Dalsze losy Dziwaka
Kolejna spowiedź młodocianego mordercy. Tym razem jednak motyw był zupełnie inny... Podziękowania dla Skejcika za zasugerowanie dziwacznej serii, inaczej to opowiadanie miałoby inną, cięższą formę.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Być może pamiętacie moje ostatnie wynurzenia młodocianego mordercy. Tak, to ja, ów dziwak szkolny, bez szwanku po pierwszym akcie zemsty wyszedłszy, wracam z kolejną historią, której nie weźmiecie na poważnie. Zresztą, kto wam każe? Myślcie, co chcecie, od tego przecież macie wolną wolę, sami podejmiecie decyzję w sprawie prawdziwości mojej kolejnej opowieści. Nie powiem, że od zawsze, jednak zastanawiałem się nad miłością przez jakiś czas: jaka ona jest? Czym się objawia? Jak ją rozpoznać? Jak odróżnić zwykłe zauroczenie od prawdziwego uczucia? Tak, brzmi to tak, jakby miłość była chorobą, i właściwie w istocie nią jest. Z miłości można zrobić naprawdę wszystko, jednak podobnie jest z nienawiścią; te dwa płomienne, nierzadko destrukcyjne uczucia różnią się, że tak to ujmę, dwubiegunowością, położeniem na wyimaginowanej skali odczuć względem innych istot ludzkich. Czasem, jak w moim przypadku, miłość przeradza się w najprawdziwszą, morderczą nienawiść pod wpływem silnej traumy… jeśli można to tak nazwać. Poznałem ją w lutym, tym przeklętym miesiącu, obarczonym straszliwym, naiwnym komercyjnym świętem walentynek. Na szczęście nasze spotkanie nie przypadło na czternastego, za co do dziś dziękuję Bogu, Szatanowi, Losowi czy co tam jeszcze może mogło mieć mnie w opiece. Nawet nie kojarzyłem jej z korytarza, po prostu luźna pogawędka nawiązała się podczas jakiegoś apelu szkolnego. Wespół zaczęliśmy psioczyć na głupoty, jakie – w naszym mniemaniu – opowiadała szanowna pani dyrektorka. W międzyczasie zacząłem ją po cichu przedrzeźniać, czym niebywale rozbawiłem rozmówczynię. Tak rozpoczęła się nasza dość… płomienna znajomość. Zaczęło się od luźnych pogaduch na chacie, wyszliśmy razem dwa razy. Z różnych powodów później nie mogła już wychodzić z domu, toteż często ją odwiedzałem. Aż pewnego razu… Przed tą konkretną wizytą, o której zaraz wam opowiem i od której wszystko się zaczęło, właściwie nie czułem do niej nic szczególnego, lubiłem z nią rozmawiać, przebywać z nią, natomiast serce nie biło mi szybciej, gdy o niej myślałem lub na nią patrzyłem, jej twarz w żaden sposób na stałe nie gościła w moim umyśle, nie miałem problemów ze snem, monotonia dnia powszedniego dobijała mnie jak zawsze. To jednak zmieniło się, gdy pewnego słonecznego dnia przyszedłem do niej w odwiedziny. Siedzieliśmy, żartowaliśmy, śmieliśmy się… aż położyła mi głowę na ramieniu. Nic szczególnego? Fakt. Dla mnie jednak miało to wtedy naprawdę duże znaczenie, żadna dziewczyna do tej pory nie odważyła się zbliżyć do mnie w takim stopniu (jak to brzmi!). W rewanżu, wiedząc, że to lubi, zacząłem gładzić ją po włosach, pięknych, długich brązowych włosach, drapiąc delikatnie skórę głowy. — Dobrze? — szepnąłem, wpatrując się w nią jak zahipnotyzowany, zapach jej ciała wymieszany z wonią perfum owionął mnie jak kłąb słodkiego, wyjątkowo natarczywego dymu. Ona mruknęła tylko twierdząco, opierając nadal głowę z zamkniętymi oczami na moim ramieniu. Toteż brnąłem dalej, serce biło spokojnie, lecz mocniej niż zazwyczaj, otaczający mnie zapach – jej zapach – wrzynał mi się w pamięć jako najsłodszy i najcudowniejszy z istniejących, najpiękniejszy, jaki do tej pory czułem w całym swoim życiu… Nie należę do wyjątkowo impulsywnych czy porywczych, dlatego nie zrobiłem nic, czego można by się spodziewać po osobie płci męskiej w tego typu opowieściach: dalej ręka moja delikatnie przesuwała się po jej aksamitnych włosach, druga dłoń z kolei złączyła się w ciepłym, subtelnym uścisku z jej kruchą dłonią; dłoń, którą ją gładziłem, schodziła stopniowo coraz niżej, gładziłem ją po szyi i nieomal po dekolcie, a choć bluzka dekolt miała zdecydowanie zauważalny, nie odważyłem się dotknąć jej piersi. W ten sposób moja prawa ręka miała zagwarantowaną wycieczkę od samego czubka jej głowy, przez szyję, piękną, delikatną szyję, pod której skórą czułem jej szybkie tętno, po wyimaginowaną granicę dekoltu, którą wytyczyłem we własnym umyśle na jej ciele i której nie zamierzałem przekraczać ze względu na jej cześć… oraz własne przekonania. W końcu prawa dłoń zaczęła wodzić od szyi po usta, gładziłem ją po policzkach, zaś gdy zacząłem palcem drażnić jej usta, złapała powoli palec ów zębami i przygryzła. Siedzieliśmy tak jeszcze, przytuleni, złączeni uściskiem dłoni przez, zdawało się, wieczność… jednak i ta wieczność okazała się za krótka i zbyt szybko przeminęła, przynajmniej w moim odczuciu. W końcu musiałem jeszcze wrócić do domu na czas. Tej nocy nie mogłem spać, wciąż myślałem o niej, moje ręce i koszulka przesiąkły jej zapachem, ten z kolei wpędzał mnie jednocześnie na wyżyny rozkoszy i w najgłębsze czeluście Piekieł. Tylko cudem udało mi się w końcu zasnąć. Tyle dobrego, że był to weekend. Następnego dnia także do niej zajrzałem, wpierw zapytawszy, czy mogę to zrobić, a ponieważ nie było sprzeciwu… Przywitała mnie gorącym, długim pocałunkiem już na klatce schodowej. Weszliśmy do jej mieszkania, przywitałem się z jej rodzicami i poszedłem z nią do jej pokoju. Usiadłem na kanapie, ona mnie na kolanach… i zaczęliśmy się całować. Nie narzekałem wtedy, nie narzekam i teraz. Jak powiedziałby pewien mój znajomy, wielki fan gier RPG – nabijałem expa. Tak mijały nam dni, kiedy się widywaliśmy po szkole. Od razu chciałbym wyjaśnić, że między nami nie doszło do… niczego poważniejszego. Częściej się całowaliśmy, choć ona chciała. Natomiast nie należę do ludzi, którym się wyjątkowo spieszy, zwłaszcza jeśli chodzi o seks. Fakt, na całowaniu się nie kończyło… ale czy to naprawdę ważne? Ta sielanka trwała około miesiąca, zresztą tak jak przewidywałem. Natomiast nie sądziłem, że skończy się tak… Nie mógłbym nigdy powiedzieć i nie powiem teraz, by zaliczała się do dziewczyn brzydkich, mogła mieć każdego i wiedziała o tym. Wiedziała także, że kocham ją, kocham tak mocno, że zrobiłbym dla niej wszystko. W miarę możliwości – w końcu jestem racjonalistą. Pewnego dnia wszystko runęło. Widziałem ją, wracającą ze szkoły, z jakimś chłopakiem. Fakt, kojarzyłem go, jednak osobiście nie był mi znany. Coś zaczęło we mnie pękać, gdy zobaczyłem, że trzymają się za ręce. Pełen najgorszych przeczuć szedłem za nimi, obserwując bacznie sytuację. Gadali, żartowali, a jej perlisty śmiech rozdzierał mi serce. Nie dlatego, że to on go wywołał, ale dlatego, że już wiedziałem: nigdy go już nie usłyszę, będąc z nią sam na sam… o ile w ogóle nadarzy się jeszcze okazja. Doszli niespiesznie do jej klatki. Stali chwilę, rozmawiając, aż przy pożegnaniu pocałowała go tak, jak mnie po odprowadzeniu do domu nigdy nie chciała. Do domu wróciłem całkowicie załamany, myślcie co chcecie, ale serce pękło mi na miliard kawałków, a łzy same cisnęły się do oczu, choć nie łączył nas żaden związek. Przez dwa tygodnie chodziłem jak zbity pies, dwa tygodnie straszliwego bólu, rozrywającego mi pierś, powstrzymywania łez, byle się tylko nie rozpłakać jak jakaś pięcioletnia dziewczynka, leżąc w łóżku w pozycji embrionalnej i próbując o tym nie myśleć! Męczarnie te trwały ni mniej, ni więcej, jak do najbliższej pełni. Tego dnia do wieczora nadal chodziłem z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil del Mirjarz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…