Wróć do katalogu

Czerwona Czerń

To miejsce nigdy nie będzie takie jak kiedyś... Jeśli się postaramy... Czerwona Czerń - kłamstwo okupanta - płyniemy przez Babilon strachu.

Sitek, opublikowano , 29 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

/01-Przestrzeń/

To miejsce nigdy nie będzie takie jak kiedyś... Jeśli się postaramy... Czerwona Czerń - kłamstwo okupanta - płyniemy przez Babilon strachu. Ona odchodzi! My jej chcemy! Czerwona Czerń! To miejsce nigdy nie będzie takie jak kiedyś...

Przez małe wzniesienie otoczone po obu stronach wodą ciągły się tory, a znikały dopiero za horyzontem, dając wrażenie swojej nieskończoności. Całe te małe wzniesienie usypane było z piasku i małych kamieni, toteż przechadzka po tych terenach zwykle kończyła się w wodzie. Gdzieś w oddali można było dojrzeć wierzchołki drzew iglastych, co tworzyło piękną panoramę a szczególnie teraz, gdy zachodzące słońce odbijało swoją paletę odmian czerwieni na niebieskiej wodzie, której spokojność, co chwila burzyła gromada ryb dotykająca raz p oraz powierzchni zbiornika. W tak malowniczym krajobrazie, przy pełnej pustki przestrzeni, znajdywały się tylko dwie osoby... Spoczywali na opuszczonych torach, po których nie przewijał się żaden pojazd od parunastu już lal. To niska dziewczyna o pięknych i niezwykle długich włosach, nieco jasnych i kręconych przy końcach, oraz zwykły chłopak nie odróżniający się od szarego społeczeństwa. -Powiedz mi - mozolnie i pełna goryczy zaczęła dziewczyna - dlaczego ten pieprzony dzień się skończy i ten jutrzejszy będzie kolejny, nic nie warty, tak samo popiepszony? -Znamy się od paru minut... Zabawne... Mamy durne problemy a świat wcale nie stara się nam pomagać. Ludzie nas odpychają i zostajemy ze swymi drobnostkami sami... Głupia sprawa - zaczął chłopak raz po raz krzywiąc się i drapiąc się po głowie - nie raz faktycznie dni są tylko coraz gorsze... Słuchaj... - tu wziął ostatni łyk z powyginanej już nieco puszki "Pepsi" - nie ma szans na to, aby było, chociaż trochę lepiej... Ja stoję na samej krawędzi... Miałem wielkie plany a narazie stoję w miejscu i nie zanosi się na wiele. Po prostu trzeba trwać - dokończył nieco uśmiechnięty, po czym wyrzucił puszkę w kierunku wody. -Nie wiem już... Ja już nic nie wiem - wyszeptała dziewczyna chowając głowę między swe kolana i zacisnęła mocno oczy - nie mam zamiaru tutaj być... - dodała. Jej towarzysz uniósł swoją dłoń i położył ja na jej ramieniu. Zbliżył się do niej i niemalże przytulił ją. -Wczoraj rozmawiałem z najlepszą przyjaciółką o tym jak bardzo nie wierzymy w miłość... Jacy jesteśmy kurde alternatywni i niezwykli... Nie wierzę w miłość- mówiła... A dzisiaj i ja kocham i ona - rzekł smutnym głosem chłopak. Nie był załamany, ale raczej nieco zszokowany tym, iż na tak pustym i niepotrzebnym terenie spotkał tak niezwykłą osobę, jaką była dziewczyna spoczywająca tuż obok niego... -Ja już się wypaliłam... Jestem niepotrzebna temu światu... Odejdę... - rozpoczęła dziewczyna wyłaniając swe pierwsze łzy... - odejdź... Proszę... Odejdź... Dziękuję za tą chwilę - dodała, po czym kompletnie zamilkła trzęsąc się przy zimnie, jakie przyniósł ten delikatny wiatr, który własnie dotarł do samotników. Chłopak wstał... Schował dłonie do kieszeni, po czym spojrzał na zachodzące słońce, które powoli zostawiało po sobie już tylko resztki czerwieni na opuszczonym przez chmury niebie. Schylił głowę ku ziemi. Jego kraciasta koszula w kolorach biało-czarnych, wyciągnięta z krótkich, czarnych spodni, falowała na wietrze. Spojrzał jeszcze raz na zrozpaczoną dziewczynę, po czym skierował swój wzrok na, blokowisko które można było dojrzeć w oddali i udał się w tym, że kierunku. Powoli, krok za krokiem przemierzał zardzewiałe tory, które były już tak rzadko odwiedzane przez ludzi, iż niemal większość metalowych śrub, które łączyły kolejne ich części był rozkradzione. Faktycznie, na złomie za kilka takich śrub można było zarobić wiele, toteż w tak ubogim miasteczku długo na chętnych nie trzeba było czekać.

* * *

Samotnik w małym pokoiku... Co robi? Mówi sam do siebie... A może on coś pisze? Nie widać dokładnie w tej ciemności, aczkolwiek siedzi przy biurku i cały drży... Wszelkie odgłosy zagłusza muzyka, a on drży... Nie uronię już żadnej łzy... Żadnego złego słowa... Koniec życia... Więcej już nie potrzebuję, gdy słońce ogrzewa moje ciało ja czuję zimno, które ogarnia każdy zakamarek mego serca. Rozsiewa wokół mnie aurę smutku, która nigdy wcześniej nie była tak wielka... Widzisz mnie Boże? Czy to, co robię ma sens? Nie chcę już płakać i grzeszyć... Nie muszę tutaj żyć... Nie chcę już iść dalej w tworzonym przez Ciebie labiryncie życia... Za dużo smutku i rozpaczy... Ty jedyny pamiętasz mnie jako małe dziecko... Jesteś jedynym, który dokładnie przyglądał się mym oczką, choć nigdy nie otuliłeś mnie do snu... Ojcze stworzycielu... Nie chcę tak żyć... Z Tobą czy bez Ciebie nie mam już ochoty naprawiać swego życia. Wszystko runęło i straciło sens. Ja samotny? Wręcz niemożliwe... Błagam! Nie chcę płakać! Łzy tworzą się same... Znowu jestem samotny... Pomiędzy Tobą a ludzką nienawiścią... Pragnę złożyć Tobie Boże ostatnią modlitwę, bo, mimo iż ty mnie nienawidziłeś, ja mocno Cię kochałem... Za wszystkie przykrości, które mi wyrządziłeś... Za ból, który mnie nie opuszczał i za nadzieje, którą odbierałeś mi za każdym razem, gdy pojawiła się we mnie, choć na moment. To tutaj stoję i wylewam swoje kolejne łzy, choć tak bardzo nie chciałem tego robić... Stoję przed twoją świątynią... Ja i Ty... Teraz jesteśmy sami... Mogę opowiedzieć Ci to, czego nie wiedziałeś o mnie... Nie wiedziałeś, że głęboko w sercu Cię kocham i nie pozwoliłbym, aby cokolwiek się Tobie stało... Jesteśmy tak blisko... Moimi myślami dotykam Twych dłoni... Stoję pomiędzy tobą a ziemią!!! Tutaj jesteś! Znalazłem Cię! Wstawaj! Pokaż swe oblicze! Dotknij mej dłoni i nie pozwól mi płakać! Postaraj się, choć raz bym poczuł czyjeś ciepło! Nie chcę płakać i nie chcę błagać o Twoją litość! Nie chcę więcej być tutaj, ale zmusiłeś mnie! Słuchaj! To ja!!!

* * *

-Chcesz się zabić pierdolniku? - krzyknął Adam wyrzucając do kosza nóż - ty ostro masz nasrane w tej głowie! -Odwal się człowieku! Co ja mam robić? - zdezorientowany wyrzucił Radek, po czym szybko usiadł na kanapie i zaczął przecierać oczy prawym rękawem. -Nie martw się idioto. Mogłeś przed chwilą sobie ładnie nożyk wsadzić w żeberka! Ty się głupku ciesz - zirytowany dodał Adam, stojący nad swoim kolegą. Znajdowali się w małym pokoju. Ściany miał pomalowane na biało, a na jednej z nich, zaraz nad komputerem, wisiała czarno-biała flaga przedstawiająca Boba Marleya - wariat! - dorzucił jeszcze chłopak, po czym jego czoło zmarszczyło się. Schylił się nad przyjacielem i położył prawą dłoń na jego ramieniu. W jego oczach pojawiła się pierwsza łezka. -Nie mam innego wyjścia! Nie widzisz tego? Nie mam nic! Straciłem wszystko! - zapłakany starał się wydusić Radek, wciąż wycierając swoją zapłakaną twarz. -Ale nie rób tego! - Krzyknął przez łzy jego przyjaciel, po czym usiadł przy nim i objął go swymi ramionami. Siedzieli tak bez najmniejszego słowa. Po ich policzkach lały się strumienie łez, a z głośników komputera wędrowała wolna i niezwykle mocna muzyka, przeszywająca serca słuchaczy. Było południe, lecz w pokoju, w którym ciągle zasłonięte były żaluzje, była ciemność, która budowała w tym miejscu rozpacz. -To nasz utwór! - zaczął Adam podnosząc głowę. Spojrzał swemu przyjacielowi w oczy - to nasz kawałek! On jeszcze nie upadł! Zobaczysz! Jeszcze osiągniemy nasze cele! -Nigdy... - nieśmiało rzekł Radek - nigdy nie myślałem... Nie myślałem, że przyjaciel może być tak ważny... Tak wspaniały... Dziękuje... Już mi lepiej... Przepraszam... Ale zostaw mnie samego... Proszę... -Oczywiście... Ty zrobiłbyś to samo na moim miejscu - uśmiechnął się nieco Adam, po czym opuścił mieszkanie przyjaciela.

* * *

Małe pomieszczenie... Ze ścian, które pomalowane były może dwadzieścia lat temu sypał się tynk, a powywarzane drzwi opuszczonych już pokoi tworzyły ogromną grozę i nutkę zawahania. Krok dalej? Zrujnowane pomieszczenia... Zdruzgotane meble i doszczętnie obite ściany. Tak wyglądał korytarz dobrze zamkniętego budynku, w środku, którego znajdował się jeden szczelnie zamknięty pokoik gdzie starali się wydusić z siebie każdy ułamek talentu, dobrzy przyjaciele. Byli teraz w środku... Od szarej rzeczywistości dzieliły ich tylko silne metalowe drzwi i te słabsze - drewniane - od ich własnego pomieszczenia. Co robili? Chyba wszystko, co mogli... Napewno grali i to do utraty tchu po kilka godzin dziennie. Zmęczenie... Pot... Co to było dla nic? Dla ich ambicji nadziei... Nie raz spotykali się tam ze znajomymi i słuchali muzyki. Takie miejsce ciągłej pracy i odpoczynku, bo jakby nie było ta męcząca praca była dla niech samą przyjemnością. Pierwsza piosenka, jaką stworzyli... Takie wielkie wspomnienie... Piosenka o miłości? A brzmienie silne i pełne nadziei... Aby zmienić tą rzeczywistość! To chore miasto przesiąknięte dresiarzami i tanim alkoholem... Wiedzieli, czego chcą i o to walczyli... Przetrwali wiele bólu... -Na dzisiaj wystarczy... Huh! - wycieńczony rzucił Paweł... Tak... Daniel, Adam, Radek i Paweł.... Ci pierwsi dwaj zajmowali się gitarami, trzeci perkusją, a ostatni użyczał w tej muzyce swojego głosu. Ich pomieszczenie obite było opakowaniami po jajkach, a na jednej ścianie widniała nazwa ich zespołu.... Caly pokój przybierał barwy czerni i czerwieni, toteż chłopakom grał się tu idealnie. Na ścianie najbardziej oddalonej od ich sprzętu stał szafy zapełnione różnymi segregatorami pozostałymi tutaj po nieistniejącym już biurze, lub wszelakim sprzętem przydatnym do prób. Było tutaj kilka foteli i imitowany stolik zbudowany z kilku opakowań po jajach, mocno ściśniętych tworzących stojak i drewnianych drzwiczkach od jednej z szaf, służących jako blat od stołu. Na nim stały szklanki wypełnione herbatą, słoiki z cukrem i pudełko z woreczkami herbaty. Wszyscy wypili zawartość swoich szklanek, po czym rozpoczęli się pakować. Każdy zajmował się innymi czynnościami i tak Adam chował różne rzeczy do szafy, Radek pakował talerze od perkusji, a reszta zbierała instrumenty. -Próba udana! Mamy materiał, nastały wakacje, idziemy do studia! - uśmiechnięty krzyknął Adam. -Tak! Kasa z urzędu będzie za parę dni i jazda świnie! - rzucił Paweł ubierając kurtkę. Stojący już obok Radek zaśmiał się, po czym usiadł na krześle. -Jeszcze musze iść do dziewczyny - zmienił temat Adam - a ty tam Daniel nic nie rwiesz? - dodał jeszcze, po czym schował gitarę do futerału. -A wy zamknijcie się! - rzucił zniesmaczony Radek - nie widzicie bolejącego człowieka? -A no cholera fakt... Przejebane masz... Ale co tam! bycie tatą w wieku osiemnastu lat to nic złego! Stary! - rzucił Paweł, po czym zrobił głupkowatą minę. -Ja pierdziele, ale ty mnie zawsze wkurwiasz - odrzekł już zdenerwowany perkusista. -Dobra ciotki! Wychodzić, bo wujek Ciastek zamyka drzwi - uspokoił zabójczym poczuciem humoru Adam, po czym wszyscy opuścili zrujnowane pomieszczenie. -Do jutra chłopaki! Ja już lece do swojej pani! - z uśmiechem rzekł Adam, po czym skierował się w przeciwną stronę niż reszta... Byli przyjaciółmi... Nie brali wszystkiego do końca serio. Każdy miał swój własny styl i sposób myślenia, a razem tworzyli wspaniałą grupę pełną niezwykłych pomysłów na życie.

* * *

Nastał taki moment, gdy każdy z nas Może błagać o coś, czego nie dostanie Możemy skarżyć się na ludzi ile tylko chcemy Ale z tego mamy tylko kilka spraw w sądzie Możemy udawajże jesteśmy ludzi Możemy pytać, ale nikt nie odpowie Możemy opisywać siebie, ale nikt nam nie pomoże... Ja jestem! Ludzką namiastką! Chcę wiele! Nikomu nic nie dam! Pragnę! Lecz inni się nie liczą! Jesteśmy! I wcześnie umieramy! I wcześnie umieramy!

* * *

On i ona byli razem... Wokół tylko odgłosy muzyki i płonące świece, a czerwone firanki, za którymi paliła się noc, odbijały płomyczki światła i tworzyły czerwono-czarny klimat pokoju, odziany w namiętność i rozkosz. Cieszyli się sobą... Bawili czas własnym małym światem. -Udało wam się - nie wytrzymała z radości dziewczyna i rzekła przerywając tak rozkoszną chwilę. -Czasami wydaje mi się, iż ten świat ma jakiś sens... Nagraliśmy płytę, którą teraz odtwarza ten cholerny napęd. Nagrałem ją wszystkim znajomym i powysyłałem tam gdzie tylko się da... Co dalej? Nie istotne... Ważna jesteś już tylko ty - skomentował pełen szczęścia chłopak, po czym przytulił swoją partnerkę najmocniej jak tylko potrafił. Kim oni byli? Każdy może znaleźć się w tym miejscu... Dwie bliskie osoby stawiające swoją miłość ponad cały świat. Oni kochają! Oni marzą! Oni śnią... Nie przerywajcie ich snu jednym słowem... Za wiele nie może się stać... Oni przetrwali już razem wiele i nic nie przerwie ich wspólnej radości. Zatrzymaj mnie... Jesteś największym darem, jaki dostałem od Boga... Nie patrzę w duł, bo kończy się to dla mnie nieszczęściem. Wolę nie wspinać się na wyżyny by z nich nie spaść. Pragnę tylko zostać z tobą tu! I nikt nie przerwie snu... Tego snu! Zatrzymaj mnie! Błagam o twoją duszę! Nasze myśli... Upadam na dno... Wielki ocean! A w nim myśli nasze wysnute! Nasza prawda! To ja i ty... Powiew wiatru zatrzymał mnie... Znowu jestem na ziemi, znowu żyje... To my! To nasze słodkie sny! Obudzili się w swoich ramionach i... I na zawsze chcieli tak pozostać... -Być może... Kiedyś tam... W dalekiej przyszłości - zaczął nieśmiało chłopak. -Osiągniecie sukces i będziecie sławni - przerwała mu dziewczyna - a to na pewno się stanie! -Hehe... Tak myślę - dodał młody wyrzucając wielki uśmiech w stronę partnerki.

Gdy nie widzę ciebie oglądam twe zdjęcia Tak cudownie piękna niczym płatki śniegu Kiedy wieją wiatry, smutek maluje me serce Jedno proste spojrzenie w jakiejkolwiek scenerii Gdy strudzony autobus tapla się w błocie Kiedy ludzkie myśli gubią się w zawiei Wtedy, gdy ja półprzytomny umieram Gdy twe dłonie wędrują po mej pościeli Smutne słowa zbudowane od poniedziałku do niedzieli Kilka prostych zdań okaleczonych przez niewiernych I ten ludzki świat, który sam siebie zabija A na jego końcu grupka ludzi bez nadziei!

* * *

Czy widziałeś kilkoro przyjaciół, którzy przemierzali niegdyś tą okolicę? To grupa młodych chłopaków, którzy postanowili stworzyć zespół i osiągnąć z nim sławę... Z dnia na dzień rosły ich marzenia i nie poddawali się, chociaż życie nie raz skopało porządnie ich tyłki. Walczyli o swoje marzenia i ani przez chwile nie zawahali się w tym, co tworzyli. To oni, niegdyś zwykli chłopcy z tego miasta, teraz przesiadują wśród gwiazd, choć wciąż mówią, iż gwiazdami nie są. To, co zdobyli oddają potrzebującym, a swoją muzykę rozpowszechniają praktycznie za darmo, pozwalając jej tym samym dotrzeć do każdego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych