"Cień demona" Część III
Siedemnastoletnia Rose wyjeżdża do Ameryki, myśląc że ucieczka rozwiąże jej wszystkie problemy, z którymi nie potrafi sobie poradzić, a także w żaden sposób nie potrafi sobie ich wytłumaczyć...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Przepraszam, że tak długo ale nie wiedziałam co mam na siebie włożyć. – Powiedziała do ojca widząc go na holu rozmawiając z Anteo. - Och nic nie szko… - Alex nagle urwał na widok córki schodzącej z krętych schodów. – Hmm.. Nie szkodzi. Bennigtonowie jeszcze nie przyszli. - Panie Treey, myślę, że od teraz interesy będą szły jeszcze lepiej zwracając uwagę na zainteresowanie ludzi twoją córką. A już na pewno dzisiejsza transakcja. Wiadomo, że nie od dziś syn pana Thomasa Beningtona ma powodzenie u dziewcząt, a jestem przekonany, że zwróci uwagę i na Rose. – zdecydowanie przemówił Anteo i znaczącym spojrzeniem zwrócił się na dziewczynę. - Słucham? Jaki syn…? – Ale już nie zdążyła dokończyć, bo w rezydencji rozbrzmiał dzwonek. - To ja zmykam do kuchni. – powiedział kucharz oddalając się. – A i powodzenia! – krzyknął szeptem i zniknął za ścianą. Rose patrzyła ze zdumieniem, na ojca, który nadal stał na środku holu. - To nie idziesz im otworzyć? – Alex spojrzał na swoją córkę i uśmiechnął się z rozbawieniem lecz ciepło. - Nie. Służba to robi. - Aha. - Powiedziała tylko. Ale w duchu pomyślała sobie co za snoby z tych sławnych i bogatych, że nawet drzwi nie pójdą otworzyć, tylko muszą się kimś wysługiwać. - Witaj Anna. – Przywitał ich Treey, gdy tylko weszli do holu. Ojciec podszedł do zadbanej w średnim wieku szczupłej blondynki i podał jej dłoń na przywitanie. – Jak zawsze przepiękna. – Stwierdził zadziwiająco ojciec. - Boże co za żenada…- Rose stała z boku, obok ojca i wywracała oczami na te przedstawienie. Naglę, poczuła się bardzo dziwnie. Pomyślała, że to głupie, ale czuła tak jakby czyjąś silną obecność. Jej wzrok przykuła postać wchodząca do holu. Tą postacią był chłopak. Chłopak nie grzeszący urodą, był nieziemsko przystojny. Miał czarne, nastroszone, jakby co dopiero wstał z łóżka włosy. Mocno zarysowane kości policzkowe i oczy… Czarne z błyskiem w środku oczy, które nie wiadomo dlaczego wydawały się Rose bardzo znajome. - Przepraszam za spóźnienie. Pilny telefon. – Powiedział chłopak uśmiechając się przepraszająco do ojca, widząc jego wyraz twarzy. - Och. Co chwile masz jakieś telefony. I każde pilne. – Powiedział obruszony Thomas. - Chłopcy przestańcie. Zachowujcie się chociaż przy ludziach. – uspokoiła ich Anna. - Nic nie szkodzi. – zaśmiał się Alex, po czym spojrzał na Rose i dodał: - zaczynam was rozumieć. – Wszyscy Beningtonowie poszli za wzrokiem gospodarza rezydencji. Wszyscy oprócz chłopaka, który właśnie miał zaciśnięte powieki i skrzywioną minę. Rose, która go obserwowała odkąd wszedł do pokoju widziała teraz jak odwraca się tyłem od pozostałych. Dziewczyna czuła jak rośnie jej gula, której nie umie przełknąć. - A więc to jest ta twoja córka? – spytał Thomas, nie kryjąc ciekawości. - Rose Treey. Miło mi państwa poznać. – dziewczyna odzyskując panowanie nad sobą, pospiesznie podała rękę Beningtonom. - Joel chodź tutaj. – zawołała Anna. Joel nadal sztywno stojąc tyłem, powoli się obrócił i flegmatycznym krokiem podszedł do Rose. - Joel. – powiedział, nie podając jej ręki i przeszywając ją swoimi czarnymi oczami na wskroś. Rose odwróciła wzrok, nie mogąc już dłużej wytrzymać jego spojrzenia. Po mimo, że stał metr od niej nie mogła też wytrzymać jego obecności. W żaden sposób nie potrafiła sobie wytłumaczyć dlaczego ten chłopak tak na nią działa i dlaczego ma przeczucie, że gdzieś już go widziała. - No cóż, to zapraszam do stołu. Mój kucharz przygotował coś specjalnego. – Pochwalił się Alex i poprowadził ich do jadalni. Przez cały posiłek Jolel zachowywał się tak jakby w holu nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Sypał kawałami, z których się wszyscy śmiali. Przekomarzał się z ojcem, opowiadał o tym jak to jego matka postanowiła rok temu zrobić na wigilię pieczonego indyka, który się spalił, a żeby nie robić przykrości Annie zjedli go. Matka na początku zła, że o tym wspomina na końcu sama się z tego śmiała. Rose pomyślała, że pomimo sprzeczek Beningtonowie byli kochającą się rodziną i bardzo zżytą. Przez cały ten czas zastanawiała się dlaczego się tak dziwnie czuje. Nawet nie potrafiła określić tego uczucia. Jeszcze nigdy w swoim życiu czegoś takiego nie doświadczyła. Czekała, aż wreszcie wszyscy skończą i będzie mogła iść do siebie, nie mogła już znieść obecności tego pewnego siebie Joela, który w ogóle nie zwracał na nią uwagi. Zachowywał się tak jakby Rose była powietrzem. Anteo się ale to bardzo się mylił co do niby zwrócenia szczególnej uwagi na Rose synem Beningtonów. - Przepraszm bardzo, ale pójdę już do siebie. Jestem strasznie zmęczona, chyba nie mogę się przyzwyczaić do zmiany czasu. – Wstała od stołu i kończąc zdanie zerknęła niezauważalnie, kątem oka reakcje chłopaka. Ale on był kompletnie zajęty czymś innym. A konkretnie swoją krewetką na talerzu. Rose całkiem nieświadoma pozorami, odeszła od stołu.
Rose gdy tylko weszła do swojego pokoju jej wzrok powędrował do zdjęcia leżącego na wierzchu jescze nie rozpakowanego kartonu. Wzięła ramkę w swoje szczupłe dłonie, a gorące łzy zapiekły ją w oczy. - Dlaczego odeszłaś? Tak bardzo cię potrzebuje. - szepta do siebie. Odkładając fotografie ujrzała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil franczeska
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…