Chocolate
Zainspirowane opowieścią przyjaciółki xD wybaczcie niedociągnięcia ^^"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Piątek, 15 grudnia.
Więc jest tak, moi drodzy czytelnicy. Ja, Abigail Carey przyznaję się do popełnionych czynów: - Morderstwo Kacy McDonald i Chrisa Briansa; - Poćwiartowanie Patti Regins i wrzucenie jej szczątek do bagażnika vana mojego sąsiada, pana Henry’ego Haggisa.
Przyznaję się tylko do tego. Jednak oskarżają mnie o więcej. O wiele, wiele więcej.
Jestem prawie siedemnastolatką. Jednak taka, jaka jestem, stałam się dopiero w dniu swoich szesnastych urodzin. Dziwne, co? Cóż, mam nadzieję, że przeczytacie moją historię do końca.
Kilka miesięcy wcześniej. Wtorek, 15 października.
To był kolejny spokojny, nużący dzień w szkole. Siostra mojej najlepszej przyjaciółki Kacy, Lilly podeszła do mnie, kiedy skończyła się lekcja, a ja jeszcze nie ruszyłam się z ławki. - A ty co, Abbie, chcesz tu zostać na przerwę? – zdziwiła się. - Och! Co mówiłaś? – spytałam cicho. Uniosła brwi. - Odpłynęłaś, czy co? - Nie, po prostu się zamyśliłam – wyjaśniłam z zakłopotanym uśmiechem. - Nieważne. Chciałam ci tylko powiedzieć, że chyba nie będę mogła przyjść na twoje przyjęcie urodzinowe – powiedziała, zakłopotana. - Och! W porządku, dzięki, że mówisz – powiedziałam, szybko spakowałam się i wyszłam z klasy. Lilly za mną. - Na pewno w porządku? – spytała jeszcze i uśmiechnęła się miło. Skinęłam tylko głową, a ona odeszła. Spojrzałam krytycznie na swój mundurek szkolny, jak to robiłam od czasu, do czasu. Składała się na niego granatowa spódnica przed kolano i biała, odświętna bluzka. Musieliśmy chodzić tak do szkoły dzień w dzień. Przeszłam korytarzem, ściskając w dłoniach jakąś książkę. - Hej, Abbs! – ktoś mnie wołał. To był Chris, mój chłopak. - Co jest? – uniosłam brwi. - Jaaaa... Eee... – speszył się. - Nie wiesz, czy będziesz mógł przyjść na moje urodziny? – strzeliłam. Skinął głową z zakłopotaniem. - Wybacz. Ale Patti organizuje tego dnia imprezę nad basenem, a ja... - Ty chcesz na nią iść. Proszę, nie krępuj się, w porządku – uśmiechnęłam się lekko. Wcale nie jest w porządku. – usłyszałam jakiś głos w mojej głowie, ale postanowiłam go zignorować. - Dzięki, Abbs – powiedział, uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. Odprowadzałam go wzrokiem, aż zniknął w klasie plastycznej. Westchnęłam cicho. - Abbie! – zawołała Kacy. Uśmiechnęłam się słabo. - Ale ty przyjdziesz na moje przyjęcie urodzinowe, co? – zapytałam. Skinęła ochoczo głową. - No pewnie! Nie zostawiłabym cię przecież samej – powiedziała z uśmiechem. - Dzięki – wykrztusiłam tylko. - Chodź, mamy teraz wspólnie zajęcia ze śpiewu. - Nie mogą tego po prostu nazwać ‘muzyką’? – spytałam z uśmiechem. - Przecież byłoby za krótko – zaśmiała się Kacy. Dotarłyśmy do klasy. Nauczyciel spojrzał na nas krótko, po czym wzruszył ramionami i wrócił do czytania gazety. Uśmiechnęłam się do niego lekko, po czym wraz z Kacy usiadłyśmy w jednej ławce, czekałyśmy, aż lekcja się skończy. Kiedy w końcu dobiegła końca, wstałam od ławki i wyszłam z klasy. Kacy pognała za mną, i po chwili mnie dogoniła. - Eej, Abbs, co jest? – spytała z troską. - Nic – powiedziałam. Bzdura!, powiedział głos w mojej głowie. - Jak to, nic? – zapytała, nie wierząc. - Nieważne. Do zobaczenia na angielskim – rzuciłam. I tyle mnie widziała. Rzuciłam się przed siebie. Kacy nie mogła być w pobliżu, kiedy to się stanie. Z jakiegoś powodu rozsadzała mnie wściekłość. Pobiegłam do szafki Patti. Stała tam, a wraz z nią cała jej świta. - Ooch, Abigail! Wszystkiego najlepszego! – powiedziała Patti ze sztucznym uśmiechem. - Moje urodziny są w piątek – powiedziałam chłodno. Uniosła teatralnie brwi. - Naapraawdę? – spytała ze sztucznym zdziwieniem. – a ja akurat wtedy organizuję imprezę. Wiem – powiedziałam krótko. - To świetnie. Możesz przyjść, jeśli chcesz – powiedziała, a grupka tych idiotek wokół niej zachichotała. - Och, możesz się mnie spodziewać – powiedziałam krótko i odeszłam, kiedy zobaczyłam jej reakcję na te słowa. - Abigail! – usłyszałam za sobą jej głos, kiedy, jak sądzę, wreszcie się ocknęła. Uśmiechnęłam się do siebie i szłam przed siebie twardo.
