Wróć do katalogu

Dwanaście sztab złota.

Urywek wizji człowieka w świecie przyszłości, zdominowanym przez technikę.

MagMagneto, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ledwie migoczący milionem galaktyk fioletowy całun portalu zniknął za moimi plecami, ściągnąłem gruby łańcuch, przytroczony do ciężkiego, stalowego, krasnoludzkiego hełmu, a wielki, spieniony po długim biegu grizzly posłusznie zatrzymał się w miejscu. Stojąc na szczycie długich, kamiennych schodów, omiotłem wzrokiem rozciągające się po horyzont czerwone pustkowie, usiane gdzieniegdzie wysokimi, nienaturalnymi wzgórzami, przypominającymi krajobraz rezerwatu Indian Navaho w Arizonie. Biegnąca od stóp schodów dalej, niż sięga wzrok, szeroka, kamienna droga, wyznaczająca granicę pomiędzy terytoriami Sojuszu i Hana wydawała się pusta. W powietrzu również nie dostrzegłem nikogo, poza kilkoma smokami, krążącymi gdzieś nad Wielkim Jarem, w pobliżu Wiecznej Przepaści. Nie były jednak nigdy zainteresowane żadnym z przemierzających tę krainę wędrowców i niezaatakowane trzymały się swoich terytoriów. Znacznie większe zagrożenie stanowili włóczący się po okolicy Wojownicy Hana, niejednokrotnie zbierający się w grupy, liczące od trzech do pięciu jeźdźców i napadający bez ostrzeżenia i dla własnej satysfakcji każdego, kto na chwilę zapomniał o regularnym zerkaniu przez ramię za siebie lub bacznej obserwacji nieba. Sojusz wielokrotnie próbował rozprawić się z tą barbarzyńską plagą, jednak zawsze, gdy tylko zorganizowane grupy pościgowe napotykały ich ślady, ci jazgocząc rzucali się do ucieczki, przeskakiwali przez drogę i kryli się w chronionym potężnymi zaklęciami obozie, pozostając poza zasięgiem zwyczajnej broni i zwykłej magii. Grizzly poruszył się zniecierpliwiony, a szczęk jego tytanowego pancerza wyrwał mnie z odrętwienia. Spojrzałem ostatni raz w niebo i ścisnąłem niedźwiedzia kolanami, ruszając w dół schodów. Gdy dotarłem do ich podnóża, skierowałem się na południowy zachód, starając się jak najszybciej zagłębić w terytorium Sojuszu. Pospiesznie minąłem kilka pierwszych wzgórz, nim pozwoliłem sobie zwolnić i zacząć coraz uważniej rozglądać się za spaczonym żelazem. To właśnie ono było celem mojej podróży. W tym miejscu, dosłownie w ciągu kilku godzin, wyrastały spod ziemi niezdrowo zielone złoża twardego kruszcu, który po przetopieniu w stolicy, pozwalał mi formować sztaby, gotowe do sprzedaży po dwadzieścia do trzydziestu sztuk złota za każdą. Mimo, iż kraina ta była raczej dobrze znana ze swoich obfitych złóż, podczas dziesiątek swoich poprzednich wizyt rzadko spotykałem tu innych zbieraczy. Część z nich ruszała dalej, po znacznie cenniejsze kruszce, do krain, w których nie miałem jeszcze czego szukać. Inni dawno opuścili ten świat, dorabiając się teraz pewnie majątku w jednej z Zewnętrznych Sfer, na lodowych ziemiach dalekiej północy lub wśród orientalnych, poprzecinanych polami ryżowymi zielonych wzgórz południa. Gospodarka na ziemiach Sojuszu we wszystkich Sferach kwitła w najlepsze, choć dawało się powoli odczuć rosnące przeludnienie, objawiające się powolnym, acz nieprzerwanym spadkiem cen produktów w domach aukcyjnych. Prawo wolnego rynku, w myśl którego wzrostem sprzedaży produktów jednakowej jakości mógł szczycić się jedynie ten, który najbardziej obniżał cenę, zawsze prędzej czy później doprowadzało do załamania gospodarczego i masowych migracji do mniej zaludnionych, równoległych światów. Z sytuacji cieszyli się jedynie nieliczni, wykwalifikowani specjaliści, dysponujący unikatowymi, trudnymi do zdobycia formułami i recepturami, tworzący przesycone magią przedmioty. Spadek cen popularnych towarów pozwalał im bowiem zmniejszać koszty produkcji, jednak nie obligował ich do obniżania wartości finalnego produktu. Oczywiście, z biegiem czasu coraz więcej osób nabywało tajemną wiedzę, rozpoczynając tym samym wyścig obniżania cen również dla przedmiotów unikatowych, jednak skala zjawiska była minimalna w stosunku do globalnego stanu ekonomii. Zeskoczyłem z grzbietu niedźwiedzia, wydobyłem z juków diamentowy kilof i zbliżyłem się do wielkiego okrucha skalnego, strąconego pewnie kiedyś przez deszcz meteorytów z grzbietu góry podczas formowania się Zewnętrznych Sfer. Wiedziałem, że w szczelinie skalnej, za odłamkiem, znajduje się złoże spaczonego żelaza, a samorodki można łatwo wydobyć z tego miejsca nawet co godzinę. Kiedy oczyściłem z nich wierzchnią warstwę ziemi, postanowiłem rozbić w tym miejscu obóz i poczekać, aż złoże się odnowi. Wydawało się to dobrym pomysłem. Znajdowałem się stosunkowo daleko od granicy terytorium Hana, od północnej strony osłaniała mnie ostra, poszarpana grań, od południowego wschodu, w odległości kilkuset metrów majaczyła krawędź Sfery, a na południowy zachód ode mnie, gdzieś poza zasięgiem wzroku, znajdował się obóz Sojuszu. Szansa, że znajdą mnie tu Wojownicy Hana była niewielka i to złudzenie względnego bezpieczeństwa warte było bezczynnego oczekiwania na odnowienie się złoża. Wsunąłem niedźwiedziowi kawał suszonego mięsa do pyska, poprawiłem zapięcia jego tytanowej zbroi i pozwoliłem mu się zwalić ciężko pod ścianą urwiska. Sam zaś rozpaliłem niewielki ogień i zacząłem suszyć mięso upolowanych po drugiej stronie portalu wilków. Gdy skończyłem, sprawdziłem jeszcze na wszelki wypadek, czy złoże spaczonego żelaza się odnowiło, a przekonawszy się, że znajdę tam jedynie piasek, wylogowałem się. Przeciągnąłem się na trzeszczącym, skórzanym fotelu i upiłem łyk Jacka Danielsa ze stojącej na biurku szklanki. Miałem około czterdziestu minut czasu, nim będę musiał ponownie zalogować się do gry, by nikt nie ubiegł mnie przy moim złożu. Moja postać nie zniknęła. Wciąż tkwiła gdzieś tam, przy niewielkim ognisku, narażona na niespodziewany atak

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych