Wróć do katalogu

CHAOS NADE MNĄ I CHAOS PODE MNĄ

Próba stworzenia fantastyki.

hermenegilda, opublikowano , 38 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Chaos nade mną i Chaos pode mną, dla wszystkich prócz mnie jest mozaiką tajemną Ukrytych zamiarów, przeznaczeń i czarów Gdy ciemność Pochłania jednako plebs i Cezarów.” Jacek Kaczmarski

Pani Krystynie S. Za wszystko, oj za wszystko.

Jedna biała ściana, druga biała ściana, trzecia biała ściana... Nidea wyliczała kolejne anomalie w tym dziwnym i jakże nieprzyjaznym pomieszczeniu. Każdy centymetr kwadratowy krzyczał złowieszczo wysysając z niej siły witalne. Nic dziwnego, że z każdą minutą stawała się coraz słabsza. Najpierw rzucała się jak w amoku uderzając i rozszarpując co się tylko dało, żeby potem usiąść w kącie i powtarzać mantrę: wszystko będzie dobrze! W drzwiach nie było klamek, tylko straszliwe kikuty przypominające gałęzie. Od białych ścian odbijało się oślepiające, nadzwyczaj jasne światło, którego źródła próżno było wypatrywać. Dziewczyna spojrzała na swój strój. Ubrana była w wielki, biały fartuch podobny do lekarskiego kitla, a za plecami miała skrępowane ręce. Pierwszy raz w swoim niemal trzydziestoletnim życiu widziała tak dziwne pomieszczenie. Wszystko tutaj było takie obce i nienamacalne. Czuła się jak we śnie. W jej głowie panowała złowieszcza pustka, która krzyczała głośno do ucha, że jest skończoną wariatką. „Dlaczego się tu znalazłam?”, „Gdzie ja jestem?”, „Dlaczego to wszystko jest takie dziwne?” - setka pytań kołatała jej się po głowie, na żadne nie znała odpowiedzi, a niestety nie miała ich komu zadać. Musiała zadowolić się złowieszczą ciszą, która zabijała ją z każdą sekundą i bielą ścian, która szalenie oślepiała doprowadzając tym do szaleństwa. Kobieta skuliła się w kącie i podciągnęła kolana pod brodę. Nawet nie poczuła momentu, kiedy to zaczęła się kołysać na boki. Łzy już nie chciały płynąć, bo wylała ich zbyt wiele. Po prostu ich zabrakło. Cierpienie dopiero teraz urosło do tak kolosalnych rozmiarów, że naprawdę chciała umrzeć. Samotność zabijała ją od środka, wyniszczała szpik, wysysała krew, rozprzestrzeniając się po jej ciele tak szybko jak trucizna. W uszach słyszała przedziwne słowa, których nie była w stanie zrozumieć. Jedyną rzeczą, którą z trudem sobie przypominała, to były ludzkie oczy. Nienaturalnie zielone spojrzenie, które teraz przysparzało jej tylko cierpienie. Po cichutku szeptała jakieś modlitwy czyniąc przy tym jakieś tajemne znaki. Sama dla siebie była tajemnicą równie wielką, jak dla ludzi, którzy bacznie ją obserwowali wytrwale dzierżąc w dłoniach małe notesiki i dokładnie opisując jej wszystkie zachowania. Weneckie lustra były w tym przypadku bardzo przydatne. Obserwatorzy myśleli, że jest szalona. Gdyby wiedzieli... Gdyby opowiedziała im całą prawdę.

Czy można być uwięzionym na Ziemi? Czy kratami może być własne ciało, które chciałoby się doszczętnie zniszczyć, rozszarpać, spalić, unicestwić? W najśmielszych oczekiwaniach Nidea nie przypuszczała, że mogłaby się tutaj znaleźć. To było dla niej gorsze i bardziej destrukcyjne, niż Merthir, który dotychczas wydawał jej się największą karą i wiecznym cierpieniem. W jej oczach pojawiły się łzy, z których jedna swobodnie spłynęła po policzku. Płynęła bardzo wolno, tak jakby jej pojawienie się było momentem granicznym. Jak widać jeszcze ich miała dużo w zanadrzu. Obawiała się, że jeszcze się jej przydadzą. Jej samotności, opuszczenia i bezsilności nie były w stanie oddać żadne słowa. Zastanawiała się w duchu co teraz dzieje się w Królestwie Merth? Gdzie ono się znajdowało? Czy była daleko? Nie mogła stąd uciec. Pozostawało jej tylko żyć przeszłością i w milczeniu tęsknić do domu.

***

- Nideo, czas wstawać! - powiedziała podniesionym głosem Alfabeta uchylając lekko drzwi. Nie był on donośny, ale lekki i melodyjny. Nie pasował do osoby, która trzyma w garści całe królestwo. Był idealny dla nieskażonej rusałki siedzącej nad brzegiem strumienia, czeszącej swoje złociste, pachnące wiosną włosy i nucącej tajemne pieśni Dawnych Ludów. - Jeszcze nie czas - odparła Nidea. Była dziś strasznie zdenerwowana i zmęczona, ponieważ nie spała w nocy. Nie mogła znieść świadomości dzisiejszego Obowiązku, który na nią spadł. Spojrzała na Alfabetę mętnym wzrokiem, ale w jej stalowych źrenicach nie odnalazła wsparcia. Alfabeta była bardzo mądrą kobietą i wiedziała kiedy trzeba pocieszać, kiedy przygnębiać, a kiedy udawać obojętną. - Słońce jeszcze nie wzeszło! - Pospiesz się, dziś twoja kolej. Oczekujemy twojej obecności w Wielkiej Sali o wiele wcześniej, niż innych. Pamiętaj, dziś jest twój wielki dzień - podeszła do młodej dziewczyny i położyła swoją spracowaną dłoń na zimnym ramieniu swojej uczennicy. Jej długie palce zdobiło kilka grubych pierścieni, które oznaczały jej władzę. Palce miała piękne, ale dłonie zmieniły już dawno kolor na sino-brązowy, a żyły były wydatne bardziej, niż kiedykolwiek. Tylko na taki gest mogła sobie pozwolić. Przekazała jej jakiś niewidzialny, nieopisany dar, po czym cicho wyszła zamykając bezszelestnie drzwi. Dziewczyna nie czuła się dobrze z tym, że dziś spadł na nią Obowiązek Odsłaniania Przyszłości. Powinna na ten dzień czekać z niecierpliwością, ale niestety tak nie było. Przerażała ją odpowiedzialność, która spoczywała na wieszczu. Zła interpretacja mogłaby jej bardzo zaszkodzić. To była najprostsza droga do Merthiru. Wtedy byłby koniec. Stamtąd już nikt nie wracał. Nidea ubrała ciemną, wręcz czarną tunikę ceremonialną i rozplotła warkocz. Uszyła ją jej matka, dlatego miała jeszcze większą wartość. Każda matka marzyła, żeby jej dziecko zostało wieszczem. Była to swojego rodzaju nagroda i powód do dumy, bo całe życie krainy opierało się na przyszłości. Zdenerwowana dziewczyna w myślach po raz kolejny analizowała cały przebieg rytuału. Usiadła na krześle przed drewnianą toaletką. Bała się. Nie chciała, żeby stało się z nią to samo, co z jej matką. Wyobrażała sobie jak te kilkanaście lat temu w tym miejscu siedziała Mawet i w taki sam sposób przeczesywała palcami swoje włosy tak bardzo podobne do tych, które posiadała jej córka. Młoda kobieta sięgnęła po grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, jasne loki. Nagle jak oparzona odrzuciła go tak mocno, że wylądował w ciemnym kącie pod oknem. Tak bardzo się bała. To było już jej drugie podejście, za pierwszym niemal otarła się o Merthir. Prawie czuła szatańskie palce zaciskające się na jej szyi, niemal czuła objęcia zła, które miało ją pochłonąć - tak jak jej matkę. Chłód nieznanego i mordercze zimno samotności. Oddychała bardzo szybko, a na jej karku pojawiła się gęsia skórka. Mrok panujący w pomieszczeniu rozpraszała tylko mała świeczka, która prawie nic nie dawała. Dla Nidei przyzwyczajonej już do ciemności było wszystko jedno. Kiedy już była gotowa, opuściła pokój i udała się do Wielkiej Sali. W długiej tunice, którą musiała unosić palcami, żeby się nie potknąć, biegła przez mroczne korytarze zamczyska. Życie o tej porze było przerażająco ciche. Mury były tak grube, że nigdy nie było słychać żadnego chrapania, czy chociażby rozmów. Może i lepiej, bo przynajmniej każdy czuł się tu bezpieczny. W powietrzu od zawsze unosił się zapach wilgoci i starości, nikt tak naprawdę nie wiedział jak stare jest te zamczysko. Nie był to zwykły zamek, jakby się mogło wydawać. Był on tak wielki, było w nim tyle sieci korytarzy, że śmiało można było go nazwać murowaną metropolią. W środku żyła jedna wielka społeczność, która żyła ze sobą jak rodzina. Każdy mieszkaniec zamczyska rodził się i umierał w przeświadczeniu, że ich gród znajdował się najwyżej, był najlepszy i najwspanialszy. Nikt z wyjątkiem kilku osób na tysiące nie miał pojęcia, że nie dość, że nie są jedyni, to jeszcze na planecie Merth jest wiele lepszych i bardziej rozwiniętych rodów. Nidea bardzo powoli weszła do ciemnego pomieszczenia z oknami, które zasłaniały grube, czarne kotary. Przypominały one czarne, burzowe obłoki. Po omacku, trzymając się blisko zimnych ścian, doszła do stolika i zapaliła stojącą na nim białą świecę. Chwilę wpatrywała się w tańczący płomień, bo bała się, że zgaśnie. Osłaniała knot dłońmi czują przyjemne ciepło. Kiedy płomień już był wystarczająco duży, chwyciła metalową podstawkę za ucho i uniosła ją ponad stołem. Zrobiła kilka kroków w stronę drugiej części pomieszczenia, tym razem oświetlając sobie drogę małym płomieniem. Musiała się przygotować do ceremoniału. Na podstawce zostawiła świecę, a sama usiadła na masywnym, drewnianym krześle. Odetchnęła ciężko. Ręce jej drżały, a nad biciem serca nie umiała panować. Usłyszała, że drzwi się uchylają. Bez odwracania głowy wiedziała kto to. - Już czas… Wstała i w milczeniu, ramię w ramię przeszły do Wielkiej Sali. Już wszyscy na nią czekali mimo tam wczesnej pory. Wszyscy czekali na ten moment cały rok. To ona, Nidea, została wybrana przez Zbór Mędrców, więc coś musiało tkwić w jej osobie. Jej matka nie sprawdziła się, ale też została wybrana. Dziewczyna z nerwów przygryzała wargi do krwi. Stoły były przykryte śnieżnobiałymi obrusami, a przed każdym leżała czara z winem. Najbliżej rozchwianej emocjonalnie dziewczyny usiadła Alfabeta. Musiała przecież sprawować nad wszystkim pieczę. W chwilę przed ceremoniałem podeszła do niej i ścisnęła ją mocno za rękę. Nidea poczuła wbijające się jej w delikatną skórę pierścienie, ale nawet nie jęknęła z bólu. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła setki dobrze znanych je twarzy, które być może widziała po raz ostatni. Na rzęsie zawisła jej mała łza, która była oznaką ludzkiej słabości. Starła ją tak szybko, żeby Alfabeta jej nie zauważyła. Nie mogła się zachowywać jak zwykły człowiek. Nosiła na swoich barkach piętno Wieszcza. Alfabeta zdecydowanie skinęła głową, co miało oznaczać przyzwolenie. Nidea drżącymi dłońmi zdjęła haftowaną złotem płachtę znad kryształowej kuli. Wyglądała ona tak, jakby w jej wnętrzu chowały się wszystkie chmury, które mogło pomieścić niebo. Mlecznobiały kryształ emanował delikatnym, złotawym światłem, które z każdą sekunda wydawało się być coraz jaśniejsze. Dziewczyna zmrużyła oczy i delikatnymi dłońmi dotknęła lodowatego szkła. Czuła jak krew zaczyna szybciej płynąć w jej żyłach, a puls przyspiesza niebezpiecznie. Zbliżyli się do niej Alkadia i Zaris. Bali się, że zostaną wyrzuceni przez surową Alfabetę, ale ta nawet słowem nie skomentowała ich karygodnego zachowania. Wiedzieli, że Nidea przy nich poczuje się pewniej. Tak też się stało, od razu wyczuła ich obecność i na moment otworzyła oczy, żeby może po raz ostatni spojrzeć im w twarze. Chciała w nie patrzeć jak najdłużej, ale już po kilku sekundach pojawiły się wizje. Oczy od razu odwróciły się białkami do przodu, a tłum obserwujący ją ze wstrzymanym oddechem, jęknął. Bój pulsujący w czaszce nabierał na sile, a przed zamkniętymi oczami przelatywały jej rozmaite runy. Nie było tych, na które z niecierpliwością czekała od lat Alfabeta. Każde przepowiadanie przyszłości wyglądało tak samo. Nadzieja, a potem ciężka konfrontacja z rzeczywistością. Poczuła, że po plecach płynie jej zimna stróżka potu. Wyprostowała się odruchowo. Jeran. Odala. Gebo. Zaczęła rysować grafitem odpowiednie kreski na drewnianych tabliczkach. Nie widziała Alfabety, ale wiedziała, że jej zawzięty wyraz twarzy zmienił się na jeszcze gorszy. Usłyszała huk i łatwo się było domyślić, że to Alfabeta, która uderza otwartą dłonią w stół. Potem zaczęła słyszeć przerażający szum, który wwiercał się w jej mózg. Oderwała ręce od kuli i zasłoniła nimi uszy. W gardle utkwił jej krzyk, który nie mógł wydobyć się na zewnątrz. Czuła od środka mordercze ciepło, zupełnie jakby jakiś wewnętrzny ogień trawił ją od środka. Nagle usłyszała wielki huk, a następnie ból przeszywający ją Pd palców u stóp, do czubka głowy. Czuła, jakby jej czaszka eksplodowała. Straciła przytomność i osunęła się na podłogę. Potem już czuła tylko pustkę.

***

- Obudź się, Nideo! - usłyszała delikatny, damski głos, a zaraz potem poczuła, że ktoś ją szarpie za ramiona. Jedyne co odczuwała, to był ból. Każdy milimetr kwadratowy jej skóry był bólem. Otworzyła powoli oczy, jakby bała się zobaczyć to, co kryje się za zamkniętymi powiekami. - Obudź się, to ja, Alkadia! - zobaczyła czyjąś twarz, jakby schowaną za mgłą. Jeszcze nie do końca rozpoznawała co się wokół jej dzieje. Chwilę potrwało, żeby wszystko wróciło do normy. Alkadia leżała wsparta na łokciach przy twarzy Nidei. Obok dziewcząt było strasznie dużo zbitego szkła. Obydwie wiedziały, że nic dobrego z tego nie wyniknie… Na myśl przyszły jej runy widziane wcześniej. Nie miała pojęcia ile czasu minęło od tego straszliwego momentu. Jeran, Odala, Gebo. Pamiętała nawet kolejność. To nie było dobre zestawienie. Wróżyło rychłą zagładę, na którą Alfabeta nie mogła się zgodzić. Co roku były powtarzane podobne słowa, a wieszcz, który je wypowiedział zostawał uśmiercany. Nagle Nidea zaczęła płakać, bo co roku scenariusz toczył się podobnie. Nie mogła skłamać, z przeznaczeniem się nie igra. Tak zawsze mawiała jej matka, chociaż była równie przerażona jak ona teraz. Może nawet bardziej, bo miała dziecko, którego nie chciała osierocić. Nidea nie miała nikogo poza Arkadią i Zarisem. Zastanawiała się nad tym kiedy w końcu ma nastąpić koniec, który zapowiadany był już od stuleci. Do tej pory tego typu przepowiednie się nie sprawdziły. Blef? - Co się stało? - wymruczała i dotknęła głowy. Upadając na ziemię na pewno uderzyła nią w twardą, kamienną posadzkę, stąd ten rozdzierający ból. - Zemdlałaś od razu po napisaniu ostatniej kreski na drewnianej tabliczce. Naprawdę je widziałaś? - spytała podniecona. Jej zielone oczy zabłyszczały, a serce zaczęło mocniej bić. Każdy mieszkaniec ich wspólnoty od urodzenia był zaznajamiany z alfabetem runicznym i historycznymi przepowiedniami, które każdy w wieku Alkadii już znał na pamięć. Siostra zaczęła gładzić Nideę po czole, żeby dodać jej otuchy, ale równocześnie czekała z niecierpliwością na jej odpowiedź. Alkadia jeszcze nigdy nie znała żadnej wieszczki, a to był wielki zaszczyt. - Myślisz, że kłamałabym w tak ważnej sprawie? - Alfabeta od razu wpadła w furię i zaczęła wszystko przewracać - powiedziała ściszonym głosem zasłaniając ręką usta. Jej słowo było prawem i wszystko co robiła było prawidłowym postępowaniem. Nikt nawet nie śmiał powiedzieć na nią nic złego. Tak bardzo się jej bali. Nikt tak jak ona nie znał się na magii. Każdy, bez wyjątku ją szanował. Dziewczyna wstała i podała dłoń Nidei. Ta również podniosła się z ziemi z miną cierpiętnicy i oparła się na ramieniu tej młodszej. Chwilę potem usiadła w tym miejscu, gdzie siedziała przywódczyni. - Dlaczego? - spytała głupio, choć doskonale wiedziała czemu. - Nawet nie pytaj! - huknęła na nią, a jej poczciwy wyraz twarzy od razu się zmienił. - Proszę! Nie narażaj nas wszystkich! I nie wygaduj już więcej takich bzdur! Nie skazuj mnie i Zarisa na śmierć! - padła przed nią na kolana i zaczęła płakać. Wielkie łzy spływały po policzkach w błyskawicznym tempie. Niedługo potem obie płakały. Alkadia objęła nogi Nidei i oparła głowę na jej kolanach. - Kocham cię, ale nie rób nam tego! - jęknęła. - Gdzie jest Zaris? - spytała zmartwiona wieszczka. - Próbuje przekonać Alfabetę, że to wszystko było nieporozumieniem! - powiedziała z wyrzutem. - Poszedł sam, nie zdołałam go powstrzymać - uprzedziła pytanie siostry. - Głupi. Nie powinien! - Powinien zrobić wszystko, żeby cię uratować - powiedziała zdecydowanie. W jej małym, drobnym ciele kryły się niezliczone pokłady odwagi. Nie chciała się sama przed sobą do tego przyznać, ale gdyby Zaris nie poszedł do przywódczyni, to ona by to zrobiła. Ktoś jednak musiał zostać z siostrą, która leżała nieprzytomna na podłodze. - Nie chcemy, żeby stało się z tobą to samo, co z twoimi poprzednikami! Pamiętasz? Przepowiadanie przyszłości kiedyś było chlubą, darem, nobilitacją! Każdy chciał to robić! - mówiła z przejęciem. - Niektórzy całe życie spędzili na przygotowywaniu się do tej misji czekając tylko na decyzję Zboru. Tylu ludzi się modliło, żeby to ich wybrali. A dziś? - zwiesiła głos, a kolejna łza spadła na tunikę Nidei. - Dzisiaj to jest przekleństwo. Wyrok śmierci. Nie pozwolimy na to! - Nic już nie zrobicie… - Powinnaś udawać! - krzyknęła przejęta. Gardło już miała zdarte od krzyku zakrapianego łzami. - Powinnaś powiedzieć to, co Alfabeta chciała usłyszeć! Powinnaś skłamać… - Ja chcę żyć - Nidea rzuciła w próżnię. Strach o siebie jakoś dziwnie przeminął, teraz martwiła się o brata i siostrę. Nie mogła ich pozostawić samych. Potrzebowali jej tak samo jak ona ich. - My też chcemy. Bez ciebie nie zdołamy… Powiedz jej, że kłamałaś, że ci się tylko wydawało! - na jej twarzy malowało się przerażenie. Jej szata była brudna i potargana, natomiast toga Nidei wziąż lśniła. - Błagam, powiedz jej to! - To będzie kłamstwo! Przeciwstawienie się dobru królestwa! - Jeśli to zrobisz, to przeżyjesz. - I tak nie uwierzy… - powiedziała zrezygnowana. Nidea czuła w sobie poczucie winy. Być może powinna skłamać? Dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej? Dlaczego tak się bała przeciwstawić komukolwiek tutaj? Nie pasowała do tego miejsca. Nie powinna w ogóle tutaj się znajdować. Mimo że w tym świecie było wszystko czego potrzebowała do życia, czuła się jak w więzieniu. Nie mogła robić nic. Nawet się przeciwstawić zasadom, które były święte. Utopia nie istnieje. Zapadła niezręczna chwila ciszy, w którą były wplecione pretensje i oskarżenia. Chciały sobie powiedzieć tyle rzeczy, ale nie mogły. Milczały wpatrując się sobie w oczy. Czy da się jeszcze naprawić ten błąd? Czy jednym, zwyczajnym gestem na dodatek uczynionym w dobrej wierze można wszystko przekreślić? Czyżby tak łatwo było zburzyć, a tak trudno potem to odbudować? Nidea przybita poszła do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Zatopiła twarz w dłoniach chcąc skupić myśli. Ta niepewność była okropna, tym bardziej, że nie odpowiadała za siebie, ale i o dwójkę swoich przyjaciół. Cisza przerażała i napełniała niepokojem. Wnętrza stały się jeszcze bardziej złowieszcze, niż przedtem. Nawet nie miała dokąd uciec. Przecież nie było bramy na zewnątrz! Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Nie czekając na przyzwolenie Alfabeta wtargnęła do pokoju. Na jej skroni pulsowała fioletowa żyła nie wróżąc niczego dobrego. Bez słowa usiadła obok zapłakanej dziewczyny. - Wiesz dobrze co powinno cię spotkać, prawda? - spytała z przesadną uprzejmością. Powinna sobie darować te wszystkie szopki, bo przecież doskonale wiedziała co zamierza już w momencie przewrócenia kuli na podłogę. - Wiem - odpowiedziała sucho dziewczyna. - Nideo - zwróciła się do niej po imieniu. - Czy ty naprawdę widziałaś te runy? - spytała dając jej tym samym szansę do kłamstwa. Otworzyła furtkę, która mogła prowadzić do dalszego życia. Dawała szansę. - Nie miałabym powodu, żeby kłamać - przyznała. Alfabeta mimo że żyła tyle lat na ziemi dopiero teraz zaczęła się martwić. Tę niepokojącą przepowiednię usłyszała już po raz szósty. Co się stanie gdy siódmy raz ktoś przywoła te same runy? Jeran, Odala, Gebo. Scenariusz najczarniejszy z możliwych. Siedem, to była liczba doskonałości i idealnej

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych