Wróć do katalogu

Czarodziej ( Rozdział dziewiąty - ostatni )

Ostatni rozdział, który zarazem wyjaśni sens tytułu. Bardzo proszę o komentarze.

kondor, opublikowano , 12 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Najpierw założymy ci taką opaskę i zmierzymy ciśnienie – powiedział lekarz. – Dobrze. Teraz musimy cię leciutko ukłuć i weźmiemy troche krwi do analizy. Dziewczynka nie znała niektórych pojęć lekarskich i nie wiedziała po co to wszystko się robi, mimo tego wykazała wiele odwagi, nie płakała i była dość spokojna. Cały czas tuż obok była Amanda. – Teraz pójdziemy do takiej ciemnej sali, gdzie zrobimy ci parę zdjęć a później podłączymy cię do takiej maszyny, aby zobaczyć jak ci bije serduszko –powiedział z uśmiechem lekarz. – Bdzęiesz na tyle odważna aby pójść sama i dać mamie trochę odpocząć? – zapytała pielęgniarka. – Tak. Ja się wcale nie boję – powiedziała dumnie Marta. – Zatem idziemy. – Panie doktorze, czy mogę wiedzieć ile czasu to potrwa? Chciałabym zadzwonić ... – Na pewno ponad godzinę. Na dole jest telefon z którego może pani skorzystać. – Dziękuję – Amana zbiegła czym prędzej po schodach, po czym wykręciła numer Barbary. – Cześć Basiu. Musisz mi koniecznie pomóc. Apeluję do ciebie w imię naszej przyjaźni z... – Co się stało? – przerwała przerażona Basia. – Potrzebuję psiaka. – Co takiego? - Małego, kudłatego i na grubawych łapkach szczeniaka, który wyrośnie później na wielkiego bernardyna. – Oszalałaś? A co na to Dawid? - Jeszcze nie wiem, ale myślę, że się zgodzi. Sam kiedyś powiedział, że zrobiłby dla mnie wszystko. – Więc dobrze, porozmawiam z Darkiem. Mam nadzieję, ze w przeciągu dwóch tygodni coś znajdzie. – Basiu, błagam, zrób coś! Ja potrzebuję tego psiaka na przyszły wtorek. – Co? - To prezent dla Marty. Ma go dostać od razu po operacji. – Amando... – Basiu, przepraszam, ale nie mogę dłużej rozmawiać. Jestem teraz w szpitalu z Martą na badaniach. Zadzwonię do ciebie jutro. Pa! - Zdążyła pani przedzwonić? – zapytał lekarz po wyjściu z sali. – Tak, oczywiście. – O ile pani chce, może pani zostać z dziewczynką na noc w szpitalu, ale sam osobiście uważam, że nie jest to konieczne. Marta jest na tyle odważna, że może pani śmiało wracać do domu a jutro przyjść tu z samego rana. – Czy mogę porozmawiać o tym z Martą? - Tak, naturalnie. Amanda skierowała się na salę, gdzie leżała dziewczynka. – Amando, pan doktor powiedział, że nie będzie mnie dziś już więcej badał. – Zatem mamy trochę czasu dla siebie. – Wiesz co, Amando? Martwię się o tatusia. – Dlaczego? - Bo został sam w domu. – Martusiu, a co byś powiedziała gdybym wróciła na noc do domu a jutro rano znowu przyjdę do ciebie i będziemy razem? - A powiesz tatusiowi, że wcale się nie bałam? - Oczywiście, że powiem. Wiesz co? Nawet pochwalę się, że przed chwilą pan doktor stwierdził, że jesteś najbardziej odważną dziewczynką w całym szpitalu. – Naprawdę? - Tak. Wszyscy są z ciebie bardzo dumni. – A przyjdziesz jutro rano? - Tak, jak się obudzisz będę już czekała na ciebie.

- Amando, co się stało? Dlaczego nie jesteś w szpitalu? – zasypywał ją pytaniami Dawid gdy tylko weszła do domu. – Spokojnie Dawidzie. Nic się nie stało. Lekarz powiedział, że lepiej będzie, gdy wrócę do domu, gdyż po operacji Marta będzie musiała zostać jeszcze w szpitalu na obserwacji. Ze względu na brak miejsc nie jest możliwe aby został z nią ktoś z nas dłużej niż dwie doby. Także lepiej, że już teraz została sama, bo wtedy nie będzie się bała. – Nie wiesz jak długo będzie musiała zostać po operacji? - Lekarz stwierdził, że jak wszystko będzie dobrze to po tygodniu wróci do domu. – A jak ona się teraz czuje? Nie płacze? - Dawid, sam lekarz nie mógł wyjść z podziwu, że Marta jest tak odważna. Wyobraź sobie, że ona martwi się teraz tylko o ciebie. – Jak to o mnie? - O to, że zostałeś sam w domu. – Naprawdę? - Tak, dlatego tu jestem a jutro z samego rana pojadę do szpitala. Teraz zrób mi jakąś kanapkę i kawę. Idę się wykąpać i później muszę z tobą koniecznie o czymś porozmawiać – Amanda skierowała się w stronę łazienki. - O czym chcesz ze mną porozmawiać Amando? – zapytał Dawid, kiedy Amanda skończyła jeść kolację. – Pamiętasz wczorajszy wieczór, kiedy Marta ze łzami w oczach przyznała, że boi się szpitala? - Tak, ale później już wszystko było w porządku. – Więc sądzę, że za odwagę powinniśmy sprawić jej wielką niespodziankę i spełnić życzenie o jakim od dawna marzy. – Co masz na myśli? - Pieska. – Amando, to niemożliwe. Przecież wiesz, że pracuję. Kto zajmowałby się psem pod moją nieobecność. Muszę sprzątnąć, ugotować, wyprać... – Tak. I ja ci w tym wszystkim pomogę – przerwała Amanda. – Parę godzin gdy będziemy oboje w pracy pies może przecież zostawać sam w domu. Wynagrodzimy mu to w każdą sobotę i niedzielę, zabierając na długie spacery. Co ty na to Dawidzie? - Zgoda. Weźmiemy malutkiego, kudłatego kundelka. – Dawidzie, proszę – zaczęła błagalnym tonem Amanda. – Owszem, malutkiego, kudłatego, koniecznie na grubawych łapkach, ale nie kundelka a bernardyna. - A skąd ty go weźmiesz? - To już zmartwienie Basi a zwlaszcza jej męża. Darek jest weterynarzem, więc na pewno uda mu się znaleść takiego psiaka. – I Barbara wie już o tym? - Oczywiście. Dzwoniłam do niej dziś ze szpitala i złożyłam już zamówienie. – Jesteś niesamowita.

- Panie Dawidzie, gratuluję panu dwóch tak wspaniałych kobiet – powiedział doktor Troska ściskając dłoń Dawidowi. – Zwłaszcza ta mniejsza kobieta zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Wykazała się wielką odwagą i spokojem ducha – mówiąc to spojrzał w kierunku Marty. Dziewczynka co prawda nie rozumiała sensu wszystkich słów, jakie wypowiadał lekarz ale stała z dumnie podniesioną głową. – Młoda damo, dziękujemy za współpracę i zapraszamy panią we wtorek na zreperowanie pani nóżki. Czy zgadza się pani na przybycie jeszcze raz do szpitala? - Zgadzam się – powiedziała odważnie Marta. – Mam do pani jeszcze małą prośbę. Czy mogłaby pani zaczekać chwilę tu na krzesełku, podczas gdy wymienię parę zdań z pani tatusiem w gabinecie? - Dobrze, zaczekam. – Czy przy rozmowie mogłaby również uczestniczyć Amanda? – zapytał lekarza Dawid. – Tak, oczywiście – lekarz otworzył drzwi gabinetu. – Proszę, niech…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych