Wróć do katalogu

Chłopak dla feministki

Laura zapalona feministka wiedzie życie inne od swoich koleżanek, nie ogląda się za chłopakami, nie interesuje się nimi. Co stanie się z jej życiem, gdy spotka na swojej drodze "nieokreślony organizm mający ponad 180 centymetrów"?

mikipepita88, opublikowano , 42 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

***

Chłopak feministki.

***

W moim świecie, gdzie wszystko jest nie na miejscu, gubię się, szukając najprostszej drogi, która w rezultacie okazuje się tą najcięższą.

***

I co z tego, że słońce łaskawie zechciało wyjść zza chmury? No, co? I tak jest zimno, bardzo zimno. Będzie gdzieś piętnaście stopni Celsjusza na minusie. I weź tu żyj człowieku. Luty, w sumie to mnie nic nie powinno dziwić, przecież zima jest w końcu. A do tego jeszcze szkoła, poranne wstawanie o wpół do siódmej, gdzie dopiero co zaczyna świtać. Nic dziwnego, że mama musi mnie siłą wyciągać z łóżka. Raz – chce mi się spać. Dwa – jest zimno. Trzy – dzisiaj na pierwszej lekcji – angielskim - jest klasówka. Z materiałem trafiono świetnie, słownictwo związane ze szkołą. A do tego siedzę w ławce z Damianem, który, przyznajmy sobie szczerze, orłem w dziedzinie życia, jaką jest nauka, nie jest. Ściąganiu nie sprzyja dodatkowo fakt, że siedzimy na pierwszej ławce przy biurku nauczyciela. Gdybym sama musiała sobie wybrać miejsce i partnera na lekcje języka angielskiego, na pewno nie zgodziłyby się one z tymi, nałożonymi na nas przez nauczycielkę, rodowitą Angielkę, o wdzięcznie brzmiącym nazwisku – Sycamore. Sama w sobie pani Sycamore jest najbardziej sprawiedliwą osobą z grona pedagogicznego. Nie mogę ominąć faktu, że również jest ona najbardziej wymagającą z belfrów. Idę sobie więc przez te zaspy, chodniki pokryte lodem – piaskiem mógłby ktoś choć raz posypać. Myślę, myślę... o nie... zapomniałam. I jak mogłam o tym zapomnieć, właśnie dziś? Kurczę. Trzeba będzie coś wykombinować. Miałam na dzisiaj przynieść Elce ten zeszyt od matmy. Zapomniałam. Kaplica. Wkurzy się Ela, trzeba będzie ją usprawiedliwić, winę wziąć na siebie. Gdzie się podziały moje rękawiczki? Zimno, bardzo zimno.

***

Laura powoli zaczynała poddawać się chandrze i popadła by w nią jeszcze nie fakt, że w pewnym momencie zderzyła się z nieokreślonym organizmem mającym ponad 180 centymetrów. Miała już na końcu języka ciętą ripostę, której, nawiasem mówiąc, była mistrzem, lecz w ostatniej chwili się powstrzymała. - Ups. Przepraszam, zagapiłem się. - odpowiedział organizm, który w rzeczywistości okazał się wysokim szatynem o ciepłym głosie. - Yyy... - odpowiedziała, przejawiając duży iloraz inteligencji. Ten głos mocno zbił ją z tropu. - Mam nadzieję, że nic się nie stało? Może mógłbym ci to jakoś zrekompensować? Co powiesz na kawę? - Przepraszam, nie zwykłam rozmawiać z nieznajomymi... - odparła oschłym głosem, z trudem powstrzymując, by na niego nie patrzeć. - W takim razie, poznajmy się. Krystian, miło mi. Chodzę do pierwszej liceum. To jak, idziemy na kawę? - Teraz to ja idę do szkoły, w razie gdybyś nie zauważył. - A później? Chodzisz tu do gimnazjum? O której kończysz, poszlibyśmy po szkole, co ty na to? - Po szkole jestem zajęta. - To może jutro? - w tym momencie wyciągnął kartkę i szybko coś na niej zapisał. - Proszę, tu masz mój numer telefonu, jak będziesz chciała skontaktuj się ze mną. Ja muszę lecieć, bo się spóźnię. Do zobaczenia!

***

Jak mogła go tak bezceremonialnie spławić? Nie, wyrzucanie sobie tego mi nie pomoże. Niby mam jego numer, ale gdzie ja go wsadziłam. O mamo. A jak mi wypadł po drodze? Co teraz? Zaraz, po co ja się tak zamartwiam, jak naiwna jakaś. Gdzie się podział mój instynkt feministyczny? Więcej samoironii, kobieto. Skup się na klasówce, ty tępaku. Kurczę. Jakie to było słówko. A może Damian ma, wątpliwe to jest, bądź co bądź, należy on do gatunku mężczyzn, ale co szkodzi mi zerknąć, Sycamore nie patrzy. Co to, święto? Nareszcie się na coś przydał, widocznie się nauczył. Trzeba mu będzie podziękować. Ten Krystian miał naprawdę miły głos. I ładnie pachniał, nie tak jak większość tych moich kolegów z klasy, którzy śmierdzą dezodorantami zmieszanymi z niemiłą wonią towarzyszącą im zazwyczaj po WF-ie. Nie, on pachniał inaczej, nie sposób określić. Zastanowię się w domu. Co? Stop, stop, stop! Co jest? W ogóle nie myślę jak feministka. Jejku, co się ze mną dzieje, Kobiety są z Wenus, a faceci z Marsa, no heloł! Od razu lepiej. I ty mi tu nie myśl o chłopakach, na nauce się skup. O matko, Anielko! Jak ta Aneta się ubrała. Niebieski polar do czerwonej bluzki w czarne paski, a do tego rurkowato podobne spodnie wściekło niebieskie, czy ona lustra w domu nie ma? A do tego ta grzywka podpięta spineczką z kwiatuszkiem, oczywiście różowym. Ale spokojnie, powstrzymaj w sobie złe emocje, nie wolno obmawiać koleżanki, nawet samej ze sobą. Klasówka, zaraz, jak to było, nie wiem i raczej sobie nie przypomnę. Wybieram opcję: koło ratunkowe. Sąsiad wyraźnie się nauczył. O, zauważył, naskarży, nie naskarży? Uśmiecha się. Kamień z serca. Prawie skończyłam, prawie skończyłam, skończyłam. Uff... No nie, no ja rozumiem, że ściąganie zbliża ludzi, ale żeby od razu aż tak? Co on sobie myśli, łapiąc mnie za kolano pod ławką? Strzelić w japę czy nie? Tym razem się powstrzymam i tylko odsunę od niego, niech odczuje, że jest jednym z wielu, tak, z wielu, pseudo amantem od siedmiu boleści. Nie do wiary. On nadal się uśmiecha. Olać debila.

***

Ona naprawdę miała piękne oczy, wśród wachlarza z rzęs te lazurowe tęczówki. A najciekawsze, że w zależności od jej odczuć, one zmieniały kolor. Rozmawiali może z pięć minut, a on zdążył to zauważyć. Widać, że musi być niezwykłą dziewczyną, gdyby on jeszcze umiał do niej dotrzeć, ale nie. Ona widocznie, nie szuka nowych znajomości, poczuł się trochę urażony, że potraktowała go aż tak chłodno. A taka z niej ładna dziewczyna, wysoka – coś około metr siedemdziesiąt, włosy długie, złotobrązowe. A on tylko zrobił z siebie głupka. Pewnie już o tym zapomniała. Pewnie takich jak on ma na pęczki. Pewnie ma chłopaka. Tak, to pewne. Żałował tylko, że nie zna jej imienia.

***

Laura z Elką wyszły ze szkoły w jak najlepszych humorach. Na ostatniej lekcji – polskim, był omawiany sprawdzian, z którego obydwie dostały po piątce. Idąc i wesoło gawędząc minęły szkolną bramę i ruszyły w stronę domu Laury. - To pójdziemy do mnie, odrobimy lekcje i co dalej? - Proponuję: poplotkujmy! - A to mi nowość, przecież cały czas to robimy! - No i co z tego? - Nie nic, propo... AŁA!!! Ty baranie, tępaku, debilu, nie zniżaj mnie do swojego brodzika intelektualnego, ty brakujący ogniwie w teorii Darwina, wracaj na drzewo dokończyć ewolucję! - Laura dała upust swojej złości głosem, który niekoniecznie miał być cichy. - Śnieżkami to możesz sobie rzucać w jakąś pierwszą lepszą naiwną, która będzie się z tego cieszyć, a nie we mnie! Poczekaj no tu! - w tym momencie nabrała śniegu w ręce i podbiegła do Damiana, który się nic nie spodziewał. Z wyrazem triumfu natarła mu twarz, a on, z tępym zaskoczeniem na twarzy, stał tak i patrzył na nią niewidzącym wzrokiem. - Ej, weź się! - To ty się weź, sam zacząłeś! - Ale nie musiałaś mnie po twarzy nacierać śniegiem! - Patrzcie, jaki mądry się znalazł! Teraz to mnie możesz najwyżej... a zresztą, co ja będę z tobą dyskutować. Au revoir! Damian zareagował na to w sposób dosyć ekscentryczny, mianowicie, z impetem rzucił się na Laurę, tak, że oboje wylądowali w śniegu. Laura, nie mogąc się wydostać spod Damiana. On nic sobie z tego nie robił. - Złaź ze mnie, bo popamiętasz! - Już się boję! Co mi zrobisz? - O, matko! Złaź w tej chwili, bo... och! - nie dokończyła, bo Damian ją pocałował, pocałował ją tak, jak marzył o tym od pierwszej chwili, gdy ją zobaczył. Oczywiście, zezłościł ją jeszcze bardziej. Nic sobie z tego jednak nie robił, postanowił korzystać z chwili. Wokół nich zebrał się już spory tłumek, gdy w końcu Laura oswobodziwszy się poprzez ugryzienie go, zerwała się na nogi i odeszła krzycząc na odchodnym – ... i żeby mi to było pierwszy i ostatni raz!

***

Upokorzenie, żeby tylko. Jak on śmiał, debil jeden, mnie pocałować. I to przy wszystkich! A do tego Elka przez całą drogę trajkotała tylko o tym. A właściwie, co on sobie tym wyobrażał? Że odwzajemnię pocałunek? Wolne sobie. Jeszcze ktoś gotów przez takie zdarzenie pomyśleć, że zerwałam z poglądami feministycznymi. Pewny siebie to on jest, ale nic więcej. Tego kwiatu jest pół światu, czy jakoś tak. Myślę, że najlepiej będzie o tym zapomnieć. O zdarzeniu, a o nim samym tym bardziej. I w ogóle sprawy nie było. Koniec. Kropka. Zamknięta. Muszę się zająć czymś innym. Powiedzmy, odrobię lekcję. Z Elką nie udało się tego dokonać, cały czas tylko gadała mi o jednym. No więc matma, o matko. Jutro klasówka, funkcje, kto to wymyślał. W ogóle, do czego mi później to będzie potrzebne. Ale cóż, mus to mus i trzeba się nauczyć.

***

W szkole był mocno rozkojarzony, w ogóle nie mógł się skupić. Cały czas myślał o niej. Postanowił, że następnego dnia specjalnie wcześniej wyjdzie do szkoły i będzie na nią czekał w tym miejscu, w którym wpadła na niego dzisiaj, zaraz, to ona na niego wpadła, czy było odwrotnie? Dokładnie już tego nie pamiętał, ale wiedział jedno, to siła przeznaczenia zechciała ich dzisiaj spotkać. I musi wykorzystać ten sprzyjający mu na razie los. Gdyby jeszcze ona zechciała zwrócić na niego choć trochę uwagi, choć trochę się nim zainteresować. Zastanawiał się, czy w ogóle ma u niej jakieś szanse. Nie wiedział tego, ale musiał spróbować.

***

Laura, zaspała i biegła teraz do szkoły, nie zdążyła się dokładnie zapiąć, a kolorowy szalik powiewał za nią na wietrze. Taką ujrzał ją Krystian, który miał już zaprzestać wyczekiwania, była za piętnaście ósma, jeśli nie chciał się spóźnić na fizykę, musiałby już pójść w kierunku szkoły. Światła sygnalizacyjne potrafią człowiekowi uprzykrzyć życie, zmieniły się na czerwone akurat, gdy Laura zdyszana dobiegła do nich. Stała tak, w myślach zaklinając swój budzik, nie zauważyła, że obok niej pojawił się Krystian. - Dzień dobry. Zaspało się? - zapytał się wesołym głosem. - Że co? A! Och... To ty... - Tak, to ja... - wyraźnie posmutniał – widzę, że bardzo radujesz się, że mnie widzisz... - Przepraszam, ale mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałam się cię tu... - Najwidoczniej i ty zaspałaś dzisiaj? - powiedział niewinnym głosem - Tak, a to wszystko przez tego... - umilkła widocznie speszona. - Spokojnie, ulżyj sobie. Wiem, że słabo się znamy, ale możesz mi się wyżalić. - Nie chcę cię zamartwiać swoimi problemami. O, zielone, muszę lecieć, cześć! - Ej, zaraz, nawet nie wiem jak masz na imię! - Laura! - krzyknęła jeszcze z daleka. - Piękne imię! - odkrzyknął, wątpiąc, czy usłyszała. Chociaż była już dosyć daleko od niego, to wszystko usłyszała i poczuła dziwne ciepło w okolicach serca. Musiała się nieźle sprężyć, żeby dotrzeć do szkoły przed ósmą.

***

Uff. Zdążyłam. Co ta Elka trajkocze? Aaa... znowu o tym. A ja mam inne rzeczy na głowie. Po pierwsze, ten Krystian jest nawet miły. Po drugie, Damian za to jest żenujący, cały czas się na mnie gapi. Po trzecie, matematyka – funkcje. Nie powinno być codziennie klasówek, to niesprawiedliwe. Zaraz, Krystian powiedział, że mam piękne imię? Tak, to miłe z jego strony. Szkoda tylko dla niego, że nie wie nic o moich poglądach na temat relacji damsko-męskich. Nie wie, że jestem Feministką. Przez duże „F”, oczywiście. Nie wie, że zazwyczaj skreślam chłopaka od razu, gdy zacznie się ze mną za bardzo spoufalać. Nie wie, że choć niejednokrotnie proponowano mi chodzenie, zawsze dawałam kosza. Nie wie, właściwie to on nic o mnie nie wie, na jego nieszczęście. Mogę stwierdzić, że kolega z niego byłby dobry. Kolega, ale nie nic więcej. Przy najbliższej stosownej okazji, trzeba będzie mu zakomunikować. I tyle. Nie mogę spokojnie przejść z klasy do klasy, cały czas czuję jego spojrzenie na plecach, no ile można, minutę, dwie. Ale żeby cały czas?! To już mnie poważnie wkurza, A on się jeszcze uśmiecha, zresztą on cały czas się śmieje, to jeszcze jeden jego żenujący atrybut czy co? Co on sobie myśli, bęcwał jeden? Spokojnie. Tylko się nie denerwuj. Wdech. Wydech. Już lepiej.

***

Znał już jej imię, Laura, cudne imię. Jak ona pięknie wyglądała z tymi rozwianymi włosami, z szalikiem i z niezapiętą kurtką. Och, gdyby mógł nie kryć swoich uczuć i z największą troską zapiąć jej tą kurkę i zawiązać szalik na szyi. Dzisiaj była wyraźnie milsza dla niego i to go mocno podbudowało. Oczy, te jej oczy. Zanurzyć się w nich na wieczność. Takiej dziewczyny szukać ze świecą. Miał nadzieje, że ona zdoła go polubić. Z tą myślą zasypiał tego wieczoru.

***

Laura należała do większej części społeczności uczniowskiej, która w weekend odsypia cały tydzień. Tak więc, w sobotę o godzinie dziesiątej na jej twarzy malował się wyraz błogiej nieświadomości. Z lekka pochrapując i wiercąc się bez przerwy spała tak do jedenastej i nie zaprzestałaby tego, gdyby nie to, że ktoś dobijał się, tak, dobijał się, a nie dzwonił, na jej komórkę. Melodyjka, tym razem jedna z piosenek Metallica'i, należało by podkreślić, jedna z ich mocniejszych piosenek, nie dawała spokoju, Laura musiała się obudzić. Przetarła oczy i mocno ziewając odebrała telefon, nie zwracając uwagi na to, kto dzwoni. - Haaaalo? - udało jej się powiedzieć w trakcie ziewnięcia. - Spałaś? - Nie w ogóle – ziewnięcie – a z kim rozmawiam? - To może ja zadzwonię, później, jak się obudzisz. - Halo?! Halo?! Ja i tak się już obudziłam, nie zasnę. Halo?! Rozłączyło się. A kto dzwonił? Super. Numer prywatny. Idę spać. Usnąć oczywiście się jej nie udało, choć próbowała. Nie pomogło przewracanie się z boku na bok, nakrywanie głowy poduszką. Na próżno, jej głowę zaprzątała myśl, kto mógł do niej dzwonić. Pół godziny później stwierdziła, że bez sensowne jest usypianie na siłę, zwlekła się z łóżka i poszła do łazienki. Z lustra patrzyła na nią potargana dziewczyna o miłej twarzy. Laura za każdym razem narzekała na swoje domniemane defekty, nigdy na myśl jej nie przyszło, że jest piękną dziewczyną, a wręcz przeciwnie, wymyślała sobie od brzydot. Nie dostrzegała swoich atutów. Było ich naprawdę dużo, największy z nich to oczy, rzadko się spotyka taki odcień niebieskiego, kształtem przypominały duże migdały, każdy z nich otoczony był długimi ciemnymi rzęsami. Gdy jej usta rozchylały się w uśmiechy, ukazywały się równe białe zęby, co sprawiało, że sam uśmiech stawał się jeszcze bardziej uroczy i ujmujący. Włosy, które okalały jej kształtną twarz o szlachetnych rysach, były koloru złota i bursztynu. Figurę miała jak modelka, wzrost też miała imponujący, metr siedemdziesiąt parę. Okaz zdrowia. Tylko pozazdrościć, ale ona nie była zadowolona. Przypatrywała się sobie parę minut, robiąc różne miny. Umyła zęby i twarz, starannie uczesała włosy, pokropiła się perfumami, które lubi najbardziej – o zapachu jaśminu. Od razu poczuła się lepiej.

***

No tak, super. Ciekawe, kto do mnie rano dzwonił? Bardzo ciekawe, jak coś ważnego, to zadzwoni jeszcze raz. Wolna sobota. I co mam począć? Nudzić się w domu nie mam zamiaru, jeszcze mama mnie zagoni do porządków, a co ja jestem, czarownica, że mam latać na odkurzaczu? No dobra, wiem, że od czasu do czasu trzeba posprzątać, a człowiekowi się po prostu nie chce. Hmm... wiem, pójdę na zakupy. W szafie dawno nic nowego nie widziałam, jakąś książkę kupię i pójdę do drogerii. Wiem, że nie powinnam jako feministka się malować, ale korci mnie, by kupić ten błyszczyk. Zaraz zaraz... a gdzie to jest napisane, że feministkom nie można się malować? Nigdzie, a poza tym, trzeba zacząć trochę przypominać człowieka, a konkretniej kobietę. Coś czuję, że kupię sobie sporo kosmetyków..

***

Sam nie wiedział co ze sobą począć. Chodził po domu bez celu, aż w końcu jego mama ulitowała się nad nim, kazała mu wyjść po zakupy. Coraz częściej łapał się na tym, że myśli o Laurze, w domu, w szkole, na spacerze. Cały czas miał przed oczami jej twarz. Gdy szedł do sklepu, w jego głowie kłębiło się mnóstwo myśli, większość z nich dotyczyła, oczywiście, Laury. Nie zwrócił uwagi, że idzie w kierunku miejsca ich pierwszego spotkania, nogi same go tam niosły. Wreszcie stanął osłupiały, co on tu robi?

***

Czarodziejski palec losu pchnął w tym samym czasie Laurę w tamtą stronę. Wracała właśnie obkupiona z drogerii. Zdążyła się nawet lekko umalować. Nic nie zmąciło jej wspaniałego humoru, szła uśmiechając się do zupełnie obcych ludzi. Była w tak wspaniałym humorze, że nawet światła sygnalizacyjne, które przed chwilą zrobiły się czerwone, nie zdenerwowały jej. Myślała sobie właśnie nad tym, że życie jest piękne, a świat kolorowy, gdy usłyszała ciepły głos przy swoim uchu. - Dzień dobry pani! - O, matko, ale mnie przestraszyłeś, nie musiałeś się skradać, żeby mi szeptać przywitanie na ucho. - Czy aż tak cię przestraszyłem? - A żebyś wiedział. - O może, w takim razie pójdziesz ze mną na kawę? - No wiesz... - w tym momencie Laura dostrzegła zbliżającego się w jej stronę Damiana, który patrzył na nią i się uśmiechał, a nawet ośmielił się do niej pomachać, wszystko wskazywało na to, że chce porozmawiać. Laura podjęła błyskawiczną decyzję i przesadnie głośno powiedziała – Tak, to znaczy, chętnie pójdę z tobą na kawę. Pod warunkiem, że do kawy będzie też ciasto... - Ależ oczywiście, że będzie... Damian w tym momencie zjawił się przy nich. - Cześć, Lauro. – usiłował ją pocałować w policzek. - Bez poufałości proszę, czego chcesz? Zajęta jestem, w razie, gdybyś nie zauważył... idę właśnie z Krystianem na kawę, więc żegnam. A Damian tylko stał z tępą miną patrząc za oddalającymi się sylwetkami. Został spławiony. I to w jakim stylu. Złość na przemian z upokorzeniem zaczęła się w nim gotować. Wściekły wrócił do domu.

***

Ha! Spławiony, zatopiony. Ale miał minę. Może teraz się ode mnie odczepi. Oby. Tylko żeby Krystian sobie za wiele nie pomyślał. To tylko spotkanie. Tak, to tylko spotkanie, nic więcej. A swoją drogą, to co znowu Damian chciał ode mnie?

***

Zgodziła się. Szła teraz obok niego i nawet się uśmiechała, to znak, że była zadowolona. Ciekawe tylko, kim był ten, który ją zaczepił? To akurat było w tym momencie dla niego nieistotne. Usiądzie sobie z nią w kawiarni, i co? Trzeba wymyślić o czym z nią będzie rozmawiał, a później odprowadzi ją do domu, tak, jak na dżentelmena przystało. Musi zdobyć jej numer telefonu, żeby w każdej chwili mógł się z nią skontaktować.

***

Weszli razem do kawiarni. Krystian pomógł Laurze zdjąć kurtkę, odsunął jej krzesło, żeby mogła usiąść, słowem, jego zachowanie było takie jak na dżentelmena przystało. Z początku Laura była trochę skrępowana i zdziwiona, nie przywykła do takiego traktowania ze strony płci męskiej. A może, po prostu nigdy przedtem nie dawała chłopakom nawet szans na to, by mogli się wykazać? Z przemyśleń wyrwał ją dopiero głos Krystiana. - Wybrałaś już coś? - Nie, jeszcze nie, a ty? - Ja wezmę to samo co ty. - Aha, więc ja poproszę gorącą czekoladę mleczną i duże lody. - Niezłe zestawienie, gorące z zimnym, ogień i lód. Ciekawa z ciebie osoba. - Ciekawa? Co masz na myśli? - No, na przykład to, że pełna jesteś kontrastów... - Co ty nie powiesz? - wybuchnęła śmiechem – Ciekawe, nie powiem. - No co? - Krystian nieco się stropił – Jeżeli cię uraziłem, to przepraszam, nie chciałem... - Uraziłeś? No co ty. Taką błahostką? Aż taka to ja nie jestem. Pozwolisz, że zadam ci parę pytań, żeby się czegoś o tobie dowiedzieć? - Pytaj, o co tylko zechcesz. Jestem do twojej dyspozycji... - No dobra. Twoje imię i nazwisko? - Krystian Maciak. - Wiek? - Siedemnaście lat. - Rodzeństwo? - Siostra Julka, wiek osiem lat. - Hm, masz w domu jakieś zwierzę? - Tak... Hoduję lenia pospolitego, a tak to mam psa i dwa chomiki. - Jakiej muzyki słuchasz? Twoje ulubione utwory, ulubieni wykonawcy, ulubione zespoły? - Najbardziej lubię rock, wszystkie jego podgatunki, no, na przykład, punk rock, goth rock, alternatywny i progresywny rock, new prog i inne. Utwory? Może zacznę od zespołów, przy każdym podam utwór. The Offspring – „Why Don't You Get A Job”. MUSE – „Hysteria”. Pink Floyd – „Another Brick In The Wall”. Happysad – „Pani K”. Właściwie to mógłbym wymieniać bez końca, ale nie chcę cię zanudzić. - A znasz taki zespół jak Metallica? - No ba. To też jeden z moich ulubionych... „Nothing else matters” To według mnie najlepszy z ich kawałków. - Kurczę! - Co? - Nie zgadniesz. - No nie. Poddaję się... - Wychodzi na to, że mamy identyczne gusta muzyczne. Słuchasz tego co ja... - Nie, to ty słuchasz to co ja. A słyszałaś o tym, że charakter człowieka możemy poznać po tym, jakiej muzyki on słucha? - Naprawdę tak jest? - Tak. - Fajnie. Było miło z tobą gadać, ale muszę już lecieć. - Mogłabyś mi podać chociaż swój numer telefonu? - A w sumie, czemu nie. Więc, mój numer to... Wymienili się numerami telefonów. Obiecali sobie nawzajem, że spotkają się znowu. Odchodząc, każde z nich miało na twarzy uśmiech, co prawda, z innych powodów. Krystian, bo w końcu ma Laury numer telefonu i teraz już jej nie straci, a sama Laura, bo spotkanie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych