Czytasz to na własną odpowiedzialność...
Bardzo głupie opowiadanie...;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Czytasz to na własną odpowiedzialność. Wiecie co, to opowiadanie jest nieco dziwne wiec na serio czytacie to na własną odpowiedzialność. Radzę podczas czytania zamknąć oczy. A i później pretensje jakby co nie do mnie, ja was ostrzegałam :-).
Część pierwsza: "Ludobójcze pierogi, marchewki itp."
-Może wsiąść to?- spytała się mnie Asia i pokazała paczkę mięsa leżącą na półce. -Nie radzę...- powiedziałam spokojnie i zaczęłam powoli iść dalej. -A to niby czemu?- moja psia psiuła delikatnie powąchała paczkę. Bo jej minie było widać że zapach nie jest zbyt przyjemny. -Bo to co chcesz kupić jest zielone i albo mi się wydaje albo się rusza. Weź coś świeżego i choć już.- byłam już trochę zirytowana. Jestem Paulina i właśnie robię zakupy, z moją psia psiłom Asią, w supermarkecie. -Paulina czy to źle jeśli data ważności jest zmazana i napisana jeszcze raz długopisem? - kumpela popatrzyła na mnie niewinnie. -Ehhhh...- miałam już dość podeszłam do niej wzięłam pierwszą lepszą dość nieźle wyglądającą wędlinę i odeszłam z działu mięsnego, ponieważ zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem jakiś shabik nie wyskoczy zaraz z opakowania i nas zaatakuje aby pomścić swoich braci. Reszta zakupów minęła dosyć dobrze nie licząc kłótni z jakąś babcią o ostatni bochenek chleba (głupi babsztyl wylądowała w kajzerkach, ale należało się jej), przeciskania się do różnych promocji (myślałam że zabije Aśkę bo zostałam prawie zadeptana aby dorwać jakąś bluzeczkę), kłótni z kasjerką bo podliczyła dwa razy jogurt (dostała w końcu tym jogurtem) i na koniec wyprowadzeniu przez ochronę ( jak zwykle, to zaczyna być nudne). -No w końcu zrobiłyśmy te zakupy, już myślałam że to nigdy się nie skończy. - powiedziałam pełna entuzjazmu z dwiema siatami w rękach. -Paulinko...- powiedziała Asia niewinnie ale ja już wiedziałam co się szykuje. -Czego znowu zapomniałaś? -odburknęłam mając w perspektywie niemiły powrót do sklepu. -Pomidorów... -stwierdziła jeszcze bardziej niewinnie i zrobiła maślane oczy (robi mi się miękko w środku, ale wytrzymam). -Sama se po nie leć. Obiecałam sobie że nie wejdę na działa warzywny od kiedy zaatakowały mnie radioaktywne marchewki. -Ale... -Już...- powiedziałam koleżance groźnie i wskazałam wejście na sam - ...ja tu poczekam z torbami. Czekając na Asie zaczęłam już liczyć podpisy i pęknięcia w ścianie (połowa z nich była z mojej winy), a później kafelki na podłodze (póki nie straciłam rachuby, bo miałam problemy co jest po 1765). W końcu po godzince pojawiła się jak zwykle uśmiechnięta Asia z.. jakimś przystojniakiem. Nie jestem zazdrosna, ale jak ktoś o figurze baryłki może poderwać połączenie Orlanda Bloom'a z Justyn'em Timberlak'iem? -Paulina sory że tak długo.- (mam ochotę ją zabić) - To mój brat Jarek. -Cześć jestem Paulina. - podałam chłopakowi rękę. -Cześć, wiele o tobie słyszałem. - powiedział Jarek i popatrzył na mnie z niechęcią (jestem gdzieś brudna czy co?) -no nic musze już lecieć, pa Asia... siemka Paula. -Pa. - pomachałam jak typowa słodka idiotka. Poczekałam aż chłopak pójdzie i...- co ty mu o mnie nagadałaś? -Nic tylko twoje zwykłe wyczyny.- kumpela uśmiechnęła się tak słodko że aż mdliło (ciekawe co Aśka rozumie pod hasłem zwykłe wyczyny: wrzucanie jakieś babci w kajzerki czy bieganie w majtkach na głowie przez pół ulicy i wrzeszczenie że kaktus mnie goni). -Aha...no nic masz te zakupy bo obiecałam że wpadnę do Marty.- wręczyłam psia psiułe pakunki. Z Tesco do Marty były najwyżej dwie przecznice, więc stwierdziłam że pobiegnę. Nagle gdy odwróciłam się, aby lepiej przyjrzeć się jednemu towarkowi, na coś wpadłam (kto stawia duży, męki, ruszający się kloc na środku drogi, o... to nie był kloc...) -Cześć Piotruś.- powiedziałam do chłopaka który właśnie zbierał mnie ziemi (delikatny to on nie był). -Cześć. - odburknął chłopak jakby chciał a nie mógł (wyraźnie był na coś zły). -Gdzie idziesz? -Do Ciacha (już wszystko jasne, pokłócił się z dziewczyną). -O co się znowu pokłóciliście (pewnie o to że drzewo krzywo stoi lub o to że ławka jest brudna)? -O nic (no normalnie rozmowa na poziomie, oboje jesteśmy rozgadani jak cholera) -Jak nic to ja lecę, pa. - zaczęłam iść dalej. -Pa. - burknął tylko i pokierował się w stronę bloków Ciasteczka. Ja po niedługim czasie byłam już u Marty. Na początku zastanawiałam się jak działa jej nowy domofon (ach ta technika), a potem dwa razy prawie spadłam po schodach (ach ta martwa natura, wszystko się dziś na mnie uwzięło). -Cześć. -powiedziała ze swoim dziwnym uśmiechem Marta. -Siemka, co porabiasz?- spytałam się rozmasowując swój obolały piszczel. -Nic, wejdź do mnie do pokoju. - na te słowa nie byłam zbyt zadowolona. Jej pokój wyróżniał się z pośród innych jednym... zawsze panował tam bałagan. Otworzyłam delikatnie drzwi aby przypadkiem nie spadła na mnie lawina jakiś śmieci. Jak weszłam było lepiej niż zwykle. Na środku pokoju leżała kupka ubrań, trochę papierków, jakaś książka i... stare chipsy. Znalazłam talerz na którym jeszcze wczoraj były 4 miesięczne pierogi. -Pierogi wyrzuciłaś a talerz zostawiłaś?- spytałam niepewnie. -Nie po prostu jak rano wstałam ich już nie było.- powiedziała kumpela patrząc na mnie spokojnie. -Same se wyszły niby z talerza?- byłam już lekko zdziwiona. -Chyba tak.- kiedy to usłyszałam wskoczyłam na krzesło - Co ty robisz? -Nic, po prostu nie chce aby jakiś z twoich pierożków mnie zaatakował (gdzie jest telefon, dzwonie po gliny, albo lepiej po hycla). -Oj, złaś z tego krzesła bo musze ci coś pokazać. -Nie... -Oj nie wygłupiaj się. Niby czemu nie? -BO SIE BOJE. BUUUUUUUUUUU...- zaczęłam udawać że płacze (chlip) lecz w końcu dzięki perswazji Marty (czyli pięści i kolana) zlazłam z krzesła. Podeszłam do szafy, bo kumpela chciała mi chyba coś z niej pokazać. Kiedy Marta zaczęła otwierać szafę ja jej przerwałam zatrzymując drzwi ręką. -Nie rób tego.- powiedziałam z przerażeniem w oczach. -Niby czemu, co pierogi tam się chowają? - spytała się mnie złośliwie. -Nie wszystko się po prostu wysypie. -Oj spoko, dzisiaj sprzątałam. -No dobra (robisz to na własną odpowiedzialność).- powiedziałam spokojnie i odsunęłam się na bezpieczną odległość. Jak podejrzewałam jak tylko drzwi szafy otworzyły się wyleciała z niej, prosto na niedowiarka, wielka lawina ciuchów. -Sprzątałaś... -Oj, zamknij się i pomórz mi to sprzątać. Kiedy w końcu udało mi się poukładać ładnie odzież, Marta pokazała mi czarną bluzkę na ramiączka z jakimiś znaczkami z przodu (i tyle zachodu aby pokazać jedną bluzeczkę?). Później zaczęłyśmy gadać jak zwykle o chłopakach, problemach i jak to nasza koleżanka nie znała wzoru na pole kwadratu (dla sprostowania jesteśmy w 3 klasie gimnazjum). Niestety lub na szczęście musiałam już iść. -A może będziesz u mnie spać? -spytała się mnie Marta przy drzwiach. -Tak, ja będę sobie nieświadomie spała a ty naślesz na mnie pierogi... Wiesz jednak chyba nie skorzystam (to jest spisek, ja to wiem). Na dworze było już dość ciemno a ja biedny żuczek musiałam popylać przez najgorszą ulice na Pradze. Mijając jakiś pijaczków (wylądowali w śmietniku bo stwierdzili że jestem chętna), łobuzów (musiałam uciekać bo chłopcy się zezłościli za to że im odpysknełam, nawet nie wiedzialam że potrafię tak szybko biegać) i jakieś latawice (do nich się nie przyczepiłam bo je zostawiam sobie na soboty, a był dopiero czwartek). Kiedy weszłam do domu mamcia od razu zaczęła się coś czepiać. -Która to już godzina? Co ty sobie myślisz...- szczerze mówiąc za bardzo się nią nie przejęłam. -Tak, wiem spóźniłam się. Tak wiem, długo jeszcze. Nie krzycz, uszy mnie bolą. Tak wiem ojciec wróci to mu wszystko powiesz. Tak, tak. O skoniczyłaś już, a nie jednak jeszcze nie. Tak wiem jestem nie wychowana ale to ty mnie wychowywałaś. Wiem mam szlaban. Mogę już iść, jeszcze nie. Ile jeszcze? Mamo nie wiem czy to ważne zaczęłaś się robić czerwona.- zaczęłam gadać nie zważając na krzyki mamci. -Ty naprawdę jesteś okropna! Jak tak można? - chyba nie mogła się zamknąć (gdzie jest butapren, jak go znajdę to jej pomogę). -Normalnie, dobra lecę do pokoju.- weszłam do mojego pokoju.
Część druga: "Nowi..." Rano mama była jeszcze chyba na mnie zła, ponieważ obudziła mnie niezbyt delikatnie. Wstałam grzecznie, ubrałam się, zjadłam i usłyszałam wołanie Marty. -Mamciu to ja już lecę do szkółki.- powiedziałam tak miło jak tylko mogłam. -To idź...- burknęła
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Aniołek 16
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…