Wróć do katalogu

Cena wolności

W szponach bezwzględności...

surenka, opublikowano , 11 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W maleńkiej kuchni Eleonora szykowała obiad. Wokół panował ład i porządek. Kobieta, mimo swoich pięćdziesięciu pięciu lat prezentowała zadbany wygląd. Czekała na córkę, która powinna niebawem wrócić ze szkoły. Julia była nastoletnią dziewczyną, jedynym dzieckiem Eleonory i Janusza, jednocześnie oczkiem w głowie swego taty, emerytowanego lekarza. Mijały godziny, a Julii wciąż nie było w domu. Zrozpaczona matka zgłosiła zaginięcie dziecka na policję. Bezsenna noc była wyczekiwaniem, ale nie okazała się ostatnią.

Może nie dziś, może nie jutro… ale kiedyś na pewno dopadnę cię – zawyrokowała Julia ze wzrokiem utkwionym w białą ścianę. Wpatrywała się w nią godzinami, gdy nie było go w pobliżu, czując się pusta jak niezapisana kartka papieru. Z całkowitego otępienia wyrywała ją chęć zemsty, powód dla którego do tej pory nie zwariowała. - Trzask! – rozległ się odgłos zamykanych drzwi. Wzdrygnęła się, gdy lęk dał o sobie znać. Przez chwilę bezsilność toczyła walkę z wrogością. Wiele emocji grało w jej sercu, ale ona już dawno nauczyła się trzymać je w ryzach. Czując ciężki oddech za plecami gorączkowo myślała, w jaki sposób zabije go nim wydostanie się z piwnicy. Płynnie pociągnął ją do siebie, a następnie odgiął jej szyję do tyłu i zaczął całować napiętą skórę wokół piersi. Jej ciało z początku niezdolne do ruchu, teraz pokonywało bariery. Zdradzieckie ręce nerwowo przebiegały po kręgosłupie, zmierzając ku dołowi w poszukiwaniu ukrytych przedmiotów w kieszeniach spodni. – Nic, cholera! Znowu nic. – pomyślała zawiedziona. Błysk białych zębów ukazał jej szyderczy uśmiech. - No dalej. Dotykaj, jesteś coraz śmielsza, dziecinko. – powiedział, lecz ona zastygła w bezruchu. Po chwili poczuła jak jego szorstka dłoń chwyta ją za nadgarstek prowadząc poniżej rozporka. Przez chwilę, gdy mocowała się z zamkiem napłynęły jej łzy do oczu. – Niech to szlag! – pomyślała i natychmiast przywołała na twarz zimną maskę, odpychając żal w najgłębsze zakamarki duszy. Tam gdzie czaił się strach. Leżała na zimnej podłodze jak bezużyteczny przedmiot. Po lewej stronie stała drewniana ławka służąca jej za miejsce do spania, nie miała jednak chęci ani siły, by podnosić się z ziemi. Myślała o tym, kiedy to wszystko się zaczęło. Ile czasu minęło od jej porwania? Dwa, może trzy lata… zwinęła się w kłębek, gdyż świadomość upływu czasu do niej dotarła. Żyjąc w podziemiach nie miała pojęcia jaka jest pora roku! Myślała, że zaraz umrze, bo tak chciała, tak bardzo tego chciała… To nie było takie proste. Musiała zmierzyć się z rzeczywistością. Jej rodzice na pewno jej szukali, ale czy nie stracili nadziei po latach bezskutecznych poszukiwań. Spojrzała na dłoń. Wydała jej się pożółkła, pomarszczona jak u starej kobiety. W świetle żarówki zwisającej z sufitu Julia wyglądała na co najmniej 25 a nie na 17 lat. Przynajmniej wydawało jej się, że tyle powinna mieć, ale zagubiona we własnych myślach, samotna z dala od domu niczego nie była pewna. Nagle usiadła, by położyć kres rozmyślaniom. Spojrzała na białą ścianę i stała się nieobecna duchem. Nie pamięta momentu, w którym położyła się na prowizoryczne łóżko i pogrążyła we śnie. Medytacja na nie wiele się zdała opóźniając jedynie w czasie nawrót wspomnień, które zagościły we śnie. Wracała ze szkoły, a dzień nie wyróżniał się niczym szczególnym, poza tym pogoda dopisywała. Widać było, że wiosna daje o sobie znać, zwłaszcza w parku, gdzie wśród zieleni odpoczywały rodzice z dziećmi. Dziewczyna wpadła na pomysł, że zamiast iść przez zaludniony park do domu, przejdzie się kawałek ulicą w stronę lasu. Topole, niewielkie miasteczko w którym mieszkała o tej porze tętniło życiem. W miarę oddalania się od rodzinnej miejscowości coraz intensywniej nasłuchiwała śpiewu ptaków w pobliskim lesie. Szła z przymrużonymi od słońca oczami wzdłuż ulicy niedaleko której znajdowała się leśna dróżka. Parę razy w ubiegłym roku skręcała w tamtą stronę. Widziała wtedy ludzi zbierających jeżyny czy poziomki - Pippp! – usłyszała najpierw nim zobaczyła jak samochód zaparkował z piskiem opon tuż za jej plecami. Przerażona odwróciła się w momencie, gdy z auta wysiadał zbudowany, wysoki mężczyzna w średnim wieku. Zwróciła uwagę na jego oczy, były ciemne jak węgiel, nie wyrażające emocji, orli nos i zacięta linia warg wyrażały determinację. Ciemne, rzadkie włosy miał w nieładzie. Julia zbyt zaskoczona, by się poruszyć patrzyła jak potężny mężczyzna szybkim krokiem zmierza w jej kierunku. Nim się spostrzegła cienkie, długie palce zacisnęły się na jej ramieniu. Zaciągnął ją do samochodu, i choć najbardziej na świecie pragnęła być gdzie indziej, jej ciało było jak sparaliżowane. Poddało się bez walki. Jakaś cząstka umysłu nie mogła uwierzyć w to, co się stało i pozwalała jej nad sobą zapanować. Julia wzdrygnęła się we śnie, a gdy otworzyła oczy przez moment miała nadzieję, że to wszystko to był jednak sen, i że już po wszystkim. Okrutna ta chwila, która pozbawia nas złudzeń. - Skrzyp! – poczuła ciarki na plecach. Gwałciciel stał przez chwilę w drzwiach. Patrzył na jej ciemne włosy okalające bladą twarz. Szczupłe ciało kobiety leżało na łóżku, oczy wpatrzone były w ścianę. Wciąż go pociągała, chociaż nie tak bardzo jak na początku, gdy dziko broniła się przed każdym stosunkiem. Czuł zadrapania na ciele, jej oczy porażały dzikim blaskiem. Podobało mu się to, że dziewczyna nie była łatwa. Za każdym razem gdy ją zdobywał odczuwał chorą…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych