Domek z kart
czyli o tym co się dzieje, kiedy nieproszony gość staje w progu Twoich drzwi.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Miałam dwadzieścia cztery lata, trzy miesiące i dwadzieścia dwa dni kiedy znów pojawił się w progu moich drzwi, burząc całe moje poukładane niczym domek z kart, życie. A życie w tamtych czasach miałam idealne. Ciepła posadka w ZUSie, mieszkanie z tanim czynszem i przemiłym sąsiadem, który pukał do moich drzwi przynajmniej raz w tygodniu bez konkretnego powodu i przyczyny, chyba tylko ze zwykłą chęcią popukania. No i Marek oczywiście. Facet idealny. Stabilny, czuły, z białymi różami w ręku nie rzadziej niż raz w miesiącu. Pracował wtedy w Allegro i zarabiał trzy razy więcej niż ja w moim dziale do wyliczania emerytur. W sumie myślę, że zarabiał nawet więcej niż mój kierownik, który cierpiał na stany lękowe, od czasu kiedy ludzie z Inkubatora przyprowadzili na wycieczkę zusoznawczą młodych przedsiębiorców, którym ktoś miał wytłumaczyć jak to u nas wszystko sprawnie działa. Stanął w tym pieprzonym progu moich zardzewiałych drzwi we wtorkowy wieczór, akurat wtedy, kiedy oglądałam dziesiąty odcinek piątego sezonu „Supernatural”, w którym to zabito moją ulubioną bohaterkę. Tak więc w momencie, w którym zadzwonił dzwonek, byłam nieziemsko zła na cały świat za to, że scenarzysta posłał ją do piachu. Był środek zimy a on wyglądał jakby spędził ostatnie dwa miesiące budując domki dla polskich misjonarzy w Środowej Afryce. Z twarzy przeniosłam wzrok na jego dłonie. Oczy Demona. Tak zapewne świecą oczy demona, jeśli on oczywiście istnieje. Dokładnie tak jak obrączka na serdecznym palcu jego prawej ręki. Złoto z którego została zrobiona kłuło mnie po oczach niemiłosiernie i mimo, że starałam się jak mogłam, nie potrafiłam oderwać od tej dłoni wzroku. A obrączka cały czas tam była. Nie znikła, nie przyśniła mi się, nie uleciała w kosmos, po prostu cały czas spokojnie spoczywała na pieprzonym serdecznym palcu jego prawej ręki. I raziła jak promienie słoneczne o dwunastej w południe. Z powrotem spojrzałam na jego twarz. Tak dla odmiany. Zamiast w niekontrolowany sposób wlepiać ślepia w jego dłoń. - Cześć młoda – powiedział jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby przez ten cały czas nie wyrósł między nami dwudziestometrowy mur grubości mojego tyłka za czasów gimnazjalnych. Patrzyłam na niego jak bym zobaczyła ducha i szczerze powiedziawszy miałam szczerą nadzieje, że takowego właśnie widziałam. W końcu z
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil luminka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…