Anno, zadzwonię i co ci powiem? Że Mert’a porwano i uczyniono wampirem?! Oraz to że mi zaproponowano taką ofertę?!” – pomyślałem niespokojnie. Podniosłem słuchawkę, wystukałem numer do Anny i czekałem aż odbierze. Byłem przygotowany na porządną reprymendę. -Hallo. – usłyszałem zaspany głos wydobywający się ze słuchawki. -Cześć, Anno to ja Jovan. – miałem nadzieję iż będzie za bardzo zmęczona aby prawić mi kazania. -Jov, to ty? Coś ty tak długo robił? Tutaj umieram z niepokoju! A ty dzwonić jak by nigdy nic się nie stało?! – prawie krzyczała – wiesz która jest godzina?! Prawie piąta nad ranem! Już świta – po tych słowach spojrzałem w okno, rzeczywiście świtało. Zastanawiałem się co teraz robi Mert i Marcus. –Hallo, słuchasz mnie?! – powiedziała poirytowana – jak nie chcesz rozmawiać to nie. -Nie, nie, zamyśliłem się. Wybacz. Dzwonie dopiero teraz bo wróciłem od Merta. –próbowałem udawać normalny ton głosu. -Jak tam? Już wszystko w porządku? – zapytała czule. -Tak, tak. Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Wszystko jest w jak

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych