Dzieci Zimy
A jeśli zderzacz hadronów naprawdę jest groźny? I co ma do tego nuklearna zima?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nazywam się Charles. Przedstawiłbym wam również swojego współlokatora, ale właśnie śpi. Pewnie i tak byście go nie polubili. Tak jak on was. Ostatnio nie sypiam zbyt dobrze. Nuklearna zima nie pozwala na sen. Właśnie wtedy jej dzieci chcą się bawić. Genewa zawsze sprawiała wrażenie spokojnego miasta. Taką ją przynajmniej pamiętam sprzed kilkunastu lat, kiedy byłem jednym z tysięcy ludzi zdecydowanych na możliwość niezłego zarobku w stolicy, wtedy jeszcze, neutralnej Szwajcarii. To były dobre czasy. Prawdę mówiąc, nawet gdybym wtedy był kloszardem panującym niepodzielnie nad osiedlowym śmietnikiem, wciąż uważałbym, że pierwsza dekada drugiego tysiąclecia była fantastyczna. Spokojne ulice wypełnione ludźmi tłoczącymi się przy niezliczonych kawiarenkach, które, jeśli tylko pogoda pozwalała, wystawiały armie swych stolików do walki o klienta na świeżym powietrzu. Miasto posiadało swoją duszę. Uwielbiałem je. W 2009 miałem 28 lat i uważam, że radziłem sobie doskonale w mojej pracy. Kim byłem? Mimo że miałem wykształcenie w zakresie informatyki na początku pracowałem, jako sprzątacz w hotelu. Szybko jednak udało mi się zmienić zajęcie na coś bardziej dochodowego. Zająłem się analizą danych w ośrodku przy siedzibie CERN. Trudno nie pamiętać tej nazwy. Nie da się zapomnieć twarzy gościa, który pobił Cię w szkole wieki temu. Jak można zapomnieć instytucję odpowiedzialną za sprowadzenie rasy ludzkiej do poziomu z XII wieku? Obecny obraz cywilizacji mieści się w jednym słowie – wegetacja. Ubogie zasoby wody i pożywienia, które nadają się, jako tako, do zjedzenia, są wciąż dostępne tylko dlatego, że mało zostało ludzi mogących zaspokoić swoje pragnienie i głód. Reszta nie żyje. Prosta sprawa. Najgorzej jest nocą. Niewielkie grupy innych wyruszają wtedy na łowy. Nie polują za dnia tylko dlatego, że w nocy mają przewagę nad istotami niezdolnymi do noktowizji. Nawet kilkunastu z nich wystarczy, aby zaatakować duże skupisko ludzi. Zaczęło się od kolejnej próby przekroczenia granic nauki. Zanim zdobycze techniki stały się równie przydatne, co wyczerpana latarka w środku lasu pełnego rozpadlin, rozpoczęto pierwsze próby naukowe w ogromnym tunelu pod Genewą należącym do CERN. Jedenastokilometrowy pierścień pozwalał na symulowanie warunków, podczas których powstawał wszechświat. Był to też czas strachu przed fundamentalnym Islamizmem. Wiele misji wojskowych na Bliskim Wschodzie miało na celu uspokoić tygiel nienawiści wciąż rozgrzewany przez ekstremistów z grup terrorystycznych. Serie ataków mających miejsce kilka lat wcześniej umocniły wszystkich w przekonaniu, że oto wystarczy unicestwić zagrożenie pochodzące z roponośnych terenów Azji i pokój na świecie stanie się dużo bardziej prawdopodobny. Wróg był znany. Był nim Islam w każdej postaci. Nawet normalni wyznawcy mogli okazać się wilkami w ciele owcy. Globalne zaślepienie tak bardzo ułatwiane przez media stało się nieodwracalne. Cała uwaga skupiła się na niebezpieczeństwach religii wyznającej Mahometa. W czasach, kiedy Ziemia była areną naprzemiennej dominacji pogody przez cztery pory roku istniało przysłowie przypominające o tym, że tak naprawdę najciemniej jest pod latarnią. Podczas gdy stratedzy analizowali możliwości stłamszenia terrorystów, ekstremalny odłam katolicyzmu zdobywał uznanie u coraz szerszej audiencji. Kościół Chwalebnej Niewiedzy głosił tezę, że nie jest prawem człowieka znać moment stworzenia. Głównym ich postulatem było jak najszybsze przerwanie pracy nad zrozumieniem zasad powstania świata. Nikt nie zwracał na nich uwagi. Nawet odważne groźby przemijały niezauważone. Spychano je na bok ukazując przechwałki mudżahedinów. Tymczasem niewiedzący, jak się nazywali, zdobywali kolejne bastiony wyznawców. Przywódcą został człowiek wiernie służący swej ojczyźnie, Francji – generał Camiroux. Głównodowodzący w kilku konfliktach na całym świecie, specjalista od kierowania masami gotowymi do walki idealnie nadawał się do zamiany ideologii w pożogę. Wykorzystując koneksje w rządzie i ministerstwie energetyki udało mu się obsadzić swymi ludźmi kilka elektrowni atomowych we Francji. Precyzyjnie obmyślony plan pozwolił mu na zdobycie kilkudziesięciu kilogramów zużytych prętów uranowych używanych, jako paliwo w elektrowniach atomowych. Należało je przechowywać w ciągle schładzanej wodzie, ponieważ ich radioaktywność sprawiała, że nagrzewały się aż do momentu eksplozji. Zbudowanie odpowiednich pojemników było najprostszą częścią jego planu. Większość komponentów zamówił przez Internet za pośrednictwem serwisów aukcyjnych. Nie są to moje domysły. Wszystkie te informacje pochodzą z oficjalnej ulotki rozrzucanej z samolotów przez żołnierzy, czy też bliżej prawdy – wyznawców, Camiroux już po wykonaniu planu. Umieścił on w niej także opis najtrudniejszej części swojej quasi-boskiej misji – zwerbowania naukowców zdolnych stworzyć bombę wodorową. Poinformowanie populacji o swych działaniach miało na celu uwypuklenie ludzkiej niewiedzy. Camiroux chciał udowodnić, że rządom nie wystarczyło informacji na powstrzymanie jego zamiarów. Dlaczego zatem chcieli sięgać dużo dalej? Po jakimś czasie pytanie to stało się codziennym widokiem. Kolejni werbowani wyznawcy, głównie ludzie niemogący pogodzić się z nową rzeczywistością, wypisywali je gdzie tylko się dało. Każdy wolny skrawek muru miał wkrótce przypominać słowa generała. Co do ostatniego punktu jego planu – naukowcy, których zatrudnił okazali się dużo zdolniejsi niż oczekiwał. Udało im się zbudować aż trzy egzemplarze wodorowego piekła. Gdyby w tym momencie opinia publiczna zareagowała na coraz wyraźniejsze groźny prezentowane za pośrednictwem strony internetowej Kościoła Chwalebnej Niewiedzy być może ludzie pamiętaliby jeszcze jak wyglądają gwiazdy i księżyc. Ponownie wygrała ignorancja. Szansa na podziwianie błękitnego nieba przez kolejne pokolenia została zaprzepaszczona. Ostatnie ostrzeżenie zostało wyemitowanie w połowie sierpnia 2009 roku. Camiroux postawił w nim ultimatum. Badania w CERN miały zostać przerwane do końca września. W innym wypadku świat miała czekać katastrofa dużo gorsza od tego, co zostało zapisane w kronikach. Przewidując brak zainteresowania ze strony rządów, grupy wyznawców generała, rozpoczęły umieszczanie zbiorników samo-chłodzących z prętami uranowymi w najbardziej suchych rejonach globu. Dwadzieścia niewielkich pojemników z kilkunastoma prętami w każdym z nich zakopano kilka metrów pod ziemią. Szacowany czas potrzebny na wyparowanie wody po zaprzestaniu chłodzenia ustalono na około trzy dni. Temperatura wody w zbiorniach miała zacząć wzrastać pierwszego września. Trzy dni później, dwa samoloty wojskowe wyposażone w bomby wodorowe wystartowały z terytorium Francji i rozpoczęły lot w kierunku Sahary oraz rosyjskiej tajgi. W tym momencie nie było już odwrotu. Camiroux dotrzymał obietnicy. O godzinie 17:04 czasu Greenwich pierwszy zbiornik z prętami eksplodował w południowej Ameryce. Niewielki atomowy grzyb wzniósł się w powietrze pozostawiając w ziemi potężną wyrwę. Kolejne zbiorniki eksplodowały w przeciągu czterech godzin. Pierwsza faza planu generała udała się w stu procentach. Zawartość pyłów wzniesionych przez eksplozje spowodowała zmniejszenie dostępu światła słonecznego do Ziemi. Jeden ze zbiorników został umieszczony we wnętrzu Etny. Okazał się jednym z silniejszych. Eksplozja skruszyła warstwę skał wulkanicznych blokujących ujście gazów z wnętrza skorupy ziemskiej. Etna po raz kolejny przypomniała o sobie światu. W tym samym czasie samoloty powoli docierały do swoich celów. Wybuch nad Saharą nastąpił punktualnie o 20:00. Tajga rozbłysła oślepiającym światłem kilka minut później. Jednoczesny wybuch tylu ładunków rozlokowanych na powierzchni całej planety doprowadził do wzniesienia w niebo ogromnej ilości materiału skalnego w postaci niewielkich drobinek. Wkrótce zasłoniły one całe niebo. Piątego września świat po raz ostatni ujrzał wschód słońca w normalnych barwach. Teraz jest to tylko łuna za zasłoną nieprzeniknionych fragmentów pyłu i sadzy. Globalne ocieplenie stało się mrzonką – brak słońca oznaczał szybkie oziębienie klimatu. Kolejne lata były postępującym obrazem śmierci. Rośliny żyjące dzięki procesowi fotosyntezy wymarły. Wraz z nimi, kolekcję gatunków wymarłych wzbogaciły całe rzesze zwierząt roślinożernych. Potem padła także większość mięsożerców. Łańcuch pokarmowy tracił kolejne ogniwa. Dwa lata temu nastąpił kolejny etap – wymieranie ludzi. Większość zmarła w wyniku opadu promieniotwórczego. Byli nawet tacy, którzy do końca nie chcieli się wyrzec…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil qshyhoo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…