Wróć do katalogu

Dywan

(...) Nie ważne to, bo wśród prawd jedna się wyróżnia Wariatów od ekscentryków kasa odróżnia Jedni więcej jej mają a drugim brakuje Są podobni, lecz pierwszy w szpitalu ląduje (...)

Alberto, opublikowano , 48 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Akt I

Biblioteka-bawialnia obok salonu. Wystrój „po balowy”, na stoliku whiskey i cygara. Para wygodnych foteli i kanapa. Pod sufitem żyrandol ze świecami, za oknami noc.

Scena I

Filip i Arkadiusz, obaj w smokingach bez muszek wchodzą do pokoju. Filip odpala cygaro nie zatrzymując się.

Filip: Ciągle świece? Czy prąd tu nigdy nie zagości?

Arkadiusz: (Wskazując na żyrandol) Już jest! One odwracają uwagę gości.

F: Jakże to, uwagę odwracają? Od czego?

A: Całkiem skutecznie, od dywanu okropnego. Małżonka moja, ukochana go wybrała Ale rozumu na zakupy nie zabrała.

F: Od kiedy wobec żony jesteś tak krytyczny?

A: (kręci głową) Kiedy przestałem być młody i romantyczny. Albo może, gdy ona sama zaprzestała Lata temu, ciągle mi serce zawracała! Piękna była, wiotka i taka szczebiotliwa! Teraz, po tylu latach, jest tylko życzliwa.

F: Starość okrutna jedynie wadami nęci. To jej dar najczęstszy, ale cóż tu się święci? Chyba słyszałem nasze damy jakże dworne! Ciekawe co niosą za przysmaki wyborne!

A: (Nie słuchając Filipa, tępo patrzy w dywan) Spalę ten dywanik, w cholerę ja go spalę

F: (Śmieje się) A co zostanie? Pustka na przeciw powale?

A: Podłogę też wypalę i panele wstawię.

F: Wątpię by salon zyskał w takowej oprawie.

A: Nieistotne, w końcu bym postawił na swoim Wszystko to małżonka wybrała w domu moim. Nic tutaj w ogóle nie jest po mojej myśli!

F: (Ucisza gestami, chichrając pod nosem) Nie tak głośno, bo usłyszy i coś pomyśli!

A: Nie martw się wcale. Dla nas to mała błahostka. Ona jest głucha od takiego o, wyrostka. (pokazuje miarę)

F: Widzę, że ty nie bardzo kochasz żonę swoją...

A: Nie uważasz, że to dlatego bo jest moją? (Podchodzi do krzesła) Nie mam co tu narzekać, mój Filipie drogi (Siada, wzdycha i odpręża się, lecz minę ma nietęgą) Małżonka moja robi wspaniałe pierogi. I gotuje i piecze oraz sporo warzy Ale spróbować tego nikt się nie odważy

F: To znaczy, że jednak nie gotuje wybitnie?

A: (Krzywi się na samą myśl) Niestety nie. Na nic kłamstwa nawet ambitne.

F:(Wybucha śmiechem) Trzymaj się! Musisz się trzymać drogi kompanie! Głowa do góry! Nie są tak złe nasze panie!

A: Taki jesteś odważny i wielce szlachetny? Spędź z moją dzień a dam Ci ten dywan szpetny!

F: Nie mogę, bo ktoś inny mnie dzisiaj zachwyca Lepiej siądźmy, nim skroń nam ozdobi szlafmyca

Koniec sceny pierwszej

Scena II

Filip, Arkadiusz, Paulina i Elżbieta, obie w sukniach balowych. Paulina w bardziej wyzywającej kreacji i szalu wchodzi do pokoju.

Paulina: (Ironicznie, ale z uśmiechem. Nie mylić z ironicznym uśmiechem) Panowie! Cóż wy tutaj w ukryciu działacie? Spiski jakieś? Czy tylko pączki podjadacie?

