Wróć do katalogu

Bieg życia

„Bieg życia” to historia biegacza zmagającego się z demonami przeszłości. Tytuł opowiadania oznacza zarówno dosłownie najważniejszy bieg w karierze sportowca, jak i przebieg jego życia, przedstawiony tu w postaci epizodów, do których boha

rlewandowskiopublikowano 13 stycznia 20158 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Głośno przełknął ślinę. Nigdy wcześniej nie czuł się aż tak bardzo zdenerwowany. Tłum ludzi patrzył na niego z wyczekiwaniem i nadzieją, emocje ich wszystkich skumulowały się w każdej komórce jego ciała. Wykonywał okrężne ruchy udami, by przygotować mięśnie do wyczerpującego biegu. Wiedział, że zwycięstwo jest w zasięgu jego możliwości, lecz sceneria Stadionu Olimpijskiego wpływała na niego deprymująco. Światła, padające z reflektorów prosto na twarz, uwidaczniały pierwsze krople potu. Przymknął powieki, by choć na moment odizolować się od nerwowej atmosfery, ale nie dało to zbyt wiele. Oczyma wyobraźni widział siebie na pierwszym stopniu podium, w uszach pobrzmiewały mu już pierwsze takty polskiego hymnu. Był świadom tego, że stoi przed życiową szansą i nie mógł pozwolić sobie na to, by ją zaprzepaścić. To, że znalazł się w tym miejscu było kompletnym przypadkiem, on przynajmniej tak uważał. Wiedział, że dzisiaj może zmienić wszystko. Odzyskać szacunek swej najbliższej rodziny i podreperować nadszarpniętą reputację wśród dawnych przyjaciół. Nie rozglądał się po trybunach, bo zdawał sobie sprawę, że na pewno nie ujrzy tam żadnej znajomej twarzy. Miał za sobą rzesze polskich kibiców, ale przypuszczał, że gdyby którykolwiek z nich wiedziałby coś o jego przeszłości, na pewno nie skandowałby dziś tego nazwiska. Od nowego życia dzieli go już tak niewiele. Kilka minut i kilka kilometrów. Czuł, że krew szybciej płynie w żyłach i serce wali jak oszalałe. A przecież bieg jeszcze się nie zaczął. Starał się wyrównać oddech, ale nie miał już na to czasu. Musiał zająć miejsce w bloku startowym. Gdy pochylił się nad białą linią, krew nabiegła mu do głowy. Wyczuwał, że stojący tuż obok niego Rosjanin przygląda się spode łba jego czerwonej twarzy, ale szczerze mówiąc zupełnie go to nie obchodziło. Uniósł się na komendę i z napięciem wyczekiwał na strzał. Nie chciał spóźnić się nawet o ułamek sekundy, lecz z drugiej strony musiał trzymać nerwy na wodzy, by zbyt szybko nie wyrwać się do przodu. Miał nadzieję, że żaden z jego rywali też tego nie zrobi. Jeżeli któryś z nich nie wytrzyma presji i doprowadzi do falstartu, to całe skupienie szlag trafi, a wtedy o zwycięstwie może zadecydować przypadek. Padł strzał. Poderwał się najszybciej, jak tylko potrafił. Kenijczyk, zajmujący pierwszy tor, zrobił to nieco wcześniej, lecz na szczęście wyścig nie został przerwany. Od samego początku czuł, że sytuacja wymyka mu się spod kontroli. Po pierwszych sekundach biegu widział plecy prawie połowy swych przeciwników. Jego umysł tak mocno skoncentrował się na tym widoku, że nawet nie zdążył zarejestrować faktu, iż od prawej strony wyprzedza go reprezentant Austrii, który był obsadzany przez fachowców w roli outsidera. Po następnych sekundach zorientował się, że jest już na samym końcu stawki, a konkurenci oddalali się od niego coraz bardziej. Wiedział, że to praktycznie ostatni moment, by jeszcze odwrócić losy biegu. Starał się przywołać w pamięci jakąś sytuację, kiedy potrafił wycisnąć ze swojego organizmu znacznie więcej niż na co dzień. Jedyne, co przychodziło mu do głowy, to szczeniacka akcja, w której brał udział w wieku dwunastu chyba lat. No może trzynastu, dokładnie nie pamiętał. Razem z kilkoma kumplami z osiedla wybrał się na nocne graffiti, oczywiście nie tylko jako obserwator. Dziarsko potrząsał wówczas puszką ze sprayem, nie zdając sobie sprawy z ewentualnych konsekwencji. Malowali, a raczej pstrzyli koślawymi literami, szarzejącą wraz z upływem lat ścianę budynku znajdującego się w pobliżu komendy policji. Dopiero, gdy jego koledzy rzucili się z krzykiem do ucieczki, zrozumiał, co się stało. Szybko odbił w drugą stronę

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych