Wróć do katalogu

Czy jesteś.

opowiadanie, w którym przedstawiam po części stosunki rodzinne z punktu tajemniczego narratora.

charlie, opublikowano , 28 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Czy jesteś szczęśliwa? - Tak pewnie, życie to wszystko co mamy a przecież ono samo w sobie jest wielkim szczęściem.

- Czy jesteś szczęśliwa? - Nie, nie jestem. Szczęście to rzecz, której trudno szuka się samej.

- Czy jesteś szczęśliwa? - Nie wiem, cholera nie wiem. To jak się spytać czterolatka czy umie żyć, Bezsens.

Prawie każdej nocy, siedząc na krześle przy biurku i patrząc na nią przewracającą się z boku na bok na łóżku, rzucam w myślach pytania, skierowane do niej, wymyślając sam odpowiedzi. Znam ją doskonale, mimo, że ukrywa całe swoje życie wewnętrzne w sobie, myśląc, że nikt o tym nie ma pojęcia. Bo jestem obok niej gdzieś, czasem dalej, czasem bliżej ale zawsze jestem. Ona chce być silna, niezależna i przede wszystkim chciałaby spać w innym łóżku w zupełnie innym miejscu. - Wstawaj jest za pięć dziesiąta, a śniadanie zaczyna się o jedenastej. - powiedziała mama, otwierając okno w jej pokoju. - Tak już wstaję - odpowiedziała podnosząc się z łóżka, stawiając stopy na zielonym dywanie. Tak jak zawsze to robiła. Poszła do łazienki, zaczynając myć zęby trzymając szczoteczkę w prawej ręce. Dokładnie minutę. Następnie obmyła twarz, nałożyła krem na usta, jak zawsze nakładając dwa smugnięcia na dolną wargę i jedno na górną. Wróciła do pokoju, kucając przy klatce gdzie mieszkała jej tchórzofretka. Zwierzątko wygramoliło się z domku i spojrzało ospale na właścicielkę. Włożyła brązowe spodnie, dwie różne skarpetki zaczynając od prawej stopy, zapięła stanik na środkową zawleczkę i założyła luźny zielony sweter. Spokojnym krokiem zeszła na dół do kuchni, mijając mamę malującą się w sypialni, włączyła czajnik, wyjęła z szafki nad blatem żółty kubek, dosypała jedną łyżkę kawy, dwie cukru trzymając łyżeczkę w lewej dłoni, dolała mleka stojącego w dzbanku tuż obok pojemnika z kawą, po czym zalała wszystko wrzątkiem. Zamieszała ponownie trzymając łyżeczkę w lewej dłoni i zostawiła kubek na blacie. Wróciła do łazienki gdzie przeczesała długie, czarne, proste włosy, chwyciła tusz do rzęs, zaczynając od prawego oka i kończąc na lewym, nałożyła jasny korektor na twarz - niewiele jak zawsze, żeby nie stwarzać wizerunku maski. Zabrała kubek kawy z kuchni i wróciła na górę siadając na łóżku w pokoju, a ja tuż obok niej. Zwierzątko plątało się pod nogami, buszując w papierkach znajdujących się pod łóżkiem. - Chodź do mnie Bonifacy, no chodź - wołała fretkę, zaglądając pod łóżko, maleństwo chciało uciec, ale szybko złapała je wpół i położyła na kolanach głaszcząc aksamitne futerko. Lubiłem patrzeć w jaki sposób troszczy się o tego małego pasożyta. Zawinęła włosy za uszy, dopiła kawę, spojrzała przez okno. Była ładna pogoda, wiosenne słońce wpadało do ciemnego pokoju, białe chmury przypominały świąteczne barany, słaby wiatr zaglądał do okien domków jednorodzinnych - lubiła niebo, często łapałem ją na tym, kiedy siedziała na dworze i patrzyła w górę, jakby tam szukała odpowiedzi na nigdy niezadane pytanie. Teraz robiła dokładnie to samo. - Nadia jesteś gotowa? - spytała mama wchodząc do jej pokoju - W tym chcesz jechać na śniadanie świąteczne? - Tak, a co źle wyglądam? - spytała zwracając ku niej oczy. - Słuchaj, rób co chcesz ale dla mnie taki strój nie jest odpowiedni na spotkanie rodzinne. - mówiła jak zawsze zbyt uroczystym głosem, z założonymi rękami na brzuchu. Znowu się wtrąca, jak ta kobieta mnie irytuje, a ona robi wszystko co powie. - W takim razie przebiorę się, nie chce ci narobić wstydu, w końcu to takie ważne. - podeszła do odtwarzacza i włączyła jedną ze swoich ulubionych płyt, zamykając się w nutach jak to często robiła. - Nadia! Za 10 min jedziemy. - Mhm i właśnie za tyle będę gotowa - zamknęła drzwi. Otworzyła szafę, przeglądając swoje niezbyt wyjściowe ciuchy, dorwała białą koszulę z rozpoczęcia roku (pamiętam jak dziś, kiedy kupiła ją w jakimś supermarkecie bo mama nawrzeszczała na nią, że na pierwszy dzień szkoły chce ubrać luźny tshirt z logiem zespołu), granatowe zbyt obcisłe jeansy i skórzany pasek. - Ehh Zrzuciła z siebie wygodne ciuchy, założyła ciemne spodnie, wcisnęła koszulę, zapięła pasek i związała włosy w luźny kok. Co za różnica w czym pokaże się własnej rodzinie, skoro powinni mnie tolerować bez względu na eleganckie ciuchy. Wzięła plecak do którego spakowała na wszelki wypadek normalne ciuchy, portfel, książkę. Założyła swoje ulubione tenisówki, do których miała nadzieje, że dyktatorka się nie przyczepi, starałem przypomnieć jej o słuchawkach i odtwarzaczu ale było to zbędne, ponieważ o nich zawsze pamiętała. Gotowa.

Nigdy nie mogą się dogadać, Nadia nawet nie próbuje bo jej to niepotrzebne, chociaż ja wiem, że tak nie jest ale po prostu jej mama nie jest odpowiednią osobą na wysłuchiwanie co się z nią dzieje, przez te cztery lata; cztery bo w wieku dwunastu lat, lubiła rozmawiać z nią, teraz uważa to za dziecinadę, bo przecież sama sobie świetnie radzi. Oh ile emocji i uczuć w niej siedzi. - W tym radiu jak zwykle nic nie ma - mówiła dorosła, poirytowanym głosem, przełączając stacje, zamiast uważać na drodze. - A ty znowu słuchasz muzyki? - zwróciła się do swojej córki, która patrzyła się przez szybę. Oho zaczyna się. - Nadia mówię do ciebie. - zero reakcji, jakże miała cokolwiek usłyszeć biedaczka skoro, miała słuchawki na uszach? Próbuje szturchnąć ją moją czarną łapką, ale przecież ona nie ma pojęcia o mnie. - Nadia! Wzdryga się i zdejmuje słuchawki z uszu. - Tak mamo? - Czy nawet jak jedziemy razem samochodem musisz słuchać muzyki? - Przepraszam mamo - odpowiedziała, wciąż nie zdejmując słuchawek. - Eh nieważne. Bądź miła dla ojca. - westchnęła. - Mhm. Rozwiedli się kiedy Nadia miała 10 lat. Uwielbiała pierwsze miejsce zamieszkania, była przywiązana do niego sercem i duszą, a także muzyką na jakiej się tam wychowała. To było jedno z tych cichych miejsc za Warszawą. Zdecydowanie wolałaby wrócić, do swoich koleżanek z którymi każdego dnia wychodziła jeździć na rowerach, lasu gdzie bawiła się w zabawy, na które wy nigdy w życiu byście nie wpadli, szkoły do której chodziła z uśmiechem na ustach i pierwszym walkman‘em. Tak czy siak tamta dziecinna rzeczywistość była o wiele lepsza od tej w której żyła teraz, ale przecież to się nigdy już nie zdarzy. Nie powinienem o tym mówić, ale przecież ona nigdy nie dowie się o tym. Dojechały. Nadia zdjęła słuchawki i postawiła buty na polnej drodze. - Witaj Anita, cześć Nadia - wyszedł przez furtkę tata Nadii, ubrany niezbyt odświętnie; w biały t-Shirt i granatowe jeansy wyraźnie przechodzone. Ale nie dyktatorka miała rację ‘ubierz się bardziej elegancko’. - Cześć, cześć witaj Hubert dawno cię nie widziałam. - mówiła poważnym głosem mama Nadii całując swojego byłego męża w policzek. Biedaczka w czarnych włosach stała z boku, oglądając w milczeniu całe przedstawienie - a ja za nią. - Wejdziesz? - spytał pan domu. Koniecznie spraw kobiecie szok w święta, żeby miała czego żałować jak wróci z powrotem do miejsca dla którego odeszła. - Nie, nie śpieszę się, tylko przywiozłam Nadię i zaraz muszę lecieć do taty na śniadanie. - mówiła powoli wycofując się w swoich obcasach. - W takim razie już cię nie zatrzymuje - odpowiedział lekko zbity z tropu. - Dobrze, do widzenia cześć Hubert. Pa Nadia bądź grzeczna - mrugnęła do niej okiem i zniknęła za pokaźną bramą. Pokiwała głową i tyle, myśląc ‘pa mamo’. - Ehh ta twoja matka.. Co u ciebie kochanie? Nadia drgnęła i spojrzała na ojca, - Nic tato, jak zawsze to samo. - A w szkole? - Dobrze - skłamała jak zawsze, żeby uniknąć zbędnych pytań. - Aha dobrze chodź do domu przywitać się z resztą. - zgarnął ją ramieniem. Ostrożnie panie bokserze ja jestem kruchą istotą i w dodatku niewidzialną. - Już wszyscy są? - spytała Nadia, poprawiając plecak. - Chyba tak, ale wiesz jak ich trudno zliczyć. - Jasne.. Weszli przez wielkie drzwi ze złotą klamką, zaraz potem Hubert zniknął w chaosie świątecznych przygotowań. Nadia podeszła do szafy, żeby schować swój plecak, zwinęła słuchawki, wrzuciła do plecaka, przejrzała się w lustrze z niezadowoleniem i ruszyła do kuchni, żeby powitać resztę domowników. - Cześć Nadia - krzyknął kuzyn siedząc przy stole podjadając mazurek. - Hej - przywitała go całując w policzek, przechodząc dalej. - Cześć Nadia! - krzyknął kolejny kuzyn z góry. - No hej. - Witaj kochanie - powiedziała nowa żona ojca, przekładając sałatkę. - Witaj Ewa - i dalej i dalej, przez ten korytarz. - Nadia piątka! - wrzasnął kuzynek przybijając jej piątkę. - No cześć, cześć - odpowiedziała głosem bez entuzjazmu. - Co tam? - Głodna jestem, Kajtek i tyle. - odpowiedziała, starała się zachować uśmiech na twarzy, poza tym był on jedynym jej rówieśnikiem i nie chciała przy nim być w jakiś sposób zmulona. - To co znowu jedzenie na czas? - wyszczerzył się. - Czemu nie. - Siadasz obok mnie! - Jasne. Przy stole jak zawsze harmider, podaj masło, nie rzucaj jedzenia pod stół, nie dawaj psom resztek, ktoś poda sól i tak ciągle. Nadia siedziała, śmiała się trochę z kuzynka, jednak widziałem, że gdzieś tam w środku była głęboko nieszczęśliwa.

- Co o tym myślisz? - spytał kuzynek, ciągnąc łyk wina. Siedzieli na ganku, z psem u boku, już było dawno po śniadaniu, słońce powoli chowało się za horyzontem, ja teoretycznie też powinienem uciekać ale opracowałem to do perfekcji i kiedy mój świetlisty przyjaciel zachodził ukrywałem się za uchem bądź też w jej czarnych włosach. - O czym? - spytała zabierając od niego wino. - O naszej nowej rodzinie. - odpowiedział. - Cóż chyba po prostu trzeba się przyzwyczaić i już - wzięła kolejnego łyka - Która jest godzina? - Z tego co pamiętam dochodzi dziewiętnasta - wziął łyka wina. - O kurczę już, muszę się zbierać do babci na kolacje, widziałeś moją siostrę? - wstała z wiklinowego fotela i poszła w stronę tarasu na którym siedzieli wszyscy. - Czekaj! - Kajtek wstał za Nadią. Nie ma co lubią sobie popić cała rodzinka, opary z wina, drinków, piwa przesycają całe powietrze. Tłum przy stole, przedzieram się z Nadią przez te spocone ciała, czuję się bardziej jak na koncercie niż na spotkaniu rodzinnym. - Tato - dotyka jego ramienia - Tato! My musimy jechać z Mają, widziałeś ją może? - Nadia!! Jak to już jedziecie? Olej to zostańcie tu jeszcze! - mówił pijanym głosem, jak kupel Nadii w piątkową noc, kiedy siedzą na murku i piją wódkę. Kajtek pobiegł do ogródka i ściągnął w nienajlepszym stanie starszą siostrę Nadii i stanął obok niej. - Nie tato musimy, obiecałam mamie, że przyjedziemy. - próbowała tłumaczyć swojemu tacie, jak zawsze zbyt dużo gestykulując. - Chodź to nie ma sensu - Kajtek pociągnął ją za rękę. - Jezu ja nie mogę z tą rodziną, co za ludzie - mówiła moja opiekunka zabierając plecak z szafy. - Trzymasz się jakoś Maja? - spojrzała na podpitą siostrę. - Tak, ale gdzie teraz jedziemy? - spytała drapiąc się za uchem. - Do babci, mówiłam ci że o dziewiętnastej mamy tam być - zarzuciła plecak na ramię i wyszła na zewnątrz. Była w tym momencie taka przywódcza, lubiłem to w niej. I zawsze ale to zawsze ona musiała się zajmować swoją starszą przyszywaną siostrą. - Macie numer taksówki? - spytała Nadia, stojąc przed bramą i depcząc swoje tenisówki. - Ja mam - powiedziała Maja, wyjmując telefon z torby. Oh jak ja nie lubiłem tej dziewczyny - Okej, dzwoń dziewięć, dziewięć sieeedem… Nadia wykręciła numer, po czym usłyszała: ‘nie ma takiego numeru’. - To jest zły numer..ma ktoś jeszcze jakiś? Czy muszę wracać się do tego burdelu, żeby sprawdzić. - Ja mam! - wyrwał się Kajtek. - No to dawaj.. - Jeden dziewięć sześć, sześć cztery. - wyszczerzył się. Wtedy z nieba zaczęły spadać pierwsze krople.

- Kajtek tak w ogóle czy ty nie powinieneś być w domu mojego ojca teraz? - spytała Nadia, siedząc obok kuzynka w taksówce. - A czy na moim miejscu zostałabyś tam? - No nie - odpowiedziała, i ponownie smutek zawitał na jej twarzy. - Więc widzisz. - Tu mam się zatrzymać? - spytał podstarzały kierowca z białym wąsem. - Tak jakby pan mógł na tym przystanku. - odpowiedział Kajtek. - Proszę bardzo dwadzieścia złotych. - Widzę, że dziś wysoko pan sobie ceni - mówił wyciągając portfel. - Nie gadaj tyle mały. Do widzenia. - odpowiedział obleśny taksówkarz ale on śmierdział no mówię wam, jeszcze gapił się na Majkę jakby miał ją zaraz zjeść fuj. - Cześć dziewczyny! - odpowiedział machając Kajtek. - Cześć Kajtuś! - posłała mu buziaka pijana Maja. - Ejj! - wychyliła się przez okno Nadia - Powodzenia! - uśmiechnęła się na chwilę. Tak! - Dzięki! - i znikł za zakrętem chudzielec. - To gdzie teraz dziewczyny? - Zawiezie nas pan za trzy dychy na Służew? - spytała Nadia. - Za trzy dychy to ja was mogę zawieźć na Racławicką. - Dobre i to - odpowiedziała. Dochodziły do mieszkania babci. Maja panicznie układała swoją fryzurę, która od deszczu zaczęła się puszyć jeszcze bardziej, rozmazana szminka na ustach wyglądała nieestetycznie, dym z papierosa otaczał jej całą sylwetkę - ogólnie to Maja nie prezentowała się w tym momencie najlepiej. Nadia obgryzała skórki przy prawej dłoni, idąc trochę szybciej. - Daj mi papierosa - powiedziała do starszej siostry. - Nie możesz palić, za młoda jesteś. - odpowiedziała ciągle zbyt pijackim tonem. - Jezu no proszę, nie możesz raz mi dać? - Wyjmij sobie z torby. - odparła gasząc. Nadia wygrzebała z torby czerwoną paczkę i zapaliła papierosa. Ładnie wyglądała z papierosem ale nie lubiłem jak się truła poza tym, kiedy musiałem siedzieć w jej włosach potwornie mnie to dusiło, tak właśnie czułem się na imprezach. Doszły pod klatkę bloku babci, Nadia łapczywie paliła tak, że już została jej połowa. - Dobra, to mówimy od razu, że jesteś pijana czy ukrywamy to jak najdłużej? - spytała wypuszczając dym w stronę siostrzyczki. - Ukrywamy - odparła czkając przy tym. - Jak chcesz - zgasiła papierosa i wpisała kod do drzwi. Moja właścicielka jechała windą w odorze wina, towarzystwie Majki, która doprowadzała się do stanu używalnego. Nadia stała z obojętną miną, wyczuwając nieudany wieczór u babci bez żadnych ‘atrakcji’. Tylko ja, babcia i mama. Hura. I…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych