Wróć do katalogu

Dzieci supernowej rozdz. 3 i 4

3 i 4 rozdział "kosmicznej" powieści. Wreszcie jako tako dopracowałam trzeci. Niedługo następny.

Arie, opublikowano , 12 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

____________________________________________________________________________

ROZDZIAŁ 3 ____________________________________________________________________________

FEDERACYJNY BANK DANYCH ODDZIAŁ nr HTS4568328EED SPECJALIZACJA: nieznana SPECYFIKACJA: nieznana SIEDZIBA: nieznana STATUS: Zastrzeżony (Poziom Dostępu: %#$%#^^@) OSTRZEŻENIE: WYLOGUJ SIĘ!!!

Shandra z niedowierzaniem patrzyła na to, co pojawiło się na monitorze. Bank danych podszywający się pod nieistniejący oddział federacyjny, podszywający się skutecznie, bo skoro jeszcze istnieje, to znaczy, że gliny go nie namierzyły. A może to jakaś podpucha, w stylu tych baz wirusów, które po jednym kliknięciu kładą ci system na łopatki, przedtem rozsyłając się do wszystkich twoich znajomych?

Jednak nie. Po sprawdzeniu kilku rzeczy Sha odkryła z niejakim zdziwieniem, że tajemniczy bank istnieje już w sieci dość długo, a bazy wirusów pojawiały się i znikały jak grzyby po deszczu. Oczywiście można założyć, że jakiś haker jest na tyle dobry, że zdołał zmylić gliny. Ale to by było sprzeczne z główną zasadą obowiązującą w tym środowisku: „rób szybko, co do ciebie należy i znikaj, zacierając za sobą wszystkie ślady”. Żaden profesjonalista nie ogłaszałby swojej obecności w Sieci w ten sposób, wszem i wobec. A kogoś na tyle głupiego, by to zrobić, natychmiast by złapano.

Poza tym tajemniczy Ktoś od banku wcale nie silił się na finezję. Specyfikacja nieznana, też coś. Gdyby ona chciała zachęcić Bogu ducha winnych, niczego nie spodziewających się internautów do odwiedzin w swoim banku wirusów, podałabym jak najwiarygodniejsze dane. A tajemniczy Ktoś robił tak, jakby wręcz chciał odstraszyć potencjalnych „klientów”, podając dane jak najbardziej podejrzane.

- Co tu jest grane…? – mruknęła do siebie, jednocześnie robiąc rozpoznanie.

Po dziwnej rozmowie z Dailem czuła się trochę rozbita, nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, szczególnie biorąc pod uwagę zachowanie taty, nie na tyle jednak, by nie być w stanie zrobić tego, co zrobić musiała. Dlatego zraz po powrocie do pokoju otrząsnęła się – przez minione lata opanowała tę sztukę doskonale – i zabrała za przerwaną pracę. Ze ściągniętych dokumentów nie dowiedziała się niczego nowego, ale nie była przesadnie zawiedziona, tego się przecież spodziewała. Potwierdziła tylko to, co wiedziała już wcześniej, to, co nie dawało jej spokoju od sześciu lat: David i Suzana Kilpattrick nie byli jej biologicznymi rodzicami. Właściwie nie chodziło o to, w końcu nie była jedynym adoptowanym dzieckiem we Wszechświecie, o czym świadczyły choćby terabajty danych na ten temat w rozmaitych bankach. Nie chodziło nawet o to, że jej nie powiedzieli, ani o to, że nie czuła się ich dzieckiem. Wręcz przeciwnie, zawsze czuła się chciana i kochana, nie mniej niż Julie albo Gavin. Czasami myślała nawet, że to powinno jej wystarczyć, że niepotrzebnie doszukuje się w całej sprawie czegoś więcej, że powinna zrezygnować ze swoich poszukiwań, a nawet powiedzieć o wszystkim rodzinie, ale zawsze, gdy nachodziły ją podobne myśli, działo się coś takiego jak dziś.

Tata krył Daile’a. Nie pierwszy raz zresztą. Zamiast wziąć jej stronę lub choćby jej coś niecoś wyjaśnić, on po prostu kazał jej iść spać.

Otarła niechcianą łzę i jeszcze raz przewinęła dane adopcyjne. Nie liczyło się to, co tam było, ale to, czego nie było.

Brak jakichkolwiek danych o biologicznych rodzicach, to raz. Modyfikowane później niż reszta jej dane medyczne – dwa. I wreszcie – trzy – niekompletne, często sprzeczne z tym, co jej się udało ustalić korzystając z innych źródeł, dane personalne państwa Kilpattrick, szczególnie małą zgodność wykazywały dane finansowe. Według oficjalnych raportów przed adopcją i następującą zaraz po niej – również zastanawiające -przeprowadzką na Keleborna, Suzana i David pracowali we własnej firmie, tak jak teraz, ale po uważniejszym przyjrzeniu się sprawie Shandra doszła do wniosku, że wtedy firma jeszcze fizycznie nie istniała, a pieniądze płynęły do jej rodziców z jakiegoś innego, tajemniczego źródła. Co dziwniejsze, państwo Kilpattrick według publicznych danych mieszkali przedtem w średniej wielkości mieścinie na Sessleyi w układzie Sardram, odległym tylko o kilka jednostek od Marrayaru, ale Sha, podając się za urzędniczkę z Urzędu Demograficznego Federacji, wypytała wszystkich, którzy mogli coś wiedzieć na ten temat i okazało się, że nikt z domniemanych sąsiadów nie pamięta młodego małżeństwa z dzieckiem, jakim był wtedy Gavin, za to pamiętają dość dobrze inną, siedmioosobową, hałaśliwą rodzinę, mieszkającą w domu, który teoretycznie mieli zajmować Kilpattrickowie. Sha posunęła się nawet do tego, że podsunęła Gavinowi kilka hologramów z Sessleyi. Żadnego nie rozpoznał. Twierdził natomiast, że z wczesnego dzieciństwa pamięta tylko wielki, groźny myśliwiec Floty, który czasem mu się śni. Właśnie dlatego uparł się zostać pilotem. Kiedy zapytał rodziców, gdzie go widzieli, popatrzyli na siebie dziwnie i stwierdzili, że dokładnie nie pamiętają, ale chyba była jakaś wystawa wojskowa na Sessleyi, kiedy jeszcze tam mieszkali, i że to tam musiał zobaczyć myśliwiec. Ta rozmowa sprowokowała serię dziwnych, wymijających i szybko ucinanych rozmów o Sessleyi i poprzednim domu Kilpattricków. Julie chciała obejrzeć zdjęcia, ale mama oświadczyła, że podczas przeprowadzki część ich bagażu, w której były wszystkie zdjęcia, filmy i hologramy, zaginęła. Julie nie chciała w to uwierzyć, w końcu mama zawsze nosiła potężny plik zdjęć w portfelu, do tego miała wgrane ze trzydzieści filmów do podręcznego komputera. Suzana broniła się, że nabrała tego nawyku właśnie z powodu tamtego wydarzenia. Gavina i Julie przekonała, ale nie Shandrę.

Na dodatek model myśliwca, który opisywał Gavin, zaczęto produkować dopiero trzy lata po tym, jak zamieszkali na Kelebornie IV. To był najmniej przekonujący dowód, mógł absolutnie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych