Bezsenność
Zakazana miłość dwóch panów, zakazana nie tylko dla świata, ale i w głowie jednego z nich. To nieskładna historia opowiedziana przez jednego nad grobem drugiego.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1. Czasem go nie poznawałem. Tak, jakby stawał przede mną zupełnie obcy człowiek. Czasem miałem wrażenie, że to może ze mną jest coś nie tak. Zaczynałem się wtedy zastanawiać, czy taki był zawsze, czy może to moja obecność działała na niego tak specyficznie i wyzwalała to dzikie, irracjonalne zwierzę, jakim się stawał. Zakneblowana, lepsza część jego osoby, lądowała związana w szafie zamknięta na cztery spusty. - Boisz się? Boisz się mnie – czarne oczy błyszczały nadpobudliwie, pluły jadem. – Jak bardzo boisz się tego mnie, który wszystko niszczy? Nie odpowiedziałem. Czasami się go bałem, a czasami, czasami miałem ochotę tylko mu przyjebać w tą perwersyjnie prowokacyjną buźkę i pieprzyć się z nim całą noc, masochistycznie pobudzony. Może wtedy byłem równie pierdolnięty jak on sam, nie wiem. - Nabrałem cię. Ale cie wystraszyłem! – Roześmiał się w ten swój obłąkańczy sposób na pograniczu paranoi i strachu. Śmiały się nie tyko jego usta. Furia przerodziła się w dziki śmiech brwi, zachmurzonych oczu, drżenie każdego mięśnia. Śmieje się, żeby za chwilę zacząć tłuc talerze. Ten facet jest nieobliczalny. Powieszony w kącie zegarek był ledwie dostrzegalny w nocnym mocnym świetle kuchennych halogenów. Czarne wskazówki rozmywały się i gubiły ostrość. Za trzy minuty miała wybić pierwsza w nocy. Odwróciłem się na pięcie, nie miałem już siły oglądać dziś jego mordy. I właśnie kiedy wszedłem do sypialni, pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to dwa czarne słoiczki. Znów był na prochach.
2. Sam nie wiem, kiedy zdecydował się poprosić o pomoc. Chciał zgłosić się do jakiegoś terapeuty, a zamiast tego wylądował u psychiatry. Byliśmy ze sobą długo, wystarczająco długo, by poznać się, jak łyse konie. Wiedziałem jednak, że miał swoją czarną stronę, z którą zmagał się od dawna. Ja przecież tez taka miałem, każdy miał. Właśnie od tej strony nigdy nie udało mi się poznać go do końca, chociaż bardzo tego chciałem. Kiedy TO zaczynało się dziać, za każdym razem było inaczej. Sekwencja wybuchów nigdy nie była ta sama, powód zawsze mógł być ten sam, ale sposób w jaki wszystko niszczył, złość, ekspresja, ogień w oczach.. tak samo, jak nie ma dwóch identycznych płatków śniegu. Depresja zatopiona w pokładach nieposkromionej energii, energia rodząca niepohamowaną agresję. Zespół paranoidalno-depresyjny? Sam nie wiem. Chował przede mną tą diagnozę. Zmagał się z tym, walczył do końca angażując w to swoją samoświadomość. Potrafił wyjaśnić wiele rzeczy, analizować swoje zachowania wyciągać wnioski. Sam był pacjentem i terapeutą zarazem. Miał też swoją dumę, która wciąż nie pozwalała zwrócić się po pomoc do kogoś bliskiego, do specjalisty, do kogokolwiek. Czasem miałem wrażenie, że nie widział tego w sobie, ale we wszystkim co go otaczało. We mnie, w wykładowcach, sąsiadach.. bliskich.. Kiedyś, kiedy jeszcze studiował, obudziłem się w nocy, ale nie było go obok. Zastałem go skulonego w kuchni, opartego o lodówkę (to było jego ulubione miejsce). Na jego białą twarz padało jedynie blade światło laptopa leżącego na posadzce. Zaryczany, blady, roztrzęsiony. Mały chłopiec, nie dwudziestojednoletni facet. Następnego dnia oświadczył mi że rzucił studia. Teraz znów trzymałem szklaną fiolkę. W środku zagrzechotały pigułki. Wydawało się już, że jest dobrze. Przez trzy miesiące tak było. Ale to jest właśnie życie, nigdy źle, nigdy dobrze. Zawsze jakoś. JAKOŚ, ale słowo ‘życie’ brzmi o wiele lepiej, co? Życie… Pomyśleć, że kiedyś miałem normalne życie. Zniewieściały chłopczyk z własnymi, idealnymi planami na przyszłość. Ale wtedy nikt mi nie powiedział, że zbytni idealizm jest toksyczny, wyniszcza, jak podawana powoli trucizna. Nie musiałem się o nic starać, byłem dzieciakiem z pięknymi snami. Miałem dobrze postawionych rodziców. Może nie byli cudownie dziani, ale nigdy mi niczego nie brakowało. Wakacje na wybrzeżu, albo Alpy, pełna lodówka, dobre ciuchy. Nie wyglądałem jak lump i chociaż staruszkowie byli zarobieni, wiedziałem, że mnie kochali. Dorastałem w poczuciu własnej wartości i wiedziałem, że na wiele mnie stać. Zdałem prawko, skończyłem już prawie szkołę, pozostały jedynie egzaminy końcowe. Potem dobra uczelnia i.. do szczęścia brakowało mi jedynie pięknej panny u boku. Cudeńka, z którym mógłbym pokazać się na mieście, pochwalić się kumplom i bronić jej jak rycerz, gdyby to było potrzebne. Brakowało mi wiec tylko miłości, ulokowania uczuć, zatracenia się. Miałem dwadzieścia lat, kiedy poznałem tego dzieciaka i wpadłem. Brązowe oczy były wiecznie poirytowane i na wszystko patrzyły z góry. Lubiłem jego kąśliwe uwagi, ironiczny uśmiech i rozbrajające wybuchy śmiechu. Bo kiedy już zaczynał się śmiać, nikt nie śmiał się szczerzej niż on. A mój świat się zawalił, bo poukładany chłopiec z dobrego domu zrozumiał, że woli pieprzyć chłopców. Cios. Nie, nie powiedziałem nikomu, nie mogłem. Bo komu? Jemu? {i}Cześć Kiku, wiesz od jakiegoś czasu przestaje mi wystarczać przyjaźń z tobą. Chciałbym cię dotykać i mieć na wyłączność. Nie chcę żebyś miał kogoś poza mną, przyjaciół oczywiście tak, znajomych, ale wiesz? Chcę być twoim chłopakiem. Chcę wsadzać ci łapy pod ubranie i obciągać kiedy nikt nie patrzy.{/i} To nie wchodziło w grę. Ale potem już naprawdę tego chciałem. Wiedziałem, że nie mogę się z nim tylko przyjaźnić. Zacząłem się zatracać w uczuciu, którego nie rozumiałem, ale którego z całego serca pragnąłem. Musiałem spróbować lub odejść - to były jedyne dwa wyjścia. I chociaż nienawidziłem siebie za to kim się stałem (zwykłym pedałem), musiałem walczyć, bo go kochałem. Jak mógłbym patrzeć, gdyby obok nas szedł ktoś jeszcze, dziewczyna, którą Kiku by obejmował, całował, szeptał czule jej imię? Lub inny facet? Moje serce by wtedy pękło. Byłem zdecydowany odejść. Bo przecież, kto naprawdę kocha, powinien pozwolić być wolnym ukochanemu. Zasadniczo? Tak chyba tak, ale nie wtedy, gdy się nie walczy. Gdy pozwala się odejść bez walki, jest się tchórzem. Nie poznaliśmy się w klubie, nie uratowałem go przed rozpędzonym rydwanem. Nie przyjechał na wymianę ani nic takiego, nie był nawet znajomym znajomego. Nie podobała mi się nawet dziewczyna w jego wieku, dzięki której mógłbym go poznać.
3. - Will? - Brązowe oczy spojrzały na mnie prosząco. Jestem tego pewien, chociaż nie widziałem tego w ciemności. Materac ugiął się, a jego gorące ciało wtuliło się we mnie. - Will, śpisz? Nie spałem, ale nie odpowiedziałem. Chyba nie chciałem rozmawiać z nikim. - Przepraszam, nie złość się. Znów biorę leki, znów pojawiły się głosy.. przepraszam, że ci nie powiedziałem. Will.. Ja nie chciałem – nie mogłem się odezwać. Kiedy mówił, nie można było mu przerywać, bo wtedy zacinał się na amen. – Willi.. chcę iść do psychologa, poprawię się – szeptał.. – chcę żebyś poszedł ze mną, chcę żebyś przy tym był.. Will.. – tak czule powtarzał moje imię, jak bym był jego jedyną ostoja. Bo byłem. Mieliśmy tylko siebie. Odwróciłem się do niego i ująłem jego brodę dwoma palcami. Pocałowałem lekko drżące usta. Były suche i popękane. Czułem łzy na policzkach, kiedy go całowałem. Był taki.. Tylko przy nim czułem się bezpiecznie. – Już, ććśśśś, wiesz, że pójdę.. pójdę do psychologa – szeptałem – nie chcę cię stracić mały.. jesteś dla mnie wszystkim. A potem uniosłem się i przyparłem jego dłonie do poduszki. Pragnąłem go całym sobą. Nie mogłem, naprawdę nie mogłem go stracić. Wiedziałem, że wtedy bym umarł. Ze wszystkich marzeń, ze wszystkich planów.. Był jedynym co mi zostało. Tamto życie.. wszystko inne przepadło. - Kocham cię Kiku.. – wyplątał dłonie i wplótł je w moje włosy. Zjechał ciepłymi dłońmi na ramiona, potem na łopatki. Jego dotyk mnie uspokajał. Poczułem podniecenie, stawał mi. Otarłem się o niego, by zobaczył. - Czujesz? Staje mi.. Chcę cię.. Chwilę później to ja byłem na materacu, a słodkie usta Kiku pieściły mnie, sprawiając że stawał mi coraz bardziej. Twardniał i robił się coraz większy, a jemu się to coraz bardziej podobało. Lubił ze mną igrać. Pobudzać mnie i zwlekać, a czasem nawet zostawiać. Wiedział jak bardzo go potrzebuje, a seks z nim pozwalał się zatracić.. zapomnieć. - Nh.. – jęk rozdarł moje usta. Tej nocy to on chciał być we mnie.
4. Byliśmy umówieni na wizytę w sobotę. Nie chciał zwlekać, a ja się z nim nie kłóciłem. Tak bardzo cieszyłem się, że nie chciał w tym tkwić, że postanowił działać. I chociaż obawiałem się tej wizyty, wiedziałem, że mnie potrzebuje. Przywitał nas mężczyzna w średnim wieku. Miał lekki zarost i ciepłe brązowe oczy, wzbudzające zaufanie. Pomyślałem wtedy, że to chyba dobra cecha u kogoś pracującego z ludźmi. Nikt nie zechce powierzyć swojej historii komuś, kto wzbudza lęk, nie dając poczucia bezpieczeństwa. A tamten mężczyzna mógł mi to zapewnić.. Nam. Zajęliśmy miejsce, a potem zaczęliśmy rozmawiać. Kiku wyglądał na spiętego. Pamiętam jego spojrzenie, błagające o otuchę. Kiedy siedzieliśmy ściskał moją dłoń, jakby to miało sprawić, że się uda. Pan Emmerson, bo chyba tak się nazywał, już nie pamiętam, powiedział, że cieszy się z mojej obecności. Wiedziałem, że dla Kiku też jest ważna. O czym mały wtedy mówił? Chyba o wszystkim. O swoich rodzicach, o tym czego by chciał. Ta wypowiedź była chaotyczna, ale to chyba nie przeszkadzało terapeucie. Słuchał mnie uważnie, czasem coś notując. Mnie? Zaraz.. to przecież Kiku mówił, ja tylko odpowiadałem, gdy terapeuta zapytał także o mój…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil insomnia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…