Ciemna strona Księżyca
Prawdziwa historia prawdziwej narodowej tragedii.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Księżyc, jak wiadomo, nie jest planetą. Jest księżycem. Fachowiec powiedziałby, że satelitą, ale my będziemy nazywali go po prostu księżycem, pisząc czasem Księżyc z dużej litery, bowiem mówimy o NASZYM Księżycu. Tym ziemskim. Tym, który według jednych ma strukturę podziurawionego żółtego sera, a według innych jest azylem uciekinierów z naszej planety, w tym niejakiego Twardowskiego i jego koguta (bez podtekstów). Księżyc ma dwie strony. Ciemną i jasną. Z ziemi widoczna jest tylko ta jasna, i jasne jest, że tylko ta jasna jest oświetlana przez Słońce. Jasne jest także, że ta ciemna strona Księżyca jest jakby plecami naszego satelity, inaczej mówiąc jest dupą zwróconą ku całemu wszechświatowi. Zgodnie z legendą... Po ciemnej stronie Księżyca, Tej której nikt nigdy nie widział, Mieszkał król zła w złowieszczej koronie, Berło cnót miał po tamtej stronie. Jakoś tak to leciało. Nie jest istotne, czy król był stary, czy jary, czy miał brodę, czy też golił się gładko, czy może była to kobieta, a może dziecko, może nawet było to stworzenie z kosmosu, gdzie ni płeć, ni wiek nie grają roli. To nie jest istotne. Istotny natomiast jest fakt, że król ów rządził całym Księżycem, rządził też marzeniami Ziemian, którzy często wzdychali do księżyca, prosząc o załatwienie różnych spraw. Król mógł robić Ziemianom źle lub dobrze (bez podtekstów, proszę), w zależności od tego jakie miał widzimisię i jakiego atrybutu zachciało mu się użyć. Czyniąc gest złowieszczą koroną robił źle, a skinienie berłem cnót oznaczało, że robi dobrze. Jabłka jako atrybutu królewskiego wbrew pozorom nie posiadał. Nie miał nawet jabłka Adama. Pewnego dnia (być może ze zmęczenia, być może z roztargnienia, być może chcąc zawiązać sznurówkę) król schylił głowę tak niefortunnie, że korona zła zsunęła mu się z głowy, a że na Księżycu grawitacja jest taka sobie, korona poleciała w pizdu. Czyli gdzieś w stronę Ziemi. I spadła mu z głowy korona, Leciała na Ziemię, szalona... Leciała z ponaddźwiękową prędkością, cicho niczym F16, którego usłyszy się dopiero po fakcie, kiedy już zrzuci bombę i potnie ziemię serią z karabinu (o ile w ogóle ktoś będzie w stanie wtedy słyszeć). Leciała jak kometa, zostawiając za sobą ślady, złoty pył, ogon, smugę, która dopiero po czasie rozmywała się w przestrzeni. Leciała, odbijając światło gwiazd i sama upodabniała się do gwiazdy. Do spadającej gwiazdy. Niestety. Wziąć koronę zła za spadającą gwiazdę to jak brać rozbechtane gniazdko elektryczne za usta kochanki i całować się z nim namiętnie, aż wystający kabel okaże się nie być językiem kobiety i popieści nas w trochę inny sposób niż to sobie zakładaliśmy. Brać koronę zła za spadającą gwiazdę to jak pomylić się na autostradzie w Anglii i wjechać rowerem na prawy pas, nieświadomie jadąc pod prąd, prosto na czołówkę z tirem. To tak jak skakać na główkę do pustego basenu, albo wchodzić na zamarzniętą rzekę podczas odwilży w grubym wełnianym swetrze i butach z żelaznymi zelówkami. To tak jak skazać się na śmierć, dlatego biada temu, kto weźmie spadającą koronę zła za spadającą gwiazdę.
***
Księżyc nie jest wcale obiektem nowym. Istniał już sto lat temu, istniał tysiąc lat temu, istniał także wtedy, gdy najstarszemu dinozaurowi nie śniło się nawet, że kiedyś miejsce gadów zajmie na Ziemi człowiek (swoją drogą też gad). Nas nie interesuje jednak okres prehistoryczny, ale trochę późniejszy, powiedzmy że historyczny. Wtedy to właśnie żył sobie Leszko. Leszko żył na podgrodziu. To taki odpowiednik przedmieścia współczesnego miasta, czyli tak czy siak wiocha. Leszko był szczęśliwym człowiekiem, co w czasach Mieszków, Bolków i nieustannych najazdów plemion germańskich było dość niezwykłe. Nie spotkało Leszka w życiu nic, na co mógłby się uskarżać, może poza trzema małymi przypadkami, ale na dłuższą metę nie sprawiły one, że Leszko żył w nieszczęściu. Pierwszy raz Leszko mógł mówić o pechu, kiedy to po kilku dzbanach piwa pszenicznego górnej fermentacji położył się i usnął na mrowisku. Szczęściem szło chyba na deszcz i większość wojowniczych mrówek schowała się głęboko pod ziemię. Po raz drugi Leszko płakał (ryczał nawet), kiedy po kilku dzbanach tegoż właśnie piwa pszenicznego górnej fermentacji wysikał się niechcący na gniazdo szerszeni. Trzeci raz Leszko żałował, kiedy po tymże smacznym piwie pszenicznym górnej fermentacji oświadczył się niejakiej Oldze. Olga była nawet do rzeczy dziewoją, i Leszko mógłby mówić o pełni szczęścia, gdyby nie to, że poza kufrem sukien, obrusów, mis, dzbanów i drewnianych łyżek, Olga wniosła w posagu do domu Leszka także swoją matkę. Mimo to, Leszko był szczęśliwy. Leszko parał się w życiu…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil leomagic
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…