Druga szansa - cz.1
Tekst o szalejącej zarazie, jej przyczynach i skutkach, o tym, skąd się wzięła i jak jej zaradzić gdy się dysponuje odrobiną pseudonauki pomieszanej z magią. O przeznaczeniu i o starych grzechach.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
____________________________________________________________________________
Część 1 ____________________________________________________________________________
Cisza. Cisza prawie absolutna. Tylko gdzieś kapie woda, a natrętny owad uderza zmaltretowanym ciałem w oślepiająco jasną powierzchnię nagiej żarówki.
Cisza. Cisza jakaś taka dziwna, nienaturalna. Jakby te mury nigdy nie widziały życia innego niż życie tego owada i kilku gryzoni, przemykających od czasu do czasu, cicho, niepostrzeżenie, czarnymi szlakami cieni. I jakby nigdy nie miały zobaczyć.
W gęstym powietrzu unosi się mdlący, słodki zapach pleśni, zgnilizny i czegoś jeszcze. Czegoś, o czym lepiej nie myśleć.
Nagie sufity i ściany, każdą drobinkę odpadającego tynku wypełnia spokój. Całe to miejsce, od podłogi po dach, jest przesiąknięte zimnym, ciężkim od rezygnacji spokojem. Ten spokój jest wieczny.
Wspaniałe miejsce do przemyśleń, refleksji, zastanawiania się nad życiem, prawda? Spokój i nieograniczona ilość czasu. Cała wieczność. Bez teraźniejszości i przyszłości.
Tak właśnie wygląda piekło.
***************************
Już setki, tysiące razy zastanawiał się nad tym, co mu właściwie nie wyszło, gdzie popełnił ten jeden, kluczowy dla całej sprawy błąd, ilu szans nie wykorzystał z tego tylko powodu, powodu najbardziej prozaicznego z prozaicznych, że nie wiedział o ich istnieniu lub dowiedział się o nim zbyt późno.
Analizował każdą sekundę swego życia, do szaleństwa doprowadzało go pytanie, z którym nikt tutaj nie mógł sobie poradzić.
Co by było, gdyby...?
**************************
Ściany były szare. Jak wszystko tutaj. Ubrania, twarze, nawet światło i uśmiechy.
Nie. Nie uśmiechy. Uśmiechy nie były szare. Uśmiechy nie mogły być szare z tej prostej przyczyny, że tutaj nikt, absolutnie nikt się nie uśmiechał.
Przez całą wieczność swego istnienia to miejsce nie widziało ani jednego uśmiechu. Nawet cienia uśmiechu. Tak jakby odrapane ściany miały właściwość wysysania z uwięzionych tu istot każdej kropli radości.
Ale nie, to przecież niemożliwe, kto to słyszał podobne bzdury! Ściany wysysające radość! Też coś!
Zresztą tutaj wszystko było niemożliwe.
**************************
Czas biegł niezwykle powoli. Każda minuta była wiekiem, a godzina tysiącleciem. Czas, który wypacza umysły, nie chcąc zlitować się nad pamięcią.
**************************
Bo w piekle nie ma płomieni, gorącej smoły, wymyślnych tortur i wrzasku. Jest tylko cisza, spokój, pamięć i czas.
____________________________________________________________________________
Część 2 ____________________________________________________________________________
Ludzie umierali. Śmierć wypełniała każdy zakamarek kraju, każdy dom, niezależnie od tego, czy to był pałac, czy najnędzniejsza lepianka. Ludzie wiedzieli o tym, czuli jak się zbliża. I umierali.
W powietrzu unosiły się jej słodkie perfumy. Trupioblade twarze były odbiciem jej twarzy. Jak lustra. Tysiące, miliony trupiobladych luster.
**************************
Strach przed śmiercią jest gorszy od niej samej. Ona jest tylko punktem kończącym poplątaną linię życia. Nadchodzi... i już. Koniec. Kropka. Nie można nawet powiedzieć, że TRWA. Moment śmierci nie ma długości. Jest po prostu granicą - granicą między istnieniem a nieistnieniem.
Strach przed śmiercią towarzyszy człowiekowi od urodzenia, wzrastając wprost proporcjonalnie od przeżytego czasu. Są w życiu chwile, gdy się przydaje i jest wtedy eufemistycznie nazywany instynktem samozachowawczym, taki mechanizm obronny, który dostaliśmy w prezencie od Natury. Ale to ciągle tylko strach.
Nie, nie TYLKO. Strach przed śmiercią to jest AŻ strach.
**************************
Prawie każdy boi się śmierci. Oprócz idiotów, wariatów i ludzi bardzo zmęczonych. Strach przed nieznanym jest naturalny. Szczególnie, gdy wiadomo, że nie ma już powrotu.
**************************
Było cicho. Tak cicho, że cisza stała się jedynym dźwiękiem. Wszyscy na nią patrzyli. Jakby to ONA była winna.
Wszyscy mieli takie same oczy. Bynajmniej nie tego samego koloru. A jednak takie same. Głębokie i mroczne jak najczarniejsze przepaście. Jaśniejące odwieczną mądrością. I okrutne.
Stała nieruchomo przed nimi. Ich badawczy wzrok odzierał ją z duszy. Wiedziała, co za chwilę usłyszy.
- Zostałaś wybrana by ocalić swój lud. To wielki zaszczyt.
- Ale ja nie mam predyspozycji... - próbowała protestować.
Najwyższa uciszyła ją ruchem dłoni.
- Mylisz się. Masz wszelkie predyspozycje. Odejdź.
Pochyliła głowę, by okazać im swój szacunek i posłuszeństwo, mimo że w środku wszystko się w niej gotowało. Odwróciła się i spokojnym, równym krokiem opuściła ponurą salę, z jej mieszkańcami i ciszą.
Szła jak lunatyczka. Korytarz, schody, korytarz, korytarz, znowu schody... Otworzyła jakieś drzwi. Ciemność pomieszczenia była odbiciem ciemności jej wnętrza.
Półprzytomna padła na ziemię i długo płakała nad straconym życiem.
____________________________________________________________________________
Część 3 ____________________________________________________________________________
Leżał na wznak ze wzrokiem wbitym w ciemność. Był zmęczony. Lubił ten rodzaj zmęczenia - kiedy pot spływał po karku, mięśnie bolały z wysiłku, a oddech powoli się uspokajał. Fizyczne zmęczenie było zupełnie inne niż to wywołane nudą, wyrzutami sumienia i wszechobecną pustką. Pozwalało na chwilę zapomnieć.
Ćwiczenia to był jedyny sposób na życie tutaj, inaczej już dawno zatraciłby się i skazał na nędzną egzystencję warzywa. Cierpiącego warzywa.
Z prób odebrania sobie życia zrezygnował już dawno, kiedy zgasła w nim ostatnia iskierka nadziei. Tutaj to było niemożliwe. Jak wszystko zresztą.
**************************
Wczoraj dołączył ktoś nowy. Jeszcze nie przyjął do wiadomości wymiaru swojej kary, nie uświadomił sobie wszystkich konsekwencji. Krzyczał, roztrącając trochę zawieszoną w powietrzu ciszę i wszechobecną nudę.
Tak jest zawsze przez kilka pierwszych dni, tygodni, miesięcy. Do momentu, gdy czas staje się jedynym punktem zaczepienia. Gdy zaczyna się liczyć sekundy, a mijające dni uwieczniać w postaci kresek na ścianie.
Gdy kreski pokryją już każdą płaską powierzchnię, a dni zamienią się w lata, następuje kolejna faza. Nazywają ją fazą ucieczki.
**************************
Ucieczka jest niemożliwa. Nawet ucieczka w śmierć. Podcinasz sobie żyły, wieszasz się na drucie od nagiej żarówki, a następnego dnia budzisz się znowu na twardych deskach łóżka ze świadomością, że się nie udało i nigdy się nie uda.
Nieistnienie byłoby zbyt proste. Ktoś, kto nie istnieje, nie cierpi, nie może odpokutować swoich win. A przecież po to właśnie powstało to miejsce całe tysiąclecia temu. Miejsce pokuty, gdy nie jest już możliwe zadośćuczynienie.
**************************
Poza tym oni wszyscy byli już martwi. Od bardzo, bardzo dawna. A mimo że byli martwi, byli nieśmiertelni. I właśnie to była najstraszniejsza z kar.
____________________________________________________________________________
Część 4 ____________________________________________________________________________
To było trzy miesiące temu. Mała dziewczynka leżała na wielkim łożu w białej, jedwabnej pościeli. Białej jak twarz dziewczynki. Jedynym ciemniejszym akcentem były jej włosy, rozsypane bezładnie na poduszce.
Dz
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arie
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…