Wróć do katalogu

Blask Ciemnego Miasta cz.10 Ostatnia

Zakończenie mojej alegorycznej bajki o samobójcy. Dziękuję tym, którzy ją przeczytali. Wasze życia nigdy nie będą już takie jak dotąd...

LegendaPoranka, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

-16-

- Mędrzec?! Nie... tylko nie mów mi, że to kolejna próba, którą zaliczyłem! Nie mów mi, że zdradzisz mi swoją kolejną kretyńską mądrość. - Nie powiem...- rzekł poważnie- użyłeś okularów w nieprawidłowy sposób, nie robiłeś tego, co do ciebie należy, nie chcesz rozwiązać Wielkiej Łamigłówki... - Wyślij mnie do domu! - Już niedługo tam wrócisz. Obłąkany, lub z odnalezionym sensem życia. Wybieraj! - Nie! Zostaw mnie w spokoju!- przestraszyłem się, gdyż jak spod ziemi zaczęły wyrastać wokół mnie przeróżne stwory: skrzaty, krasnoludy, elfy, gnomy i oczywiście mędrcy. - Chcemy tylko pomóc ci odnaleźć sens życia! - Nic od was nie chcę!- czułem się przytłoczony kręgiem stworów zacieśniającym się wokół mnie. Białoubrani szwendający się po ulicach przystanęli obserwując z zaciekawieniem niecodzienne widowisko. Poczułem dziesiątki ciężkich spojrzeń na swoich barkach. - Wpadłeś w pułapkę...- mruczał Mędrzec- Nie uwolnisz się od naszych mądrości. Rządzimy ludzkimi namiętnościami, rządzimy światem, a kto nas nie słucha- trafia do miejsc takich jak to! - Mówicie o wolności, a pozbawiacie jej ludzi. Pozbawiacie ich możliwości wyboru i decydowania o własnym losie! - Spójrz na siebie!- krzyknął podirytowany, a przed nami ukazała się delikatna mgiełka przedstawiająca mnie strzelającego sobie w pierś- Oto twoja wolność, twoja własna mądrość, oto co zrobiłeś ze swoim życiem. Oto co robisz z nim każdego dnia! - Nie!- rzuciłem się w chmurę i rozpędziłem ją. - Brać go!- warknął Mędrzec dając mi tym samym do zrozumienia, że najwyższa pora uciekać- Nauczymy go życia. Niczym ogromne komary, elfy zaczęły mnie atakować obrzucając boleśnie dużymi ilościami pasji, mędrcy strzelali we mnie zasadami, miłością, wolnością i wiarą, skrzaty i gnomy storpedowały mnie brutalnie przyjaźnią i szczerością. Uciekłem więc jak najszybciej wywracając po drodze Białoubranych obserwujących z przerażeniem zamieszanie. Dziwne stwory wyrastały spod ziemi w różnych miejscach i czekały na mnie za narożnikami, rzucały mi pod nogi osobowości i wzorce utrudniając ucieczkę. A ja wciąż biegłem ulicami na zmianę śmiejąc się jak wariat i krzycząc niczym opętany: - Zostawcie mnie! Nie chcę waszych wzorców, waszego szczęśliwego życia, nie chcę z nikim się identyfikować, zabierzcie swoje skostniałe modele życia! Wypchajcie się swoimi legendami i przypowieściami, każcie mędrcom schować się na końcu świata! Nic od was nie chcę. Wiem... marnowałem swoje życie skutecznie dzień po dniu, ale to właśnie przez was nie byłem szczęśliwy. Nie chcę oglądać waszych gwiazdorów, nie chcę uczyć się od waszych idoli, nie pożądam waszego szczęścia. Zostawcie mnie w moim świecie i nie dręczcie więcej... Nagle zahamowałem i stanąłem w miejscu zdziwiony. Obróciłem się. Pościg został nieco w tyle, a obok mnie siedziało na szarym chodniku dziecko. Malutki chłopak ze znajomą twarzą. - Pomóż mi wstać...- powiedział- obiecałeś. To mój ostatni raz i jeśli mi pomożesz, będę wolny... Bez wahania wyciągnąłem do niego rękę. Pamiętałem dobrze o swojej obietnicy. On uścisnął moją dłoń i podniósł się z chodnika. - Dziękuję i żegnaj...- uśmiechnął się- nareszcie! Pędzę do Bramy. - Zaczekaj! Biegnę z tobą. W końcu było mi obojętne w którą stronę uciekam przed napastnikami. Pobiegłem więc za dzieckiem śmiesznie koślawiącym kroki. Minęliśmy po chwili centrum, gdzie wydarzyło się ostatnio tyle rzeczy, przebiegliśmy obok Spotyklani, a potem jakąś uliczką gnaliśmy poza Miasto. Mój pościg wciąż deptał nam po piętach, ale na moment przestało to mieć znaczenie. Zobaczyłem Bramę. Drewniane wrota stojące spokojnie pośród traw i kwiatów. Bez żadnego domu, ściany, czy muru. Sama Brama. Obok na ziemi siedziało kolejne dziecko. - Witaj- przywitał je mój towarzysz. - Witaj. Czy poznałeś już sens swojego istnienia, Wielką Łamigłówkę? - Tak, już dawno. Wypełniłem też twoje dodatkowe polecenie. - Aha. Widzę to w twoich oczach. Lśnią i ty lśnisz. W słońcu i bez niego. Brama stoi dla ciebie otworem. Nie oglądając się nawet na nikogo wszedł w rozwierające się powoli wrota. Gdy zniknął we wnętrzu Bramy, drzwi zatrzasnęły się, a jego nie było już po ich drugiej stronie, na łące. - A ty nie przywitasz się ze mną?- zagadnął maluch. - Ja...- zmieszałem się- ja nie znam swojego przeznaczenia, nie rozwiązałem swojej Łamigłówki. - To przykre... ale i tak cię puszczę. Zrobiłem wielkie oczy i nie wiedziałem co powiedzieć. Obejrzałem się za siebie nerwowo. Pościg był coraz bliżej. - Widzę, że od tego zamieszania zapomniałeś kim chcesz być, gdzie chcesz być... kim jesteś, dokąd zmierzasz. Od tych wszystkich lekcji i mądrości zgłupiałeś i nie wiesz czy potrafisz być sobą, prawda? - Tak, tak, proszę zabierz mnie stąd natychmiast. - Brama stoi dla ciebie otworem- wypowiedział to niczym magiczne zaklęcie wspomagając jego działanie teatralnym gestem małej ręki. Od tak wrota rozwarły się i zobaczyłem przed sobą światło i poczułem ciepły powiew powietrza. - Ale dlaczego?- zawahałem się- nic już nie rozumiem... Dziecko uśmiechnęło się łagodnie i powiedziało dorosłym tonem. Zbyt poważnie jak na malucha: - Ludzie, którzy przeszli przez te drzwi przed tobą, w większości odwiedzili potężne góry, rozpalone pustynie, rozległe niziny oraz wyspy po środku bezkresnego morza. Przebyli wszystkie próby, zebrali mądrości i wyciągnęli wnioski. Ty jednak należysz do buntowników. Szukasz własnej drogi. Może w swoim życiu nieco się zagubiłeś, ale chyba znów masz dobry azymut. Najważniejsze, że nie traciłeś czasu, jak większość ludzi robi w tym mieście i również poza nim. A to jest najważniejsze. Oni po kilku kolejnych zastrzykach powrócą do życia i wszystko okaże się bezsensowną stratą czasu. Nie odpędzą widma zagłady, a ból tylko się nasili. Powrócą tu... lub utracą swoje życie. Dziecko uśmiechnęło się i wskazało mi malutką dłonią Bramę w geście zaproszenia. Poczułem przyjemną ekscytację, tryumf cichych zwycięzców. Radość umęczonego wędrowca powracającego z wyprawy. Zasłaniając oczy przed łuną jasności wydobywającą się ze szpary we wrotach zapytałem cicho: - Co tam jest? Co to za światło?…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych