Deus Ex Machina wstęp i rozdział I
Trudziłem się kawałek czasu nad tym tekstem i czekam no oceny.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Część 1 07.01.5014 „ [...]Tego roku zima w mieście Arkagan była wyjątkowo mroźna i śmiertelna jak się później okazało dla setek ludzi. Po ulicach szwędało się dużo bezdomnych, każdy na swój sposób próbujący utrzymać się przy życiu.. Na alei mechanistów nie było większego ruchu. Szerzyła się tam przestępczość. Mimo zwiększonych patroli i srogich kar za kradzieże i inne występki straże nie umiały przywrócić dawnego porządku. Wszystko stało się po tym gdy miasto opuścili mechaniści. Wielkie dymiące fabryki zostały pozamykane, a dziesiątki ludzi straciło pracę. Mechaniści opuścili miasto z sobie tylko znanych powodów. Za ich czasów w mieście żyło się z pewnością wygodniej. Na ulicach stały wielkie świecące słupy ,które nocą rozświetlały ciemności, między miastami poruszały się wielkie mechaniczne zaprzęgi które przewoziły towary i ludzi. Jednak wtedy to oni, Mechaniści, rządzili w mieście. Żadne władze nie ingerowały w ich sprawy, przeciwnie to oni byli władzą .Byli państwem w państwie. Rządzili ludźmi jak chcieli ,ale nigdy ludzie nie cierpieli głodu . W ich kręgi mieli wstęp tylko wybrańcy którzy spełniali ich wymogi. Mieli absolutną władzę i nikt nie wie czemu tak nagle zniknęęli.”
Powefear Kosawerf „Upadek Arkaganu”
Wstęp
Było wietrznie ,zapadł zmierzch .Stara zabudowa Arkaganu wyglądała przerażająco przy słabym świetle księżyca. Gdzieniegdzie w oknach widać było jeszcze światełka lampek oliwnych. Ulica wyglądała niemalże na wymarłą. Jedynie przy wielkiej katedrze trójcy kręciło się kilku strażników-fanatyków, "księży wiary". Pilnowali oni bogactw znajdujących się w katedrze . Na ulicy jednak nie była tak pusto jak by się wydawało. W cieniu rzucanym przez ściany zabudowań można było spostrzec, że ktoś cichcem zbliżał się w stronę katedry, a dokładniej do jej tylnego wejścia. Przy drzwiach prowadzących na ołtarz stał tylko jeden strażnik ,w dodatku wyraźnie nie trzeźwy. Cień człowieka, bo był prawie niewidoczny, zbliżył się do strażnika od tyłu i mocno uderzył go pałką w kark. Rozległ się cichy jęk. Ciało kłapnęło bezwładnie na ziemię. Zamaskowany człowiek sprawnym ruchem wyciągnął sakwę i klucz pozbawionego przytomności strażnika. Chwycił ciało i ukrył je w jakimś miejscu. Potem otworzył drzwi do ołtarza zdobytym kluczem i wślizgnął się do ciemnego wnętrza. Po jakimś czasie wyszedł, ale już z pokaźnym bagażem na plecach, i niezauważenie się oddalił. Nazajutrz katedra nie była już taka bogata.
Na najdłuższej ulicy Arkaganu, „Aretreeum ferwaaerde” , było gwarno, mimo wczesnych godzin rannych. Pod obdrapanymi kamienicami handlowali drobni , „podwórkowi”, kupcy. W powietrzu czuć było nieprzyjemny odór z pobliskich straganów z rybami. Chodnik dla pieszych był strasznie nierówny. Wystawały z niego na każdym wzniesieniu terenu płyty chodnikowe, które pamiętały jeszcze czasy mechanistów ,a może nawet i dawniejsze. Powietrze ,mimo silnego smrodu ryb ,było i tak bardzo czyste ,jak na Arkagan . Minęły już czasy kiedy po ulicy słał się gęsty kożuch dymu z pobliskich fabryk. Ogólny kolor ulicy i zabudowań był „szaro-brudny” . Najznamienitszym obiektem na tej ulicy była wielka katedra trójcy. Jej dwie boczne, wieże sięgały niemalże dwustu metrów i były zwieńczone złotą „cebulą” na której szczycie znajdował się dwuramienny krzyż. Pomiędzy nimi znajdowały się dwa wielkie okna pokryte w całości witrażami ukazującymi budowniczego tego świata siedzącego na tronie ,a po jego prawicy siedział zbawiciel sądzący ludzi w „sądzie ostatecznym”. Drzwi katedry były drewniane, obite brązem. Były one kopią oryginalnych, które znajdowały się ,jak mówi legenda, na dnie jeziora. Legenda mówi, że drzwi katedry były tam położone ,aby zatkać źródło, które biło z jeziora i mogło zalać miasto. Po bokach katedry znajdowały się dwa identyczne wejścia , umieszczone w ścianie. Na półkolistym dachu, w samym jego centrum znajdowała się najwyższa wieża gdzie było pomieszczenie bez okien, gdzie nikt nie miał prawa wejść, „Tiberium Readera” . Tam według wiary chresacyaskiej miała znajdować się cząstka budowniczego. Takie pomieszczenie znajduje się w każdej świątyni chreascyjskiej. Pod katedrą stała spora grupa ludzi z zaciekawieniem przyglądających się straży miejskiej, badającej sprawę włamania w nocy do katedry. Cały ołtarz główny ,a także poboczne zostały zupełnie ogołocone z wszelkich kosztowności. Detektywi obeszli całą katedrę i jej okolicę dookoła. Zajrzeli pod każdy najmniejszy krzaczek i drzewko, gdzie można by znaleźć jakieś ślady włamywacza. Jednak mogli się jedynie domyślać, że była to robota najlepszego złodzieja w mieście.
Złodziej ,który okradł katedrę wszedł przez zbutwiałe drzwi do mieszkania znajdującego się w zniszczonej kamienicy. W środku czekali na niego dwaj mężczyźni gawędzący o czymś między sobą. Jeden z nich ,który miał gęstą ,szarą czuprynę odwrócił się w jego stronę i obojętnym wzrokiem spojrzał na torbę, którą złodziej z hukiem rzucił na spróchniałą podłogę. Drugi z nich, który z ledwością mieścił się na i tak dość szerokim fotelu wybałuszył oczy i natychmiast chwycił z torby ciężki złoty kielich. Złodziej który przyniósł torbę ciężko usiadł pod ścianą ,zdjął z głowy granatowy kaptur, ukazując wysokie czoło i garstkę żółtych włosów. -Wspaniale- gruby złodziej mówił ,trzymając wzrok utkwiony w lśniących przedmiotach- dokładnie to o co mnie prosił pan Terkender. -To świetnie. -Dziwny człowiek.- Odezwał się złodziej o szarych włosach ,trzymając nogi na blacie drewnianego stołu.- Na co mu kielichy mszalne i świeckie obrazy? -Nie wiem i wcale mnie to nie obchodzi .Ważne ,że dobrze płaci.-Gruby mężczyzna nadal nie odrywał wzroku od błyszczących pucharów. -Z pewnością są drogie.- Powiedział złodziej podnosząc się z podłogi. -On tego nie sprzedaje, tylko kolekcjonuje. To jakiś kolekcjoner świeckich przedmiotów ,czy coś takiego. Może fanatyk religijny... -No to nieźle.- Burknął spod gęstej, szarej czupryny drugi złodziej zdejmując nogi ze stołu- Co to za fanatyk, który każe okradać katedry? A może to podpucha ? -Oj tam zaraz podpucha!- Gruby mężczyzna machnął kielichem.- Ważne ,że kasa jest no nie. -My to raczej za dużo to tej kasy nie mamy Sorben.- Chudy złodziej popatrzył się na okrągłą twarz grubasa z wyrzutem. -Nie jęcz!- Sorben nie przejął się chudym złodziejem. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Było słychać jedynie odgłos farby spadającej z sufitu. -Sądzę ,że Ja i Mawfreen powinniśmy dostać podwyżkę.- Chudy złodziej odezwał się po chwili . -Oj dostaniecie ,dostaniecie...- Sorben burknął pod nosem. -Zwłaszcza wyczyny Ratscliga ostatnio zasługują na pochwałę.- Mawfreen popatrzył na Ratscliga, który zrobił głupawy uśmiech.
-Strasznie tu zimno Mawfreen, nie uważasz.- powiedział jak zwykle beznamiętnym głosem Ratsclig grzejąc ręce przy kozie. -Tak, wyjątkowo .Dobrze, że mamy czym w kozie palić. -Nie uważasz ,że moglibyśmy zwiedzić trochę świata ,w końcu jesteśmy bogaci... -Nooo dopóki Sorben nie przyjdzie... -Nie rozumiesz.- wycedziłWycedził Ratsclig łapiąc się za skronie. -A niby co mam rozumieć? Chcesz se świat obejrzeć? -Nie wydaje ci się że Sorben za bardzo nas uciska? Za wszystkie bogactwa wyniesione z katedr i domów żylibyśmy jak królowie! -Za wszystkie bogactwa wyniesione z katedr ,ścięliby nas przynajmniej ze trzy razy. -Może i prawda... Ratsclig i Mawfreen milczeli przez jakiś czas w ciszy grzejąc ręce przy kozie. -Czy nigdy nie przyszło ci do głowy aby się usamodzielnić?- Podjął w końcu Ratsclig. -Może i przyszło...-Powiedział Mawfreen. -To może wybralibyśmy się kiedyś na wycieczkę... -Gdzie? -Na przykład do...Królestwa Mangardii. -Czy ty naprawdę chcesz uciekać?- powiedziałPowiedział z wyraźną żałością w głosie Mawfreen. -Naprawdę. -No dobrze...A jak chcesz tam uciec? To w końcu to nie mały kawałek drogi... -Jakoś się uda.-Szepnął z nadzieją w głosie Ratsclig. -Jakoś się uda ta?. A jak jakoś tak się stanie ,że ktoś nas złapie. Wyobraź sobie np. że dorwali nas księcie wiary ,czy jakoś tak. Zabrali nas do te swojej twierdzy.. Noo... Jak się ona nazywała?.. -Kara krew. -No właśnie do tyj czarnyj krwi, no i wyobraź sobie jakuś ich tak ochota naszła na obcinanie palcy, albo na ten przykład...Przypalanie języków, a może... Ratsclig nie dał mu dokończyć. -No to chciałbyś uciekać czy mam iść sam? -Idź sam.
Przez drzwi do sklepiku Sorbena wszedł ubrany na zielono osobnik niosący pod pachą spory bochenek chleba. -Nowa dostawa panie Sorben.- Odezwał się ubrany na zielono osobnik kładąc bochenek na ladzie. -Tyle co zwykle?- bBurknął Sorben spoglądając się kątem oka na bochenek. -Przykro mi ale niestety ceny poszły w górę, w związku z napięciami politycznymi z naszym największym dostawcą Hyferdelią, coraz trudniej o ten towar...-Dostawca jednak przycichł widząc coraz bardziej czerwoną i złą twarz Sorbena.- Jednak dla naszego stałego odbiorcy zawsze coś się znajdzie... -Ile.-Warknął zdenerwowany Sorben. -250 Jaspinów Arkagańskich. -Dostawca powiedział szeptem. Sorben urwał piętkę chleba po czym na blat wysypał się biały jak mąka proszek. Sorben wziął słomkę i wciągnął przez nos trochę proszku. -Taaaaa- jęknął ,już zadowolony- jak zwykle pierwsza klasa. Masz te 250 Jaspinów i odejdź w pokoju dobra duszo... Dostawca pośpiesznie opuścił sklep widząc niebezpiecznie poprawiający się humor Sorbena. Po chwili do sklepu wszedł Ratsclig i ujrzał Sorbena który bez skrupułów delektował się białym proszkiem. -Nie boisz się tak wciągać tutaj tego ,ktoś może cię wydać.-ć?- Zapytał Ratsclig chowając rręce do kieszeni. -Bez obaw tutaj mam tylko zaufanych klientów, ale mimo wszystko już skończę ,przecież to jest na sprzedaż... Sorben pośpiesznie zsypał biały proszek z blatu do papierowej torebki. -No dobrze- Sorben położył torebkę z cenną zawartością za ladą.-Siadaj i mów co masz mi do powiedzenia. -Mam dla ciebie kilka nowych przedmiotów które mogłyby cię zainteresować- Ratsclig wyjął z kieszeni kilka nie za dużych przedmiotów i usiadł. -Co to jest?- Na stole leżał sztylet ze szklanym ostrzem i bogato zdobioną rękojeścią ,a także złote jajko i mały kamień w kształcie oka. -Zrabowałem to z domu pewnego grubego szlachcica, myślałem że to cię zainteresuje. -Ta, interesuje .To wszystko jest warte przynajmniej 2000 Jaspinów...,aleAle biorąc pod uwagę ,że pracujesz dla mnie ,dla ciebie przypadnie... 4100 Jaspinów. Może być? -Sorben nie uważasz ,że to za mało? -Nie.- Burknął Sorben przyglądając się dziwnemu kamiennemu oku. Ratsclig chwycił ze stołu nóż ,wstał z krzesła i zbliżył się do Sorbena. -Nie uważasz ,że to jest warte o wiele więcej ,spójrz, tu na przykład jest tygrysie oko...-Ratsclig zbliżył rękojeść do głowy szyi Sorbena i przeszedł za jego plecy. -Co ty robisz!?- Powiedział z drżeniem w głosie Sorben. -Pokazuje ci ten piękny sztylet. -Usiądź bo będę musiał wezwać straże! -Czas ,żebyś mi za coś zapłacił. -Jestem twoim chlebodawcą Ratsclig ,nie możesz mnie zabić! Ratsclig szybkim ruchem przyłożył sztylet do gardła Sorbena. -Jesteś moim ciemiężycielem Sorben. -Przecież to ja cię kryłem przed księżmi. To ja ratowałem ci zadek w trudnych chwilach! -I to dzięki tobie spędziłem życie , w nędzy. Ratsclig mocniej przycisnął sztylet do gardła Sorbena. -Nie możesz mnie zabić ,złapią cię ,nie możesz stąd niepostrzeżenie wyjść! -Bez obaw tutaj i tak wszyscy cię nie lubią. -Ty skur...!!!- Sorben w ostatnim krzyku chciał nawrzucać Ratscligowi. Nie zdążył. Złodziej szybkim ruchem przeciął żyłę chlebodawcy. Piękny szklany sztylet spłynął czerwoną posoką Sorbena. Ciało bezwładnie zsunęło się na brudną podłogę. Ratsclig patrzył chwilę na ciało Sorbenarzucane drgawkami ciało. Nie mógł uwierzyć ,że zabił człowieka. Był co prawda złodziejem , ale miał zasady, nie zabijał. Jednak za bardzo nienawidził Sorbena. Nie mógł przyglądać się za długo, w każdej chwili mógł się ktoś zjawić. Wyszedł przez zaplecze. Nie oglądając się szybkim krokiem ruszył w stronę swojej chatki.
Rozdział 1
Mangardia- kraina położona na nizinno- wyżynnych terenach zachodniej Gasbefrii. Od dwóch stron oblewają jeą morza. Od północy morze króla Bandgra, a z zachodu wielkie wody krańca świata, za którymi nic już nie miało się znajdować. Głównymi rzekami tej krainy są: Mangrda- największa rzeka krainy, Hajkrden, Baskfra, i Lamvis. Mangardia jest porośnięta unikatowymi gatunkami lasów, min. wielkimi lasami delty Hajkrdenu. Na terenie tej krainy jest położone państwo, które wzięło swą nazwę od nazwy krainy, królestwo Mangardii. Obecnie rządzi tam potężny król Kafrenfaen IV z dynastii Faenów . Stolicą państwa jest miasto Todrean, położone nad rzeką Lamvis. Miasto jest stosunkowo młode w porównaniu do starożytnych metropolii znajdujących się w granicach królestwa. Jedną z takich metropolii jest Lacertia, miasto założone przez króla Hedaserta, nad rzeką Lamvis w 3211 wiosny od narodzin zbawiciela. Miasto Todrean było założone zaledwie ok. 419 lat temu w roku 4601. Większość mieszkańców Mangardii skupia się w miastach, w pobliżu rzek i licznych na tej ziemi jezior .Większość terenów górskich ,wytyczających wschodnią granicę, jest wyludniona, z powodu zamieszkujących tamte strony wielkich jaszczurów - Kosedów . Jedyna królewska twierdza na tamtych terenach to Kagerda, w górze rzeki Lamvis, miasto założone w IV wieku. Właściwie jest to wielki kompleks górniczy ,parę domków i kilka domów rzemieślniczych, otoczonych grubymi murami. W górach znajduje się unikatowy surowiec -kryształy Frojtenga. Są one używane przede wszystkim do wyrabiania niesamowicie ostrych ostrzy mieczy dla elity Mangardiańskiego wojska, tancerzy światła, którzy stosowali zupełnie nową taktykę walki. Tancerze światła mieli jeden długi miecz, który musiał być niezwykle ostry. Nie posiadali żadnej zbroi. Podczas walki wymachiwali mieczem na pozór chaotycznie. Taka była taktyka walki tancerzy. Szalenie głupio wyglądająca walka była jednak niezwykle skuteczna. Nie wiadomo skąd wzięła się tak sprzeczna nazwa tej nowej jednostki. Mangarddzki król Kafrejnfaen III za ich pomocą podbił dwa spore i silne pod względem militarnym państwa: Magrodie i Kasherie. W dodatku w zadziwiająco krótkim czasie. Ociężali, okucie w ciężkie zbroje wojownicy Magroddzy i Kasherańscy , choć liczni nie mogli ochronić się przed szybkim wymachiwaniem zaskakująco ostrych długich mieczy Mangardzkich tancerzy .Podbili także kilka nieco słabszych państewek. Tym samym w roku 4992 król Kafrenfaen uzyskał nieograniczoną hegemonię w krainie Mangardii i na całym kontynencie Gasbefrii. Głównie dzięki kryształom Frojtenga. Jedynym sąsiadem Mangardzkiego królestwa zostało państwo rządzone przez króla Hassafina, Nefrogod. Nefrogod to potężne państwo znajdujące się na kontynencie Terwańskinm i jedyne królestwo, a właściwie cesarstwo uniemożliwiające Mangardii ekspansję na wschód. i Stolicą Nefrogodu jest wielka zajęcie wielkiej twierdzy mechanistów i stolicę Nefrogodu - dawna twierdza mechanistówmiasta Arkagan. Mechaniści pojawili się w mieście ok.5000 r. Rozprowadzali dziwne mechaniczneparowe i elektryczne urządzenia .Początkowo w Arkaganie pojawiło się kilka sklepów z tymi dziwnymi urządzeniami. Urządzenia te po prostu ułatwiały życie ludziom i w dodatku ,nie były drogie. Były to takie towary jak np. urządzenie do ogrzewania domu, coś o podobnym zastosowaniu jak zwykły domowy piec, jednak o wiele mniejszy i nie paliło się w nim drewnem tak jak w piecu, lecz umieszczało się w specjalnym miejscu kryształ Frojtenga, który zaczynał świecić na zielono i biło od niego ciepło. Mechaniści sprzedawali nadzwyczaj wiele towarów i po pewnym czasie mieli ogromne wpływy w całym mieście. Przez długi czas rządzili Arkaganem, a nawet samym ówcześnie rządzącym królem Labgernem. Mechaniści mielDzierżylii nieoficjalną władzeę w całym cesarstwie Nefrogodzkim. Jednak od ok.5011 do 5013r. wszystkie manufaktury ,sklepy i gildie mechanistów poupadały z niewiadomych przyczyn, ponieważ zapotrzebowanie na ich towary i usługi nigdy nie zmalało. Dziś w mieście Arkagan panuje bieda. Jedynymi pamiątkami po czasach świetności imperium Nefrogodu są opustoszałe fabryki i zardzewiałe "żelazne zaprzęgi" stojące na Nefrogodzkich stepach. Poza wspomnieniem i dziwnymi wynalazkami po mechanistach nie pozostało już nic. Nikt poza nimi nie umiał obsługiwać ich elektrowni i fabryk., a wszystkie plany i instrukcje po prostu wyparowały razem z samymi Mechanistami. Dziś, w roku 5020 najpotężniejszym człowiekiem na świecie jest Kafrejnfaen IV i jego "Wielkie Imperium Mangardzkie".
Askern Karbog, "Krótka historia Mangardii i jej sąsiadów"- fragment.
-To znowu ona panie Marvin. Nasza znajoma Nelis - Na posterunek w Todrean wszedł ciężkozbrojny żołnierz, który prowadził związaną kobietę w powłóczystych szatach, a także odór gnijących zwłok. od której bił smród rozkładających się ciał. -Nasza znajoma nekromantka?- Postawny mężczyzna z kozią bródką w ozdobnej zbroi spojrzał się na nich zza biurka. -Tak. Rozkopywała masowe mogiły na cmentarzu. Marvin zerknął spod włosów na nekromantke ubraną w długie ,powłóczyste szaty. -Co z nią zrobić panie Marvin?- Odezwał się po chwili żołnierz. -Posadź ją tutaj Felix. Później zastanowię się co z nią zrobić. -Jak pan sobie życzy.- Żołnierz niemalże rzucił kobietę na ławkę i odmaszerował. Marvin był żołnierzem zawodowym armii Mangardzkiej. Był żołnierzem "starego" typu, czyli klasycznym wojownikiem odzianym w ciężką zbroję z masywnym mieczem. -Który to raz się spotykamy pani Nelis Peelefei -Marvin spojrzał na nekromantkę Nekromantka usiadła na ławce i oparła się o ścianę. Nie odezwała się. -Chyba po raz... Trzeci, czy dobrze mówię? Marvin lekceważąc milczenie Nelis kontynuował monolog opierając się łokciem o biurko. -Taaa, trzeci raz. Raz za doświadczania na zwłokach pani Karolfed, ale były one wykupione przez ciebie, mogę chyba tak się do ciebie zwracać? Cisza -Czyli mogę. Czemu ja się o takie rzeczy pytam więźniarki?.. -Marvin pokręcił głową.- A więc wykupiłaś zwłoki z miejscowej kostnicy, a my nie wiedzieliśmy co z tobą zrobić, bo jak wiesz Mangardzkie prawo niewiele wspomina o nekromantach. Drugi raz widzieliśmy się, kiedy przyprowadzili cię za bezczeszczenie zwłok bezdomnego. Wtedy cię złapaliśmy, lecz uciekłaś, a my mieliśmy ważniejsze sprawy ,niż ganianie za nekromantką. Teraz rozkopywałaś masowe mogiły... Rozkopywałaś groby razem ze swoimi kompanami. -Liczę na to że wyjawisz nam nazwiska swoich towarzyszy...- Nekromantka spojrzała z spod oka na Marvina. Nelis nie była brzydka. Miała krótkie czarne włosy, piwne oczy, ładne rysy twarzy, była średnio niska, miała średniej wielkości piersi i średnio szerokie biodra. Krótko mówiąc średnie wymiary. Marvin nie przyjrzał się jej nogom ,które były szczelnie osłonięte przez szaty. Gdyby nie to ,że była nekromantką i babrała się w zwłokach, Marvin mógłby powiedzieć, że Nelis jest w jego typie. -Nie zdradzę swoich towarzyszy. -Nelis. Nie chcę wyciągać z ciebie wiadomości siłą, ale jeżeli nie powiesz z kim współpracujesz, to chyba będę musiał. Proszę nie zmuszaj mnie bym musiał używać przemocy wobec kobiety, do tego całkiem ładnej. Wolałbym nie szpecić twojej ładnej buzi. -Nie zdradzę moich współpracowników. Marvin nie chciał krzywdzić kobiety. To było wbrew jego zasadom. Nawet nekromantki, a nekromantów uważał za najgorszy rodzaj ludzi chodzących po świecie. Czuł do nich odrazę. Nie rozumiał czemu ,ale do Nelis nie czuł wstrętu, przeciwnie, chwilami wydawała mu się nawet pociągająca. -Dobrze- odezwał się po chwili namysłu Marvin- Zzrobimy tak.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Gacek69
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…