Wróć do katalogu

Crystal

O samotności z tym, co w umyśle.

Skrzydlata, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W ciemnym pokoju czuć było stęchłe powietrze. Wszędzie panował nieład. Słońce usilnie próbowało przedostać się przez zasłonięte rolety, bez skutku. W kącie siedziała skulona w kłębek drobna, wychudzona kobieta. Włosy miała nieogarnięte, porozrzucane na wszystkie strony, z gdzieniegdzie prześwitującą łysiną. Co chwilę targała je i silnymi pociągnięciami wyrywała garstkę. Dłonie były niezadbane tak jakby miała za sobą już całe życie ciężkiej pracy. Paznokcie były czarne od zakrzepłej krwi, poobgryzane do mięsa. Na kościstych policzkach widać było czerwone pręgi. Wszystko było nie w porządku. Ubranie nie zmieniane od kilku dni, rozciągnięte i byle jakie. Stopy bose, zimne, brudne… W jej bursztynowych oczach czaił się strach. Szeptała do siebie nic nie znaczące słowa, które złożone w całość nadal nie miały sensu. Stan ten trwał od tygodnia. Czasami ktoś przechodził obok drzwi jej mieszkania, szurając butami. Kilka razy coś wpadło do skrzynki pocztowej. Dzwonił domofon, szczekał pies sąsiadów, płakało dziecko, kłóciło się małżeństwo, przychodziły smsy, kolejne nieodebrane połączenia, ktoś rozmawiał na klatce schodowej, ktoś ją zamiatał, ktoś wracał pijany z imprezy. Tyle to trwało. Tydzień. Bez zmiany położenia, kobieta huśtała się w tył i przód, powtarzając swoją, niezrozumiałą dla nikogo, mantrę. Czasami z jej oczu spływały łzy, które były tak ciężkie, że roztrzaskiwały się o podłogę. Mówiła do siebie coraz głośniej, coraz bardziej akcentując sylaby, zupełnie jakby przekonywała siebie, że to co mówi jest jedyną słuszną prawdą. Aż w końcu, pewnego dnia, zaczęła krzyczeć. W jej głosie słychać było wszystko, począwszy od przerażenia a skończywszy na bólu. W jej stronę pełzło stado obrzydliwego robactwa, we włosy wplątał się nietoperz a ściany ociekały ciepłą jeszcze, krwią. W oddali stał wysoki mężczyzna, który uśmiechał się na widok cierpienia. Dziewczyna starała się wcisnąć w ścianę, chciała stać się jej częścią. Skamienieć i nic nie czuć, nie widzieć, nie słyszeć. Jednak ściana stała nieruchomo. Jej jedyną obroną był krzyk. Histeryczny krzyk, który był tak głośny, że aż sprawiał jej ból. Do ciemnego, krwistego pokoju wbiegło kilkoro mężczyzn z czarnymi kapturami na głowie. Swoim wyglądem przypominali średniowiecznych katów. Zaczęli rozciągać ciało kobiety trzymając ją za dłonie i stopy. Czuła odrywające się mięso od kości, słyszała ich chrupot, widziała jak jej ciało się rozciąga. Z rozdartych szczelin wydobywały się obślizgłe larwy, szczękając cicho czółkami. Wiedziała, że nie ucieknie przed bólem i tym co ją czeka. Chciała umrzeć. Starała się przypomnieć sobie swoje życie, jakąś piękną chwilę by chociaż na sekundę nie słyszeć złowieszczego śmiechu i zapomnieć o cierpieniu. Jednak jedyną rzeczą która przychodziła jej na myśl były te dni, w których siedziała skulona owładnięta strachem. Mężczyźni zaczęli miażdżyć jej żebra, wpychać zęby do gardła, ugniatać czaszkę swoimi wielkimi dłońmi. Jeden z nich wbijał dziewczynie wiertło wielkim żelaznym młotem w tętnice szyjną. Cała zalała się krwią, pomału lecz upragnienie uchodziło z niej życie. Spadała w dół mijając piętra podświadomości. Ból ustawał, przestawał istnieć. Zapomniała czym on jest. Wokół niej panował spokój. Cisza. Nie było nic poza nią. Na twarzy zawitał błogi uśmiech. W umyśle dziewczyny panowała pustka. Była niczego nieświadoma, nie myślała o niczym. Skupiała się jedynie na tej chwili w której się znajdowała. Na tej jakże potrzebnej chwili wytchnienia. Nie wiedząc nic, przestawała istnieć. Pustka powiększała się. Przestała odczuwać przyjemność z czucia absolutnie niczego. Z czasem przyjemność ustała, a jej po prostu nie było. Nie istniała. Osiągnęła stan umysłu, który każdy posiadał przed narodzinami. Nic. Zero. Żadnej ciemności, jasności, żadnej świadomości, szczęścia, żalu, smutku. Nic…

* * * Usta rozwarły się lekko chcąc zaczerpnąć powietrza. Krótkowłosa blondynka leżała bez ruchu obok mężczyzny. Powoli otwierała powieki chcąc przyzwyczaić oczy do światła. Podniosła się z łóżka rozglądając się za swoim ubraniem. Wzięła z szafki fiolkę tabletek i połknęła jedną. Spojrzała na partnera i zaczęła się ubierać. Tabletki schowała do kieszeni skórzanej kurtki i bez słowa pożegnania wyszła. Szła ulicą mijając obce twarze, indywidualności, zwyczajnych nieznajomych. Zadzwonił telefon. Bez pośpiechu spojrzała na wyświetlacz i od niechcenia odebrała połączenie. - Marta, jak się czujesz?- zapytał kobiecy głos w głośniku. - Świetnie. - Pamiętasz, że jesteśmy umówione? Marta westchnęła ciężko do słuchawki. - Tak, właśnie do Ciebie idę. - Czekam. Szła dwadzieścia minut, zwracając uwagę na każdy szczegół. Była wiosna, drzewa wypuszczały liście, kwiaty nabierały kolorów, ptaki radośnie ćwierkały. Nie śpieszyła się. Zaciągała się lekkim wiosennym powietrzem mającym zapach trawy i wilgotnej ziemi. „Gdzie tu znaleźć szczęście?”, myślała. Potrzebowała go. Jej problemem było to, że go nie czuła i nie potrafiła cieszyć się z małych rzeczy. Zauważała wszystko, a jednak nic jej nie cieszyło. Nie lubiła oglądać telewizji. Uważała, że za dużo w niej przemocy, perwersji i głupoty. Nie lubiła czytać gazet, gdyż jej zdaniem każdego rodzaju media są po to by kształtować opinię publiczną na takie poglądy, na które panującej ekipie politycznej jest na rękę. Taka była jej oficjalna wersja. W rzeczywistości bała się zła, wiadomości o końcu świata, o dzieciobójcach, gwałcicielach, pedofilach. Bała się bać i bała się nienawidzić zła. Bała się wszelkich złych emocji. Wolała nie wiedzieć… Weszła do jasnego gabinetu. Przy biurku siedziała czterdziestoletnia kobieta, uzupełniająca coś w papierach. - Witaj!- kobieta porzuciła pracę i gestem zaprosiła Martę, by zajęła miejsce na fotelu naprzeciwko.- Jak się dzisiaj czujesz, poza tym że świetnie? Marta chwilę myślała, nie wiedziała co odpowiedzieć. - Mam złe sny. Czasami zastanawiam

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych