Dobrej nocy
Życzenia "Dobrej nocy" mogą mieć różne odcienie, od żaru po żal, podobnie jak miłość. Wsłuchaj się w ich znaczenie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I.
Samotny dom stał na wzgórzu. Światło paliło się tylko w jednym oknie, na pierwszym piętrze. Nie było to właściwie okno, tylko cała ściana składająca się z wielkich szklanych płyt, które zaczynały się tuż przy podłodze, a kończyły przy suficie. Jasność bijąca z tej ściany oświetlała ogromną płaszczyznę, pokrytą grubą warstwą śniegu.
Centralną część pokoju zajmowało szerokie, dwuosobowe łóżko. Siedział na nim starszy mężczyzna oparty plecami o wezgłowie. Trzymał w ręku oprawioną w ramkę fotografię młodej kobiety. Delikatnie wodził palcem wokół jej pięknej twarzy, muskał po jasnych brwiach i włosach, niebieskich oczach i pełnych ustach. Kobieta frywolnie uśmiechała się do fotografa. Sam zrobił jej to zdjęcie, gdy odbywali pierwszą, wspólną podróż zagraniczną do Włoch. W Taorminie, siedząc na tarasie starej kawiarni, w której bywali kiedyś sławni artyści, sami także czuli się wyjątkowi - oddani swej pasjonującej miłości. Nie istniały wtedy dla nich żadne przeszkody, cały świat leżał u ich stóp.
Wiktor odstawił fotografię na szafkę nocną i wyszeptał smutno:
- Dobrej nocy, ptaszyno...
*****
W niewielkim mieszkaniu na trzecim piętrze Justyna szykowała się na swój pierwszy bankiet dla tzw.: „młodych gwiazd pióra”. Jej odczyt i spotkanie z czytelnikami, które miały miejsce kilka dni wcześniej wypadły bardzo pomyślnie. Nabrała doświadczenia przy swoim mistrzu.
Ubrana w stylową suknię, z upiętymi do góry włosami usiłowała właśnie zapiąć naszyjnik z perłą - prezent od wydawcy. Podeszła do okna i zapatrzyła się w intensywnie czerwone blaski zachodzącego słońca odbijające się na bloku naprzeciwko. Wspomniała wielki dom na pustkowiu, w którym ta pora dnia była wyjątkowo urokliwa. Pomyślała o Wiktorze...
Nagle zadzwonił telefon. Taksówka czekała już od pięciu minut. Szybko odpędziła od siebie wszelkie inne myśli i zeszła w pośpiechu na dół. Nie chciała spóźnić się na swój debiut.
II.
Poznali się kilka lat wcześniej. Trzydziestoletnia Justyna przyszła na prezentację najnowszej książki ulubionego pisarza – Wiktora Bartłomiejskiego. W dużej sali, gdzie odbywał się odczyt fragmentów lektury usiadła w pierwszym rzędzie i patrzyła na swoje bożyszcze. Specjalnie na ten dzień ubrała się wyzywająco, w czerwoną sukienkę z obcisłą górą i rozkloszowanym dołem. Do tego czerwone szpilki i mała, czarna torebka. Założyła okulary w grubej, ciemnej oprawie, aby nie wyglądać zbyt młodo w porównaniu z interesującym ją mężczyzną. Sam autor siedział na drewnianym krześle, trzymając gruby tom w dłoniach. Mikrofon przysunięty do ust doskonale rozprowadzał dźwięk jego głosu. Z początku czytanie tekstu było płynne, ale z czasem stał się roztargniony, skupienie gdzieś się ulotniło. Zaczął robić coraz dłuższe przerwy, poprawiał okulary zsuwające się z nosa, przygładzał włosy, łapał się za ucho. Wszystko to za sprawą urodziwej pani z pierwszego rzędu. Wyglądała olśniewająco. Jej wzrok nie schodził z twarzy czytającego. Z całej jej postaci biło skupienie, a jednocześnie moc seksapilu. Przyjaciel Wiktora jednocześnie jego impresario zauważył niewytłumaczalnie dziwne zachowanie autora i chcąc przerwać jego katusze zakończył odczyt, tym samym zapraszając zebranych słuchaczy do zakupu książki.
Tłum ruszył na scenę. Każdy chciał być pierwszy, były przepychanki, nikt nie stał spokojnie. Tylko pani w czerwonej sukience nie ruszyła się z miejsca wdzięcznie czekając na swoją kolej. Autor przyzwyczajony do składania wielu podpisów robił to sprawnie, a zamawiane dedykacje, ku uciesze fanów, szybko wykwitały spod jego pióra. Gdy sala opustoszała Justyna powoli podniosła się z krzesła i ruszyła w kierunku Wiktora.
- Jestem pana wielką fanką – zaczęła – Uwielbiam sposób pisania, styl i doskonałą melodyjność pana powieści. - Dziękuję za słowa uznania – odpowiedział skromnie Wiktor – Czytała pani już tę ostatnią? - Tylko fragmenty i zapowiedzi prasowe. Nie mogę się doczekać, żeby przeczytać całość. - Co mam napisać jako dedykację? - "Dla Justyny – Wiktor" – odpowiedziała bez namysłu kobieta – Tylko tyle. I dzisiejszą datę. To bardzo ważny dla mnie dzień. - Dlaczego? – spytał z zaciekawieniem. - Bo spotkałam pana! – wyrwało się jej spontanicznie.
Nie wiedziała co jeszcze powiedzieć. Zapadło głuche milczenie. On zaskoczony jej odpowiedzią nie potrafił wydobyć słowa. Pisanie szło mu o wiele łatwiej niż mówienie. W końcu wpadł na pewien pomysł.
- Gdyby zechciała pani przedyskutować ze mną wrażenia dotyczące najnowszej książki, to proszę - oto moja wizytówka. - Dziękuję bardzo. Nie omieszkam skorzystać z zaproszenia. Do widzenia. - Do widzenia pani.
Czerwona sukienka zafalowała w obrotowych drzwiach i znikła za szybą. Wiktor został sam. Zastanawiał się co w niego wstąpiło. Nigdy wcześniej nie rozdawał wizytówek nieznajomym paniom na odczytach. Może to starość? Kryzys wieku? Niedawno skończył przecież pięćdziesiąt pięć lat. Dbał jednak o siebie. Miał kondycję i wygląd, którego mógł pozazdrościć mu niejeden czterdziestolatek. Miał na to czas i pieniądze. I spokój. Od lat, od śmierci żony, żadna kobieta tak go nie zaintrygowała. Miewał krótkie, miłosne przygody w hotelach na całym świecie, ale z nikim nie związał się na dłużej. Skoncentrował się na pisaniu i podróżach, które były kluczowym źródłem pomysłów do jego powieści. Nie miał dzieci, nie zdążyli ich mieć, zanim żona zmarła na nieuleczalną chorobę.
Justyna lubiła starszych, inteligentnych panów. Pociągało ją ich doświadczenie, gentelmeńskie maniery i opiekuńczość, którą wokół niej roztaczali. Jak kiedyś, dawno temu jej ojciec. Młodzi mężczyźni, jej rówieśnicy nudzili ją. Byli tacy płytcy, przewidywalni, skupieni na materialnych gadżetach i jej ciele. Nie była nimi zainteresowana. Wiktor Bartłomiejski, którego życie od dawna śledziła w prasie i Internecie stał się jej konikiem. Wszystkie jego książki, przeczytane wielokrotnie, stały rzędem na półce w jej salonie. Potrafił pisać i rozpalić wyobraźnię kobiety. Upajały ją erotyczne opisy w powieściach Wiktora. Czytała je na głos w zaciszu swojej sypialni, a potem długo nie mogła zasnąć...
*****
Kilka dni po spotkaniu autorskim Justyna skorzystała z propozycji i zadzwoniła do Wiktora.
- Dzień dobry. To ja Justyna – przedstawiła się – Pamięta mnie pan? - Dzień dobry – chciał dodać „doskonale”, ale powstrzymał się i powiedział tylko – Tak. Czym mogę służyć? - Przeczytałam już książkę i chciałam ją z panem przedyskutować. - To może spotkajmy się? – zaproponował mężczyzna – Może być dziś? Za dwie godziny w centrum? Pasuje pani? - Tak! Idealnie! - Kulturalna Cafe? O osiemnastej? – zasugerował pisarz. - Dobrze! Będę! Do widzenia.
Justyna rozłączyła się. Rzuciła telefon na łóżko, kilka razy podskoczyła w miejscu piszcząc jednocześnie z radości. Dobrze, że mieszkała sama inaczej współlokatorzy popukaliby się w czoła. Szybko odświeżyła się w łazience, wyszczotkowała włosy i poprawiła makijaż. Potem stanęła przed szafą i wybrała skromną, granatową sukienkę z paskiem w talii. Do tego perłowe klipsy i białe buty. Chciała wyglądać z klasą, zabłysnąć nie tylko urodą, ale także intelektem. Celem spotkania miała być dyskusja o książce i wymiana poglądów.
Wchodząc z jasności panującej na zewnątrz do ocienionego lokalu nie mogła dobrze rozeznać szczegółów. Szła powoli rozglądając się uważnie na boki. Wiktor dostrzegł ją pierwszy. Czekał już kilkanaście minut, chciał być przed nią. Zauważył, że porusza się zagubiona w półmroku. Wstał, wyciągnął rękę na powitanie i gestem dłoni wskazał czerwony fotel obok siebie. Zamówił dwie kawy i dwa ciastka. Dla siebie tartę agrestową – lubił kwaśne smaki, dla niej tort bezowy z kremem kawowym – preferowała słodkości. Zaczęli dyskutować o ostatniej książce Wiktora pt.: "Ptaszyca w klatce". Była to zajmująca lektura, rodzaj analizy psychologicznej kobiety, która ceni sobie wolność, ale świat zmusza ją do ograniczeń i wyrzeczeń. Czytając ją Justyna wyobrażała sobie, że wiele jej koleżanek – mężatek musi się tak czuć, jak owa Ptaszyca. Chcą wyfrunąć, wyważyć drzwi klatki i odlecieć w przestworza, być znowu wolne. Jednak jest to niemożliwe. Są uwięzione przez mężów, dzieci, oczekiwania rodzin i społeczeństwa. Justyna bardzo ceniła sobie własną niezależność, dlatego łatwo było jej wczuć się w uczucia bohaterki.
Pogrążeni w arcyciekawej rozmowie nie zauważyli, że naczynia zniknęły i siedzą przy pustym stoliku, a kelner stoi obok nie mając odwagi im przerwać. Chrząknął dwa razy i w końcu odważył się spytać, czy chcą zamówić coś więcej.
- O, dochodzi ósma! – Wiktor spojrzał na zegarek – Czy zamawiamy coś jeszcze? - Jestem głodna! Może pójdziemy coś zjeść? Znam fajną knajpkę na ul. Pięknej. - W takim razie dziękujemy – skierował się do kelnera – Zapłacę!
Wyszli z kawiarni. Siąpił drobny deszczyk. Wiktor rozłożył szeroki parasol i zaproponował jej swoje ramię. Szli rozmawiając o tej i wcześniejszych jego książkach. Justyna była oczarowana. Przy bliższym poznaniu jeszcze zyskał. Miał niezwykłe poczucie humoru, klasę i urodę bardzo podobną do latynoamerykańskiego pisarza – Mario Vargasa Llosy. Był szczupły, wysoki, o szpakowatych włosach i melodyjnym głosie. Idąc z nim pod rękę czuła się wyjątkowo, była spokojna i pobudzona zarazem. Nie musiała udawać nikogo innego, była sobą.
Dotarli na miejsce. Było już ciemno. Światła bijące z Jazz Bistro oświetlały chodnik i przez szybę wypatrzyli stolik, przy którym chcieli usiąść. Wewnątrz kelner zaprowadził ich do wybranego ustronia, przyjął zamówienie i zniknął. Wiktor z przyjemnością patrzył jak Justyna pochłania zamówione dania. Była taka drobna, a potrafiła zjeść tyle, co niejeden facet. Sam przekąsił coś lekkiego. Po kolacji nieśpiesznie sączyli czerwone wino. Kelner dyskretnie zapalił świeczkę na ich stoliku i zostawił ich samych. Za obopólną zgodą przeszli na „ty”, co zbliżyło ich jeszcze bardziej. Rozmawiali i milczeli na zmianę. Czuli się tak swobodnie, jakby znali się od dawna. Ona wiedziała o nim dużo dzięki jego książkom. Jego myśli, poglądy i wyobrażenia nie były jej obce. On poznawał ją teraz. Patrzył na jej delikatne dłonie muskające nóżkę kieliszka. Widział jak onieśmielona zagryza wargi i spuszcza wzrok pod naporem jego spojrzeń. Słuchał jej dźwięcznego głosu i obserwował jak płomień świecy rzuca blaski na jej twarz, szyję i dekolt. Ich stopy spotykały się pod stołem. Stracili świadomość upływającego czasu. Mogliby długo tak jeszcze siedzieć, gdyby nie fakt, że restaurację zamykano. Byli ostatnimi gośćmi. Justyna czuła się lekko wstawiona, pospołu od nadmiaru wina i silnych wrażeń. „Jest przesłodka” – taksował ją w myślach Wiktor.
- Odwiozę cię do domu – zaproponował mężczyzna. - Dobrze – chętnie przystała kobieta.
Podeszli do stojącej nieopodal taksówki i zajęli miejsca na tylnym siedzeniu. Justyna wskazała adres i ruszyli. Gdy wysiedli pod jej blokiem dochodziła druga.
- To był wspaniały wieczór – Wiktor szarmanckim gestem ujął dłoń Justyny i ucałował – Jesteś niezwykłą kobietą. - Mi też było cudownie...
Popatrzyli na siebie chwilę nie wiedząc co począć. W końcu Wiktor pocałował ją w policzek i pożegnał słowami „Dobrej nocy”. Justyna powlokła się do mieszkania. Wiedziała, że szybko nie zaśnie. Wieczór pełen był emocji, niedopowiedzeń, niewypowiedzianych pragnień i niezłożonych obietnic.
*****
Minęło kilka dni i żadne nie wykonało pierwszego kroku. Justyna nie chciała się narzucać. Uważała, że teraz ruch należał do niego. Wiktor natomiast rzucił się w wir pracy, wstąpiło w niego nowe życie, druga młodość. Zaczął pisać kolejną powieść. Pewnego wieczora zadzwonił do Justyny.
- Justyno! Chciałbym przeczytać ci fragment mojej nowej książki. Co teraz robisz? - Jestem w domu, odpoczywam. - Czy mogę do ciebie przyjechać? Byłbym, powiedzmy, za godzinę! - Dobrze, Wiktorze. Przyjedź, czekam – a w myślach dodała „czekam od kilku dni, nareszcie się odezwałeś”.
Wiktor czym prędzej opuścił willę w Konstancinie. Jechał szybko podśpiewując wesoło razem z Frankiem Sinatrą. Justyna w tym czasie ogarnęła mieszkanie, przygotowała duży pokój na wizytę gościa i zaścieliła łóżko w sypialni. Zadzwonił dzwonek przy drzwiach i wpuściła mężczyznę do środka.
- Jak dobrze cię widzieć, Justyno – powiedział Wiktor radośnie i przywitał ją całusem w policzek. - Ja też się cieszę, Wiktorze. Chodź do salonu.
Poprowadzony przez panią domu Wiktor usiadł na szerokiej kanapie przykrytej miękkim, białym kocem. Obok świeciła lampa podłogowa. Justyna zaproponowała, że przygotuje coś do picia, po czym znikła w kuchni. Wiktor rozglądał się po pokoju i czekał na jej powrót. Przyniosła na tacy dwie parujące herbaty, postawiła je na małym stoliku razem z herbatnikami, a następnie usiadła obok niego. Wiktor chrząknął i zaczął czytać. Skupiony nie odrywał wzroku od rękopisu, tylko niekiedy zerkał na swoją towarzyszkę. Ona z zaciekawieniem wsłuchiwała się w odczytywany tekst. Przypatrywała się jego twarzy, oczom ukrytym za okularami, namiętnym ustom i bawiła się kosmykiem włosów zawijanym wokół palca. W pewnym momencie Wiktor spojrzał na nią i zrobił dłuższą pauzę. Odłożył książkę na stolik i przysiadł się bliżej. Wyglądała niesamowicie ponętnie w niebieskiej, domowej sukience, z tysiącem guzików do rozpięcia. Objął ramieniem jej głowę i pocałował w usta. Spojrzał na nią z bliska i zobaczył rozszerzone źrenice i rozchylone wargi czekające na więcej. Kochali się najpierw na kanapie, potem na puszystym dywanie. Po wszystkim wzięli wspólny prysznic w przeźroczystej kabinie, po którym wylądowali w sypialni...
- Podobało się? – spytał kochanek. - Wiktorze, bardzo. Dawno z nikim nie przeżyłam takiej rozkoszy… - Miałem na myśli książkę – dodał z szelmowskim uśmiechem. - Ach... tak! Ciekawa jestem co będzie dalej. - Zobaczysz! - i dopowiedział - Już późno. Będę wracał.
Mężczyzna ubrał się, pozbierał swoje rzeczy i stanął w korytarzu gotów do wyjścia.
- Było mi z tobą bardzo dobrze... - przyciągnął ją do siebie i pocałował – Dobrej nocy, Justyno. Zadzwonię! - Dobrej nocy, Wiktorze – odrzekła uszczęśliwionym głosem.
*****
Tradycyjne określenie: „Ich znajomość powoli nabierała rumieńców” nie oddawało w pełni tego, co między nimi dalej się zadziało. Bardziej pasowałby opis: „W upalnym klimacie, pod rozpalonym słońcem bezchmurnym niebem brzoskwinie dojrzewały natychmiast. Z dnia na dzień z żółtych stawały się pomarańczowo – czerwone. Miękkie, soczyste i słodkie. Dojrzałe.”
Ich związek, jak samolot, wzbił się od razu wysoko i leciał spokojnie nad ziemią. Justyna przeprowadziła się do Wiktora. Do pracy miała teraz znacznie dalej, ale rankiem on odwoził ją samochodem, a w drodze powrotnej zabierał z miasta. Chodzili razem do zacisznych knajpek, na uroczyste odczyty i spotkania związane z jego pracą. Ich związek kwitł. Pasowali do siebie, różnica wieku była zauważalna, ale nie rażąca. Justyna dojrzała przy starszym mężczyźnie. Wiktor odmłodniał, był szczęśliwy i czuł się spełniony, nie tylko jako pisarz. Była jego muzą, natchnieniem do pisania nowych powieści, tworzenia postaci, miejsc i zdarzeń. Dla niego zrezygnowała z pracy. Chciała przebywać z nim w domu, gdy pisał, czasem usiąść na kolanach i zapraszającym gestem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sylwiana
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…