Bunkry Pod Wizną
Czterdziestotysięczna armia Niemców pod dowództwem Heinza Guderiana chce przejść przez Narew. Przeprawy broni oddział 760 Polaków pod dowództwem kapitana Raginisa...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dominik Skibiński
"Bunkry Pod Wizną"
Bagna Biebrzańskie były wielkim obszarem, bardzo trudnym do przebycia. Znajdowały się na Podlasiu, a przejście przez nie wojska było praktycznie niemożliwe. Mogło ono je przebyć albo od północy, w pobliżu potężnej twierdzy w Osowcu, słynnej z półrocznej obrony podczas I wojny światowe, albo od południa. Na południu płynęła jednak Narew, również potężna przeszkoda. Największa przeprawa znajdowała się w pobliżu bagien, przy wsi Wizna. Broniło jej jednak kilkuset żołnierzy polskich, pod dowództwem kapitana Władysława Raginisa. Polaków nie było wielu. Kiedy jednak przyszły posiłki, zebrało się ich ponad siedmiuset. Przez Narew chciało się jednak przedostać niemieckie wojsko pod dowództwem generała Heinza Guderiana. Liczyło ono ponad 42.000 żołnierzy i miało świetnych dowódców. Guderian był jednym z najbardziej wpływowych oficerów w III Rzeszy. Kiedy dowiedział się o oddziale Polaków broniących przeprawy, zdenerwował się i zaklął. Podszedł do niego młody adiutant. Niech pan się nie martwi, generale – powiedział, rzecz jasna, po niemiecku. - Zmieciemy ich z powierzchni ziemi. Nawet nie zdążą się dobrze zorganizować. Masz rację, Friedrich – odrzekł Heinz Guderian. - Pozbędziemy ich się w kilka godzin. Wiesz coś o dowódcy tych psów? To kapitan – zaśmiał się adiutant. - Zwykły kapitan! Nie potrafi z pewnością dowodzić tak dobrze, jak pan! No, to świetnie – warknął generał. - Łatwiej nam pójdzie. Mamy w dodatku wsparcie Luftwaffe! Już widzę, jak polaczki uciekają przed sztukasami! Adiutant odpowiedział śmiechem. Znasz siłę naszego wojska, Friedrich? - spytał Guderian. - Trzy dywizje i jedna brygada piechoty, czyli 42 tysiące żołnierzy. Do tego 350 czołgów, 657 moździerzy, kilkaset dział i granatników. Dolicz do tego Luftwaffe! Wydawało mi się, że jest tego więcej! - powiedział Friedrich. Mnie również – zaśmiał się generał. - No, koniec rozmowy! Za chwilę ruszymy w stronę Wizny! Zaraz zostanie ogłoszony alarm! Polaczki pożałują, że nie chcą ulec żądaniom fuhrera!
...
W bunkrze siedziało kilku żołnierzy. Schron był duży, stało w nim biurko, przy którym siedział oficer w stopniu kapitana. Był to kapitan Władysław Raginis, dowódca oddziału broniącego przeprawy przy Wiznie. Raginis był niskim blondynem o młodzieńczej twarzy i małym wąsiku. Rozmawiał właśnie z jakimś kapralem. Nagle do bunkra wbiegł szeregowy. Panie kapitanie! - krzyknął. - Idą szwaby! W oddali widać czołgi! Kapitan wstał i przewrócił krzesło. Jego przyjemna twarz zmieniła się nie do poznania. Raginis był zdenerwowany i trochę wystraszony. A wiadomu ile tych czołgów? - spytał szeregowego. Nie! - odparł żołnierz. - Oprócz czołgów idą Niemcy! Są jakieś cztery kilometry stąd! Tam, do kata! - zdenerwował się kapitan. - Mamy mało czasu! Żołnierze są na pozycjach, znają plan? Tak! Dobrze pan zrobił, szkoląc ich na wypadek ataku! Są w pełnej gotowości! Hmmm, a jak się nazywasz, szeregowy?! - spytał kapitan. Marcin Wójcik. Marcin Wójcik, zaraz! Słyszałem o tobie dużo dobrego! W bitwie z Niemcami dwa dni temu przebiegłeś pod ostrzałem moździerzy, aby uratować rannego kolegę! A owszem! - powiedział Wójcik. - Nie wiedziałem, że wieść o tym doszła do pana! Doszła! - powiedział Raginis. - Nie wiem tylko, czy ranny przeżył! Przeżył, panie kapitanie, ale my tu gadamy, a szwaby idą! Biegnę już do okopów w lesie! Trzeba uważać, żeby te przydupasy Adolfa tamtędy się nie zakradły! Biegnij, szeregowy Wójciku! - ponaglił go kapral rozmawiający z Raginisem. - Z pewnością będą chcieli się zakraść! A las to najlepsze miejsce! Potrzeba tam jak najwięcej żołnierzy! Wiesz, ilu tam teraz stacjonuje? Sześćdziesięciu, może siedemdziesięciu... Zgłosisz się do mnie za godzinę! - powiedział kapitan. - A teraz biegnij do lasu! Wójcik wybiegł z bunkra, a kapitan przetarł chustką czoło. Kapral spojrzał na niego pytająco. Co pan się tak na mnie patrzy? - spytał kapitan. - Nudy pan ma?! Wynocha do żołnierzy! Przyda się tam dowódca taki jak pan! Ależ ja nie dowodzę ani jednym szeregowym! - zaprotestował kapral. Ale niech pan idzie! - mruknął Raginis. - Potrzebuję chwili spokoju! Już mnie nie ma! - krzyknął kapral i wybiegł z bunkra. Kiedy sobie poszedł, kapitan zawołał dwóch żołnierzy stojących w głębi bunkra. Stanęli przed nim na baczność, ale kazał im spocząć i przemówił: Marczak, Baran! Udacie się do porucznika Borsuka i spytacie o sytuację. Czy zwiadowcy przynieśli mu informacje o Niemcach! Rozkaz, kapitanie! - powiedział niższy, łysy Baran. Po czym wyszli z bunkra. Raginis został sam. ...
Wójcik biegł w stronę lasu. Spieszył się, chciał sprawdzić, czy Niemcy doszli do okopów. Kiedy dotarł do skraju gęstwiny, ktoś klepnął go mocno w plecy. Wójcik odwrócił się i zobaczył sierżanta Wilsa, jego starego przyjaciela. Władek! - krzyknął Wójcik. - Zaskoczyłeś mnie! Co się u was dzieje? A co się ma dziać? - spytał sierżant. - Podobno idą tu Niemcy! Dużo Niemców! - powiedział szeregowy. - Pan kapitan wysłał mnie, abym sprawdził, czy nie dotarli do okopów. Gdyby dotarli, już byliby sztywni! - próbował zażartować Wils. Ale mu nie wyszło. Wójcik patrzył się na niego z politowaniem. Podobno to armia dowodzona przez samego generała Gaderiana, czy jak on tam się nazywa. Prawie pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy! Aż tylu?! - krzyknął Wils. - W takim razie to my bylibyśmy sztywni! Ale bądź spokojny, łatwo się nie przedrą... Co tam u ciebie? Źle – powiedział szeregowy. - Czuję, że jeszcze dziś możemy zginąć. Niemcy nie mają litości.... Spokojnie, bez nerwów, najwyżej zwiejemy! - zaśmiał się Wils. Wójcik oniemiał. Sierżant namawiał go do dezercji. Jego ręka już sięgała po rewolwer, kiedy zauważył, że Wils śledzi, śmiejąc się, jego ruchy. Uspokój się, Marcin, tylko żartowałem! - powiedział. - Niemcy niedługo pożałują że nie siedzą w swoim gównianym kraju! Nie klnij! - wściekł się Wójcik. Dobrze, wiem, że nienawidzisz takich słów. Ale nie potrzebnie tu przychodzą. Sami się proszą o guza. Wils, weź, przestań! - jęknął Wójcik. - Skoro tu nie ma Niemców, mogę wracać do kapitana. Ja w sumie też jestem zajęty! - mruknął sierżant. - Dowodzę częścią żołnierzy! Ty? Taki frajer-pompka dowodzi żołnierzami? A żebyś wiedział! Mam dwudziestu chłopaków pod komendą! A na dodatek, to ty jesteś frajer-pompka. Nawet jednej na palcach byś nie potrafił zrobić! Zobaczymy po bitwie! - zdenerwował się Wójcik. - Muszę wracać. Cześć, Wils! Cześć, Wójcik! - powiedział sierżant. I odszedł w las. Wójcik pobiegł zaś do bunkra kapitana Ragnisa na Górze Strękowej. Nie wiedział, co go czeka.
...
Oddział kawalerzystów jechał na południe. Byli to Polacy, podkomendni Władysława Raginisa. Mieli przedostać się do pobliskiej wsi. Zadanie nie należało do łatwych, Niemcy dotarli już blisko rzeki. Konni mogli zostać zauważeni i zabici. Jeden z nich, Wacław, zarządził nagle, żeby pojechali wzdłuż rzeki. Na pytania odpowiadał, że tam Niemcy ich nie zauważą. Akurat chcieli skręcać ku brzegowi Narwii, kiedy zza pagórka wyjechał czołg. Niemiecki Tygrys. Do kroćset! - zaklął Wacław. - Cwałem! Do rzeki! Tygrys jechał wolno. Po chwili zaczął strzelać. Dostało kilku kawalerzystów, spadli martwi z koni. Wacław parł naprzód. Niestety, zza kępy drzew wybiegło kilkudziesięciu, może nawet więcej, żołnierzy Wehrmachtu! Achtung! - krzyknął do nich ich dowódca. Zapewne myślał, że kawalerzyści zamierzają zaatakować. Ci jednak parli w stronę rzeki. Niech to szlag! - denerwował się Wacław. Do przeprawy! Ale nie dojechali do przeprawy. Niemcy strzelali celnie do koni. Biedne zwierzęta padały, zrzucając jeźdźców. Szwaby dobijały ich bagnetami. Wacław poległ ostatni. Jego koń został trafiony. Dowódca spadł, a koń na jego nogi. Nie mógł uciec. Nagle nachylił się nad nim szwab! Zginiesz marnie! - powiedział i z kpiącym uśmiechem dźgnął go bagnetem. Prosto w serce. Wacław Tepan miał żonę i dwóch synów. Drugiego nigdy nie zobaczył.
...
Do bunkra na Strękowej Górze wpadł zziajany żołnierz. Szeregowy Baran. Zameldował się Raginisowi i wyjąkał: Niemcy pozabijali konnych! Panują na całym drugim brzegu! Czołgów jest bardzo dużo! Zaraz zaczną ostrzał! Cholera jasna! - nie wytrzymał kapitan. - Szkoda kawalerzystów, młode chłopaki, pożyteczne.... Pomścimy ich! Przygotować się! Szwaby z pewnością zaraz spróbują przejść rzekę! Na razie nie próbują! - powiedział Baran. - Przyjechały czołgi, ale piechoty nigdzie nie widać! Może się przegrupowują i chcą nas obejść.... Nie obejdą! - powiedział Raginis. - Choć małe grupki zdołają się przeprawić przez rzekę, mogą wprawdzie próbować zaatakować nas od strony lasu, lecz tam przecież są nasi żołnierze. Wójcik przyniósł mi wieści od nich! Wszystko dobrze! Ale musimy uważać! Niech piętnastu żołnierzy weźmie karabiny maszynowe i pójdzie nad rzekę.... Rozkaz! - stanął na baczność jak na komendę, Baran. - Już biegnę do porucznika Pita, kazać mu wysłać żołnierzy! No to biegnij! - powiedział kapitan. - Wróć szybko! Rozkaz! - krzyknął Baran i wybiegł z bunkra. Minutę po jego wyjściu, do schronu wszedł Wójcik w towarzystwie umięśnionego, tęgiego szeregowca. Wójcik przegryzł wąsa i wycedził: Kapitanie, nie przynoszę teraz dobrych wieści! Pojawiła się niemiecka piechota..... Już?! - spytał Raginis. - Ja myślałem, że już dawno Niemcy są przy rzece, więc mnie nie zdziwiłeś! Coś jeszcze, Wójcik?! Tak, kapitanie! - sapnął wąsaty szeregowy, wskazując na kompana. - Szymon coś zauważył... Szymon?! Czyli? Starszy Szeregowy Szymon Dziuk melduje się! - krzyknął umięśniony i stanął na baczność. Mów, co zobaczyłeś! - powiedział Raginis. - Coś ciekawego?! Tak, panie kapitanie! Widziałem kilkudziesięciu Niemców na koniach jadących w stronę wsi. Wraz z nimi jechał czołg. Dowodził nimi jakiś Niemiec, znam niemcki i usłyszałem, że mówią do niego: panie podpułkowniku! Podpułkowniku?! - zdziwił się kapitan. - To musi być ktoś ważny.... Tak – przerwał mu Dziuk. - Przejechali tuż obok mnie, schowałem się w krzakach! Słyszałem ich rozmowę, jechali powoli! Dowiedziałem się, że to podpułkownik Friedrich Adolf, adiutant generała Guderiana! Jedzie do wsi, aby przekonać wieśniaków do współpracy i pomocy! A oni mogą pomóc im naprawdę świetnie! Wskażą jak nas okrążyć, albo gdzie łatwo przeprawić się kilkudziesięciu żołnierzom! A jak się nie zgodzą, to Niemcy zrobią masakrę! Nie! - sapnął kapitan. - Nie można do tego dopuścić! Więc wpadłem na pewien pomysł – powiedział Wójcik. Zamieniam się w słuch! - krzyknął kapitan. Otóż, można łatwo wysłać tam kilkunastu żołnierzy.... Co? - przerwał mu Raginis. - Podobno brzeg jest opanowany przez Niemców... Nie cały! - powiedział Wójcik. - Można łatwo wysłać powiedzmy, czterdziestu żołnierzy do wsi! Dadzą radę... Nie! Nie! - krzyczał kapitan! - za duże ryzyko! Nagle do schronu wbiegł żołnierz w moro z karabinem maszynowym. Wyglądał komicznie, miał kamuflaż z trawy i gałęzi. Wójcik i Dziuk zaczęli się śmiać. Raginis zganił ich spojrzeniem. Żołnierze umilkli. O co chodzi?! - spytał mistrza kamuflażu. Jestem zwiadowcą od porucznika Pita! Byliśmy na chwilę nad rzeką i, tak się składa, nie ma tam Niemców. Wrócili do obozu i przygotowują się do ataku... Świetnie! - ucieszył się kapitan. - Wójcik, jednak twój plan jest przyjęty! Ale ty i Dziuk pójdziecie do wsi! Tak jest! - krzyknęli żołnierze chórem. Weźmiecie trzydziestu czterech żołnierzy! Równo! Ilu było Niemców? Dwunastu. I jeszcze czołg. Razem z piętnastu. I dobrze! - powiedział kapitan. - Ruszycie natychmiast. Pit chętnie da wam żołnierzy! Idźcie! Szeregowi i zwiadowca odmeldowali się i wyszli. Zjawił się Baran.
...
Mieszkańcy wsi Gubczyce wyszli z domów. Powodem tego było przybycie do wioski Niemców. Kilkunastu konnych i czołg. Gruby sołtys stanął na środku wsi i zasłonił przerażonych wieśniaków. Stójcie! - krzyknął. - Czego od nas chcecie?! Wysoki blondyn na koniu zaśmiał się i zszedł na ziemię. Wyjął szablę. Myślał, że sołtys się wystraszy, lecz on stał i patrzył się na niego ostro. Zejdź mi z drogi, psie! - powiedział Friedrich. - Zejdź, bo zginiesz! Sołtys stał jednak wciąż w tym samym miejscu. Adiutant Guderiana zaczął tracić cierpliwość. Nie rozumiesz po niemiecku?! - spytał. - Wkrótce wszyscy Polacy będą mówić w naszym języku! My jesteśmy rasą panów, my, Niemcy! A przybyliśmy do was w sprawie żołnierzy broniących przeprawy! Co my z nimi mamy wspólnego? - krzyknął jakiś chłop. - Nie mamy z nimi kontaktu, nic nas oni nie obchodzą! Milcz! - krzyknął do niego drugi chłop. - Nie mów takich kłamstw, ty świnio bez honoru! - Bez honoru jest pomaganie żołnierzom broniących przeprawy! - krzyknął Friedrich. Chcecie nas pozabijać?! - spytał wysoki chłop z czarną brodą. - Nie zabijacie kobiet! Mi już wszystko jedno! Ale czego chcecie? Nie musimy was pozabijać – zaśmiał się Friedrich. - Wystarczy, że pomożecie nam w przejściu przez Narew. Ale jak?! - krzyknął sołtys. - Po co?! Znacie świetnie tę okolicę i pokażecie nam, jak podejść żołnierzy! Nigdy! - sołtys ruszył w stronę Niemców. - Nie będziemy zdrajcami! Tak?! - pułkownik uśmiechnął się kpiąco. - W takim razie zginiecie na męczarniach! Kobiety, dzieci i zwierzęta też! Spalimy waszą wieś i nie pozostanie z niej nic! Co to, to nie! - wystraszył się jakiś chłop. Wieśniacy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dzik13
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…