Bractwo, rozdział II
Dalsze losy Amy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
14 sierpnia, sobota
Możecie sobie wyobrazić moją wściekłość, gdy udało mi się zasnąć dopiero o 3, a obudziłam się o 5. Leżałam jeszcze chwilę, przewracając się z boku na bok, czując, ze cos mnie trapi, nie mogąc przypomnieć sobie co. Owszem pamiętałam , ze nie dostałam się na studia i że prawdopodobnie resztę życia spędzę mieszkając u rodziców. Jednak czułam, ze to, co mnie męczy to o wiele gorsza rzecz. Wkurzona na cały świat, zeszłam na dół do kuchni postanawiając coś zjeść. Nic tak nie pobudza mojego umysłu jak dobra przekąska. Otworzyłam lodówkę i jęknęłam, bo nie było w niej zupełnie nic, jeśli nie liczyć talerza z ohydnie wyglądającymi kiełbaskami i mleka. Rodzice zawsze wybierają się na zakupy w supermarkecie w soboty. Kupują ile się da, a potem jedzenie leżakuje w lodówce do kolejnego wypadu, systematycznie zmniejszając swą ilość, do czego w głównej mierze przyczynia się mój żarłoczny ojciec. W piątek wieczorem mama wyrzuca resztki. Takim oto sposobem zdałam sobie sprawę, ze dziś sobota, a w dodatku sobota wcześnie rano, co oznacza, ze mama i tata pojadą po zapasy za dobrych kilka godzin. Niepocieszona usiadłam na krześle, położyłam głowę na stole i nakryłam ja rękoma. Musiałam uciąć sobie drzemkę, bo nagle ocknęło mnie poszturchiwanie taty, a kiedy spojrzałam na zegar ścienny było wpół do dziesiątej. Powlokłam się z powrotem do swojego pokoju, przy okazji masując zesztywniały kark. Znowu zaczęło mnie dręczyć przeczucie, że zapomniałam o czymś ważnym. Ubrałam się w domowe spodnie i koszulkę, żałując, że nie mam psa, z którym mogłabym wybrać się na poranny spacer. Po przesłuchaniu kilku piosenek Avril Lavigne i wykonaniu do nich czegoś co przypominało afrykański taniec plemienny, odrobinę poprawił mi się humor. Wesoło pogwizdując zeszłam na śniadanie. - Dlaczego spałaś w kuchni?- zapytała mama. - Oh nie- odparłam nakładając na talerz grzanki i rozglądając się za dżemem- po prostu obudziłam się wcześnie i chciałam coś zjeść, ale byłam tak zmęczona, ze usnęłam przy stole. - Masz okres, tak? Tata, który właśnie popijał sok pomidorowy, odstawił go z obrzydzeniem i sięgnął po colę. No tak. Słowo daję, moje życie czasem przypomina psychologiczny thriller. - Nie mamo- odpowiedziałam tonem, który jak miałam nadzieję da jej do zrozumienia, ze nie powinna mówić o takich sprawach przy ojcu. - Jeśli skończyły ci się podpaski, wiesz gdzie trzymam swoje- ciągnęła życzliwie mama. - Jasne- mruknęłam do grzanki z dżemem, ukradkiem patrząc na tatę, który podejrzanie dokładnie smarował chleb masłem. Wspominałam, ze moja matka jest mistrzynią w zadawaniu niezręcznych, krępujących pytań? Gdyby były za to jakieś nagrody, dam sobie rękę uciąć, że jak nic dostałaby pierwsze miejsce. - Wlać ci soku? Pomidory mają dużo żelaza.- Tata najwidoczniej chciał sprowadzić rozmowę na znane mu tory.- Powinnaś się zdrowo odżywiać. I kto to mówi. - Mm… dzięki tato. - Dlaczego wczoraj wróciłaś tak późno? Miałam ochotę powiedzieć mamie, żeby zaczęła żyć własnym życiem, ale oczywiście nie zrobiłam tego. - Seans późno się skończył, a potem nie mogłam złapać taksówki, jak zawsze w piątkowy wieczór. - Aa rozumiem. Spotykasz się z kimś!- ożywiła się, rzucając mi spojrzenie typu: „mów zaraz ile on ma lat, jak wygląda i kiedy go poznam”. - Tak. Spotykam się. Z Kate. To moja najlepsza przyjaciółka, jakbyś nie wiedziała- warknęłam. Mam totalnie dość wtrącania się osób trzecich w moją prywatność. - Aha.- posmutniała. Ludzie. W sądzie zadają mniej pytań. Wgryzłam się w grzankę, błagając w myślach, żeby to był koniec przesłuchania. Tata jak zwykle pochłonięty ulubiona rozrywką , czyli jedzeniem, milczał. Szczerze wątpię, czy gdyby nagle nastąpiło trzęsienie ziemi, a do domu wbiegli uzbrojeni po zęby bandyci, zdołałoby go to od tego odciągnąć. Obserwując tych dwoje, zastanawiałam się jak to możliwe, ze zakochali się w sobie, wzięli ślub i na dodatek mieli mnie. Noo… może niekoniecznie w tej kolejności. Mamę za młodu można by uznać za niezłą sztukę, jak mówią na Brooklynie. Kiedyś miała długie blond włosy, których zawsze jej zazdrościłam i była kapitanem drużyny cheerlederek. Po ślubie ścięła włosy i nabrała trochę bardziej kobiecych kształtów, ale moim zdaniem i tak jest bardzo ładna. O tacie nie mogę powiedzieć zbyt wiele, bo zbyt wiele o nim nie wiem. Jest jeszcze całkiem przystojny, pomimo rosnącego mu brzuszka. Jestem do niego strasznie podobna. Mam jego brązowe oczy i równie brązowe włosy. Zanim przeszedł na emeryturę pracował jako notariusz, co wyjaśnia czemu wiecznie jest taki poważny. Musiał się chłopina nasłuchać. Kiedyś w szkole zadali nam wypracowanie o tym, w czym dobrzy są nasi rodzice. Część o mamie poszła mi jak z płatka, ale część o tacie przysporzyła mi nie lada problemów. Podreptałam więc do mamy, która w moim dziecięcym mniemaniu wiedziała wszystko i zapytałam jej w czym dobry jest tata, a ona spłonęła rumieńcem i odrzekła, że w stosunkach międzyludzkich. Nie rozumiałam co to znaczy, ale byłam strasznie dumna, ze istnieje coś w czym mój tatuś jest naprawdę dobry. Bynajmniej do czasu, kiedy dowiedziałam się co to seks i zaczęłam kojarzyć różne fakty. Ugh… Dodatkowa trauma. Sączyłam mój sok, wyobrażając sobie, że w dzieciństwie, na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, zamieniono mnie z innym noworodkiem i że prawdopodobnie jestem zaginionym dzieckiem jakiegoś bogatego biznesmena, gdy na korytarzu rozdzwonił się telefon. Ciesząc się, ze nie musze już pić tego obrzydlistwa, które podobno nazywa się sokiem pomidorowym, poszłam odebrać. - Słucham? - Amy? - Kate? Cześć, po co dzwonisz? - Czemu nie odbierasz komórki?!- wrzasnęła- Dzwoniłam jakieś tysiąc razy! Już myślałam, ze ktoś cię napadł w drodze do domu! - Zwariowałaś! Jestem cała i zdrowa! Nikt mnie nie napadł… Napadł… Obiło mi się echem w mózgu. Niemal poczułam kliknięcie w głowie, gdy niespodziewanie przypomniałam sobie wszystkie zdarzenia minionego wieczoru. Kino, spacer, wampir, dziwni ludzie zabijający wampira, Żmija, Matt,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil malinkka19
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…