Chyba nie lubię whiskey
Jedno z opowiadań o sfrustrowanym dupku.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wracałem po zajęciach. Dziwnie się czułem. Niby cholernie zmęczony, ale jakby pobudzony przez za dużą ilość kawy. W radiu sam syf. Nic dziwnego. Działało tylko A., od ponad roku miałem popsuty wzmacniacz antenowy. Pojebało ich, że będę płacił za to sześćset złotych. Wolałem słuchać płyt i tego A. Leciało Streets of Philadelphia. Tyle dobrych piosenek Springsteena, a puszczają w kółko to gówno. Musiałem zjechać na stację, a tam niespodzianka. Znana para muzyków w za dużym samochodzie stojącym w złą stronę, wyjeżdżać musieli pod prąd. A ja czekałem z piętnaście minut, bo jakiś zasuszony babsztyl mył szyby, jakby od tego zależało, czy mąż ją tego dnia pobije. Chciałem zatrąbić, ale co tam! uśmiech na twarzy i czekałem, czekałem, aż szmata odjechała. Zatankowałem za trzydzieści sześć złotych i dwa grosze i poszedłem do kas. Tam kolejne trzynaście minut i dwadzieścia dwie sekundy czekania, bo jaśnie pan wybierał prezent dla żony z katalogu produktów dostępnych za punkty. Niby dwie osoby tam pracują, ale druga kasa nieczynna. Pani była zajęta staniem. W końcu doczekałem się. - Yyy - wyjrzałem przez szybę - chyba jedynka, tak jedynka. - Coś jeszcze - zapytał pełen niechęci, żółci i nienawiści do mnie wiecznie uśmiechnięty kasjer. - Nie wiem, może hot - dog? - Jeszcze zimne. Kurwa. - W takim razie nic. Pani przestała tylko stać. Powiedziała, że jedna kiełbaska jest ciepła. Poprosiłem. Nie, nie chcę herbaty, kawy, żadnych punktów. Kartę miałem, ale nieaktywowaną, leżała gdzieś pod siedzeniem samochodu nieaktywowana. Zapłaciłem nie pamiętam ile, ale był jeden grosz na końcu. Akurat miałem. Dostałem hot - doga i wyszedłem. Wsiadłem do samochodu, ugryzłem to fast-foodowe ścierwo. Zimne. Wyobraziłem sobie jak zabijam oboje serią kałacha. Często to robiłem. Odjechałem.
W domu wziąłem butelkę wódki z barku. Nalałem pół szklanki. Jakieś paskudztwo smakowe. Dolałem soku i poszedłem do sypialni z szklanką w jednej i butelką w drugiej ręce. Rozebrałem się i wskoczyłem do łóżka. Napiłem się, tfu. Obrzydlistwo. Pogapiłem się w sufit przez chwilę i wróciłem do kuchni. Z lodówki wyjąłem szampana, wziąłem dwa gustowne kieliszki do szampana. Zalałem obydwa do pełna i z powrotem do łóżka. Wypiłem jeden. I znowu sufit. Nawet dobry ten szampan był. Włączyłem muzykę. Tom Waits - Closing Time. Boże, co to za cudo.
'Well my time went so quickly, I went lickety-splickly out to my old '55 as I drove away slowly, feeling so holy, God knows, I was feeling alive.'
Każda pierdolona nutka, wers tekstu sprawiały wrażenie perfekcyjnie dobranych. Przed oczami miałem obskurny bar nie wiadomo gdzie. Ciemny, zadymiony, czuć trochę wymiocinami i tanim alkoholem. Wszyscy przy barze zasmuceni, zdesperowani, po prostu nieszczęśliwi. Łyk za łykiem, chwila zapomnienia przy dobrej muzyce.
'Rosie, why do you evade? Rosie, how can I persuade? Rosie...'.
U nas takich miejsc nie ma. Tani alkohol jest cholernie drogi. Muzyka marna. Tylko dym pasuje. Wypiłem szklankę wódki z sokiem jednym haustem. Tfu. Poprawiłem szampanem. Całkiem dobry. Przyjrzałem się ferii barw na suficie. Mogłem tak godzinami. Może tyle już minęło. Dolałem wódki i soku. Wziąłem kilka łyków i zamknąłem oczy. Ocknąłem się i spojrzałem na zegarek. Spałem z osiemnaście minut. Strasznie zachciało mi się zadzwonić do K. Głupia szmata.
''Cause every time I hear that melody, well, something breaks inside and the grapefruit…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil piatybaczynski
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…