Wróć do katalogu

Cztery pory zrozumienia

Masz tylko cztery pory roku, aby wszystko zrozumieć...

yuka, opublikowano , 18 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pamiętam jak wiosna budziła się do życia. Pamiętam tylko parę nieistotnych na pierwszy rzut oka rzeczy. Wokoło robiło się zielono. Wszędzie rozkwitały kwiaty, a na drzewach pojawiły się pierwsze młode listki. Słońce nieśmiało rzucało na Ziemię swoje ciepłe promienie, niekiedy rażąc moje małe oczka. Niebo było takie niebieskie. Pamiętam jak wiosna budziła się do życia… Wtedy i ja się narodziłam….Dokładnie to do tej pory widzę. Powstałam ze smutku i rozpaczy, z bólu i cierpienia, wstydu i poczucia winy. Jednak nie czułam się wcale źle, a wręcz przeciwnie, czułam się jakby tysiące drobnych piórek otaczało mnie i krążyło dookoła mojej postaci. Pierwszy raz świat się dla mnie otworzył i witał mnie z miłym uśmiechem. Miałam tutaj pewne zadanie. Nazywali się….hmmm….w sumie już nie pamiętam. Pierwszy raz ich zobaczyłam 25 marca. Stali milczący na szpitalnym korytarzu. Oboje cisi i jakby nieprzytomni, nieobecni. Stali tak w milczeniu już kilka chwil, czekając na wyniki i diagnozę lekarza. Bali się. Nie chcieli się nawzajem do tego przyznać, ale ja to widziałam, ja to czułam. Nie wiedzieli jeszcze, że jestem z nimi, że siedzę na szpitalnym krześle tuż obok nich, niewidzialna, niezauważona, nieistotna. Wcześniej byli szczęśliwi, nie myśleli o problemach. Tak to już jest, TO zawsze przychodzi, kiedy się nie niczego nie spodziewamy, z zaskoczenia robi nam niemiłą niespodziankę. Ale wracając do tej nieszczęsnej dwójki. Po jakimś czasie podszedł do nich lekarz, poprosił na bok mężczyznę i coś mu szepnął. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co, ponieważ nie słyszałam głosów. Słyszałam tylko ich myśli, czułam ich obawy i wiedziałam o ich marzeniach. Po chwili dołączyła do nich kobieta. Jej strach nawet mnie przeraził. Zaraz, zaraz…pamiętam…Piotr i Aga…tak do niej mówił...Aga. Kiedy usłyszała te same słowa, zaczęła bardzo płakać. Byłam z nią. Przez cały czas przy niej stałam i trzymałam za rękę. Jej znieruchomiałe ciało przypominało teraz majestatyczny posąg, stojący gdzieś na wystawie. Wyczuwałam jej słabości, jej rozczarowanie, zaskoczenie, cierpienie. Stała tak jeszcze chwilę, w tym swoistym bezruchu. Można było pomyśleć, że na moment umarła, ale ona żyła, ja nią żyłam. To ja ją wtedy podtrzymywałam, żeby nie upadła na zimne, sterylnie białe kafelki, które pokrywały szpitalny korytarz. W końcu wróciliśmy razem, we trójkę do domu. Bardzo mi się tam spodobało. Było tak ciepło i przyjemnie. Aga zamknęła się od razu w łazience i zaczęła głośno szlochać, Piotr usiadł w fotelu, schował swoją młodą, lecz poważnie wyglądającą twarz w dłoniach i przez chwilę się nie ruszał. Musiałam wybierać. Poszłam do Agi. W jej głowie kłębiło się tyle myśli. Jedna za drugą pędziły niczym samochody jadące po autostradzie, która nie ogranicza prędkości. Ciągle powtarzało się pytanie: „Dlaczego? Dlaczego ja?”. Na przemian modliła się do Boga i wyklinała jego imię. Nie wiedziała, że On po to przysłał już mnie, abym osuszyła te łzy. Kiedy Aga trochę się uspokoiła wyszłyśmy obie z łazienki, trzymając się za ręce. Piotr także był w nienajlepszym stanie. Podszedł do niej i mocno przytulił. Nie zdawał sobie sprawy, że przytulał tez mnie. Stali w milczeniu, tak jak kilka godzin temu w szpitalu, w którym zaczęło się moje życie i moje zadanie. Lecz teraz byli mocniejsi. Stali się jedną osobą, połączoną tak silnym uczuciem, że najgorsze burze losu nie zdały go powalić i zniszczyć. Tych parę słów, wypowiedzianych szeptem na szpitalnym korytarzu zmieniło całe ich dotychczasowe życie. Nic nie mówili. Słowa w tym momencie były całkowicie zbędne. Patrzyłam na nich. Było mi ich żal, chociaż, z racji tego, kim jestem, nie powinnam jeszcze odczuwać takich uczuć. Nagle Aga uśmiechnęła się do mnie, chociaż nie miała pojęcia, że to uczyniła. Ja zauważyłam to w jej ślicznych, choć teraz szklistych od łez, piwnych oczach. Zapadł zmrok. Para poszła do swojego pokoju. Nie odważyłam się pójść za nimi. Musieli teraz pobyć sami. Słyszałam ich ściszone głosy, niemal niesłyszalne. Czułam na policzkach ich łzy, które starali się przed sobą ukryć. Widziałam ich oczami, pocieszające się nawzajem uśmiechy. Lecz oboje w głębi duszy krzyczeli, tak aby los usłyszał ich błagania i lamenty. Minęło kilka dni. Piotr i Aga czuli się lepiej. Starali się wrócić do normalnego życia, ale odbijające się od czterech ścian słowa lekarza, nie pozwalały im nawet na spokojny sen. Ociepliło się. Wiosna w pełni się rozwinęła i dała znać o swoim istnieniu. Ja niestety jeszcze tego nie mogłam. Przed domami bawiły się rozwrzeszczane, wesołe i zdrowe dzieci. Ja musiałam żyć w ukryciu niczym duch. Byłam potrzebna tylko tej dwójce. Czasami, kiedy Aga się budziła w nocy, kładłam się obok niej i śpiewałam cichutko spokojne kołysanki. Ona wtedy zasypiała, ale najpierw podarowała mi miły i słodki jak czekolada uśmiech. Na ziemię tryumfalnym krokiem wkroczyło lato, częstując wszystkich wokół siebie gorącymi promieniami słońca, które niekiedy czerwieniły się na skórze. Ludzie zaczęli częściej wychodzić i dłużej pozostawać na świeżym, letnim powietrzu. Rośliny wyskoczyły szybko do góry, ryzykując poparzenie górnych części przez nie obijające się słońce. Piotr zaproponował wyjazd nad morze. Bardzo się ucieszyłam z tego powodu, ponieważ nigdy nie widziałam prawdziwego morza. Adze i mi spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy nie zabrało dużo czasu. Tak więc, wyjechaliśmy z naszego małego miasteczka 25 czerwca. Dokładnie trzy miesiące po naszym pierwszym spotkaniu. Wiele się od tamtego czasu zmieniło. Nauczyłam się wielu rzeczy i poznałam bliżej Agę i Piotra. Wiedziałam już, że Aga lubi budzić się wcześniej i patrzeć przez momencik na śpiącego Piotra. Potem uśmiecha się do jego zaspanej postaci i idzie zaparzyć kawę. Wtedy zawsze na nią patrzę. Rankiem wygląda tak ładnie. Jest wypoczęta i czasami nawet śpiewa piosenki, które kiedyś i gdzieś słyszała. Lubię te nasze wspólne poranki. Jesteśmy tylko we dwie, same, nigdzie się nie spieszące. Aha… wracając do wyjazdu. We trójkę pojechaliśmy na nasze pierwsze wspólne wakacje. Zatrzymaliśmy się w niewielkim pensjonacie położonym blisko plaży. Pogoda była wspaniała, ciepłe promienie słońca łaskotały moje maleńkie policzki. Lubiłam leżeć na złocistym piasku, w którym można było znaleźć niewielkie bryłki bursztynu, i patrzeć na rozmaite kształty, tworzone przez białe, kłębiaste chmurki. Razem z Agą kąpałyśmy się w morskiej wodzie. Piotr stał na brzegu i się nam przyglądał z niezwykłą troskliwością i zapobiegliwością, niczym latarnia morska czuwał na straży naszego bezpieczeństwa. Przez ten czas bardzo się do siebie zbliżyli. Nie myśleli o tym, co ich czeka, lecz delektowali się tą chwilą, w której mogli być naprawdę szczęśliwi. Wieczorami chodzili na romantyczne spacery, a ja im się przyglądałam z hotelowego okna. Nie mogłam chodzić z nimi. Potrzebowali czasu tylko dla siebie. Tylko raz mnie wzięli ze sobą na tą jedna z wieczornych eskapad. Poszliśmy do pewnej, bardzo eleganckiej restauracji. Myślę, że Piotr chciał abym uczestniczyła w tej cudownej i podniosłej chwili, która miała za moment nastąpić. W pewnej chwili wstał od stołu, wstrzymał muzykę i klęknął przed Agą. Ona była taka zaskoczona, że nie mogła wypowiedzieć żadnego słowa, które w ich sytuacji i tak było zbędne. Ale ja czułam, słyszałam jak w głębi swojej duszy wykrzykuje nieprzerwanie: tak, tak, tak! Piotr okazał szczęście w trochę inny sposób. Jego radość wylewała się małymi kropelkami przez lazurowe, jak morska woda oczy. Wróciliśmy do pensjonatu. Poszłam do swojego pokoju a ich zostawiłam samych. Słyszałam cichą i nastrojowa muzykę, która przenikała przez ściany. Zamknęłam oczy i zobaczyłam ich tańczących. Byli w siebie wtuleni i gdyby nie ich spokojne i powolne kroki, można by było pomyśleć, że tylko stali w otaczającym ich bladym świetle świec. Chcieli tańczyć w nieskończoność, przetańczyć te straszne chwile. Cały czas zastanawiali się co z nimi będzie, pragnęli posiąść wszystkie swoje myśli, zrozumieć się bez reszty, połączyć się w jedno. Czuli się jakby oboje śnili. Niby bezpiecznie i pewnie, ale jednak wcale nie tak dobrze. Znowu ich obawy i lęki otaczały mnie i szeptały do ucha różne, dziwne słowa. Chciałam je odgonić, przepędzić, lecz one wciąż wracały i były coraz silniejsze i głośniejsze, nie pozwalały mi usnąć. Dopiero gdy Aga i Piotr zasnęli w swoich objęciach, mnie zmógł spokojny już, lekki jak chmurka sen. Nasza podróż niestety dobiegała końca. Musieliśmy wrócić do naszej szarej rzeczywistości i losu, który wszyscy pragnęliśmy od siebie odgonić. Aga wróciła do pracy, Piotr także. Gdy wychodzili, ja zostawałam sama. Miałam wtedy mnóstwo czasu na przemyślenie pewnych spraw. Wiedziałam, że niedługo będę musiała opuścić to bezpieczne ciepłe…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych