Wróć do katalogu

Chłopiec od ręczników 1. Dziewicza wizyta.

Lily wchodzi do szatni. Widzi coś, czego zobaczyc nie powinna. Wpływa to na jej dalsze życie i męczarnie związaną z zachowaniem tajemnicy.

Rude_Babsko, opublikowano , 25 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tajemnica to największe brzemię na jakie można skazać człowieka. Cieszymy się, gdy przyjaciel mówi nam coś w sekrecie. Oznacza to, że nam ufa i liczy na nas. Jednak czy jesteśmy w stanie tyrać z tym ciężarem? Co jeśli tajemnica nie dotyczy ukochanej osoby, ale zabójstwa, kradzieży czy innego sprzecznego z boskimi przykazaniami występku? Co jeśli wyznanie sekretu możemy zaważyć na życiu innych ludzi? Co jeśli wyznanie sekretu może doprowadzić do złamania czyjegoś serca czy zniszczenia reputacji? Przesrane!

25 listopad był dniem, który wpłynął na postrzeganie świata przez mą skromną osobę. 25 listopada był dniem, który sprawił, że pragnęłam zniknąć. 25 listopada był dniem, w którym niepotrzebnie wparowałam do męskiej szatni. Poniedziałkowe lekcje są naprawdę uciążliwe. Zwłaszcza w szkole świętego Olivera Plunketta. Tutaj tydzień szkolny rozpoczyna się od nudnych apelów, w których krąglutki dyrektor Williams, nazywany pieszczotliwie „pączusiem” opowiada o swoich wspomnieniach z czasów, gdy widział klamrę od spodni. Jak przystało na człowieka w kwiecie wieku, lubił rozprawiać nad tym, jaka dzisiejsza młodzież jest bezczelna, agresywna, bezwzględna i parę jeszcze trudnych przymiotników. Po stosunkowo długiej przemowie murowana aula opustoszała i wszyscy ziewający uczniowie powoli czołgali się do swoich klas. - Lily, dzisiaj wyjątkowo bosko wygląda, co nie? – podbiegła do mnie Ella. Zawsze podziwiałam jej rodziców, że byli w stanie wydać na świat coś tak idealnego. Miała długie kręcone włosy, które majestatycznie opadały na ramiona, niczym w reklamie światowej sławy szamponów do włosów. Sylwetka nie była koścista, jednak nikt nie nazwały by jej grubą. Krągłe kształty, wypełnione biodra i spory bagaż z przodu sprawiały, że zwracała uwagę wszystkich dojrzewających chłopców z równoległych klas. Ella jednak nie przejmowała się uwielbieniem zapryszczonych kolesi, którzy w zaciszu swojego pokoju chowali pisemka dla dorosłych i opiekując się swoim przyrodzeniem wyobrażali sobie swój pierwszy raz. Zawsze powtarzała, że potrzebny jej mężczyzna, który chwyci ją w pasie i będzie wiedział co dalej, a ona po prostu podda się jego woli. Zabrzmiało to niejako płytko, ale chyba chodziło jej bardziej o kogoś, kto będzie mógł ją obronić na wypadek problemów i przytulić, gdy będzie potrzebowała czułego uścisku. Mam przynajmniej taką nadzieję. Chociaż z jakiejkolwiek strony nie patrzeć Ella należała do grono, które sama odrzucała. Jeśli zaczynała się rozmowa o sprawach łóżkowych, Ella miała najwięcej do powiedzenia. Przeczytała multum poradników, całymi dniami oblegała forum dla spragnionych współżycia dziewic, a modląc się prosiła o jakiegoś skorego do zniszczenia jej błony penisa. - Tak, wygląda dzisiaj świetnie – westchnęłam spoglądając na Matta. Matt Thomas był najlepszym sportowcem w całej szkole. Czy chodziło o koszykówkę, siatkówkę czy biegi – był czołowym zawodnikiem. Pierwsze miejsca należały do niego. Oprócz tego towarzyszyło mu wspaniałe odczucie wizualne. Prosty nos, mocno zabudowana szczęka, pełne usta i ciemne oczy wywoływały lepsze efekty niż najlepszy wibrator. Robiło się mokro w bliżej nieokreślonych miejscach i czuło się potrzebę piszczenia bardzo głośno. Całej oprawie towarzyszyła niechlujna, ale urocza burza blond włosów i reputacja złego chłopca. Bójki były dla niego normą. Właściwie na czerwono powinno oznaczać się dni, w których Matt Thomas nie uderzył kogoś czy nie rzucił się na jakąś niewinną z pozoru owieczkę. Tą jego dzikość kochały wszystko posiadaczki pochwy w szkole (i nie tylko). Ja również nie wyróżniałam się z tłumu. Razem z Ellą posiadałyśmy kilka strzelonych z ukrycia fotek, z którymi całowałyśmy się na dobranoc. Czasami obawiałam się tej części mnie, która pawała do Matta wielkim uwielbieniem. Nie rozumiałam dlaczego działa na mnie jak magnes. Jednak zwalczanie tej platonicznej miłości było syzyfowym zajęciem. - Jak myślisz, komu przypadnie pranie ręczników? – rzuciła Ella. Racja. Tydzień temu zarządzono, że nasza klasa ze względu na złe oceny będzie musiała wyznaczyć osobę, która zajmie się praniem ręczników sportowców. Oczywiście, nikt nie był na tyle szlachetny, żeby wybić się z tłumu i uratować resztę klasy. Zdecydowaliśmy się na losowanie. - Właściwie taki ktoś miałby bezpośredni dostęp do szatni, więc pewnie nie raz oglądałby boskie ciała zawodników footballowych – odpłynęła na chwilę. Znając Ellę w jej głowie właśnie pojawił się obraz przedstawiający ją i jakiegoś mięśniaka podczas scen, które oznaczane są czerwonym kółeczkiem, na ławce w szatni. Czasami zastanawiam się, czy jej zbyt ambitne działania zmierzające do utraty cnoty nie są jakimś urazem z dzieciństwa. Może się z niej śmiali? - Dobra, klaso. Jedziemy z tymi ręcznikami, bo wam jeszcze muszę o rewolucji francuskiej opowiedzieć. – rzucił historyk, który został skazany przez Pana i musi opiekować się naszą klasą. 3C określana jest również jako „banda niedorozwojów, którzy mają masę szczęścia i uczą się w Oliverze”. Nie jesteśmy wcale tacy głupi. Po prostu mamy całą masę ciekawszych rzeczy do robienia. Tom Cole uczy właściwie od niedawna. Liczy sobie trzydzieści dwa lata, ale z pewnością prezentuje się na jakieś dwadzieścia pięć. Gdyby jeszcze zrzucił te kanciaste bryle z pewnością nie mogłabym się skupić na rewolucji francuskiej. Przewodnicząca, Maria Lorenzo, urocza latynoska o tandetnym akcencie rodem z argentyńskich telenoweli, postawiła na biurku nauczyciela spory słoik wypełniony małymi karteczkami. Ten pechowiec lub według mniemania Elli – szczęściarz, którego nazwisko zostanie wylosowane będzie zajmował się ręcznikami do końca półrocza. Chyba, że szanowna pani Kurt – niemiecka woźna, która rozumie naprawdę niewiele – zdecyduje się na przedłużenie urlopu wychowawczego. - Dobra, módlcie się lub nie. Losuje – uroczyście powiedział Cole i zabrał się za poszukiwanie jakiejś podejrzanej karteczki. Mieszał tak sporo czasu, aż w końcu wyciągnął trochę wymęczony kawałek papieru. Rozejrzał się po klasie z wyraźnie władczym uśmieszkiem i rozpakował świstek. Ponownie przyjrzał się wszystkim i rzucił: - Czy jest wśród nas Lily Martin? - Nie ma – odpowiedziałam bez zastanowienia.

Drogi władco szczęścia, całe życie miałeś mnie serdecznie w swoim królewskim poważaniu i nie narzekałam. Nie marudziłam, gdy kolejny zakupiony w wesołym miasteczku los był nie nagrodzony nawet tandetną temperówką. Nie narzekałam, gdy chcąc zabłysnąć przed chłopakami jakimś boskim cudem lądowałam plackiem na chodniku wywracając się o niewidzialny krawężnik. Nie narzekałam, gdy zostałam przydzielona do najgorszej klasy w całym Oliverze. Nawet nie bąkłam, gdy Matt Thomas zaczął umawiać się z główną cheerleaderką Rachel Petit. A teraz, gdy żyje sobie w spokoju, bez jakichkolwiek głupich plotek, wypadków, ty sobie o mnie przypominasz? Wal się. Twoja Lily.

- Nic tylko pogratulować jedynej dziewczynie, która będzie miała wstęp do męskiej szatni! – oficjalnie podszedł do mnie Cole i wręczył plakietkę z szpanerskim napisem „Chłopiec od ręczników”. Tak, chłopiec. Pewnie z góry sądzili, że nie możliwym jest, aby jedna z ośmiu dziewczyn w klasie miała takiego farta i przejęła tą funkcję. Boże. Według Elli powinnam się cieszyć. Powtarzała: - Nie mogłaś liczyć na większą szansę zbliżenia się do Matta! Oh, jak ja ci zazdroszczę! - Nie widzę żadnych powodów do zazdrości. Będę musiała przepierać spocone i zaplute ręczniki. Jeśli chodziłoby jedynie o ręcznik, którym wycierane jest boskie ciało Matta, byłabym wdzięczna i już dzisiaj złożyła sowitą ofiarę w kościele. Ale tam będzie cała masa szmat, w które wycierają się koszykarze, siatkarze i footbaliści! To ohydne! – mamrotałam. Wiedziałam, że któregoś dnia przyjdzie mi przepierać męskie skarpetki czy zapocone koszule, ale nie sądziłam, że czeka mnie to już w liceum!

Lekcje mijają niespodziewanie szybko, gdy ubolewa się nad swoim losem i nieszczęściem, na które zostało się skazane przez przekupione ręce nauczyciela. Ella bezskutecznie próbowała mi wmówić, że sposobność do bycia rżniętą w szatni przez drużynę mięśniaków jest czymś bardzo pozytywnym. Właściwie to uświadomiła mi, że będę tam niczym owca w wilczym stadzie. Niewiasta wkracza do grona spragnionych bzykania na tylnym siedzeniu sportowców, których mózgi ograniczają się do myślenia jaskiniowca przewidującego zaciągnięcie dziewczyny za włosy do swojej nory i robienie czemu w raju zakazali. Wolę zginąć! Weź mnie Ojcze Niebieski do swego grona i ustanów świętą dziewicą! Zajęcia skończyły się jakoś po szesnastej. Oznaczało to dwie godziny przesiedziane w szkolnej świetlicy w oczekiwaniu aż spocona szlachta wróci z treningów, wykorzysta ręczniki i zacznie zwijać się do domu. Godziną wyznaczoną na wizytę w męskiej szatni była 18:00. Ciekawie co powie mama, gdy wrócę tak późno. Pewnie zafunduje mi jakąś całkowicie do niej nie pasującą przemowę o odpowiedzialności, czekaniu z stosunkiem do ślubu i zagrożeniu gwałtem ze strony dojrzewających chłopców. Jednak to mimo wszystko jest Patricia Martin. Ona z reguły o nic się nie gniewa. Nigdy nie wypomina i nie wybucha. Właściwie można by ją nazwać Buddą, gdyby nie fakt, że pracuje jako barmanka w klubie ze striptizem. Nienawidzę, gdy wbija do mojego pokoju i prezentuje nowe ciuszki jakie kupił jej szef. Z reguły wykorzystuje się na nie tak mało materiału, że widzę moją matkę praktycznie nagą. Jej praca jest dobrze płatna, ale naprawdę krępująca. Zwłaszcza dla mnie. Nawet nie próbuje sobie wyobrazić czym bym się stała, gdyby ten news rozniósł się po całej szkole. Prawdopodobnie wylądowałabym na pierwszej stronie lokalnej gazety jako najbardziej kreatywny samobójca. Cherry to studentka, która dorabia sobie pilnując dzieciaków w świetlicy. Właściwie nie robi nic szczególnego. Siedzi, poprawia manikiur i co jakiś czas pyta: - Nie bijecie się? - Jestem tu tylko ja – odbąknęłam, gdy nawet nie rozejrzała się po sali. - A co się stało, że przyszło ci siedzieć tu tak długo? – zdziwiona przyjrzała się mojej nieszczęsnej osobie leniwie rozłożonej na starej, zakurzonej kanapie. - Jestem „chłopcem od ręczników” i czekam aż szlachta się uwinie – wymamrotałam. - Chłopcem? Ale przecież.. - Tak, wiem. Skomplikowana historia. - Wiesz co? Masz niezłe szczęście. Największy przystojniak w szkole, Matt Thomas, zawsze trenuje dłużej, więc jeśli wejdziesz możliwe, że zobaczysz jego boski sześciopak. - Serio mówisz? – obudziła się we mnie iskierka nadziei. Może jednak wizje Elli nie są jedynie wytworami chorej psychiki. Nie liczę na coś co według mojej przyjaciółki jest normalnym aktem człowieczeństwa. Chciałabym po prostu popatrzeć, ewentualnie dotknąć, to co od tak dawna kocham. Naładowana energią wyczekiwałam, aż wskazówki ułożą się w pionowy słupek. Chyba tak bardzo pragnęłam chwili sam na sam z wspaniałym torsem Matta, że przesuwałam je siłą woli. Gdy przyszła upragniona pora chwyciłam torbę i ruszyłam w stronę wyjścia. - Powodzenia – rzuciła Cherry, ale szłam tak szybko, że nie zdążyłam jej odpowiedzieć. Prułam przez korytarze niczym torpeda. Jeśli stanąłby mi ktoś na drodze z pewnością zostałby staranowany i wylądował w szpitalu na długim leczeniu. Słowa Cherry jakoś zmotywowały mnie do tego stopnia, że bez zastanowienia otwarłam drzwi. - Ja po ręczniki – rzuciłam wchodząc do pomieszczenia pełnego metalowych szafek i rozwalających się ławek. Było tam tak obleśnie męsko. Na jakimś stoliku siedział brunet, którego jakoś nie mogła skojarzyć. Może jest z tych, którzy nie chwalą się swoją zajebistością. Zaraz na nim siedział okrakiem Matt i namiętnie całował każdy skrawek jego twarzy. Jedną ręką przytrzymywał jego masywny podbródek, a drugą wpakował w spodnie…

O MÓJ BOŻE!!

- Ja.. ja.. ja.. – zaczęłam serię niezrozumiałych sylab. Byłam w takim szoku, że można by tworzyć monety wzorując się na moich gigantycznych oczach. Ręce biegały gdzieś bez celu, a nogi zrobiły się tak miękkie jak moje ukochane pianki. - Czego? – wydarł się Matt, który wcale nie przerwał zadowalania kolegi, a jedynie kątem oka spojrzał w moją stronę. - JA PO RĘCZNIKI! – wykrzyczałam i wyszłam równie szybko jak weszłam. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i próbowałam dostarczyć przerażonemu organizmowi odpowiednią ilość tlenu. Co ja właśnie widziałam? Matt Thomas, którego kocha każda przedstawicielka kobiet w tej szkole,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych