Choroba Skazy
Ciąg dalszy przygód Skazy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nazywam się Adriet Gresit. Dzisiejszy dzień miał być taki jak większość w tym… dość osobliwym miejscu. Czyli w dużej mierze nudny, choć właściwie nie odczuwało się, że stracony, bo czas jakoś dziwnie tu płynął. Po tym jak już się wyszykowałam, poszłam do pokoju Skazy, tego, z którego można było się dostać do komnaty głównej, jego łazienki i sypialni. Szybko przywitałam się z Toruviel, która jak prawie zawsze poszła go obudzić. Po chwili jednak wyszła stamtąd ze zdziwioną miną i spytała mnie: - Nie wiesz gdzie on jest? - A tam go nie ma? - Gdyby był, to bym nie pytała. - Fakt. Punkt dla Ciebie. Nie wiem… znajdzie się. Pierwszy to raz znika? - W sumie nie. Ale nie lubię tych jego nocnych wycieczek. Kiedyś coś mu się stanie. - Tak. Ja też nie lubię, ale cóż… zatrzymasz go? - Wątpliwe. Chodźmy coś zjeść.
Ale kilku ludzi wysłaliśmy na poszukiwanie. Kilka godzin później, gdy jeszcze nie zaczęłam się denerwować, ale już zaczynałam mieć te czarne, chore myśli, które często dopadają ludzi o bujnej wyobraźni., ktoś wpadł i krzyknął, że Skaza wrócił. Nie znaleźliśmy go jednak ani przed wejściem, ani w ogóle w pobliżu namiotu. Był na Skale. Jest to rodzaj klifu, z jednej strony kończący wzgórze, na którym stał namiot królewski. Poszłam tam tylko ja i Toruviel. Nie było to daleko, jakieś kilkaset metrów. Gdy doszłyśmy na miejsce i zatrzymaliśmy się kilka metrów od niego, już wiedziałyśmy, że nie jest dobrze. Skaza klęczał na ziemi, włosy miał rozwiane, twarz schowaną w dłoniach. Delikatnie się trząsł, jakby płakał. Przed nim w ziemię był wbity jego miecz, Pięść Gniewu. Dalej zaczynała się właściwa Skała, czyli kilkunastometrowy, podłużny kamulec, a dalej kilkusetmetrowa przepaść. Wiał delikatny wiatr, a my stałyśmy nie wiedząc co się dzieje. Dochodził nas tylko stłumiony hałas, wytworzony przez tę niezliczoną armię, przez ten obóz, ciągnące się po horyzont w każdą stronę, kolorowe pole namiotów, ognisk, prowizorycznych domów, błysków broni, placów ćwiczeń i wielkich tłumów. Nagle zauważyłam, że z jego dłoni spadają na trawę krople krwi. Co on mógł sobie zrobić? - Gdzie jest Pelen? – Pytam, sama nie wiem czy jego, czy Toruviel. Wtedy do mojego umysłu dociera obraz Pelen rozmawiającej z jakimś… no widać, że ważnym gościem, pewnie kolejny władyka chcący jakiejś pomocy. Obraz ten dochodzi od Skazy, wysłać nam coś takiego… wejść na obrzeża naszych umysłów to dla niego pestka. Skoro umie włamać się do czyjegoś umysłu i doprowadzić go do obłędu, to czymże jest wysłanie nam takiej wizji, nawet jeśli nasze umysły są objęte najwyższej jakości tarczami i barierami. Chwilę po tej krótkiej wizji zalewa mnie fala zlanych w jedność bólu, cierpienia, rozpaczy i chyba wszystkich tragicznych emocji jakie istnieją. Jest tak silna, że z wrażenia przysiadam na chwilę na trawie, mam delikatne zawroty głowy. Wiem, że nie chciał tego przesłać. Ale nie udało mu się tego zatrzymać. Toruviel też to poczuła, bo aż się zatoczyła. - Skaza! Co się dzieje? Wtedy on wstał…ledwo co podniósł się na nogach… i powoli zaczął zbliżać się do krawędzi Skały. Uklęknął na samiutkim końcu. - Biegnij po Meriadoka! – Krzyknęłam do Toruviel, a ona chyba pomyślała o tym samym co ja, bo zanim skończyłam zdanie była w biegu. Biegała szybciej ode mnie. A pomyślałam o Meriadoku, bo pamiętając jak w on, Skaza i Hamervrein wlecieli do tego zamku w Cannock wiedziałam, że jeśli ten debil tam zleci, to właśnie Ścigacz da radę go złapać. A Meriadok pewnie jest w namiocie, ostatnio często tam bywa. Wtedy Skaza… krzyknął. Oparł dłonie na ziemi, wyrzucił głowę do przodu i krzyczał. Krzyczał długo, głośno i strasznie. A z ryku tego wypłynęło tyle złych emocji, że dotarły do każdego w obozie. Wiem to na pewno, bo nastała totalna cisza, jakiej to miejsce chyba wcześniej nie zaznało podczas swego istnienia. Wszyscy, absolutnie wszyscy zwrócili swe twarze ku niemu, ku Skale, wiedząc, że coś się dzieje, choć chyba nikt nie wiedział co. Pojawiła się Toruviel z Meriadokiem. Pelen też szybko przybiegła, gdy tylko usłyszała ten ryk. A on zwiotczał i upadł na skałę. Rzuciłyśmy się ku niemu. Gdy dobiegłam, uklęknęłam przy nim i położyłam jego głowę sobie na kolanach. I wtedy dowiedziałyśmy skąd ta krew. Skaza płakał, a zamiast zwykłych łez, płynęły te krwawe.
Zapadł w śpiączkę na długi czas. Wezwaliśmy lekarza, ale stwierdził, że teoretycznie wszystko jest w porządku, że ta śpiączka nie nastała z powodów fizycznych. Gdy zapytałyśmy o te krwawe łzy, stwierdził, że nie zna ich przyczyny, ale na pewno przyniosły Skazie straszliwy ból. Czuwałyśmy przy nim na zmianę. Prawie się nie poruszał… czasem na jego twarzy pojawiał się delikatny ruch, na który zawsze zrywałyśmy się z foteli… Ale obudził się dopiero po półtora tygodniu. I obudził się innym Skazą. Oczywiście, wzbudziło to wielkie zamieszanie, bo masę osób rzuciło się do niego… ale on jakby był w innym świecie. Nieobecny.
Minęło kolejnych kilka dni, a on nic tylko siedział na łóżku z książką, czy chodził po wzgórzu z wzrokiem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ra'kiestaan
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…