Środa, 16 października.
Tego dnia spóźniłam się na pierwszą lekcję. A to dlatego, że mój kot, Quicky, oprócz mnie jedyny mieszkaniec domu, najwyraźniej stwierdził, że nie podoba mu się nasza kanapa, toteż, ni z tego, ni z owego, zaczął ją rozpruwać, a kiedy wreszcie skończył, ja zapinałam właśnie ostatni guzik bluzki. Kiedy weszłam do salonu, leżał sobie spokojnie na szczątkach kanapy, a dookoła fruwało mnóstwo tych gąbek, które się tam upycha, i mruczał z zadowoleniem. Odkąd moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, ‘opiekowała’ się mną sąsiadka, pani Haggis. Przyznali jej opiekę, ponieważ nie miałam żadnej bliższej rodziny, a ona mieszkała dosłownie naprzeciwko, po drugiej stronie ulicy. Jednak to, że Eve Haggis wściekła się pewnego dnia na swojego męża, pobiegła na peron i rzuciła pod pociąg, uszło uwadze sądu. Problem w tym, że naprawdę lubiłam panią Eve. Była chwilami trochę dziwna, ale jednak zabawna. I to była jedyna osoba w całym moim życiu, która umarła, a którą opłakałam. - Abigail! – pan Haggis spojrzał na mnie z przerażeniem. – co tu robisz? - Spóźniam się do szkoły – odparłam tylko i rzuciłam się przed siebie, ciesząc się, że do szkoły nie kazali nam wkładać butów na tych mini obcasach, czy coś. Ja wkładałam moje ukochane trampki. I to teraz mnie uratowało. Mieszkałam dość daleko od szkoły, więc zabrało mi trochę czasu dobiegnięcie, ale to nic. Przynajmniej zaoszczędziłam sobie odcisków. Wbiegłam do szkoły, zdyszana, wyminęłam panią Granff, jedną ze sprzątaczek, po czym migiem do klasy biologicznej. - PRZEPRASZAM ZA SPÓŹNIENIE! – wykrzyknęłam i wzięłam kilka głębszych oddechów. - Yyy... Dobrze, Abigail, siadaj – powiedział łagodnie nasz nauczyciel biologii, pan Brown. Podeszłam więc do ławki i usiadłam. - Abbie... – szepnął Ray, chłopak, który siedział ze mną w ławce. Od niedawna też chłopak Patti. Spojrzałam na niego nieprzytomnie. - Eee? – mruknęłam. - Wiesz, Patt jest moją dziewczyną, i... - Spokojnie. Nie musisz przychodzić na moje przyjęcie – powiedziałam. Ależ musisz - zaprzeczył głos gdzieś w mojej głowie. - Naprawdę? Jesteś aniołem – powiedział. - Yyy... - Tak więc, panie Collins, proszę mi powiedzieć, co się wtedy stanie? – spytał pan Brown. - Yyy... ten, no... – zakłopotał się Ray. - Słucham? – pogonił go nauczyciel. Ray spojrzał na mnie żałośnie. Pokręciłam tylko głową. - Tak więc, panno Grey, może pani wie? – spytał dziewczynę siedzącą trzy ławki za nami. Odetchnęłam z ulgą. Kiedy lekcja się skończyła, chciałam wyjść z klasy, jak reszta, przy wyjściu zatrzymał mnie jednak Greg Richardson, miejscowy osiłek. - Hej, Abbie – zaczął. - Tylko nie mów, że też idziesz do Patti – powiedziałam błagalnie. Wbił wzrok w ziemię. Powiem Wam, że z jakiejś przyczyny Greg ‘prześladował’ w tej szkole wszystkich. Z wyjątkiem mnie. W przedszkolu, po skończonych zajęciach, kiedy pociągnął mnie za długi warkocz, jaki nosiłam, zaczęłam go okładać pięściami, prawie stracił przytomność. Nikomu o tym nie powiedział, od tego czasu patrzył na mnie z szacunkiem. - Moi rodzice powiedzieli, że muszę do niej iść – powiedział ze skruchą. Gdyby powiedział to ktoś inny, stwierdziłabym, że kłamie. Teraz podniosłam tylko brwi. - Jak to? – spytałam. - Myślą, że wtedy się (jak to ujęli) ‘zejdziemy’. Śmiechu warte – skomentował. Przyznałam mu rację. - Przykro mi – powiedział jeszcze. - W porządku – uśmiechnęłam się lekko. Greg też się uśmiechnął, po czym odszedł. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk mojego telefonu. Dostałam wiadomość? Wyjęłam telefon z torby. Napisała do mnie Rachel Fox. Treść wiadomości wyglądała mniej więcej tak:
‘Abbie, przepraszam, ale Patti ZAPŁACIŁA mi, żebym przyszła. Wiesz, jak to u mnie jest. Mam nadzieję, że nie jest Ci przykro, bo mi jest jak diabli. Wybacz, R.’
Zapłaciła jej? No tak, to by wyjaśniało, dlaczego Rachel szła na imprezę Patti. Kiedyś przyjaźniłam się z Rachel. Mieszkała u swojej ciotki, która ledwo zipiała, i to Rachel musiała pracować na utrzymanie ich obu. Zawsze było u nich krucho z gotówką. Rachel mieszkała w Domu Dziecka, aż ją zaadoptowano. ‘Rodzice’ Rachel siedzieli w więzieniu. Ojciec za regularne gwałcenie własnej córki, odkąd skończyła siedem lat, aż do czasu, kiedy złapała go policja, Rachel miała wtedy trzynaście lat (!!). Pani Fox natomiast, jak się okazało, bardzo religijna, w tym czasie urodziła drugą córkę. Wiedziała, co mąż robi z adoptowaną córką, nie chciała, by to samo stało się z j e j rodzoną córą, więc, kiedy okazało się, że to dziewczynka, Cindy Fox (w swojej sypialni) podcięła małej gardło, po czym zaczęła się za nią modlić. Modliła się całą noc i pół dnia, a kiedy jej mąż następnego dnia zapytał, co na obiad, wpadła na genialny pomysł: przyrządziła ukochaną córkę jak kurczaka i podała mężowi do stołu. A Rachel widziała, jak ‘matka’ kroi i piecze ciałko jej malutkiej siostrzyczki.
Wrzuciłam telefon z powrotem do torby i westchnęłam, lekko rozdrażniona. Ruszyłam korytarzem przed siebie, na następną lekcję.
Kiedy szkolny dzień dobiegł końca, miałam oczywiście zamiar wrócić do domu. Przy głównych drzwiach zatrzymała mnie grupka koleżanek Kacy. - W porządku. Nie przychodźcie, jeśli nie chcecie – powiedziałam, zanim choć jedna zdążyła otworzyć usta. - Przeeepraszamyyy – powiedziały jednocześnie, z żalem. Wyminęłam je bez słowa więcej. Kiedy dotarłam do domu, Quicky skoczył na mnie z pazurami, jakby mnie nie rozpoznał. Warknęłam na niego, a on natychmiast zaczął się łasić, ocierać o moje nogi i mruczeć. Wywróciłam oczami.
Czwartek, 17 października.
Ten dzień w szkole był najtrudniejszy. Wszyscy możliwi ludzie, których zaprosiłam na przyjęcie, wykręcali się to chorą babcią, to pogrzebem cioci, to nadmiarem nauki, to złamanym paznokciem to tym, to tamtym. Jasne. I tak was wszystkich spotkam u Patti, mam rację?, przemknęło mi przez myśl. Jednak mówiłam wszystkim, że w porządku, nie ma sprawy, ble, ble, ble. Po lekcjach poszłam do mojego ulubionego butiku i zaopatrzyłam się w strój kąpielowy. Było to coś między bikini, a zwykłym strojem dwuczęściowym. Był czarny w białe groszki. Nic nadzwyczajnego. Wróciłam więc do domu. Pod wieczór zadzwoniła Kacy, która powiedziała, że bardzo jej przykro, ale też się wybiera do Patti. Nie ma co, na najlepszej przyjaciółce zawsze możesz polegać.
Piątek, 18 października. Moje urodziny, dzień imprezy u Patti.
Ten dzień w szkole, piątek, zawsze był najbardziej nużący ze wszystkich. Teraz jednak uczniowie byli podekscytowani, cieszyli się nadchodzącą imprezą. Niektórzy z nich pamiętali, by złożyć mi życzenia. - Hej, Abigail – zaczęła Patti Regins, kiedy do mnie podeszła po drugiej lekcji. - Witaj, Patti – uśmiechnęłam się wymuszenie. - Mam nadzieję, że nie urazi... - Nie, w porządku – powiedziałam, dalej uśmiechając się uśmiechem przyklejonym do ust. - Świetnie. Jeśli przyjdziesz na moją imprezę, dam ci prezent urodzinowy – uśmiechnęła się. Uniosłam jedną brew, po chwili skinęłam głową. - Przyjdę – zapewniłam ją.
Wróciłam na chwilę do domu, przebrałam się. Na strój kąpielowy włożyłam moje ukochane dżinsy i czarną, kaszmirową bluzkę w serek. Włosy związałam w luźny kucyk i wyszłam z domu, zostawiając Quicky’eya samego.
Nigdy nie byłam w domu Patti, jednak łatwo można się było zorientować, gdzie jest. Poszłam na White Street, tam, gdzie stoją domy najbogatszych ludzi w całym miasteczku. I, oczywiście, z jednego z nich z daleka słychać było dudnienie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Tobari_x3
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…