Wróć do katalogu

Coś więcej niż życie (tytuł roboczy)

Taki trochę science fiction religijny. Można go potraktować jako wstęp do czegoś większego jak i utwór samodzielny.

Kemilk, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Więzień własnego więzienia.

Nieoperacyjny guz mózgu. Diagnoza odzierająca ze złudzeń i zarazem tłumacząca nasilające się bóle głowy, połączone z niewyraźnymi wizjami. Chemioterapia. Oczywiście padła ta propozycja, którą odrzucił bez mrugnięcia okiem. Bez niej miał około dwóch miesięcy życia, z nią szanse na przeżycie określano na dwadzieścia procent.

Czy to rozpoznanie nie było swego rodzaju wybawieniem? Mateusz stał nad swoją kolejną ofiarą niczym pan życia i śmierci. Wychudzony, łysy delikwent siedział na krześle i przerażonymi, opuchniętymi oczami, patrzył na niego. Bełkot wydobywający się z jego ust, nawet dla oprawcy nie był zrozumiały.

Trudno mówić bez języka. Języka plugawiącego Boga Wszechmogącego!

Wyprowadził cios, trafiając pięścią w głowę nieszczęśnika, która momentalnie odskoczyła do tyłu, oczodoły zostały zasłonięte przez powieki, a zagryzione wargi pozwoliły, na milczące przyjęcie ciosu.

– Niedługo skończę z tobą. Wiem, że oczekujesz śmierci, tak jak oczekiwała tego twoja rodzina, którą zaszlachtowałeś.

Ponownie usłyszał bełkot i zaśmiał się.

– Niedługo spotkamy się w piekle.

Dzwonek telefonu wyrwał go z królestwa ciemności, w którym wraz z ofiarami zatapiał się, bez szans na ratunek. Odebrał telefon, dający ułudę normalności.

– Tak kochanie, jeszcze mam trochę roboty [...] Tak, byłem u lekarza, mówił, że potrzebne są dodatkowe badania, ale powinno być wszystko w porządku [...] Naprawdę muszę już kończyć.

Rozłączył się, wziął kij i z całych sił walnął w kolano więźnia.

– Tak. Czasami umieranie jest straszne. Myślisz, że jeszcze kilka takich ciosów i wyzioniesz ducha?

Monolog został przerwany przez ostry ból głowy, a przez jego ciało przebiegł prąd. Czekało go jeszcze dwa miesiąca gównianego, podwójnego życia. I znowu wizja. Tym razem wyraźna.

– Witam się Mateuszu. Dobrą śmierć wybrałeś?

– Kim jesteś?

– Tym który wszystko stworzył. Panem życia i śmierci.

– Mrok ogarnia nas, sił już nam brak. – Usłyszał szept, a może kolejny omam?

Wizja się rozmyła, a przed sobą wciąż miał potwora, który nigdy nie powinien zostać nazwany człowiekiem.

– Chętnie bym z tobą skończył. Niestety muszę trzymać się zasad, a jedna z nich jest taka, iż zabijam dopiero wtedy, gdy przybywam z następnym popaprańcem.

Brudna robota

Ten dzień był jednym z trudniejszych, przybliżającym go do ostatecznego wybawienia. Każdego dnia marzył o śmierci. Ten świat nie był jego, a ludzie byli całkowicie obcymi istotami. Nie pasował do nich i jedyne co łączyło go z rzeczywistością to żona, obdarzająca go,niewyczerpanym pokładem miłości. Chciał jak najszybciej znaleźć się przy niej, poczuć miłość obejmującą duszę, poczuć bliskość jej ciała. Niestety nie tym razem. Tropił gwałciciela i zabójcę. Wiedział już, kim jest, gdzie mieszka, co robi. Musiał mieć jednak stuprocentową pewność. Nie mogło być tak, by ktoś niewinny zetknął się z jego mroczną częścią.

Obserwował go. Kochającego męża i ojca. Lustrował zboczeńca, ukrywającego drugie, odrażające oblicze. Trzeci dzień obserwacji pięknej białej willi i w końcu doczekał się jego wieczornego wyjścia.

Czarny kaptur na głowie ukrywający twarz, dodatkowo dres i adidasy. Zwykły człowiek uprawiający sport. Szedł szybkim krokiem, żądny mocnych wrażeń, a te miał jak w banku. Mateusz szedł za nim, on jednak zaaferowany nie zwracał uwagi na nic i wciąż przyśpieszał. Podniecenie odebrało ostrożność. W końcu typ przystanął i schował się w gąszczu krzaków. Mateusz zrobił to samo i nagle sparaliżował go ból, wywołujący kolejne wizje.

– To jest twoja ostatnia ofiara. Niedługo znowu będziemy razem.

– Co się dzieje? O co chodzi?

– Powoli wszystko sobie przypomnisz. Sprawne ciało i mózg tłumią prawdę. Uważaj, jesteś zmęczony i nietrudno o błąd.

Wizja zniknęła, on zaś usłyszał stłumiony krzyk rozpaczy. Krzyk kolejnej ofiary tego parszywca, lubującego się w zadawaniu bólu, uwielbiającego poniżać kobiety, by ostatecznie je unicestwić. Mimo pulsującego bólu błyskawicznie ruszył z pomocą. Doskoczył do napastnika i poraził go paralizatorem. Chwilę potem wstrzyknął mu substancję usypiającą i stracił przytomność.

Słabość jedyną nadzieją

Z daleka docierały do niego cichnące wrzaski kobiety i nastała cisza.

– Zbudź się Mateuszu. Jeszcze nie nadszedł twój czas. Policja już jedzie!

Podniósł się i z wysiłkiem zarzucił ofiarę na barki. Nie mógł go ciągnąć, gdyż szybko zostałby wytropiony. Sapiąc z wysiłku, dotarł do samochodu, wrzucił zboczeńca do bagażnika i podał kolejną dawkę leku usypiającego. Musiał odpocząć. Natychmiast. Usiadł za kierownicą, z trudnością łapiąc oddech. W końcu włączył silnik i ruszył w kierunku jedynej bezpiecznej przystani. Do domu, do ukochanej. Jechał ostrożnie i powoli, a świat wokół niego niebezpiecznie wirował. Raz za razem otwierał i zamykał oczy, przecierał je i uparcie parł do celu. Ostatecznie udało mu się zaparkować przed domem. Wyszedł z auta i chwiejąc się, szedł w kierunku drzwi.

Tuż przed nimi upadł i pojawiła się wizja czysta i niczym niezakłócona.

– Dobrze cię widzieć Mateuszu. Pamiętasz, jak stworzyliśmy człowieka?

Zszokowany przypominał sobie, kim był i co robił. On także był ich stworzycielem.

– Wszystko wiem. Boże, do czego doszedłem!

– Spokojnie. Pamiętasz twój dylemat, jak najlepiej jest zakończyć życie człowieka? – dopytywał Gabriel.

– Umieranie, to parszywa robota?

– Tak, właśnie tak to nazywałeś. Nie umieliśmy wykształcić nic materialnego, co mogłoby żyć wiecznie. Jedyne zaś, co udało się nam stworzyć, co dawało nadzieję na poznanie świata, to człowiek.

– Taak, człowiek.

– Wehikuł, mający przybliżyć nas do Boga.

– I zastanawialiśmy się, jaką najlepszą śmierć dla nich wybrać. Boże, umierałem setki razy i nigdy nie pamiętałem, kim jestem. Aż do teraz. Czy jeszcze żyję?

– Słuchaj nas, mrok tłumi i niszy. Mrok jest już w części nas.– Kolejne szepty na granicy jaźni. Dusze?

– Żyjesz Mateuszu, ale musisz się szybko obudzić. W przeciwnym wypadku Nina wezwie pogotowie, ty wylądujesz w szpitalu, gwałciciel ucieknie i stanie się wiele złego.

Namiastka szczęścia

– Obudź się! Obudź się!

– Nad sobą zobaczył Ninę, a nad nią tysiące gwiazd.

– Słyszałam, jak upadasz. Nic ci nie jest? Jedziemy do szpitala ! – mówiła chaotycznie i zarazem z wielką troską. Spoglądała na niego, miotana przez sprzeczne uczucia.

– Twoja miłość tuli mnie do snu. Dziękuję ci za każdą chwilę. Tyle razy byłaś za mną, tyle razy tuliłaś mnie do siebie. Dziękuję.

– Co ci jest? Co ty mówisz? – wyraźnie zaniepokojona, zadawała niespójne pytania.

– Umieram Nino. Odchodzę i dziękuję ci za wszystko.

Łzy spływały po jej policzkach, by w końcu wylądować na twarzy Mateusza. Słodko słony smak.

– Kocham cię Nino i na zawsze będziemy razem. Dziękuję ci za miłość, odgradzającą mnie od tego przerażającego świata. Człowiek był błędem, a dusza została schowana zbyt głęboko.

– Choć do domu, porozmawiamy później. – Nie rozumiała o czym mówi. Pomogła mu wstać i skierowali się w kierunku kanapy.

– Dziękuję ci za wszystko. Co bym bez ciebie zrobił? Przyrzeknij, że będziesz wytrwale szukać Boga. To nasz jedyny cel.

Mateusz przymknął oczy i zasnął. Snem mocnym i spokojnym, niezakłóconym przez żadną wizję. Snem dającym mu siły, na ostateczne rozliczenie się ze swoim człowieczeństwem.

Miłość

Obudził go zapach kawy unoszący się w pokoju.

Nina siedziała na kanapie i przyglądała mu się z miłością. Ona nigdy nie zatraciła się w ciele człowieka. Tylko on błądził, desperacko szukając właściwych rozwiązań. Widząc, jak otwarł oczy, uśmiechnęła się do niego.

– Cześć kochanie. Lepiej wyglądasz. Powiesz, co się dzieje?

Prawda, półprawda, kłamstwo. Jak kogoś bezgranicznie kochasz, zastanawiasz się, z której opcji skorzystać.

– Mówiłem ci wczoraj. Umieram. Guz mózgu, nieoperacyjny.

– A chemioterapia? Będziemy walczyć! – Czuć było w jego głosie ból i potrzebę walki.

– Dwadzieścia procent szans. Po co kolejne cierpienie?

– Jesteś silny, nie poddamy się!…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych