Ciemność. Koniec. 1
Dasza część Ciemności
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1 Wszystko mi się popierdoliło. Patrzę na swoją egzystencję w zbiorze rzygowin pływających w klozecie. Odchylam drzwi i zmierzam ku łazience. Widzę odbicie zielonych gałek. Nie mogę na siebie patrzeć. Kurwa no nie mogę! Co ja robię?! Wszystko mi się popierdoliło. Przecież mam w życiu zajebiście a robię wszystko żeby było inaczej. Gniecie mnie coś. Co to mnie tak kurwa gniecie? Moja najmilsza irytacjo... Co ja najlepszego nie wyrabiam. Wszystko mi się popierdoliło... Ciemność. Spokój duszy i umysłu. Wydaje mi się jakbym lewitował nad całym globem. Pełny relaks i wciągający luz. Wszystko wydaje się takie proste i dające się rozwiązać. Czuję wypełniającą mnie ulgę, która koi mój ból głowy. Nic się nie dzieje. Słyszę tylko lekki szmer jakby szumiącego morza. O nie... Znowu się zaczyna... Ból w skroniach i w żołądku przybiera na sile. Zaczyna mnie poważnie mdlić. Mocniej przytrzymuję się białej ceramiki. Wynurzam głowę z muszli. Zdecydowanie mam dość na dziś tego morza. Wstaję z podłogi i idę do łazienki. Wszystko mnie boli. Czuje się jakby mnie wysrała anakonda, która nie mogła strawić mojej osobowości. Nachylając się nad wanną przemywam twarz zimną wodą. Spoglądam na siebie w lusterko. To ja?! Blady jak kremowa taśma izolacyjna z podkrążonymi oczami. Jestem zdezorientowany i osłabiony. Nie wiem co się z nimi wszystkimi dzieje, ale się dowiem. Nie przejął bym się tym gdybym w ogóle nie spał. Śpię bardzo dobrze, jednak nie doświadczam ostatnimi czasy żadnych nocnych przygód, które zazwyczaj przytrafiały mi się co dziennie. To przez to jestem taki osłabiony. Nikt nie dostarcza mi mojej dziennej dawki samobójstwa, bo nikt go nie popełnia. Jak to jest możliwe, że nikt się nie zabija? Zawsze znalazł się ktoś na tyle głupi żeby pociągnąć za spust, albo skoczyć z wieżowca. Zawsze chciałem by na świecie było tak jak teraz. Bez samobójstw. Zauważyłem również, że zmalała liczba morderstw i ogólnych zgonów na świecie. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale to co wydaje się piękne dla mnie staje się nie do zniesienia. Jeśli pójdzie tak dalej to nie przetrzymam do końca miesiąca. Trzeba będzie porozmawiać z górą. Nie cierpię tego robić, ale w zaistniałej sytuacji nie wydaje mi się bym miał lepsze rozwiązanie... Idę do kuchni. Rozglądam się w poszukiwaniu czegoś co mógłbym chwycić i się tym zająć. Wracam do pokoju. Kładę się na łóżku. Wpatruję się w przybrudzony od rozmazanych komarów biały sufit. Od parapetu odbijają się krople deszczu. Trwający upał co raz gorzej wpływa na moją osobę. Leżę w ciszy i biję się z myślami. Mam wrażenie, że to wszystko wywala mnie od środka. Wzrok zatrzymał się na gitarze. Chyba sobie pogram. Nie. Jednak mi się nie chce. Idę do drugiego pokoju. Co ja robię? Stoję na środku dywanu i nie mam pojęcia po co. Jutro matura. Z powrotem zmierzam do swojego pokoju. Czytam streszczenie jakiejś mało ważnej lektury, która pochłania mnie tak strasznie, że nic z tego nie rozumiem. Patrzę na telefon. Nic. Kładę się na łóżku. Nic nie mogę zrobić. Wszystko to jest bez sensu. Nic co robię nie daje mi satysfakcji, więc po co mam coś robić. Co za bezsens! Wewnętrzne rozdarcie znów daje mi się we znaki. Patrzę na telefon. Nic. Jutro matura. Może bym przeczytał jakieś streszczenie. Przecież przed chwilą czytałem. Kładę się na łóżku. W ogóle z niego wstawałem? Kryję twarz w dłoniach. Zęby zaciskają się z siłą tony. Nic. Krople deszczu odbijają się od parapetu. Grzmoty zakłócają ciszę nieba. Jest mi dobrze. Jest mi źle. Jest mi dobrze. Wszystko leci w dół. Te wszystkie myśli, te wszystkie sprawy, to całe życie... Patrzę na telefon. Nic. Nie wiem czego od niego oczekuję. Po co na niego zerkam? Przecież on niczego nie rozwiąże. Kładę się na łóżku. Znowu? Na co czekam? Nie wiem. Nic nie wiem. Co mam robić? Nie wiem. Co ja w ogóle miałem robić? Na co tak zawsze czekałem? Dalej nic nie nadchodzi. Czego od zawsze chciałem? Co ja sobie myślałem? Nie wiem. Dłonie zaciskają mi się w pięści. Życie mnie oszukało. Dało mi tak wiele a zarazem nic. Dostaje świra... Zawsze na coś czekałem. Cały czas coś do mnie przychodzi, ale nic z tym nie mogę zrobić. To wszystko jest bezużyteczne. Czy tak wygląda życie? Takie nic. Nic takie proste i nic poza niczym. Nic poza wszystkim. Nie mam ochoty już na coś czekać. Zrozumiałem, że nic takiego nie przyjdzie, bo cały czas to mam i to jest to na co czekałem. Dlatego to wszystko jest takie bezsensu. Chyba nie mam nadziei na przyjście czegoś co nie przyjdzie bo wcale nie istnieje. Chowam twarz w dłoniach. Pierdole. Kładę się na łóżku... Już ciemno? Pioruny przeszywają blaskiem pochmurne niebo. Nawet nie zauważyłem, że się ściemniło. Granatowe burzowe chmury przysłoniły słońce. Zimne piwo prześlizguje się przez mój przełyk. Siedzę. Gdzież podziewa się ta piękna egzystencja człowieka? Gdzie podziewa się ten piękny świat, który powinien dawać nam radość? Ktoś przyszedł i pochował nadzieję by człowiek nie mógł jej znaleźć? Patrzę przez okno. Przymykam powieki. Choć nie widać słońca wszystko mnie razi. Razi szarością i beznadzieją. Kolejna błyskawica dzieli niebo. Odwracam się. Nieustająca muzyka pozwala mi na poruszanie się po mieszkaniu. Kolejny łyk. Kolejny bezsens. Prawdziwy uśmiech, prawdziwe słowo, prawdziwy dotyk. Kiedy to było? Dawno. Jeśli w ogóle istniało. Jeśli cokolwiek istnieje... Rozglądam się dookoła. Pięknie ubrani ludzie siedzący przy ławkach i skrobiący coś ze skupieniem po kartkach papieru. Odwracam głowę w stronę okna. Czarny garnitur daje mi się we znaki w taką pogodę. Jak minie mi dalsza część dnia? Coś podpowiada mi, że nie to powinno teraz zaprzątać mój mózg. Podpieram brodę o dłoń. Zatrzymuję uwagę na przyglądającemu się mi nauczycielowi. Uśmiecham się do niego i wbijam wzrok w arkusz. Czy to w ogóle kiedyś mi się przyda? Nie wiem. Moje życie jest wielką niewiadomą. Znów złapałem się na przeglądaniu chmur. Nauczanie powinno polegać na zrozumieniu człowieka i zrobienia z życia czegoś korzystnego. Z czego każdy byłby zadowolony. Nachodzi mnie nagła ochota opuszczenia sali. Wstać i wyjść. Byłoby to piękne. Stałbym się bohaterem czy głupcem? Nagła myśl odchodzi tak szybko jak przyszła. Nie mogę tego zrobić. Już nawet nie ze względu na samego siebie. Za parę dni będę pisał matmę, która jest zmorą mojego myślenia. Powoli zaczyna mi coś świtać. Czy nie powinienem zająć się czymś innym? Skanuję pomieszczenie, w którym się znajduję. Pięknie ubrani ludzie ze skupieniem dalej bazgrolą po papierze. Nie mam ochoty tego pisać. Po prostu mi się nie chce, no ale trzeba. Wczytuję się w motyw przewodni. Pięknie. Dlaczego nie mogę się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil sarenu
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…