Filip: (odwracając się do Arkadiusza) Spójrz Arku jaka ona piękna i drobniutka! W kształcie pełna, śliczny uśmiech i twarz milutka Jej oczy w nas promiennym gorącem tryskają Mężczyźni jej pewnie nigdy nie odmawiają

Arkadiusz: Widzę i wciąż patrzę. Ale cóż mi z tego? Za nią ma szkapa lezie, nici więc z dobrego

F: Szacunku by się przydało do niej choć trochę! O żadnej kobiecie tak mówić się nie godzi!

A: Stary jestem i wydaje mi się, że mogę. Psioczę o każdej, póki jakaś nie nadchodzi

F: Strasznie starym capem jesteś! I bez sumienia!

A: Co do drugiego, to tak mam od urodzenia.

P: (podbiegając jak dziecko) Co tu się takiego złośliwego wyrabia? Czy ja słyszę, że kogoś się tutaj obmawia? Jeśli tak, czuję się oburzona i wściekła! Jak to? Beze mnie taka rozmowa zaciekła?

F: (odrobinę zamieszany) Gdzieżby tam! Paulino jedyna i wspaniała! Bez ciebie żadna by się tu nie odbywała!

P: (Wojowniczo, acz urokliwie) Sądzisz zatem, że jestem na ploteczki łasa? Że myślę wciąż kto? Z kim? I jaka z tego kasa? Że jestem taka wścibska i wszędzie się wciskam? Wciąż patrzę w cudze życia i na tym korzystam?

F: (próbuje zagłuszyć Paulinę z przerażeniem na twarzy) Skądże! Nawet tak nie myślę! To wbrew mej woli! Na takie teorie nikt sobie nie pozwoli!

A: (Do tej pory gapiąc się bezmyślnie na Paulinę, klepie Filipa w ramię) Niepotrzebnie się wzburzyłeś, młody Filipie To dla niej radość, co nie przystoi dziewczynie.

P: (Śmiejąc się i rozciągając się na kanapie ) Każda kobieta swe własne normy ustawia Taka jej właściwość, że tak jak chce rozmawia A wy mężczyźni biedni musicie nas słuchać Nie ma innej metody, by nas udobruchać

F: Jesteś taka pewna swej kobiecej natury?

P: Co ty mówisz? Sądzisz, że to są jakieś bzdury?!

F: (jąkając się) Nie, ależ nie! Ja tak nie mówię! O skaranie... (Łapie się za kark)

A: (Odpychając Filipa) Zejdź mi w końcu z drogi, głupi baranie! (Ustawia się tyłem do drzwi, pochyla nad kanapą i głaszcze rękę Pauliny, ta wygina głowę do góry by na niego spojrzeć) Młodzież dziś jest tak bardzo niezdecydowana Przez taką kruszynę słowem jest powalana To pokolenia starsze i ekstrawaganckie Potrafią poskramiać was, damy eleganckie (Schyla się by pocałować rękę)

(W tej samej chwili wchodzi Elżbieta z zasłoniętą tacą, widząc co się dzieje bierze rozbieg i uderza nią w głowę Arkadiusza. Na podłogę rozsypują się ciastka)

E: Pozbierajże to, Ty nędzny stary pierniku! Twoi bracia na podłodze leżą bez liku! A wtedy gdy porządek będzie już gotowy Ja zaraz przyniosę dokument rozwodowy!

A: Ależ poczekaj mój reniferku kochany!

E: Nie gadaj a sprzątaj kartoflu zakopany!

(Wychodzą z pokoju, nastaje niezręczna cisza. Paulina ogląda paznokcie, Filip układa włosy)

F: (udając pewnego siebie) Więc...tego... Co u Ciebie ciekawego słychać?

P: (mrucząc pod nosem i przewracając oczami) Za chwilę przyjdzie mi tu z nudów pewnie zdychać... Ależ nic, tylko twe precyzyjne pytanie Każe mi wymyślić temat a to wyzwanie Mężczyzny to zadanie kobietę zabawiać Ona jedynie powinna w porę się stawiać Przepraszam, pragnę rozmowę kontynuować Ale muszę teraz wyjść i nos przypudrować

(Paulina wstaje i wychodzi)

F: (Patrzy się tępo w podłogę) Ależ ta dama wspaniała mnie onieśmiela Nie wiem co powiedzieć, głowę moją wybiela Język mi się pląta a w głowie mam bolączkę Tak jakbym w jedną sekundę złapał gorączkę

(Filip podchodzi do barku, nalewa sobie whisky i ponownie patrzy na podłogę)

F: Naprawdę ten dywan jest straszliwie paskudny

(Za drzwiami, stoi Paulina i patrzy przez dziurkę od klucza)

P: O boże drogi! Jakże ten chłopak jest cudny! Przystojny, uroczy i nawet całkiem smukły Podobają mi się nawet te jego kudły W jednym momencie zamarł jak tylko mnie ujrzał Pobawię się jeszcze by do rozmowy dojrzał

(Paulina odchodzi, Filip wypija whisky)

Koniec sceny drugiej

Scena III

Filip, Elżbieta i Paulina. Filip siedzi na kanapie i mierzwi palcami włosy. Wchodzi Elżbieta.

Elżbieta: Czyżby coś Ciebie trapiło mój gościu młody? Czyży ten alkohol był tylko dla ochłody? Ależ nie! Twój biedny wzrok zionie wielkim bólem! Czyżbyś walczył może z jakimś ogromnym trudem?

Filip: Droga pani, to całkowicie zbędna troska Ależ nic się nie dzieje. To jakaś pogłoska! Nie mam obecnie żadnych do zmartwień powodów Szkoda czasu by szukać przeciwko dowodów

E: (dosiada się, wyraźnie uwodzi) Nie wydaje mi się, mój malutki młodzianie Wyglądasz tak jakby Cię czekało skonanie Czyżby zaszkodziło Ci jedno z moich dań? A może humor Ci popsuła jakaś z pań? Ha! Widzę to wyraźnie po twojej reakcji To nie może być sprawką cudownej kolacji! Opowiedz mi wszystko! Mów zaraz przystojniaczku! A ja naleję Ci jeszcze trochę koniaczku

F: Jest pani, przyznać muszę, nazbyt dobrotliwa

E: (Nachylając się) Powiedz jeszcze, że jestem bardzo urodziwa!

F: Lecz takich komplementów się nie winno składać Tak mówiąc, mógłbym kogoś tu jeszcze okłamać (dodaje szeptem)

E: Mój drogi, co tam szepczesz pod nosem cichutko?

F: Że takich słów mógłbym powiedzieć nie malutko! Lecz tobie, zamężnej mówić tak się nie godzi Małżeństwu i wybrankowi to zawsze szkodzi

E: (ciągle się nachylając) A tam! Co z niego za poważny wybranek! Żaden z niego milutki, słodziutki kanarek Wredna to ropucha i wiecznie wciąż wstawiona! Każdego dnia jestem przez nią taka strapiona!

F: Właśnie, gdzie to Arkadiusz teraz się znajduje?

E: Na pewno nie tutaj, co jakoś odchoruję. Jesteśmy ty i ja, w całej okazałości...

F: To jednak budzi we mnie pewne niepewności. Powtórzyć pytanie pozwolę, gdzie pani mąż?

E: Pewnie za tymi kwiatami dla mnie biega wciąż Widzisz miły, co go postraszę rozwodami To on jak wariat biega potem za kwiatami Generalnie, kocha mnie ten brzuchaty staruch Choć między nami panuje czułości bezruch Czasem go odrobinkę bardziej motywuję Żeby mu przypomnieć jak bardzo mnie miłuje Zanim kwiaciarnię jakąś znajdzie o tej porze A znajdzie na pewno, żaden sen go nie zmorze Będziemy mieli momencik na intymności Już się niczym nie martw, niech miłość tu zagości

(Próbuje pocałować Filipa, ten odskakuje)

F: Czyli rozwód jest kłamstwem? To złudne obawy?

E: A jakże! Tylko straszyłam, tak dla zabawy.

(Wstaje, podchodzi do Filipa)

F: Czyli poza tym, kochasz małżonka swojego?

E: Jak najbardziej, ale pokocham i nowego! Zwłaszcza kiedym zła nań, tak jak w obecnym czasie Zemszczę się Tobą na tym zbereźnym grubasie Nie widzisz, że mam dziś na Ciebie wielką chrapkę?!

F: Droga pani, nie traktujcie mnie jak zabawkę!

(Elżbieta podbiega i całuje Filipa, w tej chwili otwiera drzwi Paulina, ale po widoku tym szybko wychodzi)

F: (Wyrywa się i odskakuje) Kto to był? Czy aby nie była to Paulina?

E: Kochaneczku, niech Ci przez to nie rzednie mina Chodź zaraz tu do mnie, nie daj się dalej prosić...

F: Teraz niestety muszę pani coś ogłosić Nie po to przekroczyłem gospodarza progi By teraz bez powodu przyprawić mu rogi Przeprosić drogą panią teraz jestem winien Poszukam Arkadiusza, tom właśnie powinien

(Wychodzi innymi drzwiami)

E: Nie przyskrzyniłam ptaszka, a to wielka szkoda Chyba nie podoba mu się moja uroda Dzisiaj znów przyjdzie mi tulić się do pijaka Cóż tu poradzić, ciężka moja dola taka.

(Wypija pozostałość z szklanki Filipa)

E: Ależ ten nowiutki dywanik jest cudowny!

(Paulina nadal stoi za drzwiami)

P: Ale ten obrzydliwy chłopak jest okropny! Zmieniłam właśnie swoje zdanie całkowicie! Nawet jeśli bardzo podobał mi się skrycie. Chciałam dać mu szansę, a nawet uszczęśliwić! Taki babiarz! Chcę mu kastracje umożliwić! Zemstę jakąś straszliwą jemu przygotuję Nie dowie się za co. I tak odpokutuje!

Koniec sceny trzeciej Scena IV

Filip, Paulina, Arkadiusz i Mateusz ubrany w strój kucharza z tasakiem w ręku i chochlą za pasem.

(Filip wchodzi do pustego salonu)

F: Nareszcie sobie poszła przedziwna Elżbieta Niesamowicie mnie przeraża ta kobieta Pojęcia nie mam co to w jej głowie się kłębi Z nudów czy szaleństwa męża swojego gnębi? (wzdycha) Wpakowałem się w to na swe własne życzenie Przyszedłem na kolację. Była jak marzenie! A prawie przyszłoby mi się skompromitować Jak kurtyzana miałbym ją odpokutować

(Zza drzwi dobiegają krzyki i przekleństwa)

Co to za raban straszliwy? Cóż to za wrzaski? Czyżby kogoś zarzynali bez cienia łaski?

(Do pokoju wchodzi Mateusz z tasakiem w ręku)

M: Chyba ją zarąbię! Zatłukę prosto w ciemię! Zaraz pokażę jaka bestia we mnie drzemie!

F: Ależ patelni mistrzu! Spokój! Co się stało?

M: To już nieważne! Za moment będzie bolało! Stłukę na miazgę i każę opanierować! Śmiała powiedzieć, że nie potrafię gotować? Soli, majeranku też dodam, i psom rzucę! Czas swój zmarnuje, ale jej życie ukrócę!

F: Skąd ta obelga? Kto takie rzeczy powiedział? Na pewno w ogóle nic o Tobie nie wiedział!

M: Wiedział dokładnie. Wiedział dobrze bo mi płaci Ale już nie długo, bo wnet swą głowę straci

F: Spokojnie Mateuszu! Co się porobiło?

M: Gospodyni Elżbiecie już całkiem odbiło! Moja kuchnia tylko dla królów i dla szlachty! Dla bogatych też, jeżeli mają konszachty A ta baba naurągać mi próbowała! Jak byle kuchcika nędznego zwyzywała Nie odpuszczę, nie jestem jakimś pomywaczem Jestem artystą kucharzem a nie partaczem! Powiedz gdzie jest, wystaw mi ją zaraz pod tasak Zaraz z niej coś pysznego zrobię psom na smak

F: Najpierw powiedz co cię spotkało i co zaszło!

M: (Mówiąc do tasaka) Ta brzytwa przejdzie przez nią jak przez miękkie masło... (Do Filipa) Czemu w układanie mojej zemsty się wtrącasz?

F: Chciałem Ci powiedzieć, że złej rzeczy pożądasz! Najpierw opowiedz mi wszystko ze szczegółami...

M: Mam Cię zanudzać tak zbędnymi detalami? W takim układzie dobrze. Niech będzie. W porządku. Przeżyjmy mą hańbę jeszcze raz od początku Razem z pomocnikami kolację tworzyłem A tu wpada Elżbieta, oczom nie wierzyłem! Dziw, że ta baba wie gdzie się kuchnia znajduje! Lecz ukryłem zdziwienie i dalej gotuję. Gospodyni nasza była bardzo wzburzona Pewnikiem, na swojego męża obrażona I krzyczeć zaczęła! I sprawdzać oraz pytać! Machać rękami, nogami, zębami zgrzytać! Nawet do garnków moich patrzy i narzeka Jak jakiś pudelek mały, prawie że szczeka To, że słone i że tamta masa za zimna A galaretka przecież taka być powinna Biega po kuchni całej i jak rozkazuje! Myślałem, że zaraz mi do zupy napluje Już ją miałem, kulturalnie, tą chochlą zdzielić A ta staje i poczyna jęzorem mielić I powiedziała mi...myślałem że to omam Że się jej marzy na kolację hipopotam A najlepiej jakby był nafaszerowany Albo, jak zechcę, to też karmelizowany Już miałem wręcz ochotę kopnąć ją w poślady A ta wychodząc mówi: „I tak nie dasz rady” F: Do złości masz powody, a co do kolacji...

M: Czekaj jeszcze chwilę, to nie koniec relacji Wyleciałem z domu, szukając zwierzaka Nawet w zoo go nie było, noc pechowa taka Ale o co jej chodziło wnet zrozumiałem Do mojej kuchni weszła z szyderczym zamiarem Chciała mnie wystawić wszystkim na pośmiewisko! A była tego, przyznać muszę, całkiem blisko Z tym, że ja ją zaskoczę innym zakończeniem Jej głowa na tacy będzie nocy zwieńczeniem

F: (Odchodząc, mówi do publiki) Już wszystko wiadomo, nie wyżyła się na mnie To i na Mateusza nakrzyczała snadnie

M: Powiesz mi w końcu gdzie ją znaleźć? Chcę zabijać!

F: Sądzę, że powinieneś ją łukiem omijać Dam Ci radę, zapomnij już o tym kaprysie Źle by to wyglądało w twoim życiorysie

M: Co w nim będzie ode mnie jedynie zależy! W to, że zabiłem w ogóle nikt nie uwierzy (śmieje się okrutnie)

(Wbiega zdyszany Arkadiusz w szaliku i z kwiatami w rękach)

A: Czy ona jest tutaj? Elżbieta? Moja żonka? Szukam ciągle... Nigdzie nie ma tego skowronka (Dodaje z ironią)

M: Też jej poszukujesz? Ja zaraz Ci pomogę! Dopadniemy ją razem. Ja zagrodzę drogę! Ty ją od tyłu obezwładnisz swoją bronią! (Ogląda trzymany przez Arkadiusza Bukiet) Ale nie tą, kwiaty szkody żadnej nie zrobią. Zechcesz, pożyczę Ci do ogłuszania pałę Dogonimy, dopadniemy i w łeb zakałę!

A: Mateuszu! Co ty mówisz za okropności?! Co ty mówisz za bzdury i straszne straszności? Później pomówimy na temat mojej żony Wydajesz mi się trochę niezrównoważony Filipie, mej najukochańszej nie widziałeś? Nie było jej tutaj kiedy z nim rozmawiałeś? (zmierza wzrokiem śmiejącego się Mateusza)

F: Zupełnie nie widziałem tu żadnej osoby A tasak Mateusz ma tylko dla ozdoby! (Odwraca do siebie Arkadiusza idącego w stronę Mateusza) Jest trochę wzburzony, lecz brak w nim okrucieństwa To dobry, miły człowiek bez cienia szaleństwa.

(Mateusz udaje, że tnie powietrze z wariackim wzrokiem)

Tylko dziś jakoś bardzo skrzętnie to ukrywa

A: (Patrząc na Mateusza) Jak nań patrzę to z ust okrzyk mi się wyrywa Naprawdę sądzisz, że on nam wcale nie grozi? Jego zachowanie mnie całkiem w środku mrozi!

F: Dziś proszę uprzejmie się nim nie niepokoić Trzeba mu tylko czegoś by się uspokoić!

(Pochodzi do Mateusza)

Kumplu! Przyjacielu! Mój drogi Mateuszu! Prosiłbym Cię abyś nie tracił animuszu. Czy ty, który karmisz tę naszą wielką ziemię Poradziłbyś może na ból co we mnie drzemie? Wieki dzielą nas od posiłku ostatniego I głód straszliwy mnie męczy drogi kolego. Chciałbyś może coś na deserek wyczarować? Od ciebie każdą słodkość można odchorować!

M: Prawda. Może zajmę się jakimś procederem Dłuższą chwilę mi dajcie, a wrócę z deserem.

(Mateusz uspokojony wychodzi)

F: (Przez chwilę patrzy na bukiet w ręku Arkadiusza) Gdzie ty o tej porze znalazłeś takie kwiatki?

A: (Pierwszy wers mówi powoli, dukając każde słowo) Znalazłem obok kościelnej puszki na datki. Miłość bowiem wymaga czynów karygodnych! Czasem dla opinii społecznej niewygodnych Muszę ten tonący statek jakoś ratować! Bym mógł się dalej świętym spokojem radować

F: Czyli dla żony nie brakuje ci miłości!

A: Robię to dla swej uwielbianej stabilności. Zmiany nie dla mnie są, ani jakieś rozpady Po rozwodzie miałbym pewnie same odpady Chyba, że kucharz mnie z problemu oswobodzi Nie kłamię, życie mu to pewnie wynagrodzi! Niezwykle często nasze najmniejsze marzenia Są całkowicie niemożliwe do ziszczenia Teraz mi wybacz, bo się właśnie śpieszę srodze Muszę żonę znaleźć, by nie spać na podłodze (Wychodzi pośpiesznie)

F: (Siada i głośno wypuszcza powietrze) Na pewno nie chcę tu zostać aż do śniadania Nie spodziewałem się takiego zamieszania Jeden z jakimś tasakiem jest skrajnie wkurzony Jeden współmałżonek jest wściekle napalony Jeden kwiaty z pobliskiego kościoła kradnie Tak dalej pójdzie to coś mi na głowę spadnie!

P: (Wchodząc z promiennym uśmiechem do pokoju) Tutaj się ukryłeś, mój mały przystojniaczku! Mam pomysł by tej nocy dodać trochę smaczku. Chciałbyś może mi towarzyszyć na balkonie? Tylko my dwoje i piękny widok na błonie!

(Bierze go pod pachę i nie czekając na reakcję kieruje Filipa do wyjścia)

F: (Lekko zszokowany) Z ogromną radością! Tylko twój płaszcz zabiorę. I już kierunek na zewnątrz z tobą obiorę.

Koniec aktu pierwszego

II akt

Słychać tłuczone szkło, wystrzał i krzyk mężczyzny

Scena I

Do salonu wbiega Arkadiusz z rewolwerem w ręku, Mateusz z nożem i w zakrwawionym fartuchu oraz przerażona Paulina.

P: Panowie! Wystrzał! Właśnie wystrzał usłyszałam! Potem coś okropnego w ogrodzie ujrzałam! Ale... To ty Arku pistolet trzymasz w dłoni! Strzelałeś?! Odpowiadaj! Po coś użył broni?!

A: Spokojnie kobieto, to tylko stan pozorny!

P: Nie ukryjesz tego, że jest całkiem potworny Zobaczysz, gdy tylko Filip wróci z ogrodu! Jesteś mordercą co zabija bez powodu! (Okłada Arkadiusza pięściami)

A: Przecież nigdy w życiu nikogo nie zabiłem! Tym razem, mimo chęci nawet nie trafiłem

P: A trafiłeś! Tyś okrutny jak nocna mara Tutaj zaraz ukaże się twoja ofiara Mateuszu pilnuj go i strzeż mnie mój druhu! (Obejmuje Mateusza) (Odkrywa, że jego fartuch jest cały we krwi i zaczyna krzyczeć) Co ta krew paskudna robi na twym fartuchu?!

M: Kucharz się z fartucha w ogóle nie tłumaczy To tylko okrycie co nic prawie nie znaczy

P: A czemu krew jest także na twoim tasaku?!

M: Kucharz nigdy nie mówi co robi dla smaku Cały, trudny proces jego uzyskiwania Nie jest byle jakim tematem do gadania

(Wchodzi Filip z Elżbietą na rękach)

F: Panie i Panowie, tragedia miejsce miała I Elżbietę ze sobą do grobu zabrała

(Kładzie ją na kanapie i patrzy po zebranych)

Widzę Arku, że narzędzie zbrodni odszukałeś Ale to nie najlepiej, że je dotykałeś Najsampierw policja powinna je zobaczyć

P: I wziąć go do więzienia by to wytłumaczyć ! Przed chwilą właśnie on a nie kto inny strzelał!

F: Więc widziałaś jak strzelać w domu się ośmielał?

A: Wcale widzieć nie musiała, bo się przyznaję I na znak dobrej woli pistolet oddaję Jednakże muszę dodać z przekorą największą Nie chciałem skończyć z kobietą mi najwierniejszą!

P: A widzisz! Chęci brak, a efekt wręcz powala! Że ta ziemia nosić takich ludzi pozwala!

A: Mylisz się mała kobietko z twarzą podlotka Strzeliłem, faktycznie, ale mierzyłem w kotka! Jakaś bura maszkara przez okno tu wlazła Chciałem by jak najszybciej wyjście odnalazła! Na nic się zdały moje prośby i błagania Prawie mnie cholera zmusiła do biegania! A wyganiać koty miotłą mi się nie godzi Wymyśliłem więc co innego mu zaszkodzi. Pogoniłem go zatem ostrzegawczym strzałem Oczywiście uciekł, tak jak się spodziewałem To, że nie kłamię, możecie sami zobaczyć! Kota tu nie ma, coś to musi przecież znaczyć!

F: To dlaczego Elżbieta bez życia tu leży?

A: Może zatrucie? To sprawdzić najpierw należy!

M: Zatrucie macie sobie z głów natychmiast wybić! Moim to przecież zadaniem było ją żywić I jej zdrowie zasłaniam swoją reputacją Na pewno nie moją zatruła się kolacją

A: Lecz na sam pierw, przed wszystkimi oskarżeniami Trzeba się rozejrzeć za jej obrażeniami Równie dobrze może to być kucharza wina! Może to przez niego ta wydarzeń lawina Wytłumacz zaraz! Jakie jest alibi twoje? Mów zaraz gdzie byłeś? Ja powiedziałem swoje!

M: Ty mnie oskarżasz! Gratuluję Ci odwagi Jednakże tobie całkiem brakuje rozwagi Prawdą jest, że także poszedłem do ogrodu Bo jest to obowiązek mojego zawodu A poszedłem całkiem sam, choć to dosyć kręte Ponieważ musiałem wtedy nazbierać mięte

A: A po cóż Ci była potrzebna ta broń biała? Całkiem sama w ciemnej kuchni zostać nie chciała?

M: Ona mi zapewnia poczucie bezpieczeństwa! I respekt wobec tutejszego koleżeństwa

P: Skąd zatem ta krew co cię całego okrywa? To jest dowód co nas do oskarżeń porywa!

M: Skąd oraz jak się na mnie znalazła nie powiem Bo tak do końca nie wiem i już się nie dowiem

F: Kolego, coś tu szyjesz nićmi zbyt grubymi Nie przekonasz nas wymówkami tak marnymi By się dowiedzieć musimy obejrzeć ciało Chociażby to jej rozebrania wymagało

(Wszyscy patrzą przez chwilę na Elżbietę i drygają z obrzydzenia)

A: Nie uważasz może, że to nader drastycznie? Ochoty mi brak by ją dotykać fizycznie.

M: Po prawdzie żadnej krwi tu w ogóle nie widzę Sprawdziłbym nawet, ale okrutnie się brzydzę Filipie, wszyscy wiemy, że ją dotykałeś (Patrzą przez chwilę na Elżbietę i drygają z obrzydzenia) Krwi jakiej, albo choćby śladu nie widziałeś?

F: Wcześniej nic mi się w oczy nie zdołało rzucić Może trzeba ją jakoś na plecy obrócić?

A: Denatką zabawiać się raczej nie wypada Chociaż, lepiej teraz póki się nie rozkłada

M: Ale z ran zwykle powinna wylewać się krew A podłoga jest suchutka, tej zasadzie wbrew

P: Może wsiąkła w te niezliczone jej falbanki? Przez te szmatki nie zobaczymy nawet ranki!

A: A jeśli w ogóle nie ma tam żadnej rany? I ciągle jej szukamy niczym te barany? I co Filip robił w ogrodzie w tamtym czasie! Mógł ją udusić! W mojego strzału hałasie!

P: Cóż to za zmyślona i spiskowa teoria?! Byliśmy razem, gdy się stała ta historia! Razem ujrzeliśmy ją na ziemi leżącą I ani trochę nie wyglądała na śpiącą A jeszcze wcześniej usłyszeliśmy z broni huk Który był powodem, że upadła na ten bruk

A: Bardzo jesteś pewna w tym swoim samosądzie Najpierw zobaczymy co wyniknie w oglądzie (Patrzy na Elżbietę) Lub postarajmy się jakoś tego uniknąć Bóg wie jaka trauma może z tego wyniknąć Dziwne, czemu Paulina na mnie naskakuje? Może jak swoją winę ukryć, kombinuje?

F: Właśnie przegiąłeś, a gdzie na to dowody? Może powiesz jakie byśmy mieli powody?

A: Takie są już śledztwa i ich postępowanie Najważniejsze są czyny, a nie czcze gadanie Najważniejsi są winni. Zmyśli się pobudki! Dowody podrzuci i proces będzie krótki

M: To przecież podejście zwyczajnego zbrodniarza Który kłamać zamierza i prawdę podważa Czy nie ma w Tobie poczucia sprawiedliwości?

A: Ono nie sprzyja mojej wewnętrznej radości. Jeżeli żywym krzywda się żadna nie stała Głupio by sprawa taka myśli zaprzątała

M: Wychodzi na to, że takie skrajne lenistwo Jest groźniejsze niż każde inne obrzydlistwo

(Arkadiusz się zamyśla)

A: Lenistwa niesłusznie proszę mi nie zarzucać To nie wada, którą od tak można narzucać Bo tutaj każdy jeden miał swoje ochoty By wnet do tej morderczej zabrać się roboty

P: Ciekawe bardzo co mną by mogło kierować?!

A: Zawiść wielka mogła chęć w Tobie spowodować! A dokładniej była to zemsty chęć straszliwa I tak krwią się zbrukała twa dłoń urodziwa

P: Zemstę wyssałeś chyba z najgrubszego palca Czemuż ja ciągle słucham takiego padalca?!

A: Bo ma on jeszcze coś wszystkim do powiedzenia I na nic próby mnie od tego odwiedzenia Pragnęłaś tego z czystej zazdrości dziewczęcej Jak dwie chcą czegoś, żadna nie może mieć więcej

P: Cóż by to miało być takiego specjalnego?

A:
Nie co a kto! Chcecie Filipa dorodnego!

(Filip i Paulina wzdrygają się gwałtownie)

F: Ale jak ty, się o tym…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych