Wróć do katalogu

Dzieci supernowej rozdz. 2

Drugirozdział "kosmicznej" powieści. "Dowiadujemy" się ;) dlaczego Shandra zamyka się w swoim pokoju i co tam robi. Możemy sie nawet zacząć domyślać, dlaczego.

Arie, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

____________________________________________________

ROZDZIAŁ 2 ____________________________________________________

Była dwunasta w nocy, a Shandra ciągle ślęczała przed komputerem. Wiedziała, że jutro będzie miała podkrążone oczy, ale musiała skończyć to, co robiła. Wprawdzie mogła nastawić program na tryb automatyczny i iść spać, ale wolała sama wszystkiego dopilnować. W końcu to właśnie dzięki paranoi nikt jej jeszcze nie namierzył i nie złapał. Zwłaszcza, że dziś wyjątkowo nie pracowała na zlecenie, ale dla samej siebie.

Komputer pisnął cicho. Na ekranie pojawił się tekst:

FEDERACYJNY BANK DANYCH ODDZIAŁ nr 123005HTS SPECJALIZACJA: dane instytucji SPECYFIKACJA: 123/234/12F SIEDZIBA: Korin (Układ Mar VII, Księżyc) STATUS: Zastrzeżony (Poziom Dostępu: 6) OSTRZEŻENIE: WYLOGUJ SIĘ!!!

- Jeszcze czego – mruknęła do siebie Sha. Jej dłonie zawisły przez chwilę nad paletową klawiaturą starego typu jak nad jakimś dziwnym instrumentem przed koncertem, po czym opadły. Podała się za administratora łącza. Już od miesiąca obserwowała transmisje z tego banku i wreszcie wczoraj udało jej się przechwycić sygnaturę i plik haseł jednego z administratorów.

- No pokaż, co tam dla mnie masz.

Przeszła do wyszukiwania. Wpisała: DOKUMENTY ADOPCYJNE.

UWAGA! – rozdarł się komputer - DANE CHRONIONE HASŁEM.

Otworzyła przygotowany plik z hasłami i wpisała odpowiednie. System, przekonany, że ma do czynienia z osobą mu znaną i posiadającą odpowiednie uprawnienia, uspokoił się. Shandra znów kliknęła ikonę WYSZUKAJ. Wpisała:

ROK: 120-224-550/1 NAZWISKO: KILPATTRICK

Komputer poinformował ją łaskawie, że dane się ładują. Działający równolegle program jej własnego autorstwa odliczał sekundy, zdawało jej się, że – jak zwykle – czas mija o wiele szybciej, niż powinien, i w małym okienku w rogu ekranu wyświetlał informacje o liczbie aktualnie zalogowanych osób, szukając przy okazji wskazanych przez nią sygnatur, na przykład tego administratora, pod którego się podszywała. Inny program, działający na innym komputerze, niezależnym od tego, na którym pracowała, zajmował uwagę wirtualnych jednostek policyjnych, siejąc spustoszenie i zamęt w plikach pewnej korporacji, która jakiś czas temu miała okazję nadepnąć – nieświadomie zresztą – na odcisk niejakiego(ej) „masterOF empire”.

- No dalej, złociutki – dopingowała.

ZNALEZIONO „KILPATTRICK” (132) WYŚWIETLANIE: losowo

>> MARIA KILPATTRICK (wychowanka Domu Dziecka im. J.M. Marsha, Inder, układ Downstar, ZDARZENIE: pełnoletniość) >>WIĘCEJ>>

>> FUNDACJA "SERCE NA DŁONI" (prezes: ADRIEN KILPATTRICK, ZDARZENIE: śmierć) >>WIĘCEJ>>

>> ANNA, JOSHUA, SEVERIN KILPATTRICK (rodzeństwo, ZDARZENIE: adoptowani, DANE ZASTRZEŻONE) >>WIĘCEJ>>

>> DAVID, SUZANA KILPATTRICK (rodzice adopcyjni, ZDARZENIE: adopcja, DANE ZASTRZEŻONE) >>WIĘCEJ>>

>> MOLFRED, KAIME, KASTILIUS KILPATTRICK (rodzina zastępcza, ZDARZENIE: adopcja, DANE ZASTRZEŻONE)

Następna strona >>

Shandrę coś ścisnęło w żołądku, gdy już na pierwszej liście zobaczyła imiona i nazwisko rodziców, choć przecież doskonale wiedziała, że je tu znajdzie. Dzisiejsze poszukiwania były tylko jednymi z wielu, jakie przeprowadziła w ciągu ostatnich sześciu lat.

Wybrała odpowiednią opcję i przez następne pół godziny łamała kolejne zabezpieczenia. Trzy razy zbliżał się do niej niebezpiecznie jakiś wirtualny gliniarz klasy AI-2, ale jej program śledzący zawsze w porę ją ostrzegał. W końcu posłała gliniarza do diabła. Te smużki kodu poniewierające się niemalże bez celu po Sieci były wkurzające, ale nieszkodliwe, jeśli ktoś umiał sobie z nimi radzić. Były tylko sztucznymi tworami, postępującymi według określonej procedury i było ich tyle, że brak jednego czy dwóch nikogo nie zdziwi i nie zainteresuje. Prawdziwe niebezpieczeństwo stwarzała dopiero klasa dziesiąta i wyższe, uczące się i przesyłające do rodzinnego serwera regularne raporty. A już najgorsi byli ci z Oddziału ds. Przestępstw Komputerowych IGPD, istoty żywe, inteligentne i materialne – ludzie, Perlezjańczycy i Plyzmicy - podłączone do sieci za pomocą wewnętrznych neuronowych implantów, dosłownie żyjący swoją pracą.

Na szczęście Shandra zawczasu zadbała, by mieli co robić. Jej perfekcyjnie napisany wirus już od dobrych kilku chwil wodził ich za nos i nie zanosiło się na zmianę sytuacji.

Uśmiechnęła się pod nosem na tę myśl.

Wreszcie zabezpieczenia puściły i Sha mogła ściągnąć interesujące ją pliki. Odchyliła się do tyłu w fotelu, obserwując czerwony pasek ozdobiony migającym napisem „LOADING…”. Jak zwykle pełzł okropnie, wręcz potwornie wolno, ale to było normalne przy tego typu połączeniach. Już pomijając ograniczenia węzła na Becie, zawierającego trzydzieści trzy metakryształy, z których tylko jeden klasy trzeciej, albo korporacyjnych węzłów na księżycach Keleborna V, które, pomimo, że jakościowo lepsze, były też staranniej strzeżone (każda transmisja powyżej pewnego progu była rejestrowana i, choć Sha z biegiem lat nauczyła się omijać część korporacyjnych zabezpieczeń, to jednak nigdy nie mogła osiągnąć prędkości transferu, która całkowicie by ją zadowoliła), warunki panujące na planecie skutecznie uniemożliwiały pełne włączenie Keleborna IV w informatyczne życie Federacji Światów. Głównym powodem, dla którego tak się działo, były obfite złoża matekryształów telekomunikacyjnych klasy V na północy większego, zamieszkanego kontynentu planety, które skutecznie zakłócały wszelkie układy działające na bazie kryształów telekomunikacyjnych klasy V i IV, tym samym bardzo utrudniając komunikację „naziemną”. Wprawdzie problem zakłóceń rozwiązałby komplet zestrojonych kryształów o dwie klasy wyższych, ale planety z tak małym stażem po prostu nie było stać na rozmieszczenie takich układów na powierzchni całego kontynentu: zwykle system telekomunikacyjny składał się z małej liczby elementów wyższej klasy, wspomaganych przez elementy klas niższych. W przypadku Keleborna nie można było użyć piątki, nawet użycie czwórki wiązałoby się z pewnym ryzykiem, a klasy od trzeciej wzwyż były rzadko spotykane i drogie. Tak więc Keleboriańczycy byli zmuszeni zainwestować w bardziej zawodne satelity i przestarzałe światłowody – przekleństwo planet z choćby śladowymi złożami metakryształów. Dzięki temu standard komunikacji na planecie był godny pożałowania. Shandra i tak miała szczęście. W Sartre I, planetarnej stolicy, w której miała przywilej mieszkać, znajdował się największy na Klebornie IV przekaźnik telekomunikacyjny, jedyny z kryształami trzeciej klasy, dzięki któremu czas połączenia z węzłem na Becie (większym z księżyców Keleborna IV) lub z którymś z węzłów korporacyjnych z żałośnie długiego stawał się po prostu długi.

Shandra przeciągnęła się w fotelu, sięgając po stojący na stoliku opodal kubek z dawno wystygłą herbatą.

97… 98… 99… 100%

No. Nareszcie.

Wylogowała się pospiesznie – doświadczenie kilku minionych lat nauczyło ją, że każda sekunda więcej tam, gdzie jej nie chcą, jest proszeniem się o nieszczęście – i już miała zacząć przeglądać dane, na które czekała z taką niecierpliwością, gdy zobaczyła błysk światła na szybie. Wyjrzała przez jednostronnie przezroczyste okno.

No tak. Jaśnie pan Daile raczył wrócić.

Przekrzywiła głowę, żeby lepiej widzieć, jak wysiada z samochodu. Xiarra Portana, model 108F. Cholerny szpaner.

Wygramolił się wreszcie ze środka (choć „gramolenie się” i „Kristian Daile” nie powinny się pojawić w jednym zdaniu, Sha tek właśnie pomyślała) i zamknął drzwi. Samochód, uprzednio zaprogramowany, sam wjechał do garażu i Daile mógł wejść do domu. Przedtem zerknął jednak w górę, w kierunku okna pokoju Shandry, która mimowolnie odskoczyła od szyby. Jak gdyby mógł je przeniknąć wzrokiem!

Sha odeszła od okna i wzdrygnęła się. Zamiast od razu wrócić do komputera i do czekających na nią danych, przystanęła przy wylocie kanału wentylacyjnego i nasłuchiwała. Od urodzenia, a przynajmniej odkąd pamiętała, słuch miała niesamowicie dobry. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie, jak Daile idzie korytarzem. Potem schodami w dół. Znów korytarz. Dwa…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych