CELINECZKA.
baśń ludowa
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
We wsi Orzełek żyła sobie kobieta, która bardzo chciała mieć dziecko. Przezywali ją Celineczka, może dlatego, że w dwudziestej wiośnie życia zaczęła dwusetny kilogram i wyglądała jak wyrzucony na brzeg wieloryb. Celineczka myślała o sobie jak najgorzej. Gdyby miała tyle sił pewnie by się powiesiła, szukała nawet odpowiedniej gałęzi i grubej liny, ale na szukaniu się skończyło. Lina może by się znalazła, ale nie było takiej gałęzi, która mogłaby ją utrzymać. Nie zawsze była taka gruba Celineczka. Przez całą podstawówkę nazywano ją „psiunia”, przypominała małego szczeniaka, z ciągle przestraszonymi, załzawionymi oczami. Mała, drobna blondynka, niektórzy chłopcy mieli nadzieję, że wyrośnie z niej całkiem zdatna panna.
Po podstawówce nie poszła do żadnej szkoły, bo w domu było roboty dość a Celineczka była jedynaczką. Wtedy zaczęła jeść. Jadła i rosła. Bez żadnego umiaru i w jednym i drugim. W ciągu roku przytyła sto kilogramów. Z początku cieszyła się, że nikt już nie mówi do niej: psiunia. Później gdy dzieci wołały za nią: „salceson”, „hipcio” albo „góra smalcu” dostawała białej gorączki. Bezradna, z każdym kilogramem coraz wolniejsza wracała do domu i jadła.
Od pewnego czasu myśl o małym różowym dziecku była jej największą radością. Wyobrażała sobie, że maleństwo zmieści się na jej dłoni. Gdy będzie mu zimno, wystarczy, że przygnie palce i chuchnie. Latem położy jego maleńką główkę na opuszkach i będzie dmuchać zimnym powietrzem. Będzie chodzić z nim na długie spacery, pokaże je całemu światu. Dobrym ludziom pozwoli je dotknąć, pogłaskać, przed złymi będzie je bronić.
Dowiedziała się od sąsiadek, że dziecko trzeba wymodlić. Cały maj, co wieczór klękała przy kapliczce i śpiewała.
Wieżo z kości słoniowej, przynieś mi dziecko. Gwiazdo zaranna, przynieś mi dziecko. Królowo aniołów, przynieś mi dziecko.
Nie znała słów całej litanii, wymyślała dalsze wezwania, po swojemu.
Tęczo pełna radości, przynieś mi dziecko. Nad księżyc światlejsza, przynieś mi dziecko. Blaskiem słońce przyćmiewająca, przynieś mi dziecko. Pożądanie wzgórz wiekuistych, przynieś mi dziecko.
Usłyszał ją przejeżdżający rowerem Władek Skoneczny. Władek dobrze wiedział, że dzieci nie można wymodlić. -Celineczko, szkoda twojego gardła i kolan szkoda, nie wymodlisz ty dziecka przed kapliczką. -Wymodlę. Kobiety mówiły... -Kobiety się na tym nie znają, to mężczyźni są od dzieci robienia. Mnie byś spytała, to bym ci powiedział. Podniosła Celineczka z kolan ciało, które rozlazło się na boki, jakby miało się zaraz rozpłynąć. Spojrzała pytająco na Władka. -Mężczyźni? -No a jakże by to inaczej. -A ilu? -Co ilu? -Ilu mężczyzn trzeba żeby zrobić dziecko? Uśmiał się Władek z Celineczki, ale jej odpowiedział. -Nie wiesz? Jednego. Jednego a dobrego. -I dla mnie, dla mojego wielkiego ciała wystarczyłby jeden? -Pewnie. -A ty Władek, mógłbyś... Podeszła Celineczka w stronę Władka, widząc w jego oczach strach, chciała go przytulić. Nie zdążyła. Wskoczył na rower i popedałował, nie zważając, że mu całkiem nowa, kolejarska czapka spadła na drogę. Przestała się Celineczka modlić przed kapliczką, ruszyła na wieś, żeby znaleźć mężczyznę. Nie zdążyła nawet dobrze powiedzieć o co jej chodzi, mężczyźni na jej widok uciekali w popłochu, wszystko przez Władka, który jadąc krzyczał. -Uciekajta chłopy, uciekajta, Celineczka idzie, chce żeby jej który dziecko zrobił! Pozamykali się mężczyźni w swoich domach, co strachliwsi na strychach, rozgniewane kobiety wyszły na drogę do Celineczki. -Czego to ci się zachciewa, za robotę byś się jakąś wzięła! -Chcę mieć dziecko. Władek powiedział, że mężczyźni robią dzieci. Dlaczego żaden nie chce mi zrobić? -Bo za tłusta jesteś! – zaczęły się przekrzykiwać, jedna przez drugą. -Takiej grubej to świat nie widział. -Taka gruba nie może mieć dzieci, bo one też byłyby grube. I co potem? Kto by takich grubych wykarmił? -Żeby dziecko zrobić chłop musi się na babie położyć, musi ją przygnieść, widziałaś we wsi takiego? -Nawet największy do pasa ci ledwie sięga. -Idź ty lepiej w świat Celineczko, rozmiaru swojego poszukaj, może gdzieś w innych stronach żyje jakiś olbrzym, ha, ha słyszałam o takim, Waligóra się nazywał. -A drugi Wyrwidąb... Pokładały się ze śmiechu kobiety widząc jak Celineczka szepcze, z nabożeństwem jakby znów litanię odmawiała: „Waligóra”, „Wyrwidąb”. Myślały, że posłucha ich i pójdzie sobie w świat, że będą mogli bez strachu po wsi chodzić ich mężowie, ojcowie i syny. Poszła Celineczka do swojego ojca i matki, którzy wyglądali przy niej jak dzieci. Położyła się na łóżku, co z trzech łóżek było zbite, przykryła się kołdrą, z trzech kołder zszytą. -Co ci córeczko, jesteś taka blada? – zapytała matka. -Boli cię co? – zamartwił się ojciec. -Mdli mnie. Zimno mi i gorąco. -Przejadłaś się pewnie. -Nic nie jadłam. Boli mnie tu. Celineczka wskazała na dół brzucha. -Może w ciąży jesteś? – zapytała matka. -Może - westchnęła rozmarzona Celineczka. -Masz kogoś? -Kogo mam mieć. Was tylko mam. -Spałaś z kimś? -Jak miałam spać, przecież sama ledwie się na tych trzech łóżkach mieszczę, miałby się kto tu jeszcze zmieścić? -W takim razie zatrułaś się, zaparzę ci ziółek. Zaparzyła matka mięty, wypiła Celineczka, ale bóle jeszcze się nasiliły. Przychodziły jak spienione fale, coraz większe, coraz mocniejsze, by za chwilę ustąpić całkowicie. Po kilku godzinach Celineczka poczuła, że coś przez jej w dół brzucha, coś napiera jakby chciało wyjść na zewnątrz. Po północy odeszły wody, zaraz potem zaczęły wychodzić dzieci. Najpierw trzech chłopców, potem na zmianę chłopiec, dziewczynka a na koniec trzy dziewczynki. Zbiegły się sąsiadki, sąsiedzi stali z twarzami przyklejonymi do szyb, paląc na prędce skręcane papierosy i głośno wykrzykując kolejne liczby. Siedem. Osiem. Dziewięć. Dziesięć. Jedenaście. Dwanaście. Na dwunastu się skończyło. Sześciu synów i sześć córek urodziła Celineczka tej nocy. Zmęczona ale szczęśliwa zasnęła nad ranem, ludzie rozeszli się załamując ręce. – Co
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Petrusso
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…