Wróć do katalogu

Coma

//Opowieść o tragicznym wypadku, śmierci i miłości// Wersja nieco poprawiona, która jednakże nadal potrzebuje poprawek :).

Silvermmer, opublikowano , 18 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Noc. Samochód z kierowcą i dwójką pasażerów jedzie do domu po udanym weekendzie w górach. Szczęśliwa rodzina. Ojciec, matka i córka. Bardzo się kochają i do szczęścia potrzebne jest im tylko własne towarzystwo. Kiedy tylko mogą jadą gdzieś razem, aby spędzić ze sobą czas. Nie ważne gdzie, ważne że razem. Są ze sobą bardzo związani i jest im wesoło. Wracają nieświadomi tego, co za chwilę się wydarzy. Jedno zdarzenie. Tylko jedna chwila, a tak bardzo zmieni ich życie.

Gabriel nie był jakimś demonem szybkości na drodze. Prowadził zawsze ostrożnie i zgodnie z przepisami ruchu. Jednak samochód jadący przed nimi był tak powolny, że musiał dodać gazu i wyprzedzić. Popełnił największy błąd w swoim życiu. Gdy wyprzedzał zza zakrętu wyskoczyła mu czarna furgonetka. Nie było już czasu na ucieczkę lub na jakąkolwiek inną reakcję. Krzyk, poślizg, szarpnięcie, zderzenie, ciemność. Ciemność wydawała się wiecznością i nieskończoną przestrzenią. Wypełniała każdy zakątek duszy Gabriela. Po chwili usłyszał dźwięk. Jakby grzmoty podczas burzy. Stawały się coraz głośniejsze i głośniejsze. Nagle zobaczył światełko. Małe światełko na końcu ciemności, które powiększało się z ogromną szybkością. Ocknął się. Głowę miał opartą na kierownicy samochodu. Z jego lewej strony ktoś pukał do szyby i krzyczał – „Hej! Czy wszystko w porządku?! Hej! Odezwijcie się!”. Do Gabriela jeszcze nie dotarło to co się wydarzyło. To działo się wszystko za szybko. Bardzo powoli i z wielkim bólem podniósł głowę i spojrzał w prawo. Obraz, który pozostanie mu do końca życia. Jego ukochana żona, Marta, wgnieciona przez zdeformowany przód samochodu siedzi w fotelu pasażera. Oczy otwarte, beznamiętnie wpatrzone w pustą przestrzeń, klatka piersiowa się nie porusza. Tkwi tam w bezruchu, cała we krwi. Jej zegar życiowy przestał bić. Zatrzymał się nieubłaganie i już nic nie można było zrobić. Gabriela zamurowało. Mieszało się w nim tysiące uczuć na raz. Był tak skołowany, że nie słyszał już głosu osoby, która chciała go wydostać. Niepotrzebnie. Stracił już sens życia. Nawet nie próbował jej ratować. Patrzył tylko na nią ze łzami w oczach i delikatnie muskał ją dłonią po twarzy i jej długich jasnych włosach. Była jeszcze ciepła, a jej skóra bardzo delikatna. Gabriel marzył w tym momencie tylko o jednym. Umrzeć razem z nią. Jego serce krzyczało i wzywało śmierć. Ta jednak nie nadeszła. W jednej chwili wydawało mu się jakby usłyszał – „Nie możesz tutaj umrzeć. Nie. Nie teraz”. Z tyłu samochodu usłyszał kasłanie. To była Eliza, jego ośmioletnia córeczka. Odwrócił się delikatnie, na tyle ile pozwalały na to warunki, i zobaczył zakrwawioną córkę, która dawała oznaki życia. To dla niej musiał dalej żyć i dołożyć wszelkich starań, aby przeżyła. Próbował ją zawołać po imieniu, dosięgnąć jej, ale niestety samochód był zbyt zdeformowany. Spróbował otworzyć drzwi, gdzie nadal stał mężczyzna, który starał się pomóc. Nic z tego. Były przez coś zablokowane. Odsunął więc szybko szybę i wykrzyknął: - Błagam Cię, pomóż mojej córeczce! Zrób coś! - Przykro mi, ale ja nic nie mogę! Drzwi są zablokowane i nie mam jak się do niej dostać. Zadzwoniłem po straż pożarną i karetkę. Powinni zaraz tu być. Przepraszam, ale tylko tyle byłem w stanie zrobić. Gabriel był zrozpaczony. Jedyne co mógł teraz zrobić to czekać, a czas zdawał się być coraz krótszy dla małej. Znów starał się dosięgnąć córeczki, zawołał ją po imieniu, ale nic z tego. Nie reagowała. Jej oddech robił się coraz płytszy. Gabriel obawiał się najgorszego. Błagał, aby nadeszła pomoc. Z oddali wydobył się dźwięk. Była to syrena karetki i wozu strażackiego. Od tego momentu czas zaczął dziwnie szybko płynąć. Strażacy rozcięli samochód, wydostali pasażerów, szybka interwencja medyków i werdykt. Śmierć małej Elizy. Ta wiadomość była dla Gabriela ogromnym szokiem. W jednej chwili los odebrał mu jego dwa najcenniejsze skarby. Nie. To nie los. W głębi duszy Gabriel czuł, że to wszystko jego wina. On spowodował tą okropną tragedię. Gdyby tylko nie był tak niecierpliwy i nie wyprzedził auta. Jedna mała chwila zaważyła na całym życiu jego i jego bliskich. Gabriel czuł się teraz więźniem własnego ciała. Chciał uciec. Nie mógł znieść emocji jakich w nim się kotłowały. Przez głowę przechodziło mu milion myśli. A gdyby tak mógł cofnąć czas. A gdyby tak wyjechać wcześniej, a może gdyby tak w ogóle nigdy się nie narodzić? Sam zadawał sobie pytania bez odpowiedzi. Jego serce i dusza były rozdarte. Nie miał już po co żyć.

Od czasu wypadku rodziny Gabriela minął ponad rok. Zmienił miejsce zamieszkania, pracę, przestał jeździć samochodem. Odciął się całkowicie od ludzi. Utracił kontakt nawet z własną rodziną i rodziną Marty. Ostatni raz widział ich na pogrzebie. Nie był im wtedy w stanie spojrzeć w oczy. Mimo, że nikt go nie obwiniał o śmierć, to jednak sam Gabriel poczuwał się do winy. Zamknął się całkowicie w sobie. Ciągle dręczyły go koszmary o tamtej nocy. Widział swoją żonę i dziecko, które krzyczały z bólu i wołały o pomoc, a on nie mógł się nawet poruszyć. Często też wydawało mu się, że słyszy głos jego żony, która woła go po imieniu. Był nawet parę razy u psychologa, ale stwierdził, że to nie przyniesie żadnych efektów i zrezygnował. Raz próbował nawet popełnić samobójstwo. Kupił na bazarze jakiś pistolet, wrócił do domu, usiadł naprzeciw zdjęcia Marty i Elizy. Przyłożył sobie lufę do skroni. Jedna mała chwila. Pociągnięcie za spust i strzał. Gabriel otworzył oczy i ciągle siedział na krześle przed zdjęciem. Popatrzył na pistolet. Kula nie wystrzeliła. Był cholernie zły, ale już nie próbował drugi raz. Postanowił, że na jakiś czas wróci do swoich codziennych zajęć. Było czwartkowe popołudnie i Gabriel wracał z pracy. Po drodze do jego mieszkania znajdował się mały park. Często się tam zatrzymywał by się zrelaksować. Tak też zrobił i tym razem. Usiadł na ławeczce, oparł się wygodnie, odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. Ciepłe promienie słońca muskały jego twarz. Nagle coś dotknęło jego nogi. Była to piłka, którą bawiły się małe dzieci. Gabriel podniósł ją i uważnie się przyglądnął. Jedno z dzieci, drobniutka dziewczynka, podbiegła do Gabriela i poprosiła o piłeczkę. Była bardzo podobna do Elizy. Gabriel podał jej piłkę i uśmiechnął się do dziewczynki, a ona odwzajemniła gest, podziękowała i wróciła do zabawy. Gabriel poczuł się przez chwilę jak za starych dobrych czasów. Bardzo chciał, aby te chwile mogły powrócić, ale wiedział, że to niemożliwe. Rozważania przerwała mu kobieta, która przysiadła obok. Niewysoka brunetka, ze spiętymi w kucyk włosami i równo ściętą grzywkę, która opadała na czoło. Spojrzała na Gabriela i uśmiechnęła się. Miała bardzo piękny i szczery uśmiech. Gdy na nią spojrzał poczuł bardzo dziwne uczucie. Znał je, ale tak dawno go nie zaznał, że zapomniał co oznacza. Zdobył się na mały gest i rozciągnął kąciki swoich ust na ile tylko mógł. - Cześć. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że do Ciebie się dosiadłam, ale wyglądałeś na całkiem osamotnionego. – Piękna nieznajoma znowu obdarzyła Gabriela ciepłym uśmiechem. - Nie, oczywiście, że nie. To w końcu wolny kraj. Nie wiedzieć czemu Gabriel poczuł się trochę niezręcznie. Zapadła chwila ciszy. - Nie jesteś chyba typem charyzmatycznego rozmówcy. – Zażartowała – No to może Ci pomogę. Nazywam się Justyna. – Wyciągnęła w jego kierunku dłoń. Gabriel uścisnął ją. Była tak bardzo delikatna, iż miał wrażenie, że może ją przypadkiem zgnieść. - Jestem Gabriel. Miło mi Cię poznać. W ten sposób zaczął się nowy etap w życiu Gabriela. Justyna była bardzo miłą i mądrą kobietą. Mieli ze sobą wiele wspólnego. Zaczęli się spotykać coraz częściej i częściej. Chodzili razem do kina, spędzali wieczory, śmiali się. Gabriel poczuł się przy niej jakby na nowo się narodził. Porzucił żal, ból i złe wspomnienia. Już przy pierwszych spotkaniach Gabriel powiedział o swojej rodzinie Justynie. Okazała ona wielkie zrozumienie, a potem zaczęła go pocieszać. Stała się dla niego kimś bardzo ważnym. Minęły zaledwie dwa miesiące ich znajomości, a Gabriel złapał się na tym, iż się w niej zakochał. Wszystko działo się nierealnie szybko. Postanowił jej wyznać swoje uczucia. Powiedział wszystko co o niej myśli i jak bardzo jest dla niego ważna. Mówił bardzo szybko i z wielkim podekscytowaniem. Justyna tylko na niego patrzyła i co chwilę się uśmiechała. Gdy skończył i czekał na reakcję, Justyna przybliżyła się, objęła dłońmi jego twarz i pocałowała. Gabriel czuł się szczęśliwy. Po raz pierwszy od bardzo dawna. Ogarniające go uczucie miłości było już tak wielkie, że nie chciał na nic czekać. Pragnął być z Justyną już na zawsze. Zaproponował jej, by zamieszkali razem. Justyna bez wahania się zgodziła i po tygodniu mieszkali już we dwójkę. Gabriel poczuł, że żyje. Nie zapomniał…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych