Dom dla lalek cz.I
Przestań patrzeć na mnie jak na lwa w klatce. Przez chwilę popatrz na mnie jak na księżniczkę w wieży. Spróbuj dostrzec cegły poustawiane jedna na drugiej i wpatrz się w głąb okna. Stoję przy nim nie wykonując nic ponad to, prócz oddechu...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1
Celę co prawda rozjaśniało światło zza zakratowanych drzwi, lecz skulonego w kącie mężczyznę trudno było dostrzec. Jej zaś celę, jej osobiste więzienie, z celą z naprzeciwka łączył pusty korytarz. Siedziała na krześle zgarbiona, z rękami między kolanami i patrzyła w przód. W jej oczach nie kryły się żadne emocje, źrenice skupione na jednym punkcie trwały w bezruchu znikając co chwilę pod mrugającą powieką. Miał 68 lat. Jego zorane bliznami ciało, przypominające wygnieciony papier kryła jedynie bielizna. Miał szeroko otwarte, przerażone oczy. Wciąż wodził wzrokiem po surowym pomieszczeniu, jakby w obawie o jakieś nagłe niebezpieczeństwo, kulił się bezustannie coraz to bardziej przytwierdzając swoje nagie plecy do zimnej, betonowej ściany. Czerwony od zadrapań czubek jego głowy kontrastował z bladą karnacją. Był kompletnie łysy. Słyszała, że mężczyzna ten wyrywa sobie każdy włos z głowy i chowa pod poduszkę nie chcąc narażać się władzom więzienia. Proszono go by tego nie robił, by jadł, by spał na łóżku, nie na ziemi, by ubrał więzienny strój. Żal im było owego starca, który jako 10-letni chłopiec wywieziony został do Auschwitz, gdzie przeżył trzy najkoszmarniejsze lata swojego życia. Złamana psychika zmieniła go z człowieka w istotę, usuwając z podświadomości prawie wszystkie ludzkie instynkty. Patrzyła na niego ze strachem i współczuciem, na jej twarzy podświadomie wyrysował się niejasny grymas ujawniający pogwałcenie jej poczucia wrażliwości. Poruszyła się niespokojnie. Oderwała oczy od przygnębiającego widoku mężczyzny, podkuliła kolana i oparła na nich brodę. Wbiła teraz wzrok w podłogę. Zastanawiała się w którym momencie rozpoczęła się droga wiodąca ją tutaj, myślała nad tym kluczowym punktem, którego w porę nie wyłapała, szukała początku. Rozejrzała się po celi. Wykruszający się tynk, drewniane łóżko z ohydnym materacem, nikłe światło i miliony napisów. Były wszędzie, wyryte w ścianach, w każdym drewnianym elemencie, niektóre przerażające, inne po prostu smutne, ich kwintesencja ujmowała każdy rodzaj emocji, jaki może narodzić się w człowieku pozbawionym wolności i osobistej estetyki. Trafiła mi się najgorsza z cel- uznała po jej dokładnych oględzinach. W rzeczywistości jednak każda była równie odpychająca. Usłyszała kroki. Otworzyła oczy i wstała z pryczy. Może to po mnie- przeleciało jej przez głowę. Stukanie obcasów policjanta kroczącego pustym korytarzem odbijało się echem w całym przedziale. Dało się słyszeć chrząknięcia i wymowne pojękiwania. Nie spieszył się, patrzył w przód, idealnie wyprostowany, z dumnie, może nieco przesadnie uniesioną głową. W ręce trzymał jeden klucz i lekko się uśmiechał prowokacyjnie się nim bawiąc. Zbliżał się wreszcie do celi 39, klucz przestał się kołysać, uśmiech jakby stopniowo znikał. Zatrzymał się, przyjrzał kobiecie, ona również patrzyła na niego wyczekująco aż ciszę przerwało pytanie. - Nazywa się pani Rebeka Jonson? - Zgadza się. - Rozprawa zaraz się zacznie, proszę aby pani odwróciła się tyłem i założyła ręce na plecach. Kobieta wykonała polecenie. Poczuła mocny ucisk na nadgarstku, machinalnie poruszyła ręką. - Taka jest procedura. Nie wyprowadzę stąd pani bez kajdanek- policjant mówił spokojnie, nie przerywając czynności. - Rozumiem. Wyszła pierwsza, wciąż przytrzymywana przez dozorcę zamykającego teraz celę. Schował kluczyk i ruszyli korytarzem. Patrzyła przed siebie nie chcąc napotkać wzroku współwięźniów bloku. Przeszli przez drzwi, minęli pomieszczenie dozorcy i weszli do poczekalni. Ujrzała znajome twarze, rozpoznała wśród nich swoją sąsiadkę, byłego chłopaka, którego akt oskarżenia skutecznie zniechęcił do dalszego związku, bliską znajomą i przyjaciółkę z lat dziecięcych. Nagląca chwila nie dała jej jednak możliwości choćby przywitania się z nimi.
Weszła na salę rozpraw, wciąż jeszcze pod nadzorem policjanta, który teraz wskazał jej miejsce za ławą oskarżonych. Usiadła rozglądając się niespokojnie po sali aż jej wzrok zatrzymał się na postawnym mężczyźnie siedzącym obok niej. Przeglądał jakieś papiery lecz gdy tylko spostrzegł, że kobieta na niego patrzy, odwrócił się w jej stronę i podając rękę przedstawił się. - Nazywam się James Nikeil, będę panią bronił. Zapoznałem się dokładnie z aktem oskarżenia, widzę dużo korzyści. Niestety nie mieliśmy się jeszcze okazji poznać, ze względu na tempo całej tej sprawy, lecz zapewniam że zrobię wszystko co w mojej mocy by werdykt sądu był dla pani zadowalający. - Dziękuję. - Mamy dla siebie pół godziny, czy jest jakiś aspekt o którym nie mówiła pani w śledztwie, a który teraz zdecydowałaby się pani wyjawić? Podkreślę tylko, nie oskarżając pani, że przyznanie się do winy stanowi okoliczność łagodzącą. - Nic nie zrobiłam. To pomyłka, nie zabiłabym człowieka, nawet nie przekraczam osiemdziesiątki gdy jadę samochodem. - Oczywiście sąd uwzględni fakt, iż nie była pani nigdy wcześniej karana. Sala była ogromna. Uderzała bielą ścian i kolumn. Mecenas tłumaczył powoli i przejrzyście wszystkie prawa i okoliczności Rcebece, ochroniarz wyglądał przez okno, stawiając czoła letnim promieniom słońca. W ogromnych łukach i strzelistych elementach rozpoznała gotyk. Całe pomieszczenie utrzymane było w tonacji najwyższej klasy ornamentów, lecz było chłodne i przytłaczające. Wysłuchała już obrońcy, zdążyła przemyśleć swoją sytuację, zagłębiła się teraz w wizerunku tego miejsca, charakteryzując poszczególne aspekty wystroju. Usłyszała kobiecy głos, wszyscy wstali, wstała i ona. Gdy sędzia usiadł, rozprawa się rozpoczęła. - Proszę się przedstawić, powiedzieć ile pani ma lat, gdzie pani mieszka, czym się pani na co dzień zajmuje oraz proszę określić swoje stanowisko. - Nazywam się Rebeka Jonson, mam 27 lat, mieszkam w Loneage, jestem przedszkolanką. Nie zabiłam Soni Schneider. Każdy, kto choć trochę mnie zna, potwierdzi moją niewinność. Sędzia zmarszczył brwi. - Nie przyznaje się więc pani. Proszę w takim wypadku powiedzieć co pani robiła 2 lipca, a więc w dniu morderstwa, około godziny 14.30. - Był to poniedziałek, z pracy wyszłam o 13.30... - Czy ktoś może to potwierdzić? - prokurator notował coś, nie zerkając nawet na zeznającą. Pytanie rzucił od tak, tonem mówiącym, że odpowiedź może być tylko jedna i nie sprzyja ona oskarżonej. - Oczywiście, moja koleżanka z pracy, kończy o tej samej porze. Co prawda nie minęłyśmy się w drodze do domu, ale pracujemy na jednej sali, więc może potwierdzić moją obecność w przedszkolu do godziny wpół do drugiej. - Ma pani na myśli Katie McLair?- oczy prokuratora spoczęły badawczo na czerwonej twarzy Rebeki. - Tak, mówię o Katie. - Na szczęście będziemy mieli okazję posłuchać zeznań tego świadka. Rebeka zmarszczyła czoło, próbowała sobie przypomnieć cóż takiego może wiedzieć o niej ta niepozorna istotka, że jej zeznania powodują takie zadowolenie na twarzy prokuratora. - Co było potem? - Słucham? - Pytam co pani robiła po wyjściu z pracy. - Pojechałam na zakupy. Sklep był po drodze, kupowałam jedynie kawę i ciastka, więc w domu byłam około godziny 14.00. - Ma pani na myśli sklep spożywczy na Green Street ?- spytał prokurator nie przerywając notowania. - Tak, właśnie ten sklep- odpowiedziała głosem co najmniej podirytowanym, co natychmiast spowodowało kolejny obszerny wpis w notatkach przesłuchującego. - Zanim ugotowałam i zjadłam obiad było tuż przed trzecią. - I nie wychodziła pani w między czasie z domu? - Nie. Prokurator oderwał się od długopisu, przystępując do rzędu wyuczonych pytań. - Czy jest ktoś kto może potwierdzić pani wersję wydarzeń? - Katie oraz pani ekspedientka. - Nawet jeśli, to tylko do godziny 14.00. Mieszka pani z kimś? - Nie, sama. - Ma pani monitoring w mieszkaniu? - Skąd, do dnia dzisiejszego nie odczuwałam takiej potrzeby. - Więc dowodów na prawdziwość pani słów nie ma? - Teoretycznie nie... - Praktycznie również, dziękuję, nie mam więcej pytań. Usiadła powoli, jakby szukając wzrokiem pomocy w martwych ścianach, zakratowanych oknach, pustej przestrzeni. Nagle zdała sobie sprawę z tego, że jej prawda nie ma znaczenia, nie rozumiała tylko jak to możliwe, skoro jest ona tą jedyną słuszną. - Nazywam się Emma Wensley, mam 49 lat, jestem sąsiadką Pani Rebeki. To ja znalazłam zwłoki tej młodej kobiety, od razu wiedziałam, że nie żyje. Wiedziałam też kto jest sprawcą jej śmierci. Pani Rebeka, odkąd ją znam, zaznaczała istotność narodowości. Nigdy nawet nie uśmiechnęła się do Soni. - Co też pani, mówi, pani Emmo?- Rebeca patrzyła niedowierzającym wzrokiem na zeznającą- Co pani mówi? - To dość niezręczna sytuacja, bo jestem sąsiadką Rebeki od roku, znamy się dobrze, często sobie pomagałyśmy, ale od dziecka wpajano mi zasadę, że uczciwość jest najważniejsza. Przychodzę tu z poczucia obowiązku, zarówno względem obywateli miasta, jak i mojego sumienia. Rebeka nic z tego nie rozumiała, to co się działo podświadomie odnosiła do przedstawienia, surrealistycznego scenariusza. Tak, surrealizm, śmieszna gra, no bo przecież nie prawda. Próbowała analizować to co słyszy, lecz wszystko było tak niedorzeczną bzdurą, że nie potrafiła sobie tego nijak wytłumaczyć. Jej świadomość odpychała każde kolejne słowo, każde bezsensowne oskarżenie. Nie potrafi. Nie zrozumie. - Pani Jonson, poproszę aby pani wstała. Wstała. - Niech nam pani opowie- zaczął powoli prokurator- jak to jest z tym podziałem rasowym, co? Mówił jak do dziecka, a ona patrzyła na niego i jak dziecko słuchała. Jakby łapiąc kolejne słowa, miała pojąć co się tu dzieje. Nie zwróciła uwagi na to, że drapie się nerwowo w rękę, że ma otwarte usta, że zatrzymała niedawno wciągnięte powietrze w płucach i nie chce się go pozbyć. Nagle przestała się drapać. - Nie wiem- wymamrotała cicho i powoli- Nie wiem, nie uznaję go. Uważam, że każdy jest każdemu równy, bo każdy jest tylko człowiekiem. W jej głosie nie było przekonania, nawet ona go nie słyszała. Może to przez otępienie, spowodowane ciągiem kolejnych absurdalnych momentów. A może po prostu nie wiedziała na jakiej podstawie musi kogoś przekonywać do swych tolerancyjnych poglądów. - Chce więc pani powiedzieć, że w pani świadomości nigdy nie wystąpiło uczucie wyższości nad osobą innego koloru skóry, innej wiary, kultury, czy... - Cytowanie podręcznika z psychologii nie czyni pana wszechwiedzącym. To co chciałam powiedzieć, to powiedziałam, a fakt, że pan z tego kpi nijak wpłynąć może na to, co już się stało. Gdy odejdziemy od domysłów i stwierdzimy fakty, na nic zda się panu ten niemądry uśmiech. Zostałam sprowokowana- pomyślała, jakby szykując odpowiedź na upomnienie sędziego, której jednak nie zdołała uzewnętrznić. - Przepraszam- czuła się atakowana, w jej głowie rodziły się różne formy obrony zmieszane z kolejnymi pomysłami na racjonalne wyjaśnienie tego co zachodziło. - Proszę wezwać na salę Katie McLair. Drobna, młoda kobieta z włosami zaczesanymi gładko w warkocz, podeszła dość nieśmiało do przeznaczonego jej miejsca, rozglądając się dookoła nieufnie i omijając wzrokiem oczy Rebeki. Odpowiedziała spokojnie na pytania dotyczące jej osoby. Teraz jednak przyszło jej zeznawać w sprawie morderstwa, co wyraźnie budziło w niej pewne obawy. - No więc, tak jak już wcześniej wspomniałam, Rebeki nie było wtedy w pracy. Nikogo o tym nie powiadomiła, musieliśmy fatygować panią Woody, by przyszła na zastępstwo. Wszystko było organizowane w wielkim pośpiechu. Myśleliśmy, że Rebeka się spóźni, lecz po pół godzinie nieobecności, byliśmy zmuszeni poczynić starania, aby mieć inną opiekunkę dla grupy. Rebeka niespokojnie oparła łokcie na blacie stołu, za którym siedziała. - Dlaczego kłamiesz? - spytała jakby w trosce o zeznającą. - Rebaka, proszę, przyznaj się teraz, nie widzisz, że twój opór nie ma sensu? Widziała, lecz nie godziła się z tym. - Czy kiedykolwiek uraziłam cię w jakiś sposób? W sposób tak dotkliwy, byś miała podstawy, dla których pragniesz wrobić mnie w morderstwo? - Przestań, Rebeka, to koniec. Ale przyznaj się teraz, to wszystko się jakoś ułoży. - Chodzi o to, że w mojej grupie było więcej dzieci?- parsknęła śmiechem- Robisz to dla zabawy? Dziewczyna pokręciła beznadziejnie głową. - Przecież są kamery! - poderwała się nagle Rebeka- W przedszkolu jest monitoring, w każdej sali... - Przestań! - zaszlochała Katie, a oczy zaszły jej łzami. Rebeka nie zwracała na nią uwagi, jej głos był podekscytowany jak u małego dziecka, które zobaczy w lesie sarnę. - To dowiedzie prawdy moich słów i skończy się ten cyrk. - Przecież wiesz, że cała instalacja została…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil majja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…