Drzewo Życia
coz, przyjaciolom sie podobalo...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Leżałem na klifie i myślałem. Słońce wstało kilka godzin wcześniej i kładło wesołe odblaski na prawie pozbawionym fal morzu. Trochę przeszkadzały mi chodzące po trawie mrówki ale poza tym było nieźle. Po gonitwie, która była moim udziałem w czasie ostatnich paru lat, leżenie na trawie z widokiem na morze stanowiło niezłą alternatywę. Kątem oka patrzyłem na porzuconą obok Biblię z zakładką gdzieś na początku Starego Testamentu. Poszukiwanie metafizycznego sensu życia i tym razem nie trwało długo. Nigdy nie wiedziałem czemu trzeba było wyrzynać te wszystkie egzotyczne plemiona w Kanaanie. Chociaż i tym razem znowu zwyciężyło lenistwo, piękny widok i ogólna senność, to myśli moje zainspirował opis Edenu. - Ech, żeby móc tam się dostać i pograsować trochę pomiędzy tymi wszystkimi owocami - pomyślałem. Kochałem drzewa i bujną roślinność i wizja starożytnego ogrodu przemawiała do mojej wyobraźni. No nic, trzeba było wstawać. Powoli pozbierałem swoje rzeczy. Po drodze postanowiłem zajrzeć do Marty - mojej znajomej jeszcze z ogólniaka. Lubię ją, chociaż niewiele jest osób mogących to samo z czystym sumieniem powiedzieć. Marta jest specyficzną osobą, jednocześnie pełna inteligencji i rozsądku jak i pływająca w kompleksach. Mieszanka ta nie pozwala jej nawiązać żadnych głębszych relacji z ogółem społeczeństwa, za wyjątkiem kilku jego wybranych i zazwyczaj niedocenianych przez innych przedstawicieli. Zaliczam się do tego elitarnego grona i muszę powiedzieć, że czuję się w jej towarzystwie znacznie lepiej niż przy obcowaniu z resztą moich kontaktowych, sympatycznych i otwartych znajomych. W owym czasie Marta mieszkała z rodzicami w małym domku jednorodzinnym , typowym w tym kraju sześcianie z betonu. Niewielki ogródek zajęty był niemal w całości przez grządki warzywne i dwa rachityczne drzewka. W kącie tliło się ognisko. Drzwi były półprzymknięte, Zaniepokoiło mnie to trochę, pchnąłem je i zobaczyłem Martę stojącą w przedpokoju z głupim uśmiechem. - Dobrze, że jesteś - powiedziała - chodź szybko do pokoju. Zaciekawiony poszedłem za nią. W pokoju znajdował się jej roczny brat, bawiący się rozsypanymi po podłodze klockami. - Wiesz co? Byłam w średniowieczu - powiedziała niby spokojnie, ale znając ją zobaczyłem masę emocji ukrytych w tym stwierdzeniu. Spojrzałem na nią pytająco? - Co to znaczy w średniowieczu? Jak to byłaś? Myślami? - starałem się rozładować jakoś tymi pytaniami napięcie wiszące w powietrzu. - Nie chyba fizycznie. Czekaj, jeszcze jestem zaskoczona. To było przed chwilą. - Jak to przed chwilą? - odpowiedziałem gwałtownie - O czym. ty mówisz? Stałam sobie po prostu przed małym i zastanawiałam się dlaczego wszyscy dorośli tak idiotycznie zachowują się przy dzieciach - westchnęła - i co by się stało, gdyby zaczęli zachowywać się poważnie i naukowo. Wzięłam jakąś książkę z półki i zaczęłam czytać mu na głos. O tutaj leży - Pokazała na leżącą na podłodze książkę. Nic nie rozumiejąc podniosłem ją i popatrzyłem na widoczny na okładce wizerunek rycerza na białym koniu. Marta podeszła do okna i widać było, że z trudem opanowuje podniecenie - No więc jak zaczęłam mu ją czytać, to nagle zrobiło się ciemno i znalazłam się w jakieś wiosce. Patrzyłem podejrzliwie na Martę próbując zrozumieć jej niecodzienną ekscytację i słuchając, jak opowiada mi historię o rycerzu, oczywiście siedzącym na białym koniu. Wyjechał zza krzaków i najwyraźniej musiał wziąć jej pojawienie się za przejaw działalności sił nieczystych ponieważ pochylił kopię i z miejsca przypuścił szturm. - Czy myślisz, że zwariowałam? - spytała patrząc mi poważnie w oczy. Najwyraźniej Marta z jakiś niewytłumaczalnych powodów postanowiła naigrywać się ze mnie. Potencjalny żart wydał mi się zupełnie bez sensu i w dodatku nie śmieszny i to mnie właśnie zaniepokoiło. Marta miała zarówno poczucie humoru jak i wysoką inteligencję. Jednocześnie przypomniały mi się mój poranek i przyszło mi do głowy kilka nagłych myśli, w tym przynajmniej jedna głupia. Bez zastanowienia wypowiedziałem je na głos. - A nie przyśniło Ci się to przypadkiem? To co według Ciebie spowodowało tą transformację, Ty, twój brat, czy ten pokój? - Wydałem odgłos mający sygnalizować fakt, że bawię się doskonale - Ty, to jak możemy podróżować w czasie i przestrzeni to zrób coś żebyśmy polecieli do Edenu. - Kiedy ja nie potrafię... Dlaczego do Edenu? - spytała, przerywając poprzednią myśl. - Przekonamy się wreszcie czy to prawda i chcę zobaczyć ogród w Edenie, taką mam zachciankę. Tam rośnie drzewo poznania dobra i zła i drzewo życia i w ogóle jest fajnie - powiedziałem mając nadzieję, że rozładuję napięcie widoczne na jej twarzy. Stała przy swoim bracie ze wzrokiem utkwionym w podłodze. I w tym momencie to się stało. Widok Marty patrzącej w podłogę rozmazał się nagle i straciłem wizję. Zrobiło się ciemno i ucichły wszystkie głosy, a co najgorsze straciłem czucie tak, jakbym został zawieszony w próżni. Zaskoczony kompletnie, nie mogłem się poruszyć. Przestraszyłem się nie na żarty i jedyną myślą którą pamiętam było pytanie, kiedy to się skończy. Skończyło się po jakiś pięciu sekundach. Wizja, czucie i możliwość ruchu wróciły, stałem na ziemi wstrzymując oddech. Wolno rozejrzałem się wokoło. Znajdowałem się w OGRODZIE. - No nie, znowu to samo - doszły do mnie z opóźnieniem słowa Marty. Zatem ją także przeniosło. Poszukałem jej wzrokiem. Stała patrząc przed siebie. - Dinozaur - usłyszałem jej szept. Spojrzałem we wskazywaną stronę i rzeczywiście pod wielkim drzewem w wysokiej trawie stał mały dinozaur. Mówiąc mały mam na myśli stworzenie około trzech metrów wysokie i ważące pewnie z tonę. Było coś jednak w tym zwierzęciu, co kazało o nim myśleć „mały”. Dinozaur patrzył na nas przez chwile, po czym odwrócił się i zaczął uciekać w spowolnionych podskokach. Zaraz zresztą zniknął za dużym krzakiem obwieszonym czymś w rodzaju różowych winogron i przez chwilę docierał do nas oddalający się odgłos jego skoków. W pewnej chwili usłyszeliśmy odgłos spadających kamieni i straszny, przeciągły kwik. Wąwóz był głęboki na trzydzieści metrów a jego dno pokryte głazami. Dinozaur, z tej odległości wydający się małą plamą leżał na dnie bez ruchu. Poczułem się jak morderca i chyba nagle straciłem radość życia. Usiedliśmy na kamieniach i długo analizowaliśmy naszą sytuację. Znajdowaliśmy się niewątpliwie w ogrodzie Edenu. Po pierwsze taki był temat naszej rozmowy przed przeniesieniem, a poza tym wszystko dookoła potwierdzało to przypuszczenie. Pośród wielu ogromnych drzew co jakiś czas wyrastało mniejsze, wysokości naszego wzrostu. Mniejsze drzewa miały owoce o najróżniejszych kształtach i kolorach. Większe były rozmiarów monstrualnych. Ich konary pokryte żółtawym mchem, splatały się wysoko w górze tworząc podstawy dachu z liści. Brązowa trawa sięgała do pasa. Niby powinno być ciemno, jednak światło przedostawało się przez liście, i oświetlało wszystko jakimś dziwnym, ciepłym odcieniem stwarzając wrażenie bajkowości. W obecnej sytuacji, gdyby zza któregoś drzewa wyszła królewna Śnieżka wcale bym się nie zdziwił. Zdarzenie z dinozaurem przygnębiło mnie i poczułem gwałtowną ochotę wyrwania się z tego świata, w którym najmniejszy powiew nie poruszał miękkiej brązowej trawy. Nie było mi ani zimno ani gorąco. Najwyraźniej temperatura była optymalna. Zaciekawiło mnie czy są tu mrówki włażące na człowieka, gdy położy się na trawie. - Myślisz, że to miejsce istnieje naprawdę? - przerwała milczenie Marta - może my je stworzyliśmy w naszej rozmowie i myślach? Może takie miejsca jak te, są stwarzane tak, jak te byty które powstają w chwili ich nazwania? Nie wiedziałem co mam na to odpowiedzieć. Jednocześnie próbowałem sobie poukładać całą wiedze jaką posiadałem na temat tego ogrodu. Próba analizy i porównywania poprzedniego przypadku Marty z naszym obecnym położeniem nic nie dała. Jedyne co dawało jaką taką otuchę to fakt, że z poprzedniej podróży Marta przecież wróciła. - Nie wiem jak będzie z powrotem? - powiedziała Marta - poprzednio wróciłam po chwili. Popatrzyłem na zegarek i zdałem sobie nagle sprawę z bezsensu tego gestu. To że zegarek chodzi świadczy tylko o tym, że w środku rozpręża się sprężyna. Skoro mogliśmy gonić za dinozaurem czy poruszać rękami, to zegarek też może chodzić. Czy w tym dziwnym świecie czas biegnie tak samo? Niemniej zegarek stanowi przecież jakiś wzorzec. Ale dinozaur poruszał się dziwnie powoli. W zegarku miałem zamontowany mały kompas. Obróciłem się kilkakrotnie, igła obracała się posłusznie wskazując jakąś północ. Przypomniałem sobie, że wyjście powinno być na wschodzie. Zaraz, ale jeśli kompas działa to oznacza, że jesteśmy na Ziemi. Albo gdzieś gdzie są bieguny. Od godziny szliśmy na wschód. Poruszaliśmy się po ścieżce z brunatnego mchu wspinającej się łagodnie na wzgórze. Małe drzewa rosły tu znacznie gęściej. Postanowiliśmy nie ruszać owoców, chociaż nie przypominam sobie wzmianki o tym, żeby w Edenie rosło coś trującego. Wręcz przeciwnie. Niemniej nie ryzykowaliśmy. Nie spotkaliśmy więcej zwierząt i prawdę mówiąc byłem z tego zadowolony. Parę razy minęliśmy małe strumienie. Odgłos, który wydawała woda podobny był do cichego śpiewu. Jej głos przyciągał i hipnotyzował jednocześnie. Cała sytuacja była idiotyczna. Od dawna zastanawiałem się, kiedy się obudzę i jednocześnie widziałem, że to nie sen. W końcu odrzuciłem ostrożność i napiłem się wody ze strumienia. Z chwilą kiedy zimna woda spłynęła przez moje gardło poczułem jak przygnębienie, strach i zmęczenie ustępują. Na ich miejscu wyrosła dziwna chęć czynu. Marta po krótkim wahaniu stwierdziła, że…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil seweryng
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…