Wróć do katalogu

Cud w mieście

Bardzo krótkie opowiadanie pewnego starego człowieka.

Martinius, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jestem starym człowiekiem. Nie wiele mam do opowiedzenia i nie wiele mi opowiedziano. Żyłem z dnia na dzień. Wczoraj coś było i wiedziałem, że jutro też coś będzie. Ale co? Stoję twardo na swoich nogach i nigdy w siebie nie wątpiłem, bo wierzyłem w swój spryt i zdolności przetrwania pośród ludzi tego kraju. Nie byłem uczciwy i nigdy nie będę. Kłamałem, oszukiwałem, kradłem i Bóg wie, co jeszcze robiłem. Jak na tym wyszedłem? Ktoś powie, że jestem ustawiony do końca życia, którego i tak nie wiele mi zostało, ale ja temu zaprzeczę. Jestem całkiem sam i nikt nigdy o mnie dobrze nie wspomni. Nie mam nikogo bliskiego, a tych, którzy przymnie kiedyś byli, odtrąciła moja osoba, całkowicie niszcząca wszystko, z czym się zetknie. Mądrość- tę zdobywa się na starość wtedy, kiedy jest niepotrzebna, ale chciałem zrobić coś dobrego, aby odkupić swoje grzechy, a może po to, by ktoś powiedział- Ryszard był dobrym człowiekiem. – Kiedy stanie nad moim grobem. Czasem Bóg daje nam szanse. Niektórzy machną ręką i ją obejdą, inni z pokorą zaakceptują swój los i wypełnią jego wolę a jeszcze inni wykorzystają ją, jak tylko się da i zapomną o Bogu, przywłaszczając sobie wszystkie zasługi. Nie jestem wierzący, ani zabobonny, ale tego deszczowego dnia zobaczyłem nazbyt wiele, aby nie uwierzyć- chociaż ten jeden jedyny raz. Poszedłem do parku, aby rozprostować zastałe od siedzenia kości. Pogoda była fatalna, że nawet psa szkoda było wygonić na zewnątrz. Wszędzie kałuże, rozbryzgiwane przez jadące samochody i niewielu przechodniów. Nie wziąłem nawet parasola – jakoś deszcz mi nie przeszkadzał, a namoknięte ubranie delikatnie chłodziło moje stare ciało. Z pochyloną głową i oczyma wpatrzonymi w betonowe kafle o porowatej powierzchni podążałem w stronę celu swojej wędrówki – starego parku im. Mickiewicza, który nic z tym wielkim poetą nie miał wspólnego. Ba! Nawet sknery z Zarządu Miasta nie zechcieli postawić mu pomnika. Po drodze zawitałem do kiosku, w którym pracowała Halina. Stara baba dokładnie obejrzała wręczony banknot i z niechęcią wydała mi gazetę, o która prosiłem. Nie dziwię się jej – oszukałem ją z setkę razy i nawet o tym nie wiedziała. Jej podejrzliwość wynikała pewnie z tego faktu, że w tym mieście znali mnie nader dobrze. A niech ich piekło pochłonie! Ja talentu nie mam do pracy – oszukuję, bo to potrafię. Z gazetą w ręku jeszcze chętniej podążałem do wyznaczonego celu, ale martwiło mnie to, gdzie ją przeczytam, bo deszcz jak na złość, nasilał się każdą minutą. Jest. Wymarzony przeze mnie park, w którym chciałem odpocząć. Mina mi zrzedła, gdy na trzech znajdujących się najbliżej mnie ławkach, zobaczyłem bandę wyrostków z piwami i papierosami, których słownictwo po ocenzurowaniu zmieniłoby się w długi pisk, jakby nadawali alfabetem Morse’a. Szlag- pomyślałem. Nawet w parku człowiek nie może odpocząć. Zatrzymałem się na przystanku z metalową wiatą, który pamięta czasy Gierka. Pomyślałem, że gdyby tylko potrafiła rozmawiać, mielibyśmy wiele do opowiedzenia sobie. Wyciągnąłem zza kurtki gazetę i rozsiadłem się wygodnie na suchej ławce. W zasięgu wzroku nikogo nie było, a bandę wyrostków zostawiłem za plecami, osłoniętymi w tej chwili metalowymi ścianami przystankowej wiaty. Deszcz oblewał ulicę, a miejscami w nierównościach tworzył kałuże, przez które nie dało się przejść i przechodnie skakali, aby uniknąć zamoczenia nogawek. Wydało mi się to śmieszne nawet, bo przecież nikt ich chyba nie zmusił do opuszczania suchych, przytulnych domów. Taki właśnie mój problem, że tylko w sobie widzę jakiś cel, a reszta... to reszta – oni robią wszystko, bo muszą... Przyjechał autobus. Nikogo w środku nie było, więc kierowca włączył awaryjne i udał się do kiosku. Usłyszałem jakieś dziewczęce piski i lekki śmiech, który doszedł mnie od strony, z której przyszedłem. To były trzy dziewczyny, zupełnie młode. No, może miały po szesnaście lat. Jedna z nich zatrzymała się przy drzwiach autobusu i zawołała koleżanki, aby do następnego przystanku miały się udać komunikacją miejską, zamiast iść na piechotę. Chętnie się zgodziły i we trójkę weszły do wnętrza pojazdu. Kierowca zjawił się po chwili z gazetą w ręku, o tym samym tytule co moja. Na pierwszej stronie dostrzegłem napis „Cud w mieście”. Uśmiechnąłem się na widok tłustego druku i coś mnie ukuło w sercu. Nie - to nie z powodu mojego wieku. Szybko pochwyciłem moją gazetę i zerknąłem na pierwszą stronę. Napis, który widziałem u kierowcy nie znajdował się na niej. Wstałem i zbliżyłem się do drzwi a on uśmiechnął się jakby wiedział że wsiądę, chociaż nigdzie nie planowałem jechać. Ale zrobiłem to wbrew sobie i wszedłem na pierwszy stopień, potem drugi. Drzwi z sykiem zamknęły się za mną i podłoga lekko drgnęła, gdy autobus ruszył. Dziewczyny nadal były roześmiane i nawet na mnie nie spojrzały. Usiadłem tuż przy drzwiach, blisko kierowcy, aby móc dojrzeć gazetę. Jej okładka była jednak identyczna. Musiał mnie zmylić wzrok. Starość – nie radość. Następny przystanek. Nie wiem, co mnie tknęło, aby wejść do tego autobusu, a już na pewno nie mam pojęcia, dlaczego zechciałem nagle…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych