Wróć do katalogu

Droga do szkoły

.....................................

tsunami, opublikowano , 10 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dotarłam na przystanek chwilę przed czasem. Autobus już czekał. Byłam trochę rozdrażniona, bo walizka, którą ciągnęłam wykrzywiała się we wszystkich możliwych kierunkach. W końcu podniosłam ją i weszłam po schodkach, żeby kupić bilet. W środku dostrzegłam znajomą twarz kumpla, którego nie widziałam dobre pół roku.Podeszłam do niego. - Cześć Krzysiek, co tam słychać? - A wszystko dobrze - odparł, po czym nieco nachylił głowę w moją stronę - zobacz kto siedzi kilka rzędów za nami. Dyskretnie odwróciłam głowę. Ujrzałam Edytę. Wzięłam głęboki wdech. Przez cały ogólniak, przeżywałam przez nią męczarnie w drodze do szkoły, bo zawsze szturchała mnie, bądź obrzucała wyzwiskami. - Świetnie - powiedziałam - tylko tego babsztyla tu brakowało Krzysiek pokręcił głową i odparł - Gdy stała tyłem, myślałem, że to facet - Ja odnoszę takie wrażenie, nawet gdy widzę ją od przodu. - odparłam, jeszcze raz zerkając za siebie Wciąż miała szerokie barki. W dzieciństwie wygrywała wszystkie zawody w rzutach piłką lekarską. Nasze licea znajdowały się w tej samej części miasta i rano, w drodze do szkoły bardzo często na nią trafiałam. Była zakochana w moim ówczesnym chłopaku i zastraszaniem chciała mnie zniechęcić- jak się okazało skutecznie. Poczułam na ramieniu dłoń Krzyśka. - Daj spokój Jolka, dawne czasy. Pomimo tego, że od matury minęły trzy lata, ja nie potrafiłam zapomnieć. Za każdym razem, gdy ją spotykałam, znowu stawałam się tą zastraszoną nastolatką idącą do szkoły. Zauważyła mój wzrok, jednak wyraźnie go zignorowała odwracając głowę. Ja tymczasem wzięłam głęboki wdech, po czym usiadłam obok kolegi, który wyraźnie chciał dodać mi otuchy. - Słyszałem, że zmądrzała. Ponoć studiuje Filozofię. - No, może w końcu wybaczyła mi tego Jurka - odpowiedziałam z lekką ironią w głosie. Doszłam do wniosku, że chyba nie warto zaprzątać sobie nią głowy. Uśmiechnęłam się do Krzyśka, który popatrzył na mnie współczującym wzrokiem. Po chwili wciągnęliśmy się w miłą pogawędkę na temat rodzinnego miasta, do którego oboje wracaliśmy. Po kilku minutach, z przyjemnej rozmowy, wyrwał mnie niski, męski głos: -Ja panią znam. Zdziwiona, podniosłam wzrok. Ujrzałam młodego mężczyznę w kurtce moro, który wpatrywał się w moją twarz wielkimi brązowymi oczami. Byłam pewna, że nigdy wcześniej go nie widziałam. Odparłam zatem: - Nie sądzę. - Ja panią znam. - powtórzył, po czym oblizał górną wargę. Spojrzałam jeszcze raz na niego. Ten pusty, mroczny wzrok wprowadzał mój umysł w dziwny stan zagubienia między lękiem a ciekawością. Zaczęłam odczuwać nieprzyjemny ucisk po obu stronach czaszki, który z każdą sekundą stawał się silniejszy. Z chwilowego letargu wybił mnie głos Krzyśka: - Kolego daj jej spokój, okej? Spojrzałam na kumpla. Z reguły uśmiechnięty i tryskający humorem, teraz wpatrywał się w nieznajomego z przerażeniem. Tajemniczy mężczyzna tymczasem nie odrywał wzroku od mojej twarzy. Błądził po niej wielkimi źrenicami, zatapiając się w poszczególnych fragmentach. Marzyłam, żeby odszedł. Dawno nie czułam takiej frustracji. Myślałam o tym, co mogę mu powiedzieć, żeby go zniechęcić, żeby dał mi spokój. Wtem, z głośników usłyszeliśmy głos kierowcy autobusu. - Pan w zielonej kurtce proszony jest o kupienie biletu, lub wyjście. Mężczyzna odwrócił głowę, po czym wolnym krokiem podszedł na przód pojazdu. - Co to za psychol? - zapytał Krzysiek - znasz go? - Nie znam, pierwszy raz go widzę. - odparłam z przerażeniem - Ćpun jakiś, po prostu olej to. Nie umiałam po prostu tego olać. Obserwowałam każdy jego ruch, modląc się w duchu, żeby wyszedł. Niestety, kupił ten pieprzony bilet, po czym wrócił do nas. Wzięłam głęboki wdech. Miałam cholernie ciężki dzień, a jego koniec, od przekroczenia progu autobusu, nie zapowiadał się lepiej. Łzy bezsilności napłynęły mi do oczu. Powoli podniosłam wzrok. Ku mojemu zdziwieniu twarz nieznajomego była teraz inna. Zagościł na niej uśmiech. - Przepraszam, pomyliłem panią z kimś innym. Odetchnęłam, po czym odparłam z wdzięcznością w głosie: - Nic nie szkodzi, zdarza się. Nieznajomy mrugnął do nas przyjaźnie oczami, po czym poszedł na tył. - Masakra- szepnął Krzysiek - Daj spokój - pokiwałam głową Spojrzałam w okno. Było już po dwudziestej drugiej, jednak świat nie kąpał się w ciemnościach. Śnieg leżący na chodnikach skutecznie rozjaśniał czarną płachtę nocy- niczym biała łuna światła przenikająca mrok. Kiedy szłam na przystanek, mocno zmoczyłam sobie stopy, wdeptując co rusz w rozpływające się kryształki lodu. W myślach przeklinałam je marząc o wiośnie, do której było jeszcze daleko. Teraz jednak wybaczyłam im. Widok jaki miałam przed oczami wynagrodził mi wszystko. Chciałam już dojechać do domu i przytulić się do rodziców. Z przystanku w Bolejowie, musiałam iść jeszcze dwadzieścia minut pieszo, przez mało uczęszczaną drogę, porośnięta krzewami. Pomyślałam, że może warto by było poprosić kogoś o…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych