Wróć do katalogu

Bezdomny Demon cz.2

Część druga opowiadania Drastyczne

haart, opublikowano , 10 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"Bezdomny Demon"

Majka przestępowała z nogi na nogę. Nie widziała Tadeusza już od ponad dwóch tygodni, od momentu rozstania. Żałowała swojej decyzji, a raczej decyzji narzuconej przez surowego ojca o rozstaniu. Mówił, że to nie jest partia dla niej. Tadeusz pochodził z biednej rodziny, z którą to już nie utrzymywał kontaktów, i w chwili rozkochania w sobie Majki akurat był bezrobotny. Kobieta namówiła swego ojca, aby przyjął niewyuczonego w zawodzie Tadka do własnego sklepu. Odetchnęła głęboko, spojrzała w lustro z zalotną miną „Szukam bogatego faceta” i sięgnęła po puchową, różową kurtkę przewieszoną przez krzesło w przedpokoju i torebkę. W mieszkaniu były jeszcze ubrania Tadeusza, więc Majka po zamknięciu mieszkania starym posrebrzanym kluczem wyciągnęła nową dotykową Nokie i ostrymi paznokciami z trudem znalazła numer Tadeusza w spisie telefonów. Po kilku drażniących sygnałach, zagłuszonych piosenką z „Grania na czekanie”, melodycznym utworem „Celine Dione – My Heart Will Go On” usłyszała skrzypnięcie i: „Witamy, Tu Majka i Tadeusz, już nie długo Duńscy. Nie możemy odebrać telefonu, więc zostaw wiadomość po sygnale. Piii.” : - Cześć Tadziu. Tu Majka… Odezwij się jak będziesz miał czas. Musimy porozmawiać... – zamilkła na chwilę. Łezka zakręciła jej się w oku, westchnęła głęboko. Natłok myśli nie pozwalał wydobyć słowa. Po dłuższej chwili milczenia kobieta dopowiedziała – Ja Cie nadal kocham! Wróć do domu… Albo nie! Ucieknijmy gdzieś razem. Proszę, tylko się odezwij. Nacisnęła czerwoną słuchawkę na panelu telefonu poczym wrzuciła go do fioletowej torebki przewieszonej przez ramię. Ruszyła zamyślona korytarzem piętra w stronę schodów. Usłyszała dźwięk dzwonka nadjeżdżającej windy i zatrzymała się na chwilę. Nigdy z niej nie korzystała, nie dlatego, że uwielbiała sport i wolała zbiec po schodach, ale dlatego, że winda miała już swoje lata, tak jak budynek i nie była „zbyt bezpieczna”. Drzwi rozsunęły się niechętnie ze skrzypnięciem. Z windy wyszedł wysoki, postawny mężczyzna. Miał zmęczoną, młodą twarz, naznaczoną długą blizną pod okiem, przechodzącą od skroni do nosa. Krótkie brązowe włosy z dopiero co pojawiającymi się siwymi pasmami i kilku dniowy zarost nadawały mu poważnego wyglądu. Na nosie znajdowały się stylowe czarne okulary, a w ustach spalony już do połowy papieros. Ubrany był na sportowo, poprawił kaptur i ruszył korytarzem. Spojrzał na Majkę i uśmiechnął się zalotnie. Jego blizna nadała twarzy nie ciekawy grymas, ale kobieta odwzajemniła uśmiech. Majka zeszła powoli schodami. Mieszkanie było na trzecim piętrze, więc szybko znalazła się na frontowym holu. Rozmyślała nad swoim monologiem i zasmucona wygrzebała telefon z torebki. Odblokowała klawiaturę, z nadzieją ujrzenia nieodebranego połączenia, ale nic takiego nie zobaczyła. Skarciła w myślach swoje z niecierpliwienie i złapała za klamkę od frontowych drzwi. Usłyszała za plecami wołanie poczym odwróciła się: - Proszę poczekać! – w stronę Majki ze schodów zbiegał wcześniej spotkany mężczyzna. Szybko znalazł się obok kobiety i zapytał. - Pani Maja Łakomska? - Tak. Znamy się? - Komisarz Eryk Zawadzki. – kobieta wysunęła drobną dłoń w stronę policjanta. Ten uścisnął ją pewnie, a wolną ręką wyciągnął z prawej kieszeni spodni legitymację wraz z odznaką i kontynuował. - Pani Łakomska. Wydarzył się… wypadek. – Majka milczała przerażona patrząc prosto w ciemne oczy funkcjonariusza. – Chodzi o Tadeusza Duńskiego! Nie żyje. - Jak to? Przecież… To niemożliwe! - Pojedzie Pani ze mną na komisariat. - A… ale po co? - Formalności. – odpowiedział niepewnie. Majka poczuła zawroty głowy. Była przerażona, myślała, że takie rzeczy zdarzają się w niskobudżetowych filmach albo jakichś tanich książkach, których nikt już nie kupuje i gniją na półkach magazynów. Nie dopuszczała do siebie wiadomości o śmierci mężczyzny, do którego miała zamiar wrócić. Policjant złapał za klamkę od drzwi i gestem ręki nakazał jej, aby wyszła z budynku. Zawiał lodowaty wiatr. Majka zakryła załzawione oczy i złapana za drugą rękę przez policjanta ruszyła w stronę czarnego Opla Astry. W pojeździe czekał drugi policjant. Gdy pasażerowie wsiedli do nieoznakowanego radiowozu, auto z piskiem opon ruszyło w stronę komendy.

***

Ksiądz Antoni Malicki zamknął furtkę plebanii i ruszył wzdłuż pustej ulicy wokół kościoła. Była już późna godzina, ale odkąd pani Barbara wyjechała, nikt nie robił zakupów starszemu duchownemu więc ten, musiał radzić sobie sam. Wiał chłodny wiatr i zaczęła się lekka mżawka. Mimo sędziwego wieku, ksiądz szedł pewnie i szybko. Był wysoki i nosił przed sobą wyhodowany przez kilka lat…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych