Wróć do katalogu

Bezimienni cz.2

Dalsze losy bohatera którego przypadkiem z rekrutowała tajna organizacja.

AnonimL, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ω

Niektórzy trzymali drzwi i próbowali je zaryglować, było to niełatwe zadanie zważywszy, że w drzwiach brakowało jakiegokolwiek rygla lub choćby jego pozostałości. Inny którzy nie pomagali przy drzwiach próbowali niczym szczury znaleźć jakąś norę w której mogli by się schować, przeczekać zagrożenie. Chcieli uciekać, ale nie było dokąd uciekać. Wiatr wył coraz głośniej, wielu skuliło się i zakryło uszy by nic nie słyszeć. Lecz wycie wiatru, wycie zjaw było zbyt głośne, dlatego zaczęli skamleć niczym bite psy, płakali i krzyczeli. Nikk zamknął oczy i padł w ramiona Ciss'a. Ten objął go najmocniej jak potrafił, przyciskając sobie jego głowę do klatki, tak by ten nic nie widział. Urik pomagał przy drzwiach, tak samo jak ork. Tylko przewodnik nie pomagał ani się nie kulił, stał na środku sali i rozglądał się nerwowo, wodził wzrokiem po starych zwietrzałych kamiennych ścianach, po ubytkach w granitowych płytach zdobiących podłogę, po ludziach, którzy stracili już nadzieje i po tych którzy jeszcze walczyli, po koniach, niespokojnych, tupiących, rżących i stających dęba koniach. Im dłużej myślał tym bardziej upewniał się w przekonaniu, że nie ma ucieczki. Podbiegł do drzwi i z całych sił, napinając wszystkie mięśnie, trzymał. Zakorzenił nogi w ubytkach w podłodze i pchał. Zjawy nie pchały, uderzały. Uderzały bez przerwy, a po każdym uderzeniu, kilku lądowało na podłodze, jednak czym prędzej się zbierali się i wracali do bycia żywą barykadą. Wszyscy prócz orka mieli zamknięte oczy, nawet Glovis. Tylko ork ciągle wędrował wzrokiem wśród zniszczonego wnętrza wieży. Jeśli zdołają się przedrzeć będziemy walczyć ! - wykrzyczał przewodnik – Niech każdy chwyci coś ostrego, ustawimy się w kole, póki nie przerwą okręgu będziemy mogli się bronić. Musimy wytrzymać do rana ! Jesteś szalony – odezwały się głosy tych kulących się – Nie przeżyjemy nawet chwili jeśli tu wejdą ! Zginiemy ! Umrzemy tutaj ! Wszyscy ! To koniec ! Zamknąć się wszyscy ! – wydarł się ork, a głos jego był tak dobitny, że przebił się nawet przez szaleńcze wycie wiatru i drażniące ucho wycie zjaw – Zwierzęta i tchórze głosu nie mają ! Cała reszta do broni ! Wszyscy jak na komendę puści drzwi i jęli się łapać porozrzucanych po podłodze narzędzi, ci którym zabrało narzędzi chwytali się za odłupane od ścian kawałki kamieni. A ja ? - zawołał złowrogo Ed – Glovis daj mi broń, ja mogę walczyć ! Nie – dopiero teraz stracił swój spokój – schowaj się z nami. Masz się nie wychylać, zamknij oczy i zatkaj uszy. To nie będzie miłe. Ja też nie będę miły – złapał przewodnika za koszule i pociągnął do siebie – jak zaraz nie dasz mi jakiegoś żelaza ! Ann'Marra wahał się chwilę, ale w końcu zaklął sobie pod nosem i wręczył przyjacielowi nóż, który skrywał dotychczas zręcznie pod płaszczem. Sam dobył ponownie swego wiernego ostrza i nakazał ruchem ręki by wszyscy ustawili się na środku wieży. Ustawili się w kole, jeden obok drugiego, stali jednak wystarczająco daleko by mieć swobodę w ruchu. Zjawy znów uderzyły w drzwi, te zagrodzone teraz już tylko kamieniem przytaszczonym przez orka, zadrżały. Glovis, Urik i Ork założyli opaski. O dziwo pierwszy z okręgu wyłamał się Glovis, pobiegł on w stronę ściany. Cały krąg patrzył jak człowiek którego mieli za kogoś w rodzaju przywódcy, ucieka. Najbardziej zdziwiony był ork, najmniej Ed. Ten znał go wystarczająco długo by móc orzec, że Glovis Ann'Marra nie ucieka. Przewodnik dopadł ściany i i namacał najbardziej odstający od niej kamień, po czym z niemałym trudem wcisnął go z powrotem, tak by zrównał się zresztą kamieni. Miejsce na podłodze w którym stała grupa przylegających do ściany robotników zbyt przerażonych by podjąć walkę zapadło się gwałtownie. Kamienie poleciały w dół, razem z nimi w dół polecieli krzyczący i klnący robotnicy. Krzyki i przekleństwa szybko ucichły. Przewodnik wywnioskował, że podziemia nie mogą być głębokie. Ciss – krzyczał Glovis – pochodnie ! Ciss nie rozstając się z Nikk'iem pobiegł po pochodnie, chwycił tyle ile mógł tylko unieść. Odpalił jedną z nich i bez pytania pobiegł z bratankiem w jednej ręce i pochodni w drugiej, po schodach, w dół. Glovis pognał ludzi, sam schodził ostatni. Zaraz gdy tylko znikli pod podłogą, zjawy przełamały drzwi. Na podłodze wylądowały resztki desek i drzazg, rozsypując się po całej podłodze. Do środka razem ze zjawami wdarł się piasek i zawierucha. Szybko dościgła ich na schodach, szli wolno. Każdy kto próbował biec szybko ześlizgiwał się z wąskich kamiennych schodów i spadał w dół. Na dodatek jedyne światło pochodziło od idących przodem Ciss'a i Nikk'a. Idący na końcu pochodu nie widzieli już nawet gdzie stąpają. Gdy dopadły ich zjawy kolejnych dwóch spadło, lecz nigdy nie dotknęli dna podziemi, zjawy wyłapały ich gdy jeszcze byli nad ziemią. Krzyczeli długo, o wiele dłużej niż ci którzy spadali. Glovis i ork dzięki swym długim ostrzom mogli odpędzać piaskowe monstra na długo nim jeszcze ich dopadły. Urik i Ed nie mieli mieczy, wiedzieli, że jeśli ich dopadną nie będą mieli szans. Gnali co sił w nogach nie zważając na śliskie kamienie. Musieli zwolnić na chwilę, zderzyli się z robotnikiem biegnącym przed nimi, cudem tylko utrzymali się na schodach, łapiąc się nawzajem i podtrzymując. Pozbierali się szybko i już mieli biec dalej gdy Ed zauważył, że robotnik z którym się zderzyli znikł. Począł się rozglądać i szukać go w ciemnościach. Krasnolud zachował trzeźwość myślenia, pociągnął chłopaka za kurtkę i zmusił do dalszego biegu. Zjawy zmusiły biegnących na końcu ludzkiego łańcucha Glovis'a o orka by się zatrzymali, przyparły ich do muru. Glovis potrzebował jednego cięcia by zabić zjawę, orkowi jedno wystarczało by położyć aż dwie. Mimo to nie nadążali ich zabijać, co chwila jakieś monstrum raniło ich to w ramie to w udo lub w stopę. Nie przestawali ciąć. Ed zauważył brak przyjaciela za plecami, chciał zawrócić. Krasnolud nie pozwolił. Denerwujący i irytujący chwyt krasnoluda sprawiał, że Ed czuł się jak dziecko prowadzone za rączkę. Bał się jednak przerwać uścisk. Strach przeszedł nie przyjemnym mrowieniem po całym ciele gdy Ed zrozumiał, że nikt go już nie trzyma. Bał się otworzyć oczu, przytulił się do muru za jago plecami, schował głowę w kolanach i zakrył ją rękoma. Przez jego głowę przechodziła tylko jedna myśl bardzo nie przyjemna. Na początku nie chciał się z nią pogodzić, później doszedł do wniosku, że woli żeby to wszystko się już skończyło nawet za tak wysoką cenę. Z ponurych myśli wyrwał go kolejny uścisk. Glovis i ork wreszcie ich dogonili, byli cali w krwi i piasku. Przewodnik chciał krzyczeć, chciał pytać gdzie Urik. Jednak gdy otwarł usta hulający piasek wyperswadował mu to bardzo dosadnie. Glovis zaklął w duchu i złapał Ed'a za kurtkę. Znów zaczęli biec. Ed dalej miał zamknięte oczy, słyszał tylko wyjący przeraźliwie wiatr, krzyki zjaw i brzdęk stali. Nagle jedna ze zjaw staranowała ich całym swym piaskowym ciałem. Uderzenie było na tyle silne by wytrącić ich z równowagi, odbili się od ściany i poturlali się w dół schodów,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych