Wróć do katalogu

Dwa kroki do nieśmiertelności

fantastyka

myroslaw, opublikowano , 49 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Po długich prośbach dałam się namówić Broxowi i weszłam do jego apartamentu. Kiedyś dawno temu Brox kochał mnie bardzo, ale szybko z chłopca zamienił się w podstarzałego faceta. Tak naprawdę nigdy chyba nie był mężczyzną, ale i tak nie miał u mnie żadnych szans. Później nasze ścieżki rozdzieliły się i dopiero teraz, po paru latach znowu spotkaliśmy się. Obecnie miał nade mną przewagę. Praktycznie siedziałam w jego rękach i mógł żądać wszystkiego. Nie spodziewałam się, że będzie na tyle bezczelny. Ale był! Apartament Broxa przypominał właściciela. Duży przepych, wiele kosztownych przedmiotów, ale brakowało dobrego smaku. Nalał z butelki wina i opowiadając głupotki dotykał mnie od czasu do czasu, nieudolnie a zarazem jakoś tak ordynarnie. Niekiedy uśmiechałam się i nie reagowałam i gdy już myślał, iż złamał moje opory oznajmiłam o odejściu. -Nie idź – wysapał, odstawił kieliszek i próbował zasłonić drogę. –Możemy jeszcze porozmawiać – cuchnął potem i pożądaniem. Odepchnęłam go. Nie stawiał oporu. -Więc idź! – Warknął. –Idź sobie. Przecież wiesz, że nie mogę cię zatrzymać. Myślał, że jest sprytny i poprzez tanią zagrywkę osiągnie cel. Ale tym razem przegrał. Nacisnęłam klamkę. -Car! To za mało, co powiedziałaś. Musisz zdobyć więcej informacji. Przejrzyj jego osobisty komputer. -Spróbuję – mruknęłam. -Nie próbuj Car! Jeżeli go kochasz zrób to!

*

Kochałam Maxa. Bardzo. Już myślałam, że nie będzie dane poznać smaku tej największej ludzkiej namiętności. Ale spotkałam Maxa i zakochałam się jak jakiś podlotek. Zerwałam z przeszłością. Przez rok krążyłam jak sęp, by zauważył. I zauważył. Słyszałam o licznych romansach, tabunach kochanek, ale to nie przeszkadzało. Musiał mnie zauważyć. Chciałam być jedyną a nie jedną z wielu. To mogłam dostać, ale sięgnęłam wyżej. I dopięłam celu. Długo opierałam się jego zalotom. Przyrzekałam, że oddam się Maxowi tylko po ślubie, ale te przysięgi kruszały i już na którymś kolejnym spotkaniu otrzymał nieograniczone rozkosze alkowy. Nie umiał się kochać. Jak większość mężczyzn zaspakajał siebie. Nauczyłam go miłości. I zakochał się w nauczycielce. Uległam, ale ciąg dalszy mógł być tylko po ślubie. Nie chciałam wielkiego profesora. Chciałam mieć człowieka przy sobie. A że był wielki i sławny? To pomagało niejednokrotnie. Poznałam dogłębnie arkana miłości. Byłam kapłanką miłości. Udzielałam lekcji wielu sławnym osobistościom, wielu znakomitych person korzystało z mojego ciała. Osiągnęłam perfekcję drogą doskonalenia i ćwiczeń. W naszą noc poślubną zaprezentowałam się z jak najlepszej strony. Gdyby Max był bardziej praktyczny mógłby się domyślić. Ale wierzył tylko w swoją wielkość. Niczego nie zauważył: dużego wyrobienia, fachowości, rutyny. Nie poznał, że tak mogła się kochać tylko … prostytutka. -Czym się zajmujesz kochanie? – Spojrzałam w jego błękitne oczy, jakich nie mogła stworzyć natura. Znałam w życiu wielu mężczyzn, ale tak niebieskich oczu nie miał żaden. W głos włożyłam dużą dawkę obojętności. Max nie lubił pytań o pracę, irytował się, ale czasami w wyjątkowo dobrym humorze sam zaczynał rozprawiać. -Powiedz mi Carolin? – Popatrzył na mnie poważnie. –Czy chciałabyś być wiecznie młoda? -Ale tylko przy … twoim boku – odparłam. Zabrzmiało jak żart, lecz to była prawda. Max zamyślił się. Musiałam atakować. –Powiedz mi? To, o czym piszą gazety jest podobno stekiem bzdur. A naprawdę zajmujesz się czymś innym. Czy to prawda? -Czy to takie ważne Carolin? – Przygarnął mnie do siebie i objął. Byłam wysoką kobietą, ale w jego przepastnych ramionach ginęłam. –I tak nie zrozumiesz. -Powiedz tak, bym zrozumiała. Często ludzie pytają mnie, a ja nic nie wiem. To wstyd! Wszyscy są tacy ciekawi – pocałowałam go w usta. -No właśnie. Aż za bardzo. Ten Brox coś się dowiedział. Musiały być jakieś przecieki. Drgnęłam. Skąd on o tym wiedział? -Musiałaś mu coś powiedzieć. Tak się ostatnio kręci koło ciebie. -Przecież ja nic nie wiem. A Brox to stary przyjaciel. Wspominamy dawne dzieje. -W łóżku? -Chyba nie myślisz, że cię zdradzam? -Pójść z kimś do łóżka nie jest zdradą. Taki był Max i takiego go kochałam. Nie było, co dyskutować. Często w wypowiedziach telewizyjnych też szokował swoimi poglądami. Nie chciałam już więcej wypytywać i sądziłam, że nic się nie dowiem, ale wtedy Max sięgnął do kieszeni i wyjął mały notesik w czerwonej okładce. -Wielu chciałoby wiedzieć. Ale nigdy się nie dowiedzą bez tego – potrząsnął notesem w wyciągniętej ku górze ręce. –Bez tego moje obliczenia są niezrozumiale. Dla każdego. Dla twojego Broxa też!

*

Broxa spotkałam kilka miesięcy temu na przyjęciu. Wyglądało, że przypadkowo. -Car! – Wykrzyknął. –Jesteś coraz piękniejsza i coraz młodsza! To zadziwiające, ale rozpoznał mnie, mimo że zmieniłam twarz. Przez chwilę zastanawiałam się, czy zna moją przeszłość, ale to było niemożliwe. I jeszcze pomyślałam: dobrze, że zostawiłam to samo imię. -Halo Brox – niestety nie mogłam powiedzieć żadnego komplementu: postarzał się i to bardzo. –Skąd się tu wziąłeś? – Przyjęcia, w których uczestniczyliśmy z Maxem wyróżniały się starannie wyselekcjonowaną listą gości. -Zupełnie przypadkowo. Ale słyszałem, że jesteś żoną profesora Armando. Wysoko zaszłaś Car! Zawsze w ciebie wierzyłem. I kochałem cię. Pamiętasz Car? -Tak – mruknęłam niechętnie. Kolejne spotkanie nastąpiło tydzień później i jego przypadkowość wydała mi się mocno podejrzana. Brox nagle zastąpił drogę, jakby oczekiwał na moment, kiedy zostanę sama. Nie myliłam się. Dałam się zaprosić na drinka. Brox zamówił loże, co wywołało jeszcze większe zdziwienie. A zachowywał się, co najmniej nerwowo. Po kilku ogólnych uwagach przystąpił do … interesu. -Car, przepraszam cię. Nie chciałem tego, ale zadecydowało, że znaliśmy się wcześniej. Ja nic nie wiem Car – załamywał dłonie i coraz bardziej się pocił. –Jestem pionkiem, narzędziem, wykonuję tylko rozkazy. Wiesz, że cię kocham, zawsze kochałem. I te sposoby … brzydzę się nimi, ale jestem zaplątany i nie mam wyjścia. Rozumiesz? Każą mi robić, … więc robię. Obejrzyj sobie. Drżącą ręką wręczył kopertę. Wyjęłam kilka fotografii. Poznawałam siebie sprzed kilku lat. Skąd oni mają te zdjęcia, pomyślałam, skąd mają te zdjęcia, byłam cały czas obserwowana? -Skąd to macie – wystękałam zaskoczona. -Nie wiem Car. Przecież wiesz. Jestem marnym trybikiem. Wszystkie zdjęcia barwne, wyraźne. Na wszystkich ja, wyszukane pozycje, moja twarz, moje ciało, nagie, obok mężczyźni, kilku, jakaś grupowa zabawa. -Car! Musisz im pomóc – przypomniał się Brox. Ale nie potrafiłam słuchać. Myślałam: jak oni odkryli, w jaki sposób doszli, że zanim zostałam profesorową sprzedawałam swoje ciało? Tyle pieniędzy nie zniszczyło tamtego okresu. Wygrzebali, znaleźli, musieli od dawna obserwować, bo mieli nie tylko zdjęcia, ale nazwiska klientów, odpisy kilkakrotnych zmian nazwiska, adresy chirurgów plastycznych, nawet kopie rachunków. Całą pracę i wysiłek zniweczyli w jednej sekundzie. -Car! Oni wiedzą wszystko. Nawet więcej jak wszystko. Jeżeli nie chcesz stracić męża, musisz im pomóc. Nie chciałam stracić Maxa. Był dla mnie wszystkim. Stałam się narzędziem w ich rękach. Dotychczas nie interesowałam się pracami Maxa. Kochałam mężczyznę a nie profesora. Dopiero pojawienie się Broxa zmieniło sytuację. Musiałam się zorientować. Miałam dowiedzieć się, nad czym pracuje Max i podkraść trochę wyników – jak to ładnie sformułował Brox. Jak dotąd dostarczyłam dwie informacje, z których szefowie Broxa nie mogli być zadowoleni. I nie byli. I tak miałam szczęście, że Brox o wiele bardziej zabiegał o swój interes. Ale musieli coraz bardziej naciskać, bo Brox też stawał się coraz bardziej niecierpliwy. -I, co Car? Masz coś? Nie możesz zwodzić ich w nieskończoność. Stracą cierpliwość. -On nie ma żadnego osobistego komputera. Najważniejsze informacje zapisuje w notesie. -Notesie – powtórzył. -Tam jest klucz. -Jeżeli chcesz uratować męża, musisz zdobyć ten notes. Wystarczy jak zrobisz kopie. Zrób to Car. Sytuacja staje się gorąca. -Postaram się. -Zrób to! – Powiedział twardo, niemal z groźbą. -Dobrze. Widziałam, że Brox odetchnął, nadeszła, więc kolej, by realizować swój prywatny biznes. -Car! Może … pójdziemy do mnie? -Spieszę się. -Tylko na chwilkę – ujął moje ramię. -Nie chcę Brox. -Car! Czyżbyś była mu wierna? -Chyba w to nie wątpisz? -Ty??? – Zdziwił się. -Tak! Ja! Z tamtym skończyłam. -Może to nie jest moja sprawa Car, ale powiedz mi? Dlaczego zostałaś … prostytutką? Uśmiechnęłam się smutno. Dlaczego zostałam? Po prostu nie chciałam być biedna. I to wszystko. Ale nic nie odpowiedziałam. -To na razie Brox. Postaram się coś zrobić. Umawiać się nie będziemy. I tak mnie znajdziesz.

*

Odkąd spotkałam Broxa moje życie zmieniło się. Dotychczas żyłam niejako na powierzchni, pławiłam się w przyjemnościach: bale, spotkania, wywiady, radio i telewizja. Nawet nie przypuszczałam, że jest jakaś druga strona, gorsza, inna, silna, groźna i tajemnicza. Nawet pojawianie się Broxa. Nigdy nikomu nie mówiłam, gdzie idę, często sama błyskawicznie zmieniałam decyzję a on i tak pojawiał się niczym duch. Również inaczej zaczęłam patrzeć na Maxa, ale jego zachowanie zdawało się być normalne. Chwilami chciałam wszystko wyznać, opowiedzieć o męczących spotkaniach z Broxem, ale zaraz przypominałam sobie, co w takim wypadku groziło nam obojgu. Postanowiłam za wszelką cenę ratować nasz związek. Przecież te badania nie są takie ważne dla nas, najważniejsze jest uczucie – tak usprawiedliwiałam się - ale jednocześnie czułam, że postępuję wobec Maxa nielojalnie. Z Maxem tworzyliśmy dobraną parę. Nigdy nie pokazywałam jak bardzo zależy mi na nim, a i on zachowywał powściągliwość, ale zgadzaliśmy się we wszystkim. Nawet w szczegółach. Nie było w tym jakichkolwiek ustępstw. Po prostu trafiliśmy na siebie. Nasza miłość nie była wielkimi słowami: na zawsze, wiecznie i tym podobnych. Nie miała w sobie nic z zaborczości ani z zazdrości ani wielkiego porywu namiętności. Była cicha i spokojna, wyrażała się w gestach, zachowaniach, uśmiechach. Na każdym kroku widziałam, że Maxowi zależy na mnie. Często wyjeżdżał na parę dni, ale zawsze dzwonił a jak miał więcej czasu przyjeżdżał. Nie miałam okazji podglądnąć notesu. Max prawie nie rozstawał się z marynarką, gdzie w bocznej kieszonce spoczywał. To było w pewien sposób sprytne. W erze chipów, gdy długopis powoli stawał się muzealnym zabytkiem, zapisywanie czegoś w notesie zakrawało wręcz na dziwactwo i nikt chyba nie podejrzewał wielkiego profesora o taką fanaberię. Zamierzałam właśnie opuścić mieszkanie, gdy zobaczyłam na fotelu marynarkę Maxa. On sam przebywał w łazience. Dzieliły nas trzy pomieszczenia i na pewno usłyszałabym, gdyby wychodził z łazienki. Taka okazja mogła się już nie powtórzyć. Wyjęłam z kieszeni czerwony notes. Przekartkowałam pobieżnie. Więcej jak połowa była zapisana malutkimi cyferkami. Nic z tego nie rozumiałam, bo i skąd? Zrobiłam tylko trzy fotokopie pierwszych stron. Więcej nie zamierzałam. Chciałam zostawić sobie jakąś kartę atutową na przyszłość. Ale i tak nie zdążyłabym. Usłyszałam szmer. Błyskawicznie wrzuciłam notes wraz z aparatem do torebki. Udało się zanim do pokoju wszedł Max. -Carolin – pocałował mnie w policzek, porwał swoją marynarkę i ubrał. Zastanawiałam się intensywnie jak zwrócić notes i co się stanie, gdy Max sprawdzi, czy znajduje się tam gdzie powinien. Ale na razie na szczęście nie robił tego. –Wybierasz się gdzieś? -Mam spotkanie z tym specem od modern fashion – współpracowałam z bardzo popularnym kobiecym magazynem KKK. Była to raczej jeszcze jedna przyjemność niż praca zarobkowa. Nasze konto gwarantowało luksusowe życie około dwudziestu generacjom Armandów z dowolną liczbą dzieci. Ale czasami z nudów nachodziła ochota i pisałam artykuł bądź przeprowadzałam wywiad z jakąś osobistością. -Gdzie? -W „Continental” -Jeżeli chcesz to podwiozę cię. A wrócisz taksówką. -Dobrze – zgodziłam się mając nadzieję podrzucić notes Maxowi gdzieś po drodze. –A ciebie, kiedy mam się spodziewać? -Nie wiem maleńka. Naprawdę nie wiem. Gdyby się przedłużało, zadzwonię. Wsiedliśmy do czarnego mercedesa. Szofer Maxa zasłonił szyby i włączył klimatyzację. Wnętrze wozu wypełnił przyjemny chłód. Max otworzył barek. -Napijesz się Carolin? Kiwnęłam głową. -Masz jakieś kłopoty – spytałam, gdy wrzucał kostki lodu do drinka. -Nie. Dlaczego pytasz? – Nie zauważyłam żadnego poruszenia. Żaden grymas nie zdradził, że tak jest. Pomyślałam, że to wszystko jest jakąś pomyłką a wysiłki Broxa mają mnie jedynie wciągnąć do łóżka. -Wydawało mi się, że coś cię gnębi. -Tak. Mam trochę kłopotów, … ale to nic poważnego. Kłopoty też są potrzebne w życiu – roześmiał się sztucznie. –Myślę, że szybko się skończą i wszystko będzie dobrze. Ale ty Carolin nie przejmuj się. To są tylko i wyłącznie moje kłopoty. A jednak! A już się łudziłam! Niepotrzebnie powiedział. Może wtedy inaczej bym się zachowała. Również nie miałam okazji zwrócić notesu. Gdy wysiadałam przed hotelem, nadal spoczywał w torebce.

*

Usiadłam przy barku. Usłużny barman momentalnie postawił lampkę campari. Byłam częstym gościem i znał moje upodobania. Oczywiście nie przyjechałam spotykać się z kimkolwiek. Wywiad z facetem od mody ukazał się miesiąc wcześniej. Myślałam o Maxie. Nie chciałam go stracić. Czułam, że coś się dzieje złego wokół nas. I ja brałam w tym czynny udział. Nie wiedziałam tylko na korzyść, czy nie na korzyść. -Witaj Car – usłyszałam szept. Odwróciłam głowę. Brox. To zadziwiające, ale on zawsze pojawiał się, gdy miałam coś dla niego. Jakby oni wiedzieli. Ale przecież nie mogli wiedzieć. Skąd mogli widzieć, że właśnie dzisiaj zdobyłam zdjęcia? Nawet wizyta w „Continetal” była zupełnie przypadkowa. Decyzję podjęłam zaskakując siebie. Wyglądało, że mój każdy krok śledzono. -Campari – wskazał na lampkę. -To … też … oni wiedzą? -Och Car. Oni wiedzą wszystko. Wszystko – delektował się tym słowem. Pomyślałam, że może wiedzą wszystko, ale co jest w czerwonym notesie Maxa nie. -Masz coś dla mnie – spytała Brox. -Zrobiłam fotokopie trzech pierwszych stron. -Tylko tyle? – Rozczarował się. -A ty myślisz, że ten notes leży na stole w kuchni? On się z nim nie rozstaje. Ale dostarczę wszystkie. -No dobrze. Daj mi, ale nie teraz i nie tutaj – powiedział widząc, że sięgam do torebki. – Sprawy się trochę skomplikowały – Brox wstał a ja za nim. Był niższy o pół głowy ode mnie, miał pokaźny brzuszek i głowę pozbawioną włosów. -Co się stało Brox? -Pojedziemy do mnie. Mam ci coś ważnego do powiedzenia – ulokował rękę na moim biodrze. Dużą i mięsistą. Czułam jak drży. Mało się nie oślinił z pożądania. Ten nieznaczny gest narobił wiele zamieszania w jego rozporku. -Brox! -Car! Ja naprawdę mam ci coś ważnego do powiedzenia – nacisnął rękę i przysunął mnie do siebie. Poczułam woń potu przedzierającą się poprzez jakąś drogą wodę kolońską. Aaaa … to … Car. Wiesz, jak bardzo cię kocham … i pragnę … Car!? Pomyślałam, że nadszedł czas zapłaty: za moje życie takie a nie inne, za moją miłość, za oszukiwanie Maxa, za wszystko. Czułam pustkę, po której snuł się osłabiający żal, gdy szłam za Broxem. -Czy wiesz, co teraz robi twój mąż? – Spytał Brox, gdy taksówka wiozła nas do jego apartamentu. Pytanie było wyraźnie tendencyjne, ale przecież Max nie pojechał mnie zdradzać. Czasami wydawało mi się, że mnie zdradza, że idzie na randkę z jakąś gąską zauroczoną sławnym profesorem. Nawet gdyby tak było nie umiałabym z tym walczyć. Mogłabym tylko odejść, ale tego nie chciałam. Zresztą wszystko to było przywidzeniem i wyobrażeniem. Nigdy nie przyłapałam Maxa na zdradzie, więc uwagę Broxa zmilczałam. Pierwszy raz miałam zdradzać Maxa. I to z jego wrogiem, bo Brox do przyjaciół na pewno się nie zaliczał. Podwójny smak zwycięstwa? Perfidia czy chęć ratowania małżeństwa? Czułam się fatalnie. -Nie bój się Car. Nic nie powiem. Wiesz, że potrafię milczeć. Zawsze cię kochałem. I będę kochał. Wiesz, że zawsze możesz przyjść do mnie i postaram się pomóc – kadził czując bliski sukces. Już za chwilę zamkną się drzwi i stanie się. Brox pulchnymi spoconymi rękami rozbierze mnie a później …. Ze zdenerwowania nie mógł trafić kluczem w zamek. Wreszcie udało się. Zastanawiałam się, w jaki sposób zabierze się do dzieła. Zamknął drzwi i przygarnął mnie do siebie. Ma krzepę. Nie ma, co? -Zaczekaj Brox. Obiecaj, że Maxowi nic się nie stanie. Nic mu nie zrobicie. -Oczywiście – charczał, ale nie myślał nad odpowiedzią. O coś zapytałam, chciałam potwierdzenia, więc potwierdził. Usiłowałam się usprawiedliwić: chcę ratować Maxa, pójść z kimś do łóżka nie jest zdradą. Nic nie pomagało. Leżałam i nie uczestniczyłam w tym. Przykry zabieg. Słyszałam sapanie Broxa, czułam jego rozlane cielsko i pieszczoty, które nie sprawiały żadnej przyjemności.

*

Wracałam do domu taksówką. Zastanawiałam się nad tym, co powiedział Brox. Czy wymyślił bajeczkę w wiadomym celu, czy była to prawda? Otóż na arenie walki pojawił się jeszcze ktoś inny, skąd można się było spodziewać różnych niespodzianek. Z jego słów wysnułam tylko jeden wniosek: muszę jak najszybciej dostarczyć notes a wówczas wszystko ułoży się dobrze. Gdyby biedaczek wiedział, że notes leżał tak blisko niego przez cały wieczór? Dolatująca przyjemna muzyka została nagle przerwana i zaczęto podawać poranne wiadomości. Byliśmy w połowie drogi do domu, gdy padły słowa: dzisiaj w godzinach rannych znaleziono zwłoki znanego profesora Maxymiliana Armando. Policja nie podała dotychczas żadnych informacji na ten temat. Profesor Armando był … Zacisnęłam mocno ręce. To nie mogła być prawda. Jakaś pomyłka! To nie mogła być prawda! Zdusiłam w sobie rodzący się płacz. Więc gdy ja … oni go … zamordowali. Brox. Obiecał. To nie mogła być prawda. -Co się stało proszę pani – spytał kierowca. Odwróciłam głowę, by nie widział zbierających się w oczach łez. Ale już po chwili uspokoiłam się. Jakby zapadła we mnie jakaś kurtyna odcinając ból od rzeczywistości. Cierpiałam, bardzo cierpiałam, ale wewnątrz bez ujawniania się na zewnątrz. Ból płonął we mnie i nastawiał agresywnie do wszystkich. Niczym zawodowy morderca przygotowywałam plan postępowania. Wysiadając z samochodu zobaczyłam zniszczenia w okolicach naszego domu i w budynku. Wyglądało jakby przez ogród przeszła trąba powietrzna. Wszystkie kwiaty, rabaty, krzewy i drzewka połamano. Trawniki zryto. W budynku widziałam powybijane szyby, całą elewację podziurawiono, nawet zdarto część dachu. Z przerażeniem patrzyłam na obraz zastanawiając się, kto to zrobił i w jakim celu. Drogę do bramki zastąpił umundurowany policjant. -Ja tu mieszkam. Moje nazwisko Armando. Odwrócił się i przez telefon z kimś rozmawiał. Po chwili otworzył bramę i wpuścił mnie do środka. Wnętrze mieszkania przedstawiało żałosny widok. Ściany zdrapano do tynku, zdarto parkiety, meble i resztę przedmiotów porozbijano i porozdzierano, dywany pocięto nawet kwiaty wyjęto z donic a ziemię wytrząśnięto na podłogę. -Pani Armando? - Z zadumy wyrwał mnie głos. Mężczyzna siedział na resztkach fotela i przeglądał jakieś papiery. –Moje nazwisko Cooleman. Kapitan Cooleman. Będę prowadził śledztwo w sprawie pani męża – miał jakieś czterdzieści lat, masywne ramiona i pozbawioną wyrazu twarz. Jego oczy przypominały guziki, błyszczące, ale bez jakiegokolwiek ludzkiego uczucia. -Jak to się stało? Gdzie on jest? – Spytałam. -Nic na razie nie wiemy. Jak brzmiało pani pierwsze prawdziwe nazwisko? -Shapiro. -Tak. Carolin Shapiro. Urodzona … ukończyła studia … - monotonnie czytał mój życiorys. –Czy mąż wiedział, że była pani prostytutką? -Wydaje mi się … -Proszę odpowiadać na pytania – przerwał spokojnie, ale z jakąś siłą i posłuchałam. -Nie. -Gdzie pani była w nocy? -Spotkałam starego przyjaciela. Uśmiechnął się pod nosem. -Dobrze. Mam prośbę a właściwie jest to … polecenie. Proszę niczego nie przekazywać mediom. Żadnych informacji. Na razie. Po prostu, dlatego że jeszcze nic nie wiemy. Odszedł sławny człowiek. Sama pani wie, co te hieny dziennikarze potrafią zrobić. A teraz pojedziemy i zidentyfikuje pani zwłoki. W samochodzie milczeliśmy. To zadziwiające, ale nie interesowało mnie, w jakich okolicznościach zginął Max, gdzie znaleziono ciało, czy zastrzelono go czy też został uśmiercony w inny sposób. Jakby ta sprawa już nie istniała. Dotarł fakt śmierci i nic już więcej nie chciałam wiedzieć. Weszliśmy do szarego budynku. Mężczyzna w białym fartuchu zaprowadził nas do pustego pomieszczenia, w którym panowała złowroga cisza. Podeszliśmy do ściany, mężczyzna nacisnął guzik i wysunął się stół, na którym leżała ludzka postać przykryta białym prześcieradłem. Nic nie odczuwałam. Ani strachu ani bólu, jakby wyprano mnie z wszelkich ludzkich uczuć. Facet uniósł prześcieradło. Spojrzałam na twarz i spotkałam się z zimnym spojrzeniem, jakiego Max na pewno nie miał. Przeniknął mnie dreszcz. -Czemu ma otwarte oczy – spytałam zaskoczona. -Ooo … to … taki … nieważny szczegół – rzekł obojętnie kapitan Cooleman. –Czy to są zwłoki pani męża Maxymiliana Armando? -Tak. To on!

*

Wyszliśmy z prosektorium. Owiało mnie świeże, słoneczne powietrze i jakbym poczuła się lepiej. Ale to było tylko złudzenie, bo właśnie wtedy stało się. Czułam, że tracę siły i czucie. Miałam tego świadomość, ale nie potrafiłam opanować. Zdążyłam jeszcze złapać za ramię kapitana. Gdyby nie podtrzymał mnie, upadłabym na bruk. Później nie wiem, co się ze mną działo. Chwilami docierały głosy i obrazy z zewnątrz: słowa, strzępy zdań, czyjaś twarz, przedmiot. A poprzez te migawki toczącego się wokół mnie życia, wewnątrz przesuwały się obrazy. Mała zagubiona dziewczynka, z której wszyscy się śmieją, popychają i potrącają. Bita przez ojca i wiecznie wrzeszczącą matkę, od której często dolatywał zapach alkoholu. Już wówczas mała dziewczynka postanowiła zmienić swoje życie w przyszłości, wyrwać ze środowiska. Dziewczynka zmieniła się w panienkę, ładną, o czym mówiły spojrzenia chłopaków i wiele propozycji. Pierwsze próby zmiany życia kończą się fiaskiem. Nieudany start do kariery filmowej, niepowodzenia przy zdjęciach na modelkę. Drobny incydent zaważył, że stała się tym, kim była. Rozpoczęło się nocne życie na pozór łatwe w rzeczywistości przykre i przygnębiające. Aż do spotkania Maxa. Max! Dla niego panienka lekkich obyczajów stała się kimś innym. Czy ktoś uwierzyłby w wewnętrzną przemianę? Nie. Panienka musiała zmienić całą zewnętrzną otoczkę. Udało się. W pewnym sensie. Ale Maxa zdobyła. Max. Rozpoczęły się słoneczne karty życia. Życia domowego, życia dla ukochanego mężczyzny, życia z ukochanym mężczyzną. Życia z przyszłością i zupełnie inne. Tak inne, że aż niemożliwe, że aż czasami panienka bała się złego końca. I w te sielskie obrazki wepchała się nagle twarz Broxa. A później zapadły mroczne ciemności. -Zemdlała pani, ale już wszystko w porządku – powiedział starszy pan w okularach, gdy otworzyłam oczy. –Niech pani jeszcze poleży troszkę i może wracać do domu. Gdyby coś się działo proszę dać znać.

*

Nie mogłam mieszkać w domu. Wynajęłam apartament w „Continental”. Sprawdziłam czerwony notes Maxa. Leżał spokojnie obok kosmetyków. Sprawdziłam też jeszcze coś innego. Malutki pistolet wyglądający jak zapalniczka. Zaraz na początku naszego małżeństwa Max wręczył go. Na co, spytałam zdziwiona. Może się przydać, odparł. Teraz wiedziałam, że przyda się. Na początek umówiłam się z Broxem. Gdy tylko zamknęły się drzwi jego apartamentu, wyjęłam pistolet i wycelowałam w brzuch. Przestraszył się. -Zginiesz. Zabiłeś Maxa – powiedziałam. Było to absurdalne podejrzenie, bo tak się złożyło, że w czasie, kiedy mordowano Maxa spędzałam z nim. Ale on reprezentował ludzi, którzy maczali palce w śmierci Maxa. I o nich mi chodziło. -Uspokój się Car. Proszę cię. Nic o tym nie wiem. To nie nasza sprawka. -To wy. To na pewno wy – powtarzałam uparcie. -Car – błagał. –Uwierz mi. Nigdy cię nie okłamałem. -Mówiłeś zawsze to, co ci kazali. Teraz powiedz więcej. Max zginął, bo przekazałeś im informację o notesie? -Car! Oni nie mieli powodów go zabijać. -Odpowiedz. -Oni nie mieli powodów zabijać. -Ciągle mówisz „oni”. Jacy „oni”? Kto to jest? – Dotychczas za bardzo nie interesowałam się mocodawcami Broxa. -Nie wiem Car. Każą mi robić, robię, biorę pieniądze i to wszystko. Nawet nie chcę nic wiedzieć. Po ciekawskich wszelki ślad ginie. Nadal…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych