Droga paladyna - rozdział 1
Dalsze losy bohatera.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział I: Witamy w Kolonii
- W porządku? Jestem Diego, opiekuję się nowoprzybyłymi. – Rzekł mężczyzna. Miał długie włosy opadające na ramiona, był ubrany w czerwonawą zbroję obitą ćwiekami. Na plecach miał przewieszony łuk, a z pasa zwisał mu wysokiej jakości miecz połyskujący porannym światłem słońca. - Tak. – Rzekł bohater – Nazywam się Rangar. Wstał, był ubrany w ubrudzoną już, przemoczoną koszulę i stare, kiepsko zszyte buty. Na jego nadgarstkach dało się zauważyć metalowe karwasze. - No cóż, jeśli chcesz jeszcze trochę pożyć – słuchaj mnie, ale oczywiście nie będę ci przeszkadzał w ewentualnej próbie samobójstwa. To jak będzie? – Spytał. - Dobra, co powinienem wiedzieć o tym miejscu? – Spytał Rangar ochlapując twarz wodą z jeziora. Nieco się wystraszył widząc, że na jego dnie pływają ludzkie szkielety i nie do końca zgniłe zwłoki. Natychmiast cofnął się od wody. - Nazywamy je Kolonią. Wiesz już, że wydobywamy rudę dla króla. Tak przynajmniej robią ludzie ze Starego Obozu. W Kolonii powstały trzy obozy i w końcu będziesz musiał do któregoś dołączyć. Największy i najstarszy jest tak zwany Stary Obóz. - Jak dostanę się do Starego Obozu? – Spytał siadając na brzegu jeziora próbując wyschnąć w blasku słońca. - Po prostu idź ścieżką, a niedługo później zobaczysz mury niedawnego zamku rycerzy królewskich. - Mam tu list do arcymistrza magów ognia. – Rzekł Rangar wyjmując suchy list, który zapewne dzięki magii nie zamoczył się, był zapieczętowany. – Jakiś mag dał mi go zanim mnie tu wrzucono. - Doprawdy? Twoje szczęście, że nie mogę się więcej pokazywać u magów. Lepiej to schowaj bo ktoś inny mógłby ci poderżnąć gardło za taki list. A to, dlatego że magowie hojnie opłacają swoich kurierów, a większość z tutejszych ludzi nic nie posiada. Na twoim miejscu trzymałbym język za zębami zanim nie spotkasz któregoś z magów. Chociaż wątpię żeby ci się udało. - Dlaczego? – spytał chowając list do wewnętrznej kieszeni koszuli. - Magowie mieszkają w zamku, w starym obozie. Gdy zdobyliśmy królewską fortecę zbudowaliśmy zewnętrzny pierścień. W zamku mieszka przywódca Starego Obozu, magnaci i magowie. Tylko ludzie Gomeza mają tam wstęp. - Co jeśli chcę dołączyć do jego ludzi? - W takim wypadku musisz dotrzeć do Starego Obozu i porozmawiać z człowiekiem imieniem Thorus. - Dzięki za pomoc! - Spotkamy się w Starym Obozie. – Rzekł Diego odwracając się i odchodząc. - Zaczekaj! – Krzyknął Rangar. – Ty też zmierzasz do Starego Obozu? - Tak, chcesz to możesz iść ze mną. I ruszyli. Po drodze Diego opowiadał byłemu paladynowi o Kolonii, Starym Obozie, handlu z królem. Minęli drewnianą strażnicę, oraz jej lokatorów, którzy pilnowali, by nikt nie powołany nie dostał się w pobliże miejsca wymiany. Przeszli również obok zawalonej kopalni, która – jak twierdził Diego – została zawalona około 4 lat temu. Pewnego dnia po prostu nie wytrzymały podpory. Była to pierwsza kopalnia, funkcjonowała jeszcze gdy w zamku rządził królewski doradca. Przeszli także po drewnianym moście.. - Opowiedz mi jeszcze o barierze. – Powiedział Rangar w końcu przerywając ciszę. - Nie ma za bardzo o czym mówić – jest nie do sforsowania. – Powiedział Diego jakby z żalem w głosie. - A co jeśli po prostu spróbuję stąd wyjść? - Ostatni, który tego spróbował, dotarł na drugą stronę jako trup. Przez to przeklęte, magiczne pole można wejść, ale już nigdy się stąd nie wydostaniesz. - Jeśli jest stąd jakieś wyjście, znajdę je! - Tak ci śpieszno, żeby się stąd wyrwać? Dopiero co tu trafiłeś! - A co z pozostałymi obozami? – Powiedział Rangar w końcu zmieniając temat. - Jak już wiesz, w Kolonii są trzy obozy. Największy i najstarszy to Stary Obóz. Pozostałe obozy zamieszkują szaleńcy, którzy chcą się stąd wydostać za wszelką cenę. Na wschodzie, na bagnie znajduje się obóz sekty. Oni czekają aż ich bóstwo – Śniący pomoże im się stąd wydostać. A na zachodzie powstał Nowy obóz. Rezydują tam magowie, którzy myślą, że uda im się wysadzić barierę jeśli zbiorą dostatecznie dużo rudy. Oni nie handlują z królem. Po prostu wymieniają się towarami z nami lub kradną wszystko, czego potrzebują. Ja jestem tu po to, żeby udowodnić wszystkim nowym, że najlepszym miejscem dla nich będzie Stary Obóz. - Doprawdy? Gdy tu wylądowałem jeden z waszych uderzył mnie w twarz! – Krzyknął gniewnie Rangar. - Robią tak z wszystkimi nowymi. Nazywają to chrztem wody. Gdyby nie ja, Bulit i jego chłopcy mogliby cię wykończyć, a ja jestem zbyt miły, żeby się temu spokojnie przyglądać. – Odparł mu Diego przyglądając się szkieletowi, który wisiał na szubienicy. Widocznie Gomez srogo karze ludzi którzy nie okazują mu posłuszeństwa – pomyślał były paladyn. - Czy w Starym Obozie jest więcej takich zawadiaków? - Jest kilka czarnych owiec, ale nie zrobią ci krzywdy, jeśli zapłacisz im za ochronę. Jednak weź to. – Powiedział Diego wręczając Rangarowi stary, zardzewiały sztylet. – Może nie zabijesz nim wielu wrogów, ale na początek ci wystarczy. - Dzięki. – Rzekł Rangar przyglądając się wyszczerbionemu ostrzu. – Skąd to masz? - Przecież zbirów z Nowego Obozu nie zamykamy do więzień z bronią. – Rzekł śmiejąc się. - Jeśli potrzebujesz czegoś nowego, to porozmawiaj z Fiskiem, moim przyjacielem – handluje na targowisku. Przeszli kilkaset metrów ścieżką pogrążeni w rozmowie i nagle Rangar ujrzał drewnianą palisadę, wysoką na kilkanaście metrów. Górowała ona nad niedaleko płynącą rzeką Hornes, a cień drewnianych pali odbijał się niepewnie w wodzie. Rangar nieco przestraszył się mrocznego lasu zaczynającego się kilkadziesiąt stóp od bram obozu. Zdawało się jakby chciał on zagarnąć terytorium obozu i Rangarowi zdawało się, że mroczny las z każdą sekundą zbliża się o kilka stóp do obozu. - Oto mury Starego Obozu. Zostały one wybudowane kilka lat po zdobyciu zamku. Wówczas był to jedyny Obóz w Kolonii. Jakieś kilka lat temu jeden z więźniów, niejaki Y’Berion zaczął miewać dziwne wizje. Widział w nich, że Śniący wskazuje mu drogę na bagna. Więc zebrał kilku głupców, by poszli wraz z nim. Odkryli tam niezwykłą roślinę – bagienne ziele, które można palić. Tak więc w niedługim czasie wielu ochotników dołączyło do tego obozu nawet nie ze względu na Śniącego, któremu oddawali cześć, lecz na ów roślinę. Członkowie tego obozu mogli ją palić ile zechcieli. Wkrótce bractwo zaczęło handlować ze Starym Obozem. Później pewien człowiek miał dość naszego obozu i niewolniczej pracy kopaczy. Nazywał się Lee. Jego poglądy podzielali także magowie wody. Jak zapewne wiesz w koloni zostało uwiezionych dwunastu magów - sześciu z kręgu wody, sześciu z kręgu ognia. Niedługo potem Lee i jego przyjaciel Lares opuścili Stary Obóz w poszukiwaniu nowego domu. Ruszyli na zachód. Wkrótce dowiedzieliśmy się, że znajdują się tam pokłady magicznej rudy. Magowie wody zainteresowani tym wydarzeniem opuścili Stary Obóz. Wkrótce Lares zaczął namawiać ludzi, by ruszyli z nim i zaczęli budowę Nowego Obozu. Wkrótce Rangar i Diego dotarli do Starego Obozu. Przeszli przez kolejny most pilnowany przez dwóch uzbrojonych strażników i udali się do bramy. Było to kilkaset wysokich niczym drzewa pale wbudowane w zewnętrzny mur. Wewnątrz dało się zauważyć kołowrót przymocowany linami do wielkiej ściany z desek unoszącej się tuż nad strażnikami. Jedyną ochronę dla nich stanowiła belka przymocowana do obu stron bramy. Bramę zamykało się przekręcając kołowrót wówczas to liny poluzowywały się i wielka drewniana ściana opadała pionowo szczelnie zamykając wejście do obozu. Gdy zagrożenie mijało kilku silnych mężczyzn lub jakieś zwierze pociągowe przekręcało kołowrót, co powodowało że ściana wracała na miejsce. - A dokąd to się wybieramy? – Spytał strażnik spoglądając na nowoprzybyłego skazańca. - Spokojnie, przybyłem tu z Diegiem. – Odrzekł, a ten przyglądał się strażnikowi złowrogo. Wartownik widząc to spojrzenie rzekł: - W takim razie – właź! Rangar szedł za Diegiem do jego chaty. Po drodze ujrzał kilka drewnianych domków ułożonych wzdłuż palisady obronnej i oddział strażników patrolujących zewnętrzny pierścień. Wkrótce dotarli. Jak się bohater spostrzegł chata Diega stała niedaleko północnej bramy. Był to niewielki, drewniany domek złączony z pozostałymi. Stał mniej więcej pomiędzy bramą do zamku, a północną bramą. Rangar został zaproszony do środka. W pokoiku było ciepło, dzięki kominkowi na ścianach dało się jednak zauważyć – oprócz obrazów ze scenami bitew - pleśń i grzyb, bo wrzędzie panowała wilgoć. Na środku stał stół z wyłożonym już jadłem. Gdy Diego wkładał łuk do skrzyni Rangar spytał: - Ile lat jesteś tu już uwięziony? - Od całych czterech lat. – Odparł ze smutkiem odwracając się do nowego skazańca. – I z całą pewnością straciłem nadzieję, że kiedyś się stąd wydostaniemy. Idź porozmawiać z Thorusem – strzeże bramy do zamku. Rangar wyszedł z chaty i skierował się w lewo od drzwi. Ujrzał człowieka ciemnej karnacji, pod wąsem ubranego w pełną płytową zbroję i przyglądającego mu się badawczo. Na jego plecach widniał pięknie wypolerowany dwuręczny miecz. - Chcę pracować dla Gomeza. – Powiedział bohater. - Czyżby? A czemu myślisz, że Gomez chciałby, żeby ktoś taki jak ty dla niego pracował? – Odparł powoli, by wywrzeć jak najlepsze pierwsze wrażenie. - Diego mówi, że to ty podejmujesz takie decyzje. - Hę? Jeśli Diego uważa, że jesteś w porządku to czemu sam się tobą nie zajmie? Widzisz, to działa tak: każdy nowy, który chce tu do czegoś dojść potrzebuje opiekuna. Tym opiekunem musi być jeden z ludzi Gomeza. Jeśli coś schrzanisz to ON poniesie za to odpowiedzialność – takie są tutaj zasady – wyjaśnił drapiąc się po policzku. Dopiero teraz Rangar zauważył, że jego twarz pokrywają liczne blizny. - Na pewno znajdzie się dla mnie jakieś zadanie. – Rzekł ochoczo przygotowany na wszystko, byle tylko dołączyć do obozu. - Nie, rzeczy, którymi zajmują się strażnicy przerastają twoje możliwości, chłopcze. - Potrafię sprostać każdemu zadaniu, które mi powierzysz. - O! Aż tak ci zależy na wpadce. No dobra mam pewną robotę do której potrzebny mi jest ktoś niebędący na służbie u Gomeza. Na pewno chcesz się jej podjąć? Jeśli ją schrzanisz, będziesz miał nie lada kłopoty. - Jestem gotów! - Słuchaj, jeden ze szkodników ostatnio działa mi na nerwy. Kradnie wiele wartościowych przedmiotów magnatom. Oczywiście to samo można powiedzieć o wszystkich szkodnikach z Nowego Obozu, ale ten śmieć ma czelność zjawiać się w NASZYM obozie i odsprzedawać NASZE rzeczy NASZYM chłopcom. – Thorus mówił to wstrząśnięty gniewem.- A to już za wiele. Niestety drań wie, że nie mogę z tym nic zrobić. - Dlaczego? - Bo jest pod opieką magów. - Widzę, że masz trochę problemów z magami. - Łatwo ci mówić! Kilka lat temu jeden z cieni próbował zasztyletować we śnie arcymaga ognia – Corristo. Faceta znaleziono potem w zewnętrznym pierścieniu. Mówiąc ściślej – rozsmarowanego po całym, zewnętrznym pierścieniu. – Rzekł strażnik bramy z lekkim obrzydzeniem. - Zajmę się tym szkodnikiem. - Nazywa się Mordrag i zwykle kręci się w pobliżu południowej bramy. Rangar po skończonej rozmowie udał się prosto do chaty Diega. Słońce było już w zenicie i górowało nad wieżami niczym łódź nad wodą. - Rozmawiałem z Thorusem. – Rzekł. - I co ci powiedział? – Spytał znudzonym głosem jakby już znał odpowiedź. - Mówi, że będę mógł dołączyć do Starego Obozu, jeśli ty uznasz, że się nadaję. - Widzę, że czeka mnie dodatkowa robota. Słuchaj, aby móc dołączyć do naszej społeczności musisz zyskać poparcie kilku wpływowych osób w zewnętrznym pierścieniu. – Mówił troskliwie jeżdżąc szmatką po ostrzu miecza polerując go. - Co to za ważne osoby? – Spytał Rangar a światło świeczki odbijało się na jego twarzy tworząc mroczny klimat. Na dworze robiło się ciemno. - No cóż na jednego z nich właśnie patrzysz. Jest jeszcze Thorus – Rzekł i machnął głową w kierunku bramy do zamku. – Jego już znasz. Co do pozostałych: cienie Rączka, Zły, Świstak, Dexter i Fisk. Ci dwaj ostatni handlują na targowisku i mają sporą klientelę nawet pośród strażników więc są dość wpływowi. Aha! – To mówiąc pstryknął palcami jakby przypomniał sobie coś ważnego. - Zapomniałem o Scattym – to zarządca areny. Wiele osób jest mu winnych pieniądze, więc on również jest sporą szychą. - Opowiedz mi trochę o tutejszych kastach. – Rzekł Rangar przyglądając się krzesłu, na którym siedział jakby miało ono się zaraz przewalić. - No cóż, najniższą kastę stanowią kopacze. Wydobywają rudę ze Starej Kopalni, a sami otrzymują tylko niewielką część wydobytego przez siebie kruszcu. Jeśli ktoś ma większe ambicje zostaje cieniem. Ci ludzie to przeciętni obywatele Starego Obozu. Nad nimi stoją strażnicy. Ci z kolei dbają o bezpieczeństwo przebywających w obozie cieni i kopaczy. Najwyższą kastę stanowią magnaci, którzy kierują handlem ze światem zewnętrznym. Przebywają w wewnętrznym pierścieniu. - Dziękuję za informacje. Muszę sobie poszukać jakiegoś miejsca do spania. - Tutaj jest jedno, wolne łóżko. Rangar spojrzał na stojące pod ścianą łóżko – prześcieradło było uszyte z kiepskiego materiału, a poduszki były brudne i zakurzone. Wokół niego unosił się lekki odór zgnilizny. Bohater spojrzał na to błagalnie. Jako, że nie miał lepszego pomysłu położył się spać z myślą, że jutro od razu ruszy na spotkanie z Mordragiem. Gdy się obudził był już wczesny świt. Strażnicy przygotowywali się na zmianę, a kopacze już ruszali do pracy. Rangar przeciągnął się i zobaczył, że Diega nie ma w łóżku. Nie myśląc wiele udał się do południowej bramy. Idąc tak wydeptaną ścieżką spojrzał na mury zamku. Przypomniały mu się stare czasy, kiedy wraz z innymi bohaterskimi wojownikami podbijał orkowe miasta i zabijał te wstrętne potwory. To były czasy! – pomyślał. Nagle zaczepił go człowiek ubrany w płytową zbroję. Miał miecz przy pasie a jego twarz sprawiała wrażenie złowrogiej. Sądząc po ubiorze i uzbrojeniu zapewne był strażnikiem. - Och! Nowy! Zapewne nie zapłaciłeś mi jeszcze podatku od bezpieczeństwa… - rzekł nieznajomy. – Jestem Bloodwyn, jeden ze strażników patrolujących teren pomiędzy targowiskiem, a północną bramą. Zapłać mi, a nie będziesz musiał obawiać się zbirów czyhających na tym obszarze. - Nie ma sprawy, ile mam ci zapłacić? - Niewiele – 10 bryłek rudy to wszystko. - Nie mam tyle przy sobie. - Więc wezmę co masz, resztę dopłacisz przy następnym spotkaniu. – Powiedział strażnik podchodząc do Rangara i przeszukując jego plecak. Niestety ujrzał tam tylko trochę chleba, butelkę wody i zardzewiały sztylet. – Hmm. Nie masz rudy. Niedobrze. Postaraj się ją zdobyć jak najszybciej, a potem wróć do mnie inaczej nigdy nie będziesz mógł czuć się bezpieczny. - Dobrze więc wrócę z rudą! – Rzekł bohater odwracając się i ruszając w stronę południowej bramy. Słońce już było dość wysoko. Cały obóz zaczynał się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Wulfgar111
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…