Wróć do katalogu

Dottore

Opowieść o starszych panach na Sycylii.

Marianopublikowano 5 listopada 202210 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

To było typowe sycylijskie miasteczko ze stromymi uliczkami, ryneczkiem osłoniętym platanami i trzema kościołami, z których tylko jeden był czynny. Tam urodził się i mieszkał Giuseppe, a na starość miał już nawet opłacone miejsce na tamtejszym cmentarzu. Jego brat wyjechał przed laty do Katanii, gdzie szybko awansował w karabinierach i jako „generale” przeszedł na emeryturę. Również do Katanii wyswatano obie siostry, które przeżywszy swych mężów, zażywały tam uroków życia zamożnych wdów. Giuseppe opuścił miasteczko na dłużej tylko na czas służby wojskowej i studiów medycznych. Po ich ukończeniu wrócił i przez długie lata był jedynym lekarzem w okolicy. Dlatego znał prawie wszystkich jej mieszkańców, a oni z szacunkiem tytułowali go „dottore”. Z początku mieszkał z rodzicami, a „mamma” dbała o jego wygody. Pewnie dlatego zapomniał się ożenić i po śmierci rodziców został sam w wielkim domu. Gdy jeszcze leczył, był zajęty po całych dniach, dom prowadziła mu na dochodne sąsiadka i wszystko układało się dobrze. Po zamknięciu praktyki miał dużo wolnego czasu i nie wiedział, co z nim zrobić. Żeby choć trochę go zabić, chodził w umówione dni na rynek, żeby przy kawie pogawędzić z trzema równie jak on podstarzałymi kolegami. Byli to: „professore”, czyli emerytowany kierownik gimnazjum, „comandante” policji w stanie spoczynku i były „direttore” tutejszego banku. Idąc na tam, musiał przejść kilka uliczek, na których zawsze spotykał jakichś znajomych. – Dzień dobry, dottore. Jak się pan ma? – pozdrawiali go. Wtedy uchylał kapelusza, odpowiadał na powitania, a niekiedy zatrzymywał się, by zamienić z kimś kilka zdań. W końcu docierał do ulubionej kawiarni, gdzie przy stoliku pod platanem czekali już koledzy. Czterej seniorzy witali się serdecznie, używając z całą powagą tytułów: dottore, professore, comandante i direttore, następnie zamawiali kawę i siedzieli przy niej, plotkując oraz obser-wując życie na rynku. Ożywiali się, gdy pojawiały się na nim młode turystki. Wtedy po męsku je obgadywali i puszczali wodze fantazji na temat tego, cóż by to można z nimi robić w łóżku - gdyby było można. Spędzali tak kilka godzin, a potem żegnali się z zachowaniem stosownej tytulatury i rozchodzili do domów. Odprawiwszy ten kawiarniany rytuał, Giuseppe wracał spacerkiem do domu, w którym czuł się coraz bardziej samotny. Do rodzeństwa w Katanii nie jeździł, bo nie lubił podróżować. – Jeśli ktoś chce się ze mną zobaczyć, to niech tu przyjedzie – mawiał. – Ja się nigdzie nie będę włóczył. Znając jego obyczaje, generale i siostry przyjeżdżali co jakiś czas, żeby go odwiedzić i przy okazji sprawdzić, czy ojcowizna nie popada w ruinę. Podczas jednej z takich wizyt Giuseppe zwierzył się bratu: – Wiesz generale, zaczynam się nudzić. Chadzam co prawda na kawę z kolegami, gospodyni wpada codziennie na kilka godzin, ale przez większość czasu jestem sam. – Znajdzie się na to rada, dottore. W Katanii jest dużo kobiet ze wschodu Europy, które chętnie zajmują się starszymi panami – odpowiedział brat, mrugając znacząco. – Jak chcesz, to mogę ci jakąś załatwić. Giuseppe się zgodził, ale zastrzegł, że kandydatka musi znać włoski. Gdzieś po dwóch tygodniach do drzwi domu dottore zadzwoniła Renata. Była postawną blondynką koło czterdziestki, miała na czym usiąść i czym odetchnąć oraz nieźle mówiła po włosku. Już od pierwszego wejrzenia przypadła Giuseppe do gustu i bez wahania ją zaakceptował. Powiedział jej, że będzie sprzątać dom i ogród, ale przede wszystkim ma mu dotrzymywać towarzystwa. Ten ostatni wymóg Renata przyjęła z uśmiechem mówiącym: „Rozumiem o co ci chodzi, dziadku”. Już pierwszego wieczoru pojawiła się w salonie zrobiona na bóstwo. Gospodarz docenił to, obsypał ją komplementami i na tym się skończyło. Już przed kilkoma laty bowiem utracił męską wydolność, a niby-seks z użyciem wspomagaczy uważał za niegodny jego osoby. Potrzebował kobiety, do której mógłby otworzyć usta, a nie do łóżka. Usiedli zatem w fotelach i zaczęli rozmowę. Z niej dottore dowiedział się, że Renata przyjechała z Polski, była rozwódką i miała dorosłego syna, który niedawno wyjechał pracować do Irlandii. Dodała, że syn miał na imię Stanisław, czyli tak jak sekretarz papieża. Niemal jednym tchem dorzuciła, że niedawno była na pielgrzymce w Watykanie, a rok temu pielgrzymowała pieszo do jakiegoś polskiego miasta, którego nazwy gospodarz nie był w stanie zapamiętać. Dalej Giuseppe dowiedział się, że pochodziła ze wsi o niewymawialnej dla Sycylijczyka nazwie, położonej w pobliżu Tarnowa. Zapytana o Tarnów, nie potrafiła nic o nim powiedzieć, poza tym, że jest tam dużo sklepów i ratusz z wieżą. Z dalszej części rozmowy wynikło, że na zakupy jeździła też do Krakowa. Giuseppe słyszał już nieco o Krakowie i chętnie dowiedziałby się o nim więcej. Niestety, Renata znała to miasto jedynie od strony domów towarowych. Poza tym wiedziała tylko, że są w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych