Cienka zielona linia...
Przygody trzech szalonych sióstr.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Siedzi Jane sama przed telewizorem popijając owocową herbatę i bawiąc się papierkiem z liczbami z loterii w której było do wygrania 40 milionów funtów. Nagle rozległ się głos prezentera, który robił dziwaczne gesty i prawie podskakiwał. - ale dziwak...-powiedziała Jane do siebie. -Proszę państwa dziś w loterii rekordowa suma do wygrania.... -dalej, szybciej pajacu!...-powiedziała zniecierpliwiona. Jane Croken, mieszkała z rodziną w Szkocji. Była z natury porywcza.Lubiła wyzwania i ryzyko.Jej marzeniem było latanie na lotni i w kosmos... Zawsze uczestniczyła w mszy świętej w każdą niedzielę.Była bardzo religijna. Prezenter zaczął wyczytywać liczby z odpowiedniego losowania. Jane wzięła głęboki oddech.Nagle serce zabiło jej mocniej.Pierwsza liczba - zgadza się...Druga liczba - zgadza się i trzecia też się zgadza...następne też się zgadzały... Rozległ się wrzask Jane..Przybiegła mama Jane. - Jezus Maria co się stało!?-powiedziała wystraszona - wygraliśmy w totka 40 milionów - Jane wypowiedziała te słowa z trudem łapiąc oddech. Mama zrobiła duże oczy niedowierzając córce. Zbliżały się wakacje więc Jane z rodzicami i ze swoimi dwoma siostrami Kate i Karolin w tym samym wieku (13 lat) postanowili wybrać się na Hawaje. Wakacje to czas kiedy mozna poznac wielu ludzi i przezyc mnóstwo niezapomnianych przygód. Gdy już były przez wszystkich upragnone wakacje trzy siostry z prędkością światła wybiegły ze szkoły ze świadectwami.Wylot samolotem miał być dopiero za tydzień, ale jak to w wakacje...czuje się wolność, aż chce się biegać! Rodzice ze świadectw byli zadowoleni.Uprzedzili sąsiadów o swoim wyjeździe.Poprosili aby podlewali kwiaty i zajęli się kotem o imieniu Bobek.Sympatyczne zwierzątko i bardzo zżyte z rodziną.Sąsiedzi zgodzili się zająć domem przez 14 dni nieobecności sąsiedniej rodziny. Nadszedł dzień wylotu.Wszyscy z walizkami, torbami itp. wybrali się na lotnisko. Każdy miał albo będzie miał 13 lat i wie lub się dowie jakie to ma się szalone pomysły.Koło lotniska siostry złapały świerszcza polnego.Na lotnisku zobaczyły tego samego męzczyznę, który okazywał na dworze, że boi się wszelkiego robactwa. Miał ze sobą mnóstwo buteleczek z subsrtancjami owdobójczymi.Opędzał się i prawie ucikał jak latał obok niego jakiś komar lub mucha.Dziewczyny ukradkiem do niego podeszły i włożyły świerszcza do jego kieszeni od marynarki.Było tak ciepło, a on w marynarce. To było dziwne.Świerszcz zaczął "śpiewać".Mężczyzna nagle obrócił się gwałtownie.Kobieta na stanowisku poprosiła o bilet.On sięgnął do kieszeni i... - A!Co tam jest!! Kiedy wyciągnął rękę zobaczył, że siedzi na niej owad.Znów zaczął krzyczeć i się szarpać.Przechodzący ludzie przyglądali mu się, a niektórzy omijali go łukiem. Dziewczyny niemal pokładały się ze śmiechu. - co się stało temu mężczyźnie? - zapytał zdziwiony tato. - może jest opętany... - powiedziała śmiejąc się Kate. - przez świerszcza - dodała Karolin. W smolocie przez piewszą godzinę im się nie nudziło.Potem pousypiały. Gdy wreszcie były na miejscu rozglądały się wszędzie, natępnie z rodzicami poszli do hotelu w którym mieli spędzić pobyt.Był on bardzo blisko plaży i był z niego piękny widok na ocean. Przez pierwsze 2 dni dziewczyny trzymały się blisko rodziców.Jednak potem chodziły już swobodnie, bo poznały okolicę. Pewnego dnia rodzinka postanowiła wynająć jacht i wybrać się na rejs.Było świetnie wszyscy czuli się jak w raju. Po powrocie dziewczyny powiedziały rodzicom, że chcą jeszcze zostać chwilę na łodzi. Wszyscy byli zadowoleni z rejsu.Była godzina 18.00. - co wy tam będziecie robić? - zapytał tato. - nic, chcemy porozmawiać...- odpowiedzaiła Kate - nie możecie na lądzie?- zapytała mama - nie - powiedzaiły dziewczyny jednocześćnie. Gdy rodzice już poszli dziewczyny rozsiadły się. - uciekamy?Może popłyniemy na jakąś inną wyspę... - zapytała się Kate. - że co?Źle ci tu? - powiedziała Jane -nie, to głupi pomysł...-stwierdziła Kate - co ci strzeliło do głowy Kate? - odezwała się Jane po chwili milczenia - nic, poprostu tak jakoś, nie wiedziałam co mówię...- odparła Kate Jane zaśmiała się. Siedzaiły trzy siostry w milczeniu na jachcie i wcale nie chciało im się z tamtąd wychodzić.Potem usnęły.Najpierw Jane i Karolin, a na końcu Kate. Przyszedł tato. - dziewczyny! - nie, tu jest nam dobrze i tu zostajemy - powiedziała Jane, zadenerwowana przez to, że została zerwana nagle ze snu. - już siedzicie tu ponad godzinę chodzcie bo się chmurzyć zaczyna... - nie - odpowiedziały jednocześnie Tato westchnął i zszedł z jachtu. Poszedł do hotelu. Wiatr się wzmocnił. Nikt nie zuważył jak odwiązała się lina trzymająca jacht przy brzegu. Jacht szybko zaczął płynąc na otwarte morze. - idź po dziewczyny i wyciągnij je z tamtąd mimo wszstko, bo wiatr się wzmaga boję się o nie. - powiedzaiła mama to taty. Gdy tato znów wybiegł z hotelu zauważył, że nie ma jachtu. - o Boże! - krzyknął. Nie widzaił też żeby gdzieś jacht płynął, bo zebrała się gęsta mgła.Szybko wrócił do hotelu by wezwać pomoc. Po burzy, gdy już się uspokojiło i dziewczyny się obudziły były zdziwione, że nikt po nie nie przyszedł. Świeciło śłońce.Jane przekonana, że jest w porcie blisko hotelu nie patrząc jak idzie chciała zejść z jachtu, zrobiła duży krok i ... wpadła do wody.Ocknęła się. - A!Co jest!? - krzyknęła. Zobaczyła, że jest w miejscu którego dotąd nie widziała.Była plaża, ludzie którzy się na nią patrzyli uważnie, ale nie było hotelu. Nie było palmy, która rosła przy brzegu.Wdrapała się z powrotem na łódź i powiedziała o wszystkim swoim siostrom. Dziewczyny miały mieszane uczucia nie wiedzaiły co robić.Po zejściu z jachtu kręciły się po plaży, nie wiedząc co z sobą zrobić. Wreszcie usiadły na piasku. - wykrakałaś Kate - powiedzaiła Jane. - znowu ja... - oburzyła się Kate - Jane ty wszystko wiesz, gdzie my w ogóle jesteśmy? - zapytała Karolin. - nie mam zielonego pojęcia - powiedziała Jane spokojnie - może po drugiej stronie wyspy - zastanawiała się. Siedziały i myślały gdzie mogą być, oczekując, że ktoś po nie przyjedzie, bo napewno rodzice wezwali pomoc. Jane wpadła na pomysł. - dziewczyny - zaczęła - miałam takie marzenie, żeby kiedyś znaleźć się sama na wyspie, mniej więcej takiej jak ta i żeby wybrać się w podróż po niej. - Jane, teraz ty zaczynasz... - odezwała się po chwili Karolin. - czemu nie, ja też o tym kiedyś marzyłam, pamiętam, jak byłyśmy małe i z Jane leżałyśmy w trawie i rozmawiałyśmy właśnie o wyspie - powiedziała Kate - chodźmy, wszystkie mamy piątkę z biologii, sprawdźmy czy ona nam się należy - stwierdziła Jane. - no, mi się na pewno należy! - powiedzaiła Karolin - to idziesz z nami? - zapytała Jane. Karolin po chwili wahania odpowiedziała : - idę. Jane i Kate ruszyły w las.Karolin zapatrzyła się na jakiegoś surfera, ale Jane szybko złapała ją i pociągnęła za sobą. - i co on sobie wyobraża, przecież nie ma aż tak dużych fal. - powiedzaiła Karolin. - o nie Karolin jak ja wpadłam z jachtu do wody to się do mnie dwu metrowa ściana wody zbliżała.Chciałam sobie w takiej wodzie popływać na takich fajnych falach, ale wiesz co zobaczyłam? - nie - odpowiedzaiła Karolin. - szczęki mozazaura - odpowiedziała Jane - i zwiałam na jacht. Kate wybuchnęła śmiechem.Zaraz po niej Jane.Tylko Karolin stała i nic nie odpowiadała. - chodzcie dziewczyny. - powiedziała Jane. Gdy były już w puszczy Jane zapytała się : - ma któraś z was zeszyt albo książkę od biologii? - co? są wakacje i my mamy chodzić z zeszytami!? - powiedziała Karolin. - no właśnie - odpowiedzaiła Kate. - oj dziewczyny, dziewczyny. - powiedziała Jane wzdychając.Wyciągnęła zeszyt od biologii z plecaka. - ha ha Jane ty nosisz ksiązki ze sobą jak są wakacje. - zaśmiała się Kate. - nie, poprostu mam ze sobą zeszyt i książkę ale nie od biologii tą co mamy na lekcji tylko inną, zeby wiedzieć co zrobić jak się zgubimy w puszczy - odpowiedziała Jane z lekkim zdenerwowaniem. - O nie!Ty to wszystko sobie zaplanowałaś! - Kate się zezłościła. - nie zaplanowałam tylko przewidzaiłam. - odpowiedzaiła Jane już spokojnie. Kate westchnęła: - jak tak , to dzięki Bogu, że ja mam taką siostrę. Poszły dalej.Jane ciągle mówiła jak tu pięknie, jak pięknie śpiewają te ptaki lub jakie tu są piękne rośliny. - powiedz Jane coś mądrego, bo chcemy zobaczyć czy zasługujesz na piątkę, a nie tylko ciągle słyszymy: jak tu pięknie, jak tu pięknie. - poczekaj!Chcę się tym nacieszyć, popodziwiać. - odpowiedzaiła Jane i nagle stanęła jak wryta. - co ci Jane? - zapytała się Kate. Karolin podeszła do Jane pomachała jej ręką przed nosem, a Jane tylko powiedziała: - patrz - i wskazała na Kate, a ona obróciła się za siebie i na boki - Co?Co widziecie? - i była co raz bardziej zdenerwowana. - O kurczaki! - powiedzaiła Karolin jak zobaczyła, że po Kate chodzi ogromna tarantula. - Co robimy? - zapytała. - nie wiem, ale coś wykombinujemy.Kate, na tobie siedzi ogromny pająk - powiedzaiła Jane - nie ruszaj się i nie rób gwałtownych ruchów. - to może ja spróbuje - zaczęła Karolin - trzeba go czymś zwabić. Kici, Kici, pajączku, chodź do mamy... - Karolin przestań! - powiedzaiła Jane - poprostu musimy go zdjąć, tak żeby nie ugryzł Kate.Może sam zejdzie. - O nie, Jane zrób coś bo ja zaraz zwariuję. - mówiła przerażona Kate. - Czekaj Kate, spokojnie. - powiedzaiła Jane. Jane powoli zdjęła bluzę.Dziewczyny jej się przyglądały.W pewnym momencie, Jane rzuciła się w stronę Kate z bluzą i przykryła nią pająka i zrzuciła go na ziemię.Kate pobiegła przed siebie szarpiąc się jak by nie była pewna czy już nie ma na sobie pająka. - i co teraz z tym pajączkiem? - zapytała Karolin. - ty idź i uspokuj Kate, a ja się nim zajmę. - powiedzaiła Jane cały czas przyglądając się bluzie. - ok. - odpowiedzaiła Karolin i pobiegła do Kate. Jane postanowiła podnieść bluzę.Podniosła ją i zobaczyła, że pająk siedzi na niej nadal.Rzuciła nią o ziemię.Zobaczyła po chwili, że pająk zchodzi z bluzy i wspina się po drzewie.Jane chwyciła bluzę i zaczęła z nią biec otrzepując ją.Gdy dziewczyny już się uspokoiły, usiadły na chwilę, żeby odpocząć, ale o wiele dalej od miejsca spotkania się z pająkiem .Kate się bała, ale wkońcu usiadła.Po upływie pół godziny Jane powiedzaiła: - ruszamy dalej dziewczyny Kiedy wszystkie dziewczyny wstały, teraz to Kate i Karolin stanęły jak wryte.Jane to zauważyła. - co?Siedzi na mnie pająk... - powiedziała - nie..., nie dam się na to nabrać - dokończyła. Gdy się odwróciła zobaczyła głowę wielkiego węża na wysokości swoich oczu, to była anakonda, która spuszczała się z gałęzi. Jane z szoku otworzyła buzię, anakonda zrobiła to samo, a gdy Jane zobaczyła jej zęby, zaczęła uciekać.Kate i Karolin też. Wreszcie zatrzymały się zdyszane. - rety, ale mamy fajne przygody - zaśmiała się Karolin - tobie się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dr.Maggie
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…